wtorek, 6 grudnia 2016

Rozdział 14

Akane

Ji zaczął czytać jakąś książkę, a ja siedziałem na drugim końcu kanapy i wtulałem się w maskotkę. Po chwili lekko się podniosłem i na czworaka razem z miśkiem podszedłem do Ji i położyłem głowę na jego kolanach. Ji cicho się zaśmiał i pogłaskał mnie lekko po głowie, po czym moje uszy zamieniały w kocie, jak i również pojawił mi się ogon. Chłopak podrapał mnie za uchem przez co zacząłem cicho niekontrolowanie mruczeć
- Jesteś teraz cholernie uroczy - powiedział nie przerywając pieszczot
- Ji... - odezwałem się po jakiejś chwili
- Hm?
- Co z twoją pracą? Nie idziesz do niej?
- Chodzę do pracy kiedy chcę
- Mi chodziło o twoją pracę nauczyciela
- Zadzwoniłem do dyrektorki i wziąłem wolne by "opiekować się członkiem rodziny" - powiedział ponownie głaszcząc mnie po głowie
- "Cz... Członkiem rodziny"?
- No tak. Jesteś przecież dla mnie jak żona, a to członek rodziny, nie? - odparł na co się lekko zaczerwieniłem - Muszę coś jeszcze dziś załatwić. Więc zadzwonię po Sui żeby z tobą została, dobrze? - tylko  przytaknąłem i podniosłem głowę z jego kolan. Ji zadzwonił po dziewczynę i powiedział jej jaka jest sytuacja nie trzeba było długo czekać aż po kilu minutach już była pod drzwiami. Jak tylko ją wpuściłem od razu podeszła do Ji
- Czemu nic nie mówiłeś co się stało Akane? - martwiłam się jak go nie było
- Martwiłabyś się jeszcze bardziej a wystarczyło że ja musiałem tak się czuć... Zostaniesz z nim? Nie powinno to zająć mi wiele czasu - Sui zgodziła się i razem z nią poszedłem do salonu. Ji wrócił dopiero po jakiś 2 godzinach. Gdy pytałem się gdzie był ten odpowiadał że "nie istotne". Minęło sporo czasu i w miarę już zacząłem dochodzić do siebie, jednak nie chciałem chodzić sam w miejsca gdzie jest mało ludzi. Ji zaproponował mi żebym z nim zamieszkał na stałe, byłem taki szczęśliwy że zgodziłem się praktycznie od razu. Minęło już tyle czasu że już nawet zaczynałem mieć z powrotem ochotę na seks ale Ji z jakiegoś powodu nie robił nic co by do tego prowadziło. Siedzieliśmy razem w sobote wieczór razem w salonie, postanowiłem postanowiłem dać mu pewne sygnały że "mam ochotę" ale ten oczywiście nic nie zauważył. Musiałem wiec "pobawić się w prowokatora". Zwrócił na mnie uwagę ale żadnej innej reakcji z jego strony nie było, trochę się zdziwiłem. Od razu do głowy zaczęły mi przychodzić różne myśli np: "Już go nie podniecam", "Może to nie było dla niego podniecające". Usiałem z powrotem na miejscu, Ji lekko westchnął i powiedział mi że od jakiegoś czasu ma "z tym problemy"
- Od kiedy?
- Nie wiem dokładnie
- Od kiedy zostałem... porwany?
- Możliwe
- Może powinieneś iść z tym do lekarza... - chłopak się ze mną zgodził... Ale jak mówiłem lekarza to nie miałem na myśli Onoe... Czemu zawsze jak coś mu się dzieje dzwoni po Onoe, on nie jest jedynym lekarzem na tym świecie do jasnej cholery, a na pewno się nie zna na wszystkich dziedzinach. Jak się okazało Ji ma impotencję ale na szczęście nie stałą, lecz nie wiadomo kiedy mu minie. Jak na razie Onoe kazał mu zażywać jakieś tabletki. Musiałem się pogodzić z faktem że przez pewien czas nie będę mógł się z nim kochać. Myślałem że to będzie takie łatwe, ale po pewnym czasie z orientowałem się że mam z tym pewien problem, pewnego dnia gdy Ji "poszedł do swojej pracy" ja udałem się do jakiejś kawiarni. nie mogłem się powstrzymać by nie myśleć "O tym". przysiadł się do stolika mężczyzna wyglądający bardzo podobnie do Ji. Nawet nie wiem jak to się stało ale wylądowałem w jego mieszkaniu...A konkretnie w łóżku. Zacząłem widywać się systematycznie z Momoru, chyba mu się podobałem ale ja "to" z nim robiłem tylko dlatego że wyglądał jak Ji, a ja nie mogłem wytrzymać bez seksu. Ja chyba na prawdę mam z tym problem. Jeszcze sui jakimś cudem się o tym dowiedziała i zagroziła mi że jeżeli nie przestanę to powie wszystko Ji. Myślałem że blefuje ale gdy w piątek wróciliśmy ze szkoły...
- Akane czy ty mnie zdradzasz? - spytał spokojnym tonem głosu... Zamurowało mnie nie wiedziałem co odpowiedzieć.


Jigoku



Sui potwierdziła moje obawy. Gdy pracowałem, często chodziłem po mieście z "obstawą" i widziałem Akane z jakimś facetem. Sądziłem, że znalazł jakiegoś kumpla czy coś, bo mnie często nie było, a sam przecież by nie siedział całymi dniami. Zacząłem się martwić wtedy, jak zauważyłem, że on całuje czarnowłosego w policzek. Dopiero w tamtym momencie o tym pomyślałem. Nie chciałem jednak dopuszczać do siebie tej  myśli. Próbowałem zajmować się sprawami grupy, aby o tym nie myśleć, jednak co chwilę miałem to przed oczyma. W końcu postanowiłem zapytać Sui. Myślałem, że zaprzeczy, że to nie tak, że się myliłem. Byłem dziwnie spokojny, gdy mi to powiedziała.
-Może wejdziesz i się czegoś napijesz? Przy okazji ochłoniesz trochę...
-Ale ja nie jestem zły, muszę jednak o to natychmiast zapytać Akane, dziękuję, że mi o tym powiedziałaś, inaczej nadal żyłbym w kłamstwie.
Pożegnałem się i szybko udałem do domu. Chłopak siedział w salonie. Rzuciłem marynarką i stanąłem na przeciw niego.
-Akane, czy ty mnie zdradzasz?
Wyglądał na zmieszanego. Jego wzrok zdawał się mówić "to nie tak, ja nie chciałem! Wybacz mi!".
-To wystarczająca odpowiedź.
Odwróciłem się i wolno poszedłem do pokoju, który był moim "prywatnym" pokojem. Zatrzasnąłem drzwi i usiadłem na ziemi. Wokół mnie było pełno niebezpiecznych rzeczy i narkotyków. Nazywałem to swoim "małym" królestwem. Byłem tak zdruzgotany, że wciągałem, co popadnie, mimo, że mogłoby mnie to zabić. Nie dbałem o to. Zdradził mnie, nie raz, a kilka razy. Nie powiedział mi o tym. Nic nie wspomniał, że ciągle myśli o seksie, gdyby tak było, pozwoliłbym mu mieć kochanka. Zrozumiałbym to, a on to ukrywał. Zachowywał się normalnie. Całował mnie, przytulał... aż brało mi się na wymioty. Zrozumiałem, iż tak naprawdę go nie znam, że jest kimś obcym. Nie mogłem mu teraz zaufać. Okłamywał mnie dostatecznie długo. Wziąłem szklaną butelkę, roztrzaskałem ją i zacząłem się ranić po całym ciele. Starałem się uspokoić, jednak narkotyki odcinały mi powoli kontakt z rzeczywistością. Słyszałem, jak prosił, bym wyszedł, a później, jak krzyczał moje imię...

