czwartek, 30 czerwca 2016

Rozdział 2

Akane

Kiedy Jigogu-sempai mnie poprosił żebym został po lekcji nie do końca wiedziałem czego mam się spodziewać. Nawet nic nie zdążyłem powiedzieć jak zdecydował że się do niego przeprowadzę. Może na początku się cieszyłem że w końcu będę miał spokój ale gdy dojechaliśmy na miejsce, Jigoku-sempai pokazał mi swój pokój i zostawił mnie żebym się rozpakował zacząłem lekko panikować... Co ja do cholery robię, czemu będę mieszkał z kimś kogo prawie nie znam, dlaczego w ogóle moa matka się na to zgodziła?! Co jeżeli w szkole się rozniesie że mieszkam praktycznie sam z facetem?! Spróbowałem się uspokoić, co nie szło mi najlepiej. Zacząłem moje nieliczne ubranie (które były męskie) układać do szafy. Dobrze że moja mama nie pomagała mi się pakować bo za pewne wcisnęłaby mi parę babskich ubranek. Pod wieczór zawołano mnie na kolację. Zszedłem na dół i usiadłem w pierwszym z brzegu miejscu przy stole, który był już nakryty dla 3 osób, niedaleko mnie siedział niebieskowłosy
- Więc jaką podjąłeś decyzję?
- "Decyzję"?
- O ścięcie włosów...
- Chciałbym ale nie mam pieniędzy na fryziera a moja matka nie da mi ani jena jeżeli powiem jej że chcę je ściąć
- Nie ma problemu... Rukkie!
- Co?
- Interesowałaś się kiedyś fryzjerstwem, prawda? - spytał siostry po czym ona przytaknęła głową - Akane chce się ściąć ale nie ma kasy na fryzjera. Dałabyś rade go obciąć?
- Jasne, nie ma problemu, po kolacji poszukam nożyczek - oznajmiła i ponownie weszła do kuchni. Po zjedzonej kolacji siostra Jigoku-semapia powiedział żebym poczekał na nią w łazience bo później z kafelków łatwiej będzie zmieść ścięte włosy. Nie musiałem długo czekać jak po chwili przyszła ze stołkiem i nożyczkami. Usiadłem na stołku po czym owinęła moje ramiona jakimś ręcznikiem. Wyciągnęła z szuflady grzebień i zaczęła przycinać. Nie za bardzo wiedziałem jak to wygląda w trakcie cięcia gdyż lustro było po mojej lewej a nie chciałem ruszać głową, całe szczyżenie trwało około 20 minut, w końcu mogłem zobaczyć jak wyglądam w krótkich włosach, znaczy nie były całkiem krótkie bo sięgały mi do połowy szyi ale w porównaniu do tamtych były krótkie
- I jak? - spytała kobieta
- Jest świetnie. Dziękuję Sensei
- Nie musisz mnie tak nazywać w domu, tutaj jestem po prostu Rukkie, dobrze? - spytała na co przytaknąłem. Wracając do mojego pokoju wpadłem na Jigoku-sempaia
- Szczerze powiedziawszy, wyglądasz teraz znacznie lepiej - oznajmił
- Prawdopodobnie gdyby nie ty puki bym się nie wyprowadził sam nie mógłbym ich ściąć - powiedziałem z uśmiechem - Sempai... Ja... chyba... - zacząłem po chwili ale przeszkodziła nam jego siostra zapytała się go o coś po czym poszła
- Wybacz... Coś zacząłeś mówić
- N... Nie ważne...  Dobranoc Sempai - powiedziałem nerwowo i szybkim krokiem poszedłem do swojego pokoju. Co ja właściwie chciałem powiedzieć? Chyba nie to że się w nim zakochałem... Uznał by mnie za dziwaka gdyż nie dość że go w ogóle nie znam a na dodatek obaj jesteśmy facetami... Około 22 położyłem się do łóżka ale nie mogłem zasnąć przez kolejną godzinę, zawsze jest mi ciężko zasypiać w nowych miejscach ale cóż będę musiał przywyknąć. Rano obudziłem się o 6 rano, Rukkie właśnie wychodziła do pracy bo pierwsze zajęcia miała już od 7. Sempai widocznie jeszcze nie wstał więc postanowiłem jakoś się odwdzięczyć i zrobić mu śniadanie. Tyle że nawet nie wiem co lubi jeść... W końcu zdecydowałem się zrobić jajecznicę bo jest nawet dobra w moim wykonaniu. Dopiero po chwili na dół zszedł niebieskowłosy
- O, już wstałeś - mruknął odrobinę zaspany
- Dzień dobry Sempai
- Bry... - odparł i spojrzał na dwa talerze - Zrobiłeś dwie porcje?