Najwyraźniej straciłem przytomność, ponieważ obudziłem się w łóżku. Obok niego stał Onoe z miną "Jesteś jak małe, upierdliwe dziecko", a po jego lewej zapłakany Akane z opuchniętymi oczyma. Powoli się podniosłem.
-Co ci debilu strzeliło do łba, żeby tak okaleczać swoje ciało? Mogłeś zdechnąć.
Nie odpowiedziałem i tylko starałem się jakoś ogarnąć sytuację. Mężczyzna jeszcze mnie opieprzył, zostawił jakąś kartkę i wyszedł. Czarnowłosy się rozkleił.
-Ja... ja tak bardzo cię przepraszam... wiem, to nie pomoże, ale... Jeśli chcesz, żebym zniknął, to wystarczy, jedno słowo i nie będę zawracał ci głowy...-po tej wypowiedzi zaczął energicznie przecierać oczy.
-Głupi jesteś? Jak mógłbym cię zostawić? To moja wina, ja jestem beznadziejnym facetem i kochankiem... Nawet nie jestem w stanie cię zaspokoić...
-Nie prawda! Mogłem się powstrzymać, ale i tak nie dałem rady!
-Akane, ja też nie dałbym rady przeżyć bez seksu więcej niż dwa tygodnie...
Chłopak się we mnie wtulił łkając, a ja bawiłem się jego włosami. Były takie mięciutkie... Delikatnie go za nie szarpnąłem i cmoknąłem jego usta.
-Kochanie, nie chodź do niego. Proszę, załatwię ci terapeutę... wyleczysz się...
On tylko przytaknął nic nie mówiąc.
-Jesteś głodny?
-No... odrobinę...
-Nie jestem w stanie nic przygotować, więc może coś zamówimy? Pizza?
-Może być pizza...
Szybko złożyłem zamówienie, a gdy usłyszałem dzwonek do drzwi dałem Akane pieniądze, aby zapłacił. Nie zjadł zbyt dużo, co mnie zmartwiło.
-Czemu tak mało zjadłeś?
-No bo... straciłem apetyt...
-Nadal jesteś na siebie zły?

niedziela, 4 grudnia 2016

Rozdział 13

Akane

Gdy mężczyzna przyłożył mi szmatkę do twarzy, prawdopodobnie nasączoną eterem, straciłem przytomność. Obudziłem się dopiero w jakimś pokoju, byłem związany a w ustach miałem knebel... w pomieszczeniu było jeszcze dwóch mężczyzn, rozmawiali
- W końcu się obudził... W samą porę będzie można go wystawić jako pierwszego - powiedział patrząc na mnie... "Wystawić"? - Młody, ze zniewieściałą twarzyczką... Możemy dostać za niego dużo
- Tylko że jest mały problem... Ktoś nas widział...
- Zamaskowaliście rejestrację?
- Tak...
- Wiec nawet jak doniesie na policję trochę im zajmie szukanie
- Ale wydawało mi się że wyglądał jak syn Sharagane Irate... Jeżeli nas znajdą może być krucho
- Będziemy się tym martwić po licytacji... Zabieraj chłopaka - powiedział po czym wyszedł z pomieszczenia. Drugi do mnie podszedł i szarpnął żebym wstał ale ledwo mogłem się utrzymać na nogach i nie do końca kontaktowałem... Jedyne co zrozumiałem to coś o jakiejś aukcji i chyba domyślam się co mnie właśnie spotkało. Jednakże nie miałem jeszcze siły się wyrywać... Po jakimś czasie mężczyzna mnie wyprowadził na "scene" czy co to tam było i pchnął mnie na ziemię... W sali było mnóstwo osób ubranych na galowo...
- Dzisiejszą aukcję zaczniemy od tego młodzieńca. Czarne włosy, błękitne oczy. 18 lat, chudy ale minimalnie umięśniony... Kochanek syna Yakuzy Sharagane Irate. Znajdzie się ktoś odważny zalicytować... Cena wywoławcza 50 milionów jenów - nawet nie chciałem patrzeć na ten tłum ale słyszałem kilka głosów podbiających stawkę, ale co chwilę ktoś się jednak wycofywał. W końcu zostały tylko dwie osoby
- 150 milionów. Po raz pierwszy, drugi... Sprzedany! - Cały czas myślałem tylko nad tym jak mógłbym z stąd uciec ale moje mięśnie nadal "nie nadawały się do niczego". Mężczyzna który mnie wylicytował był dość młody, od razu zabrał mnie do limuzyny i kazał rozwiązać
- Tak więc... Jesteś kochankiem syna Yakuzy - nic nie mówiłem tylko patrzyłem się wkurzony - Już chciałbym zobaczyć minę Jigoku jak się dowie że cię wylicytowałem... Tani to ty nie byłeś
- Znasz Ji? - nawet nie wiem czemu to powiedziałem, mężczyzna przytaknął
- Masz szczęście że się tam pojawiłem... Inaczej kupiłby cię ten stary zbok i prawdopodobnie skończyłbyś jako jego prywatna męska dziwka. Spróbuję się skontaktować z Jigoku ale muszę jechać na delegację więc w tak krótkim czasie raczej się nie potkamy - powiedział po czym samochód naglę się zatrzymał - Oh, już jesteśmy... Jak masz na imię
- Akane - powiedziałem lekko nieufnym głosem
- Weźcie "Akane" do któregoś z pokoi... Możecie z nim robić co chcecie puki nie wrócę
- Zaraz... Co?! - jakiś koleś mnie wywlókł z limuzyny i zaciągnął do jakiegoś pokoju, pchnął mnie na podłogę po czym wyszedł. Wściekły próbowałem wyjść ale drzwi zamknięta na klucz a przez okno nie mogłem wyjść bo było to trzecie piętro. Usiadłem na łóżku i próbowałem się uspokoić i pomyśleć co powinienem zrobić. Wypuszczono mnie z pokoju dopiero następnego dnia rano... W nocy prawie nie spałem bo łóżko było strasznie niewygodne, na dodatek reszta służby wpadła wydzierając się że skoro jestem tu nowy to oni nie mają zamiaru dawać mi ulg. Byłem jakby to powiedzieć, "od czarnej roboty" a jak coś zrobiłem źle to bito mnie w różnych miejscach, w pewnym momencie się wkurzyłem i wdałem się w bójkę z jednym ze służby. W tym momencie znikąd się pojawił się facet w garniaku, krótkich czarnych włosach i pomarańczowych oczach, który potraktował mnie paralizatorem
- Jesteś tutaj dopiero drugi dzień a już sprawiasz kłopoty...Zamiast wykonywać swoją pracę atakujesz innych członków personelu
- Taa? To niech oni mnie nie biją za minimalne nie znaczące pomyłki
- Długo się jeszcze będziesz skarżył małolacie? Wieczorem masz wstawić się do gabinetu Atare-san - powiedział po czym się oddalił, zacząłem przeklinać pod swoim nosem. Wieczorem żeby nie mieć żadnych problemów poszedłem do tego gabinetu... Pomijając już fakt że szukałem tego pomieszczenia jakieś 20 minut. Koleś stał przy jakieś półce i przeglądał książki - Długo każesz na siebie czekać... Podejdź tu - powiedział po chwili. Nie chętnie podszedłem a mężczyzna mnie pchnął na biurko i zaczął mnie rozbierać
- Z..Zostaw mnie! - zacząłem się wyrywać ale za każdym razem mężczyzna mnie dodatkowo bił
- Im więcej będziesz się opierał tym częściej będę cię bił, rozumiesz... A teraz bądź grzecznym chłopcem i nie wyrywaj się - powiedział odwracając mnie tyłem do niego i zsuwając mi spodnie
- Nie! - Ponownie próbowałem się wyrwać ale on mnie ponownie uderzył i przygwoździł mnie do biurka, zgwałcił mnie, wciągnął mi spodnie z powrotem i "wyrzucił" zza drzwi...
- Jutro przyjdź do mojego pokoju... Jeżeli się nie zjawisz ja przyjdę do twojego a twoja sytuacja będzie jeszcze gorsza - Powiedział i zamknął drzwi... Biegiem poszedłem do "swojego pokoju"... Gdy zamknąłem drzwi oparłem się o nie i osunąłem się na ziemię... Cały drżałem. Niby robiłem to z innymi facetami ale nie zostałem nigdy nie byłem tak potraktowany... To było okropne... Następnego dnia ledwo co wróciłem wycieńczony do swojego pokoju jak do niego wpadł ten sam mężczyzna co wczoraj - Chyba zapomniałeś co ci wczoraj mówiłem
- J...Ja... Dopiero wróciłem... Więc... - zacząłem się nerwowo jąkać
- Cisza! - Pchnął mnie na łóżko i lekko poddusił, nie mogłem się ruszyć gdyż trzymał mnie za mocno - Ostrzegałem cię wczoraj - Momentalnie pozbawił mnie ubrań i zaczął wszędzie pchać ten obrzydliwy jęzor. Gdy przy wyrywaniu się kopnąłem go, on wyciągnął z kieszeni paralizator i mnie nim poraził - Jeżeli się nie uspokoisz będę zmuszony cię tym karać - powiedział, cały czas miał obojętny wyraz twarzy. Nie mogłem się ruszać, nie dlatego że "zmieniłem zdanie" ale paralizator chwilowo "unieruchomił" moje mięśnie a potem mnie one bolały. Jak już on "zrobił sobie dobrze" mnie zostawił leżącego na łóżku na skraju płaczu. Moje życie zamieniło się w całkowity koszmar, podczas dnia byłem bity przez innych za minimalną pomyłkę, wieczorem jakiś typ mnie gwałcił a w nocy byłem zbyt obolały by spać. Następnego dnia gdy sprzątałem w jakiś pokoju, było w nim dużo starych rzeczy... W pewnym momencie zauważyłem biało brązowego kota leżącego na półce z filiżankami
- Kolejny nowy, już mam dosyć ludzi - przez chwilę wpatrywałem się w kota zaskoczony a po chwili przypomniało mi się że mam te "kocie geny"
- Mógłbyś na chwilę stąd zejść? Muszę pościerać kurze - starałem się być miły ale widocznie nawet zwierzęta tutaj są wredne
- Wielka szkoda by była gdyby przyłapali cię że coś rozwaliłeś - powiedział przesuwając łapką filiżankę
- Nie! - starałem się ją złapać ale zabrakło parę centymetrów zanim dobiegłem do kredensu w tym samym momencie wszedł czarnowłosy a kot jakoś zniknął
- T...To nie moja wina... To... Był - mężczyzna chwycił mnie za ubranie i zaciągnął do jednego z pokoi, bardziej luksusowych
- Nie ma z cie tu żadnego pożytku, za każdą pracę której się podejmujesz musisz coś zrobić źle... Ale jest chyba jedna rzecz do jakiej się nadajesz - powiedział po czym mnie przycisnął do ściany żebym nie mógł uciec... Zacząłem już go nawet błagać żeby tego nie robił ale widocznie mu się to podobało. Skończyło się jak ostatnio, tyle że tym razem zostałem w tym pokoju w którym mnie zamknął... Rozpłakałem się niemal że od razu
- Ji... Ji, proszę, zabierz mnie stąd - zacząłem łkać jakby to miało w czymś pomóc. Następne dni wyglądały tak samo, dostawałem jakieś jedzenie tylko żebym nie padł z głodu a koleś mnie traktował jak swoją zabawkę. Minął tydzień od mojego pojawienia się w tym miejscu... Nie miałem już siły znosić tego wszystkiego... W pewnym momencie do pokoju wszedł mój oprawca tyle że tym razem rzucił w moją stronę coś n kształt yukaty tyle że szara i bez wzorów. Przyszedł inny mężczyzna który chwycił mnie za materiał. Zaciągnął mnie do jakiejś sali i pchnął, straciłem równowagę więc upadłem na podłogę
- Akane? - naglę usłyszałem głos Ji... Słyszałem? Czy mi się wydawało? Podniosłem głowę. Ji siedział w fotelu na przeciwko Atare. Nie zważałem już na to co oni mówią, ze szczęścia łzy napłynęły mi do oczu a gdy do mnie podszedł i mnie przytulił, rozpłakałem się. Chłopak zabrał mnie do jego mieszkania. Usadowił mnie na kanapie i chciał gdzieś pójść odruchowo chwyciłem jego dłoń, byłem nadal roztrzęsiony, chciałem żebym chodź przez chwilę mógł się w niego wtulić, chłopak usiadł obok i właśnie tak zrobiłem - Akane, kochanie, powiesz mi co się stało? - spytał głaszcząc mnie delikatnie po głowie
- No bo... bo on... on mnie... - nie musiałem dokończyć jak Ji chyba zrozumiał co chcę powiedzieć, wyglądał na wściekłego - Ji, musisz się uspokoić... proszę... -  Powiedziałem łamiącym się głosem ale to chyba nie podziałało. Po prostu mocniej się wtuliłem w chłopaka chowając lekko twarz
- Kto ci to zrobił?
- N...Nie wiem... Nie znam jego imienia...
- A jak wyglądał?
- M...Miał krótkie czarne włosy... Zawsze .... Obojętny wyraz twarzy... i pomarańczowe oczy
- Zabiję... Zabiję go za to co ci zrobił - Powiedział podniósł się z kanapy i zrobił parę kroków ale ponownie złapałem go za rękę
- Ji... Proszę nie zostawiaj mnie... Boję się - powiedziałem ze łzami w oczach. Chłopak ponownie usiadł i mnie przytulił.