- Pomyślałem że jakoś wypadałoby się odwdzięczyć. Zrobiłem ci śniadanie ale nie do końca wiedziałem co lubisz, mam nadzieję że nie masz nic przeciwko jajecz... - nie zdążyłem dokończyć jak niebieskowłosy lekko rozczochrał moje włosy, przez co zrobiłem się lekko czerwony
- Dziękuję - Odparł i wziął jeden z talerzy. Z drugim talerzem usiadłem na przeciwko jego, w milczeniu zaczęliśmy jeść. Trochę straciłem rachubę czasu i spojrzałem na zegarek
- Za chwilę się spóźnię do szkoły - powiedziałem nerwowo i pobiegłem do pokoju spakować wszystkie rzeczy, wyjście z pokoju zablokował mi Jigoku
- Nic się nie stanie jak jeden dzień cie nie będzie. Jesteś po przeprowadzce masz prawo się nie pojawić w szkole. Z resztą porozmawiam z twoją mamą na pewno ci to usprawiedliwi - oznajmił, w końcu przekonał mnie żebym nie szedł dziś do szkoły. W takim razie postanowiłem wykorzystać sytuację że mam czas i musiałem gdzieś wyjść ale nie spodziewałem się że niebieskowłosy pójdzie ze mną
- Po co za mną idziesz ?
- Nie mogę? - w sumie jak chce no to nie mogę mu zabronić. Zatrzymałem się przy kwiaciarni i zacząłem grzebać po kieszeniach
- Jak myślisz, na jedną różę wystarczy? - spytałem wyciągając drobniaki z kieszeni
- Po co ci róża?
- Etto... Już dawno nie odwiedzałem grobu mojego ojca, skoro teraz mam trochę czasu chciałem tam pójść chociaż z jednym kwiatkiem
- Chowaj to, kupię za ciebie cały bukiet
- Co? Ale nie musisz...
- Nie muszę ale to zrobię - oznajmił po czym zrobił jak powiedział
- Czuję się trochę głupio że za mnie zapłaciłeś
- To przestań się tak czuć, potraktuj to jako dar - powiedział na co przytaknąłem i zaczęliśmy się kierować w stronę cmentarza. Jigoku-sempai oznajmił że poczeka na mnie przy wyjściu. Po kilku chwilach znalazłem grób ojca, leżał tak inny bukiet już odrobinę zwiędniętych, możliwe że babcia tu była niedawno. Złożyłem kwiaty na grobie, odmówiłem modlitwę i wróciłem do niebieskowłosego. Odrobinę powłóczyliśmy się po mieście, mieliśmy zamiar już wracaj jak naglę przyszła ogromna chmura i momentalnie zaczęło padać, jakoś udało nam się dotrzeć do przystanku ale odrobinę zmokliśmy. Po powrocie do domu od razu wziąłem jakieś suche ubrania, ręcznik i poszedłem wziąć prysznic. Gdy wyszedłem z łazienki zastałem Sempaia w salonie popijającego jakieś piwo, dopiero po chwili mnie zauważył - Chcesz? - spytał wyciągając drugą puszę z reklamówki
- Chyba nie powinienem. Nie jestem jeszcze pełnoletni
- Ja też nie... Nic ci nie będzie, łap -  powiedział i rzucił puszkę w moją stronę, ledwo ją złapałem. Usiadłem obok niebieskowłosego, otworzyłem puszkę i zaczęliśmy rozmawiać, nawet nie wiem kiedy wziąłem kolejną, no i trzecią... Ale jednak jak się okazało moja głowa jest dosyć słaba, wszystko zaczęła się rozmazywać przed moimi oczami, kręciło mi się w głowie i już nie za bardzo wiedziałem co mówię - "Padło na dziewiczy grunt", jak to mówią. Jeszcze nigdy nie spotkałem osoby o tak słabej głowie
- Ciiiicho... To twoja wina, ty mnie namówiłeś!