 Jigoku




Głaskałem go delikatnie po głowie i starałem się jakkolwiek uspokoić. To nic nie dawało. Trząsł się jak mała galaretka. Wziąłem koc i owinąłem nim Akane. W pewnym momencie zaczął płakać, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić. Miałem tylko ochotę zajebać tamtego gościa. To jednak musiało zaczekać.
-Może kupię ci pluszaka w kształcie tygrysa?
-Nie jestem dzieckiem...
-Wieeem... ja tylko chciałem ci coś kupić do tulenia w nocy...
Chłopak wtulił się we mnie dość mocno. Mimo tego okropnego tygodnia nadal miał dość siły.
-Zjesz coś?
Chłopak tylko przytaknął. Chciałem wstać, ale ten uczepił się mnie dość mocno. Uśmiechnąłem się lekko i odczepiłem od koszuli.
-Przecież będę w kuchni... nigdzie nie wyjdę, a chyba chcesz coś zjeść, prawda?
Akane grzecznie usadowił się w rogu kanapy. Cmoknąłem go lekko w czoło. Postanowiłem, że zrobię takoyaki i ramen. W miarę szybko uporałem się z daniami, parząc się przy tym z siedem razy, ale nie miałem czasu by to opatrywać. Wszedłem do salonu z potrawami i położyłem je na stole. Chłopak ostrożnie wziął miskę i zaczął jeść. Zrobiłem tylko dla niego, ponieważ z powodów złości głód minął. Akane jadł wszystko bardzo wolno, uważając, aby się nie pobrudzić. Wydawało mi się, że tęsknił za jedzeniem. Czym oni go do cholery karmili? Na szczęście jednak nie rzucił się na miskę, więc chyba nie było tak źle. Chłopak po skończeniu odłożył naczynie delikatnie i zabrał się za takoyaki. Znowu bardzo powolutku jadł.
-A ty nie chcesz?-zapytał po skończeniu połowy.
-Nie, jakoś nie specjalnie. Gdybym był głodny, zrobiłbym także porcję dla siebie, z resztą bardzo schudłeś, mimo, że tak krótko cię tam trzymali, więc będę się skupiał na tobie.
-Ale też musisz jeść...
-Ale ty bardziej tego potrzebujesz. Jadłem niedawno.
Chłopak tylko przytaknął. Gdy skończył odłożył talerz naprawdę ostrożnie. Objąłem go jedną ręką i przycisnąłem do siebie.
-Dam ci jakieś dresy i czystą bieliznę, chodź.
Posłusznie wykonał zadanie. Dałem mu ubrania, a ten poszedł do łazienki się przebrać. Usiadłem na łóżku i czekałem na niego. Wyszedł po około 10 minutach i znalazł się obok mnie.
-Może się zdrzemnij? Na pewno jesteś zmęczony...
-A będziesz spać ze mną?...
-Jasne, tylko ubiorę piżamę.
Przebrałem się przy Akane. Przecież widział moje ciało kilkukrotnie. Gdy się odwróciłem, już leżał pod kołdrą. Powoli położyłem się obok i przytuliłem go delikatnie. 
-Miłe uczucie, mieć tak cię obok siebie...
Akane lekko się zaczerwienił jeszcze bardziej się we mnie wtulając. Przeciągnąłem się i ułożyłem wygodniej w łóżku. Zasnął wcześniej niż ja, więc jak jakiś stalker wziąłem telefon i zrobiłem mu parę zdjęć. Potem jeszcze głaskałem go delikatnie po policzku patrząc na jego śpiącą twarz. Przez to zasnąłem dopiero o 4 nad ranem. Po obudzeniu się nie było Akane obok mnie. Sprawdziłem zegarek, który wskazywał 13:14. Świetnie... Ciekawe, czy poszedł do szkoły, chociaż... to niemożliwe. Bałby się. Wstałem dość wolno przeciągając się. Cicho zakradłem się do salonu, w którym był. Powoli szedłem za nim, po czym gwałtownie go przytuliłem. Odpowiedział głośnym krzykiem.
-J... Ji?! Co ty robisz?!
-Wystraszyłem cię?
-Bardzo! Prawie zemdlałem ze strachu!
Delikatnie przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem w policzek. Chłopak po chwili westchnął i odwrócił się w moją stronę. Jego oczy były całe czerwone.
-Płakałeś?
Pierwszy raz w życiu tak martwiłem się o jedną osobę. Nieśmiało przytaknął opierając głowę na mojej klatce piersiowej.
-Bo ty spałeś... a ja... ja się bałem... no bo byłem tu sam i...
Nie dałem mu skończyć lekko całując go w usta.
-Drzwi są antywłamaniowe, okna masywne, przeciw pancerne... wszędzie alarmy do tego.
-Ale i tak...
-Już... uspokój się... jestem tutaj przecież...
Chłopak po pięciu minutach mnie puścił. Rozczochrałem jego włosy i uśmiechnąłem się widząc jego delikatnie zdenerwowaną twarz. Po tym, jak zrobiłem późne śniadanie kazałem mu się ubrać, co po chwili sam zrobiłem. Zabrałem jeszcze portfel i razem z Akane udałem się do sklepu z zabawkami.
-Ciekawe czy mają granatowe tygrysy... - wydukałem pod nosem.
W końcu znalazłem wręcz idealnego i miękkiego. Zabrałem go i z czarnowłosym, który był czerwony jak burak poszedłem do kasy.
-Zapakować?
-Nie, dziękuję.
-Ji... ale my nie przyjechaliśmy samochodem... - Akane chyba próbował mnie odwieść od kupna miśka.
-To nic, poradzę sobie.
Kobieta po chwili podała cenę: 668 yen. Wyglądała na zdziwioną, widząc zawartość mojego portfela. Zapłaciłem chyba nawet więcej i szybko wziąłem pluszaka ciągnąc jeszcze Akane za sobą. Po wkroczeniu do domu, usadowiłem zabawkę na kanapie. Chłopak postanowił ją tulić kładąc się obok. Przykryłem go kocem i pocałowałem w czoło.
-Ji...
-Hm?
-Byłbyś dobrym ojcem, wiesz...?
-Co? Ja i bycie ojcem? Nie widzę się w tej roli. Wystarczy mi, że mam ciebie. Jesteś wystarczająco dziecinny.
Akane lekko wzdął policzki na co się zaśmiałem. Wziąłem książkę i usiadłem w drugim rogu kanapy.