- Przynajmniej jedno jest jasne... Nie nadajesz się do popijaw - oznajmił. Przez jakiś czas trochę nie kontaktowałem ale w tej chwili obaj znajdowaliśmy się w jakimś pokoju, prawdopodobnie Sempaia. W ogóle nie pamiętam w jakim celu tu z nim przyszedłem ale zacząłem robić się senny
- Cholera, zaraz mi telefon padnie... Akane, mógłbyś wyciągnąć z trzeciej szuflady ładowarkę? - spytał na co przytaknąłem. tyle że nie wiedziałem o którą trzecią mu chodziło, od dołu czy od góry. Przykucnąłem przy meblu i postanowiłem otworzyć szufladę trzecią od góry, zacząłem grzebać za ładowarką której w ogóle nie mogłem znaleźć. Wszystko mi się zamazywało przed oczami więc do końca nie widziałem, naglę poczułem w dłoni coś podłużnego i odruchowo to wyciągnąłem. Był to jakiś wibrator, skąd on ma takie rzeczy w szufladzie? Po chwili poczułem pociągnięcie do tyłu po czym niebieskowłosy objął mnie od tyłu
- Po co ci to skoro masz mnie? - powiedział uwodzicielko
- Hę? - Nie do końca wiedziałem co powiedzieć... Czy on też się upił i gada teraz bzdury?
- Akane... To co wczoraj na korytarzu chciałeś powiedzieć to "Sempai, ja chyba cię kocham", prawda? - dodał po chwili na co cały się zaczerwieniłem - Taka odpowiedź mi wystarczy - oznajmił i lekko przygryzł moją skórę na szyi, po chwili jedną rękę włożył pod moją bluzkę. Nie trzymał mnie mocno ale i tak nie mogłem się ruszyć. Czułem ciepło, tak przyjemne i nużące ciepło przez które jeszcze bardziej chciało mi się spać. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem w jego ramionach... A może to wszystko było jednym wielkim snem?



 Jigoku



Namawiałem go? Kiedy? Chciałem tylko, żeby spróbował, a nie leciał po następne dwa piwa. Nie moja wina, że się schlał... A do tego znalazł wibrator, który kiedyś kupiłem, bo któraś z dziewczyn prosiła. Jej wytłumaczenie było takie "no bo się wstydzę". Postanowiłem, że potem do niej zadzwonię, by to zabrała. Teraz miałem inne zmartwienie. Akane. Zasnął... Wziąłem go na ręce w stylu "księżniczki" i zaniosłem do jego pokoju. To będzie miał niespodziankę, jak się obudzi. Zapakowałem rzecz, którą znalazł do pudełka i zadzwoniłem do dziewczyny. Na szczęście o tym nie zapomniała i po 5 minutach stała przed drzwiami. Wręczyłem jej pakunek.
-Jejku... Dziękuję Ji - chan. Teraz wiem, że będę mogła na ciebie liczyć! Jeszcze raz dzięki!-powiedziała, przytuliła mnie i cmoknęła w policzek.
Była średniego wzrostu blondynką o dużych... nie, nie to miałem na myśli. Miała brązowe oczy, i to one przyciągały uwagę. Chociaż posiadała coś, czym mogła się pochwalić. Była jednak dla mnie tylko dobrą przyjaciółką, i to wcale nie głupią. Nawet nieźle się uczyła i ze dwa razy miała pasek. Oczywiście pomagałem jej od czasu do czasu. Do tego znam jej faceta. Spoko koleś. Da się z nim nawet wypić... Westchnąłem i posprzątałem puszki. Jak Rukkie się dowie, że się schlał, to będę miał niezły opieprz. No ale to nie moja wina... z resztą szczęście, że nie dostał się do sake albo rumu. To by było! Odpłynął by po kieliszku. Zaśmiałem się złośliwie i ogarnąłem mieszkanie. Nie wiem czemu, ale gdy się tu przeprowadził to odruchowo zakrywałem ręce i klatkę piersiową, żeby nie widział tatuaży. Pomyślałby pewnie, że jestem bandziorem. Chociaż... kartotekę i tak miałem. Bójki, małe rozboje. No i jedno morderstwo. Broniłem się przed napastnikiem, więc mnie nie skazano. Miałem wtedy z 12 lat. Był gruby i miał nóż. Zachęcał mnie, abym do niego przyszedł. Wystraszony jednak próbowałem uciec, ale ten mnie dogonił. W obronie własnej wyrwałem mu nóż i wbiłem w szyję. Był niski, więc to nie było trudne. Przechodzień zadzwonił po policję i karetkę. To był ostatni raz, gdy się bałem i to po tym zdarzeniu siostra pozwoliła mi na jeden, mały tatuaż. "Żebym odreagował". Tak mi powiedziała. Nie żałuję swojej decyzji. Rozwalony na kanapie czekałem, aż wróci, albo śpiąca królewna się ocknie. Koło 18 wysłała mi wiadomość, że będzie u swoich koleżanek.
-Ygh...-syknąłem tylko.
Podniosłem się i położyłem w swoim pokoju. Chwila... od kiedy mi zależy na tym, by ktoś nie widział moich tatuaży?! Zdenerwowałem się tylko, zdjąłem okulary i przekręciłem na prawy bok. Rano usłyszałem, jak ktoś się trzaska. Koszmar... Niemrawo wstałem, przebrałem się i myśląc, że to siostra ubrałem spodnie od dresu i wyszedłem bez bluzki. Myliłem się. Królewna wstała. Patrzyła na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami, a ja uderzyłem się otwartą dłonią, po czym poleciałem po koszulkę. Co się stało, to się nie odstanie. Zobaczył? No trudno. Jak się okazało zrobił śniadanie, ale musiał mi o tym przypomnieć, bo wyczekiwałem na telefon od siostry. Dziwne... zazwyczaj dzwoniła koło 9 jak wychodziła na noc. Nagle ktoś do mnie zadzwonił. Nieznany numer. Pożyczyła komórkę od przyjaciółki?... Odebrałem.
-Dzień dobry. Pan Buru Jigoku?-zabrzmiał męski głos.
Przytaknąłem.
-Chciałbym, by pan przyjechał... pana siostra jest w tragicznym stanie...-potem zaczął coś wyjaśniać i mówić, ale go nie słyszałem.
Nie zwracałem uwagi na to, co się dzieje wokół. Rukkie... szpital... wypadek... tylko tyle miałem w głowie. Poderwałem się, porwałem kurtkę, buty i wybiegłem z domu. Znalazłem się szybko w recepcji i pytałem o nią. Wskazano mi salę, po czym pognałem pod dany numer. Nawet nie pytając, czy mogę wparowałem do pokoju. Leżała na łóżku. Miała zamknięte oczy a do tego te wszystkie pielęgniarki obok niej. W pewnym momencie zauważył mnie lekarz.
-Dobrze, że pan dotarł. Niestety, nie mam dobrych wieści. Ktoś ją zaatakował i doznała poważnych urazów mózgu. Na razie nie wiadomo, czy można ją uratować...
Co do cholery...? Ona mogła umrzeć...? Nie... Nie zgadzałem się na to. Nie mogła mnie zostawić. Miałem tylko ją, przez całe życie. Teraz miałem nowy cel. Dorwać gnoja, który jej to zrobił, nawet jeżeli miałem za to siedzieć w więzieniu. Oprawca był znany, ale się ukrywał. Jego rodzina zadeklarowała, że co miesiąc będą płacić za utrzymanie jej przy życiu. Dostałem wiadomość od Akane z pytaniem, gdzie jestem. Odpisałem mu i nie musiałem długo czekać, jak się zjawił. Wzrok miałem wbity w podłogę. Drżałem. Chciałem krzyczeć i rozpierdolić cały świat i tego gnoja... W końcu dałem upust rozpaczy i zacząłem płakać. Jak małe dziecko. Nie zwracałem uwagi na swoją cholerną dumę. Pragnąłem, aby ktoś mi powiedział, że ona się ocknie, że będzie dobrze. Czarnowłosy mnie lekko przytulił, a ja objąłem go bardzo mocno, chowając twarz w jego koszuli. Znów się bałem. Koło 5 dni byłem w szpitalu czuwając przy siostrze. W pewnym momencie usłyszałem głośny pisk. Jej serce się zatrzymało. Krzyknąłem, aby ktoś leciał po lekarza. Wyprosili mnie z sali, a ja upadłem na podłogę. Czułem, jakby coś we mnie pękło. Jakby cały mój świat nagle się zawalił. Niech mi ktoś powie, że to koszmar...