wtorek, 8 listopada 2016

Rozdział 12

Akane

Nigdy wcześniej nie miałem tak długiej erekcji... próbowałem myśleć o różnych rzeczach żeby mi to minęło ale koniec końców myśli zawsze kończyły się na Ji... Obaj zdążyliśmy zjeść a mi nadal to nie przeszło... Ji spojrzał na moje krocze i lekko się zaśmiał
- Z czego się tak śmiejesz?
- Z niczego... Po prostu widzę że się za mną strasznie stęskniłeś. A twoje ciało nie może się mnie doczekać - powiedział po czym pocałował mnie w skroń, lekko się zaczerwieniłem a erekcja stawała się coraz bardziej dokuczliwa - Dobrze, chodź do sypialni bo nie wytrzymasz - chwycił mnie za rękę nadal lekko się śmiejąc i zabrał mnie do jego pokoju. Usiadł na łóżku po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Rozpiął moje spodnie i zsunął je razem z bielizną. Po chwili również pozbawił mnie koszulki. jedną ręką przytrzymywał moje plecy muskając je delikatnie opuszkami palców, drugą ręką drażnił główkę mojego członka, między czasie jeszcze przygryzał odrobinę moje sutki. Mimowolnie zacząłem cicho pojękiwać, jego dotyk różnił się bardzo od innych... Każde miejsce na moim ciele które dotknął, czułem jakby się rozgrzewało i chciałem jeszcze więcej jego dotyku. Nagle odrobinę się odsunął i spojrzał na mnie - Jesteś rozciągnięty, więc od razu w ciebie wjadę - spojrzałem na niego z lekkim wkruwem... Zepsuł cały nastrój
- Bez przesady... Nie robiłem tego od kiedy się dowiedziałem że wróciłeś...
-Dać ci za to medal?
- Zabawne...
- Ej, nie fochaj się - powiedział i zrobił mi malinkę na szyi ale nadal miałem tą samą minę - Akane, kocie, jesteś na mnie zły? Rezygnujemy z seksów? - jeszcze to pytanie ... Wstałem z jego kolan i zacząłem się ubierać - Naprawdę tego nie chcesz? - spytał "niby smutnym tonem", obejrzałem się na niego przerywając ubieranie się. Chwile na niego popatrzyłem, westchnąłem i z powrotem usiadłem na jego kolanach
- Tylko mi tego już nie wypominaj... Ja... Ja naprawdę tego nie chciałem - Ji lekko pocałował  mnie w usta
- Teraz jesteś już tylko mój - powiedział seksownym głosem i pocałował mnie namiętniej... Z powrotem chłopak zdjął moje spodnie, włożył dwa swoje palce we mnie i zaczął mnie rozciągać - szybko robisz się z powrotem ciasny -  oznajmił podobnym tonem głosu co poprzednio. Po jakiejś chwili rozpiął swoje spodnie po czym we mnie wszedł dosyć gwałtownie. Jęknąłem dosyć głośno co widocznie się podobało Ji. Poruszałem swoimi biodrami ale Ji mi w tym "pomagał". Po chwili  Ji "przeniósł mnie" do pozycji leżącej w której miał większą możliwość ruchów. Moje pojękiwania wydawały się sprawiać mu przyjemność więc starałem się nie zasłaniać swoich ust. Pochylił się nade mną i zrobił mi dwie malinki, jedną obok lewego obojczyka a drugą na klatce piersiowej, również po lewej. Doszedłem jako pierwszy a zaraz po mnie Ji, wewnątrz mnie. Chłopak nabrał na palce odrobinę mojej spermy z brzucha i umarował mi tym nos. Zaczerwieniony przetarłem twarz, za to z każdym moim ruchem ze mnie wypływało odrobinę jego...
- Chcesz się wykąpać? - spytał patrząc na mnie dosyć wymownie... Dobrze wiem że to był tylko pretekst żeby mógł mnie jeszcze poobmacywać, ale mi to nie przeszkadzało. Przytaknąłem a Ji podniósł mnie "na księżniczkę" i zaniósł do łazienki, położył w wannie i napuścił wody. Usiadł tuż za mną po czym mnie do siebie przyciągnął i mocno przytulił. Gdy tylko włożył we mnie palec wszystko ze mnie wypłynęło - Przepraszam że doszedłem w tobie
- N...Nic nie szkodzi... - powiedziałem po czym pod pretekstem "umycia mnie", Ji zaczął mnie wszędzie obmacywać, jego dłonie były takie miękki... Już dawno nie czułem się tak dobrze
- Przenocujesz dziś u mnie?
- Chętnie - powiedziałem po czym mnie pocałował. Po wyjściu z wanny Ji uparł się że mnie wytrze co było kolejnym pretekstem do obmacywania ...
- Dałbym ci jakąś moją koszulkę do spania ale chyba jest niepotrzebna - powiedział po czym wziął mnie owiniętego w ręczniku na ręce i zaniósł do sypialni... To było wspaniałe uczucie móc ponownie zasnąć w jego ramionach. Rano obudził nas dość głośny budzik, mimo to cały czas leżałem - Wstawaj śpiąca królewno. Trzeba do szkoły - lekko się zaśmiał i pocałował mnie w skroń
- Mhhh...?
- Mam cię obudzić w inny sposób
- W jaki? - spojrzałem z uśmiecham na niego
- Nie udawaj że nie wiesz - uśmiechnął się, wstał, wyciągnął z szafy jakąś koszulkę i mi ją podał - Co chcesz na śniadanie?
- Obojętne - podarłem ubierając koszulkę... Chłopak wyszedł z pokoju a ja zacząłem szukać moich ubrań. Po znalezieniu bielizny ubrałem ją od razu a resztę położyłem na łóżku by później się w to ubrać... Poszedłem do kuchni i usiadłem przy stole, dosłownie minute później Ji podał mi talerz z omletem - Dziękuję - Chłopak nałożył porcję dla siebie i usiadł obok mnie - Łał, niesamowicie gotujesz
- Ciesze się że ci smakuje
- Moje zdolności kulinarne w porównaniu do twoich kuleją
- Nadal umiesz ugotować tylko jajecznice? - lekko się zaśmiał
- Nie no, odrobinę więcej umiem... Ale smak tego co ugotuje... To już inna sprawa
- Nie musisz dobrze gotować... wystarczy, że będziesz grzecznie leżał w łóżku i czekał na mnie.. - Powiedział przez co znowu się zaczerwieniłem... On mówi te rzeczy specjalnie... Odrobinę jeszcze porozmawialiśmy, jak tylko skończyliśmy jeść, przebraliśmy się  i wyszliśmy. Zatrzymaliśmy się niedaleko szkoły
- Jakby co ja tu będę czekał na Sui
- Dobrze... Ja muszę jeszcze coś załatwić w pokoju nauczycielskim
- Do zobaczenia na lekcji, Sensei
- Nie nazywaj mnie tak poza szkołą
- Dobrze Ji - pocałował mnie jeszcze po czym zaczął kierować się w stronę szkoły... Naglę podjechała jakaś furgonetka, zatrzymując się niedaleko mnie. Wyskoczyło z niej dwóch facetów. Jeden z nich do mnie podbiegł i mnie "złapał" - J...JI! - Chłopak widocznie usłyszał mój krzyk bo po chwili wybiegł zza zakrętu ale mężczyzna przyłożył mi do twarzy szmatę czymś nasączoną i po chwili straciłem przytomność...





Jigoku




 
 Rozpoznawałem tamto auto. Widziałem, jak traci przytomność i siłą wpychany jest do jakiegoś auta. Kurwa... handlarze ludźmi. Postanowiłem nie iść do szkoły i jak najszybciej udać się do rezydencji mojego ojca. Dosłownie wyłamałem drzwi prowadzące do jego pokoju. Wyglądał dość spokojnie.
-Jigoku, coś się stało?
Warknąłem.
-Akane... zabrali go... handlarze ludźmi...
Mężczyzna wyglądał na przejętego, ale nie byłem pewien, czy nie udawał. Szepnął coś mężczyźnie, który stał obok niego.
-Niezwłocznie rozpoczniemy działania, mamy dwa dni, póki go nie sprzedadzą.
Drżałem. Cały drżałem. Jeszcze nigdy nie czułem takiego wkurwienia i smutku. Czułem, że zajebię tamtych gości. Ojciec wstał i zatrzymał się obok mnie.
-Jesteś yakuzą, wiesz co robić potem. Prawda?
Przytaknąłem. Szukaliśmy, gdzie mogliśmy. Naprawdę. W końcu, po dotarciu do odpowiedniego domu aukcyjnego dowiedziałem się, że już go nie ma. Został sprzedany. Zdenerwowany chwyciłem broń i pozbawiłem tamtych gości życia. Potem jeszcze kopnąłem ich truchła. Wyszedłem szybko z budynku. Musiałem go znaleźć. Musiałem! Przeklinałem pod nosem i wsiadłem do samochodu. Bałem się, że trafił do jakiegoś oblecha. Bałem się o niego. Bardzo się bałem. Matka poleciła mi jeden dzień odpoczynku. Nie mogłem jednak spokojnie leżeć, więc dali mi jakieś tabletki na uspokojenie. Moje serce mogło nie wytrzymać. Chciałem mieć Akane obok siebie. Moje słońce, szczęście... Przy nim byłem spokojny, cichszy, może i nieco wredniejszy, ale lubiłem się z nim droczyć. Kochałem jego lekko zdenerwowaną i słodką minę. Taki delikatny, i mimo tego, co robił, to dla mnie nieskazitelny. Kochany... Pragnąłem go przytulić. Już nawet nie myślałem o czymś zboczonym, a tylko o lekkich pocałunkach. Wiedziałem, że potem mógłby się mnie bać. Bać się każdego, ale przecież wiedział, że go nie skrzywdzę. Nie mógłbym. Stracić coś tak ważnego? Mój powód do życia? Haha... zajebię dziada, który mi go odebrał. Kurwa, zajebię jak nic nie wartego śmiecia. Potnę żywcem, zakopię, zmielę, spalę. Będzie cierpiał długo, a ja miałem zamiar rozkoszować się tym widokiem. Następne dwa dni. Nie mogłem wytrzymać. Moje schizy się nasiliły. Zabrano mi ostre przedmioty. Następnego, siódmego dnia dowiedziałem się, że mój kumpel zaprasza mnie do swojej rezydencji. Nie miałem ochoty tam iść. Ojciec jednak mi to kazał. KAZAŁ. Niechętnie ubrałem garnitur i udałem się do limuzyny. Nerwowo wyszedłem, gdy byłem już pod jego domem. Przywitał mnie w wielkim salonie, który był ledwo 1/2 mojej sypialni, ale tamten salon był dla osób prywatnych, inny był większy.
-Kupiłem sobie ostatnio nowego sługę, musisz zobaczyć!
Był yakuzą, miał tatuaże, brązowe włosy i czarne oczy.
-Nie przeciągaj, Atare...
-No dobrze dobrze... Wprowadzić go!
Byłem wgapiony w drzwi. Po chwili pojawił się w nich Akane. Cicho powiedziałem jego imię. Atare się zaśmiał.
-Wiedziałem, że należy do ciebie! Dlatego go wykupiłem... no wiesz, facet, który miał na niego ochotę był gruby i śmierdział...
-Zabiorę go, pieniądze oddam...
-Nie ma potrzeby... od razu jednak mówię, że inni ze służby byli agresywni w stosunku do niego. Może mieć parę siniaków...
Przytuliłem chłopaka. Delikatnie i czule jak nigdy wcześniej. Bałem się, że się rozpadnie w moich ramionach. On cicho płakał. Narzuciłem mu marynarkę na plecy. W pokoju było dość chłodno, a on był prawie nagi. Atare pożegnał nas obu, a ja jeszcze mu podziękowałem, chociaż byłem wściekły, że nie powiedział mi o tym, iż był u niego Akane. Mówił, że był na delegacji i miał cały czas zawalony. Zrozumiałem to, bo wiedziałem, jak to jest i zabrałem czarnowłosego do swojego mieszkania. W salonie "odłożyłem" go na kanapę i chciałem pójść po jakieś ubrania dla niego, ale szybko złapał mnie za rękę i zaczął płakać. Usiadłem obok niego i gładziłem po włosach. Szybko się we mnie wtulił i kurczowo złapał mojej koszuli. Drugą dłonią chwyciłem jego rękę. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Cmoknąłem go w nos i przytuliłem.
-Akane, kochanie, powiesz mi, co się stało?
Chłopak załkał kilkukrotnie. Co oni mu do cholery zrobili? Nie chciało mi się wierzyć, że złamali go samym biciem. Jeżeli ktoś go molestował, to na pewno nie pożyje długo.
-No bo... bo oni... oni mnie...
Nie dałem mu dokończyć zasłaniając usta. Próbowałem się uspokoić. Mój poziom wkurwienia wykroczył poza skalę. Moje serce zaczęło łomotać. Ciśnienie szybko mi skoczyło. Akane widocznie to zauważył.
-Ji, musisz się uspokoić... proszę...
Jego łamiący się głos jeszcze bardziej podsycał moje zdenerwowanie...