środa, 29 czerwca 2016

Rozdział 1

Z powodu mojego wyglądu już od podstawówki byłem wytykany palcami i mylony z dziewczyną, wszystko przez moją matkę która najwyraźniej chciała mieć córeczkę. Kupuje mi często jakieś sukienki czy tam inne damskie ubrania, rano czesze moje włosy w różne fryzury więc muszę zawsze po drodze zatrzymywać się w jakiś uliczkach żeby je rozpuszczać. Puki mój ojciec jeszcze żył stopował odrobinę zapędy mamy ale zginął w wypadku samochodowym dwa lata temu. Tak od jakiegoś czasu wygląda moje życie, mam na imię Yamura Akane, taa nawet imię mam babskie... W listopadzie będę miał 16 lat, w tym roku zaczynam liceum, miejsce gdzie mnie nikt nie zna ale z powodu że jestem realistą z powodu mojego wyglądu wszystko będzie się toczyć jak w poprzedniej szkole. Mama oczywiście kupiła mi na rozpoczęcie roku jakąś sukienkę, albo mi się wydaje albo moja mama w ogóle nie dopuszcza do wiadomości tego że jestem chłopakiem... To że nie chcę nosić tych wszystkich ciuchów wyjaśnia tym że jestem "chłopczycą". Nie wiem czy to od tego wszystkiego co robi moja matka ale chyba mi się coś w głowie poprzewracało bo zauważyłem że ostatnio prócz dziewczyn zaczęli mi się również podobać niektórzy faceci, co sprawiło że jestem teraz jeszcze bardziej zamknięty w sobie. Jeżeli ktoś by się o tym dowiedział miałbym jeszcze bardziej przerąbane, choć pewnie i tak większość ma podejrzenia. Kilka pierwszych dni udało mi się przetrwać bez zbytniego rzucania się w oczy, mimo że już padło kilka tekstów na temat mojego imienia bo nauczycielka z powodu żeńskiego imienia powiedziała "panienka" przy czytaniu listy obecności a ja musiałem poprawić że jestem chłopakiem. Pewnego dnia gdy lekcje się już skończyły, w szatni zaczepiło mnie paru chłopaków z klasy wyżej
- To jest ten cały Yamura? Myślałem że mnie wkręcacie jak mówiliście że wygląda jak baba - zaczęli robić sobie ze mnie żarty, próbowałem niezauważalnie wyjść ale nie udało mi się
- A ty gdzie? - powiedział łapiąc mnie za kaptur od bluzy, szarpnął przez co upadłem na podłogę - To nie grzecznie tak wychodzić bez słowa w trakcie rozmowy
- Chyba musimy mu dać małą lekcję - powiedział jeden z nich pokazując pięść. Kolejny z nich mnie przytrzymywał a kolejny wyciągnął telefon prawdopodobnie żeby to nagrać. Ze strachu zamknąłem oczy ale po chwili usłyszałem czwarty głos
- Naprawdę nie macie nic do roboty tylko znęcanie się nad pierwszakami? Żałosne - lekko otworzyłem oczy i zobaczyłem chłopaka z niebieskimi włosami w okularach a jego tęczówki miały dwa różne kolory, jedno czarne a drugie czerwone. Widocznie z jakiegoś powodu się go bali, wystarczyło jedno jego zdanie żeby mnie zostawili a trójka tak zrobiła - Nic ci nie jest? - spojrzał na mnie mimo że jego twarz nie wyrażała żadnych emocji wydawała mi się taka niesamowita - Nie spodziewałem się że zniżą się do takiego poziomu żeby dokuczać dziewczynie
- Nie jestem dziewczyną! - odparłem lekko zirytowany
- Mhm... Uważaj na siebie - powiedział i poszedł w stronę wyjścia. poczułem się tak dziwnie, serce zaczęło mi szybciej bić. Zaczęło mnie interesować kim on jest. Kilka dni później, słysząc rozmowy dziewczyn z klasy na korytarzu dowiedziałem się że nazywa się Buru Jigoku, jest z klasy wyżej, często opuszcza dni w szkole a przychodzi sporadycznie lub gdy są jakieś zaliczenia czy sprawdziany. Mimo że nie przepadam za takimi ludźmi którzy wszystko mają gdzieś i przyjdą sobie na jedno zaliczenie i zdają na czwórki i piątki, gdy inni naprawdę się starają przez cały rok a i tak mają przeciętne oceny, mimo to nie mogę wyrzucić go ze swojej głowy. Czy to możliwe że się nim zauroczyłem gdy mnie uratował? Co ja plotę?! Nie mogę się zakochać w kimś kogo nie znam, lubię go tylko dlatego że uratował moją dupę, z resztą skoro chodzi tak rzadko jak mówiły dziewczyny to nawet nie będę miał okazji go poznać. Przez następny tydzień widywałem go w drodze do domu, musi mieszkać gdzieś niedaleko, nie wiem czemu ale raz postanowiłem pójść za nim. Czułem się okropnie, jak jakiś stalker, lecz szybko straciłem go z oczu, ale co z tego skoro nigdy nie zdobędę w sobie tyle odwagi by do niego zagadać. Wróciłem do domu gdzie już czekała na mnie matka, widocznie wróciła wcześniej z pracy