poniedziałek, 7 listopada 2016

Rozdział 11

Akane

Gdy tylko Ji do mnie zadzwonił i powiedział że chce się spotkać bez pomyślenia od razu się zgodziłem... Ale o czym on chce porozmawiać? Może to nie być nic dobrego wnioskując po ostatnich rozmowach... Stałem przed jego drzwiami parę minut zanim odważyłem się w końcu zadzwonić dzwonkiem do drzwi. Gdy otworzył patrzył się na mnie przez chwilę co według mnie nie wskazywało na nic dobrego lecz ku mojemu zaskoczeniu, złapał mnie za rękę wciągając do mieszkania, pocałował a następnie przytulił. Nie do końca do mnie docierało co się właśnie stało.
- Przepraszam... - powiedział po jakiś czasie, spojrzałem na niego pytająco nie wiedząc czemu mnie przeprasza - Gdybym cię nie zostawił do niczego by wtedy nie doszło
- To nie jest twoja wina... To ja powinienem cię za to przepraszać
- Słyszałem twoją rozmowę z Aki'm
- J... Jak dużo z niej słyszałeś...?
- Wszystko... Nie musisz się nim już przejmować dałem mu nauczkę... A jak cię dotknie chociaż palcem straci całą rękę - powiedział cały czas nie puszczając mnie z objęcia
- Co masz na myśli mówiąc że "dałeś mu nauczkę"
- Nic, nic... - powiedział zmieniając temat, w pewnym momencie zaczął wsuwać dłoń pod moją bluzkę, bardzo mi brakowało jego dotyku ale musiałem go odepchnąć
- Nie powinniśmy tego robić... w końcu masz już kogoś, prawda? - powiedziałem to z lekkim smutkiem w głosie a Ji lekko spuścił głowę - Chciałeś ze mną o czymś porozmawiać?
- Po prostu chciałem cię jeszcze dziś zobaczyć - Przez całą drogę powrotną serce łomotało mi jak oszalałe. Gdybym go nie odepchnął doszłoby pewnie do czegoś więcej ale... Jeżeli teraz jest w związku z kimś innym...Jeżeli naprawdę chciałby mnie z powrotem zerwałby z tamtą osobą. Następnego dania rano czekała mnie kolejna niespodzianka... Gdy spojrzałem w lustro będąc w łazience ujrzałem na mojej głowie kocie uszy. Szybko zbiegłem na dół do salonu gdzie była moja mama i ojczym. Z tego co powiedziała matka to okazało się że mój ojciec był kotołakiem i że to normalne i że po pewnym czasie powinno się to unormować. Jednak nie mogłem ominąć żadnego dnia w szkole tuż przed egzaminami końcowymi. Znalazłem jakąś luźną czapkę i ją ubrałem... Mam nadzieję że nauczyciele nie będą się tego czepiać... Od razu jak tylko przekroczyłem teren szkoły Sui od razu mnie znalazła... pierwszym jej pytaniem było po co mi czapka skoro jest ciepło... Zaprowadziłem przyjaciółkę w część dziecińca gdzie nie było nikogo i zdjąłem czapkę wyjaśniłem jej całą sytuację i poprosiłem żeby w razie czego mnie kryła. Nie mam ochoty żeby inni się o tym dowiedzieli uznają mnie pewnie za jakiegoś dziwaka. Jak się okazało jedna z nauczycielek jest chora o druga jest na jakiejś wycieczce z pierwszakami i musieliśmy mieć łączone zastępstwo razem z drugą klasą. Poszliśmy do sali gdzie miały się odbywać zajęcia. W pewnym momencie do klasy wszedł Ji razem z jakimś blondynem który okazał się być uczniem drugiej klasy a Ji okazał się być zastępcą za naszą chorą wychowawczynię. Gorzej już chyba być nie mogło, na dodatek chyba właśnie się dowiedziałem kto jest tym nowym partnerem Ji. Gdy lekcje się zaczęły Ji się przedstawił i oznajmił że będzie zastępował naszą wychowawczynię do końca roku szkolnego... Czemu mi o tym wczoraj nie powiedział.
- Z powodu że zbliża się koniec roku, trzecie klasy mają egzaminy końcowe a druga zaliczenia rozdam wam formularze na których zaznaczycie przedmioty z którymi macie problemy - Przeszedł po klasie i rozdał wszystkim kartki... Oczywiście musiałem zaznaczyć przedmioty ścisłe (chemie i biologię). Gdy tylko widziałem jak Ji zatrzymał się przy tym blondynie i coś do niego mówił z jakiegoś powodu zaczynało się we mnie gotować... Gdy zabierał ode mnie kartkę mruknął coś w stylu "myślałem że sobie będziesz lepiej radził", co to miało w ogóle znaczyć... Nigdy nie miałem pamięci to tych wszystkich reakcji i nazw. Przez resztę zajęć uczniowie zadawali mu pytania... Takie lekkie deja vu, trochę jak w pierwszej klasie jak również miał zastępstwo na godzinie wychowawczej, tyle że też był uczniem. Po skończonej lekcji Ji od razu wyszedł z sali z jakiegoś powodu a do mnie podszedł ten blondyn z którym wszedł do sali na początku lekcji
- Hej Akane-chan. Jestem Chuichi Naji. Jesteś byłym chłopakiem Ji-chan'a, prawda?
- Etto... Tak, skąd to wiesz
- Ji-chan mi powiedział
- Czyli ty jesteś jego nowym chłopakiem? - spytałem na co chłopak przytaknął z uśmiechem
- Jesteś też kotołakiem tak samo jak ja - oznajmił i pokazał swoje kocie uszy- Ale wracając do tematu to strasznie irytujące jak cały czas o tobie mówi... Zapamiętaj sobie jedno. Nie oddam ci Ji-chan'a tak łatwo
- To chyba też od niego zależy... Skoro jest z tobą to znaczy że tego chciał... Gdyby chciał być znowu ze mną zrobiłby to
- Chodzi ze mną bo go o to poprosiłem... Mimo wszystko nie licz na to że tak po prostu ci go oddam - Naprawdę ten gnojek zaczął mnie wkurzać z jakiegoś powodu zacząłem się z nim kłócić. Obaj zamilkliśmy gdy do sali wszedł Ji. Bez żadnego słowa wyszedłem z klasy i zacząłem iść w stronę swojej szafki lecz tuż przy niej zatrzymał mnie Ji
- Co się tak stało?
- Nie ważne. Zapytaj swojego chłoptasia!
- Ale ja chcę zapytać ciebie - Gdy tylko próbowałem wyrwać rękę z jego dłoni ktoś mnie potrącił przez co spadła mi czapka. Dłońmi przyklepałem swoje kocie uszy i pobiegłem w stronę męskiej szatni... Nikt nie powinien mieć teraz w-fu więc była pusta. Po chwili wbiegł za mną Ji - Akane... jesteś kotem?
- Rano byłem równie zaskoczony co ty, nie potrafię schować tych uszów
- To znaczy że musisz je chować?
- A jak by to wyglądało jakbym po szkole chodził z kocimi uszami? Byłoby to co najmniej dziwne
- Bez przesady, Chu prawie cały czas paraduje z kocimi uszami i ogonem
- Ale ja nie jestem Chu! - trochę się wkurzyłem, jak w ogóle on może mnie porównywać do tamtego gnojka
- To prawda. Nie jesteś... - powiedział wyciągając do mnie rękę ale w pewnym momencie ją cofnął, pewnie przez to co powiedziałem wczoraj. Podał mi moją czapkę i oznajmił że musi wracać na następną lekcję. Założyłem czapkę na głowę i wyszedłem chwilę później. Na ostatniej lekcji mieliśmy w-f, z powodu że jako jedyny nie ćwiczyłem nauczyciel kazał mi pozbierać i poskładać wszystko, tak więc jak wyszedłem z szatni byłem już chyba ostatnim uczniem w szkole, gdy kierowałem się do swojej szafki usłyszałem szloch, postanowiłem pójść sprawdzić co się stało. Ji siedział na jednej z ławek na korytarzu i widocznie płakał z jakiegoś powodu. jeszcze chwilę zastanawiałem się czy do niego podejść ale w końcu to zrobiłem
- Ji? Wszystko w porządku? - spytałem siadając obok niego. Chłopak nic nie odpowiedział tylko mnie mocno objął.