- O Akane już jesteś. Znowu rozpuściłaś warkocz który ci rano zrobiła? Nie ważne... Jutro masz wolne, prawda? Myślałam żeby razem skoczyć do sklepu
- Nigdzie nie idę, nie lubię chodzić po sklepach
- W końcu trzeba ci coś kupić, wszystkie ubrania jakie ci kupuję kurzą się w szafie, widocznie nie jestem w stanie trafiać twój gust
- Może dlatego że jestem chłopakiem a ty mi kupujesz babskie ciuszki! Przepraszam że nie urodziłem się dziewczyną! - powiedziałem i pobiegłem do swojego pokoju. Rano postanowiłem wyjść z domu zanim moja matka się obudzi, zostawiłem jej kartkę na stolę w salonie żeby się nie martwiła i wyszedłem. Zacząłem się plątać po mieście gdyż nie miałem żadnych znajomych z którymi mógłbym spędzić czas. Usiadłem na ławce na placu w centrum nie mając co robić, naglę w oddali dostrzegłem niebieskowłosego. Co powinienem teraz zrobić? Pójść? Dlaczego tak panikuję, przecież i tak na mnie nie zwróci uwagi. Przynajmniej tak myślałem jak po chwili do mnie podszedł
- To ty lazłeś za mną wczoraj? - spytał z obojętną miną
- Co? Ja? Nie... Etto... Być może to był ktoś podobny do mnie lub przez przypadek za tobą szedłem w tą samą stronę co ty... - byłem taki zdenerwowany że już nawet nie wiedziałem co mówię - Przepraszam Jigoku-sempai muszę już iść
- Skąd wiesz jak mam na imię? Jesteś jakimś stalkerem czy co?
- N... Nie... Ja... - zapewne zrobiłem się cały czerwony - naprawdę muszę już iść - powiedziałem i poszedłem w losową stronę. Zatrzymałem się w parku i próbowałem się uspokoić 

- Jaki ze mnie idiota - powtarzałem sam do siebie opierając się o barierkę przy stawie.



Jigoku



Do pewnego czasu chodziłem do szkoły codziennie. Był to mianowicie 1 semestr, gdy zaczynałem naukę. Zacząłem zauważać, że nie potrzebuję książek, podręczników. Umiałem wszystko. Skąd? Tego nie wiem. Do szkoły przychodziłem odebrać świadectwo, na sprawdziany, kartkówki, jak pytali i gdy mnie o to proszono. Nauczyciele nawet się na to nie skarżyli, ponieważ jak to ujmują "mam przed sobą świetlaną przyszłość." Moim głównym zajęciem jest przesiadywanie w domu i pomaganie wychowawcom, gdy sobie nie radzą. Dlaczego? Bo nawet starsze klasy się mnie obawiają. Można powiedzieć, że jestem tak zwanym idolem i nawet samym spojrzeniem mógłbym jakąś uczennicę zaciążyć o co byłem kilka razy oskarżany.  Nie wiem, po co to robiły. Może dla żartu, albo żebym pod przymusem się nimi opiekował. Nie. To nie było zabawne. Ostatnio, gdy znów musiałem rano wstać, bo miałem zaliczyć coś z anglika usłyszałem, jak grupka facetów się nad kimś znęca. Jestem na tyle dobry, iż postanowiłem pomóc. I oczywiście wiedziałem, że owa osoba jest facetem. Tylko debil ty tego nie zauważył. Wyglądałby bardziej męsko, jakby ściął te włosy. Ale co ja do tego mam? Nie moja sprawa. Niedawno to nawet za mną lazł. Może i przez przypadek, bo mieszka gdzieś niedaleko. Dzisiaj znów poproszono, abym zastąpił jakiś nauczycieli bo są na wycieczkach. Dosyć niechętnie zebrałem się i wgramoliłem do klasy. Przywitał mnie dość głośny pisk. 1a naprawdę była wnerwiająca. Szczególnie dziewczyny. Jak tylko się pojawiłem w budzie, to otaczały mnie i nie przepuszczały. To było naprawdę cholernie denerwujące. Rozejrzałem się po uczniach i w oczy rzucił mi się chłopak, któremu pomogłem.  Podszedłem z dziennikiem w ręce i zatrzymałem się przy jego ławce.
-Yamura Akane?-zapytałem.
Chłopak tylko przytaknął.
-Niech go pan zostawi! A może raczej ją!-klasa chyba nie za bardzo za nim przepadała.
-Przymknijcie się, cholerne bachory. Może i jestem od was tylko o ros starszy, ale na pewno mądrzejszy, więc cicho siedzieć, bo sprawdzian wam załatwię!-krzyknąłem.
Od razu się uciszyli. Schyliłem się nad nim.
-Po lekcji chcę z tobą porozmawiać.-szepnąłem i wróciłem do biurka. 
Usiadłem na krześle obrotowym.
-Jakieś pytania?-mruknąłem.
Niech ten dzień się do cholery kończy, bo wybuchnę. 
-To prawda, że masz tatuaże?!
-Tsa... i dzisiaj jestem dla was nauczycielem, więc zwracajcie się per "pan".
-Zaciążyłeś... ekh... Zaciążył pan kiedyś jakąś dziewczynę?
-Nie. Ani jednej. Nie moja wina, że zrobią dzieciaka z byle kim.
-Jacy są pana rodzice?
-Nie mam ich. Wychowuje mnie starsza siostra. Jest tutaj nauczycielką od alfabetów.
Nawet nie zauważyłem, jak cała godzina minęła i wszyscy wyszli, prócz Akane. Grzecznie siedział na swoim miejscu. Zabrałem krzesło i usiadłem obok niego.
-Powinieneś ściąć włosy. Nie wyglądałbyś aż tak dziewczęco.
-Ale ja nie mogę...
-Jak to "nie możesz"?
-Moja matka chciała mieć córkę, i z jakiegoś powodu kupuje mi ciągle żeńskie ubrania... to się nasiliło dwa lata temu, gdy zmarł mój ojciec.
-Hm... rozumiem... No to postanowione. W domu mam wolny pokój, więc nie powinno ci to jakoś przeszkadzać. Pogadam jeszcze z siostrą. Z resztą, powinna tu zaraz przyjść.
Tak jak przewidziałem przyszła. Była podobna do mnie, ale miała 27 lat, czerwone włosy, jedno oko niebieskie, drugie czarne. 
-Dobry Rukkie. Mam sprawę.
Wyglądała na zaciekawioną, więc papiery odłożyła szybko na biurko i stanęła obok mnie.
-Ten chłopak jest można powiedzieć "dręczony psychicznie" przez matkę. Ta nawet nie chce słyszeć, że ma syna, więc zaproponowałem, by u nas zamieszkał. Co ty na to.
-Obojętnie. Wiesz, że tylko raz czy dwa razy w tygodniu jestem w domu. Nie będzie mi to za bardzo przeszkadzało, ale w zamian będzie sprzątał.
Chłopak grzecznie pokiwał głową, że się zgadza. Po lekcjach pojechałem z nim do jego domu.
-Dzień dobry. Jestem Buru Jigoku. Pani córka bardzo mi się podoba, więc chciałbym, by u mnie zamieszkała. Oczywiście nic złego jej nie spotka. 
-Ach! Wiedziałam, że w końcu się zakocha! Oczywiście, że się zgadzam!
-No to my tylko przyszliśmy po ubrania.
Przepuściła Akane i nie pytała o nic więcej. Stojąc przy samochodzie zapaliłem papierosa i czekałem, aż ten się zjawi. Przed tym, jak mnie zauważył zdeptałem go i otworzyłem drzwi. Przez całą drogę siedział cicho.