 Jigoku




W końcu zrozumiałem swój błąd. Doskonale go zrozumiałem. Tylko szkoda, że tak późno... Zrozumiałem, że nikim nie zastąpię Akane. Przejrzałem na oczy w momencie ujrzenia Chuichiego, jak całował się z kimś w klasie. Nie, nie byłem zrozpaczony z tego powodu. Wręcz przeciwnie. Cieszyłem się, że go nie pokochałem. Czarnowłosy na pewno niechętnie podszedł. Czułem się koszmarnie. W pewnym momencie się odezwał:
-Ji? Wszystko w porządku?
Westchnąłem głęboko.
-Nie. Nic nie jest w porządku. N-I-C... Chu mnie zdradził... A najgorsze jest to, że ja i tak cię kocham. Nie brzydzę się tobą. Naprawdę za tobą tęsknię...
Chłopak po chwili mnie przytulił. Zdziwiłem się. Próbowałem zastąpić go kimś innym, więc to ja jestem żałosny. Zdawałem sobie sprawę, ze swoich uczuć, a mimo to...
-Przepraszam...-powiedział cicho.
Zdziwiłem się. Za co on mnie niby przeprasza? To moja wina, mogłem go zabrać ze sobą, a tego nie zrobiłem... Głaskałem go po plecach.
-Akane, kocham cię... tak bardzo...
Odpowiedział mi tym swoim uroczym i ciepłym głosem. Przez czas mojej nieobecności bałem się, że znajdzie sobie kogoś innego, że nie uda mi się go odzyskać. Czekał na mnie. Czekał i nadal mnie kochał. Postanowiłem, iż zabiorę go na randkę. Nigdy na takowej nie byliśmy, więc trzeba nadrobić. Cmoknąłem chłopaka w czoło.
-Pójdźmy do restauracji.-nawet nie zapytałem, czy by chciał, ponieważ było to według mnie pytanie retoryczne.
Zerknąłem na niego. Oczy mu się świeciły, na twarzy miał lekkiego rumieńca. Uśmiechnąłem się widząc jego minę. Wstałem, chwyciłem go za rękę i po zebraniu się wyszliśmy ze szkoły. W końcu skończyliśmy lekcje, tak więc nic nie stało na przeszkodzie. Zaprowadziłem go do swojego mieszkania, przycisnąłem go ściany i namiętnie pocałowałem. Odwzajemnił pocałunek. Brakowało mi tego, naprawdę. Wsunąłem jedną dłoń pod jego bluzkę, a drugą objąłem delikatnie jego kark i przycisnąłem do swojego ciała. Wydawało mi się, że miał bardziej umięśnione ciało. Postanowiłem spieprzyć atmosferę i go o to zapytać.
-Akane, jakim cudem masz takie ponętne ciało?
Chłopak zająknął się.
-No bo... wcześniej było... było takie nijakie i ja... chciałem być, być bardziej atrakcyjnym dla ciebie...
Woah... urocze, ale jeżeli dziewczyny będą patrzeć na niego? Chociaż... o to raczej nie muszę się martwić. Jestem zachłanny, więc nie chciałbym, aby się na niego gapiono. On jest mój i tylko mój... Uroczy, pociągający... Znów go cmoknąłem, ale tym razem przeszkodził nam dźwięk, który wydobywał się z mojego żołądka. Byłem głodny i to bardzo. Chłopak lekko się zaśmiał.
-Zjemy coś?-zapytał.
W sumie chyba także musiał być głodny. Podniosłem go i przerzuciłem przez ramię.
-Hej! Nie jestem workiem ziemniaków!
W salonie postawiłem go na ziemi.
-To wolisz być księżniczką?
-Oczywiście, że tak. Mój książę...
Tak pięknie przeciągnął samogłoski... Byłem napalony i to bardzo. Tak cholernie bardzo. Udałem się do kuchni, aby zrobić ramen, chłopak jednak świetnie się bawił przeszkadzając mi. W końcu złapałem go, podnieciłem i puściłem. Patrzył na mnie obrażonym wzrokiem.
-Teraz radź sobie sam, wiedz, że potrafię się zemścić, a jeśli wpadniesz na pomysł, aby pójść do jakiegoś faceta, droga wolna, ale możesz nie wracać.-burknąłem zły.
Przytulił mnie od tyłu.
-Nie chcę innego faceta niż ciebie...
Zadowoliła mnie ta odpowiedź, nie powiem.
-Po zjedzeniu i krótkim odpoczynku, obiecuję, że dokładnie cię obmacam i zbadam twoje wnętrze...
Spojrzałem na niego. Był cały czerwony, ale i tak zwróciłem uwagę na jego erekcję.
-Poczekasz na to, jak ja cię doprowadzę, czy zrobisz to sam?
Chłopak spuścił wzrok.
-P... pocz... poczekam...
Już w myślach układałem sobie, co zrobię...

wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział 10

Akane

Następnego dnia byłem dość zdołowany z powodu Ji, na dodatek jeszcze Sui mnie wyciągnęła na zakupy po zajęciach. Zwykle to polegało na to że ona coś mierzyła a ja czekałem aż jej się znudzi, tak w kilku sklepach. Bardzo często przez to sprzedawczynie myślały że jesteśmy parą. Szliśmy do kolejnego sklepu jak Sui się zatrzymała
- Co jest? - również się zatrzymałem i spojrzałem na dziewczynę
- Chyba widzę Ji... Patrz tam - oznajmiła po czym również spojrzałem w w tą samą stronę co różowo włosa. Zaczęła wołać go i machać do niego ręką
- Etto... To ja może już wrócę do domu...
- Nigdzie się nie wybierasz - powiedziała i zatrzymała mnie łapiąc za koszulę. Ji po chwili podszedł i się przywitał z dziewczyną. Po chwili spojrzał na mnie wzrokiem typu "Co, nie powiesz nawet dzień dobry" - Dawno się nie widzieliśmy... Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki na lody i porozmawiamy we trójkę?
- Robi się już późno, o tej porze większość jest już zamkniętych - znając Sui będzie próbowała nas z powrotem zeswatać w tym momencie może nie być to najlepszym pomysłem żeby się wtrącała więc próbowałem jakoś odciągnąć ją od tego pomysłu.
- Nic nie szkodzi... Niedaleko jest kawiarnia otwarta do 21... To jak Ji...?
- Jasne, czemu nie - coś czuję że może wyniknąć z tego coś złego. Gdy dotarliśmy już na miejsce kelner przywitał się z Ji
- Bywasz tu często? - spytała Sui
- Pracuję tutaj - odparł. Nigdy bym nie pomyślał że Ji będzie pracował kiedyś jako kelner w kawiarni. Każdy zamówił jakieś lody po czym Sui oznajmiła że idzie do toalety. Siedziałem przez chwili z Ji w milczeniu
- Będziesz tak siedział i się nie odzywał? - powiedział lekko wkurzonym głosem
- Powiedziałeś mi wczoraj żebym się do ciebie nie odzywał
- Eh... I wziąłeś to na poważnie? - po tym Sui wróciła do stolika
- Co u ciebie Ji
- Nic specjalnego... Studiuję literaturę i pracuję tutaj... Nie wiedziałem że się przyjaźnicie
- Od niecałych dwóch lat. Właśnie Akane, chciałabym jeszcze pójść do pewnego sklepu przed zamknięciem
- Sui, mamy niedługo egzaminy końcowe... Muszę wracać do domu i uczyć, daruj sobie już ten sklep
- Akane ma rację, nie męcz go już... Jeżeli chodzi o egzaminy jak wam idzie
- Mam lekkie problemy z historią ale jest znośnie
- A ty Akane masz z czymś problemy?
- Przedmioty ścisłe...
- Kiedyś również miałeś z tym problemy
- W sumie to Ji byłeś prymusem w szkole prawda? A ty Akane masz problemy z biologią... Może Ji pomógłbyś Akane z tą biologią? - powiedział po czym spojrzała na nas bardzo wymownie
- Sui, wiem o czym myślisz i już mówię że to w tym momencie niemożliwe. Spotykam się już z kimś - Powiedział po czym zamarłem, może mówi o tej narzeczonej?
- A no chodziły plotki że masz narzeczoną
- Nie o niej mówię - nie o niej? Nie mówił że zaczął się spotykać z kimś innym... W sumie to chyba normalne... W porównaniu co ja robiłem, to nic... Skoro jest szczęśliwy z kimś innym nie powinienem na to narzekać... Na pewno jest mu lepiej z nim niż jakby miał wrócić do kogoś kogo przeleciało prawie pół miasta. Czułem się strasznie, całe szczęście moja mama zadzwoniła z prośbą żebym jej pomógł z obiadem, miałem przynajmniej powód żeby wyjść... To znaczy nie to że nie chcę spędzać czasu z Ji ale im dłużej tam siedziałem tym coraz bardziej miałem wyrzuty sumienia i coś bolało mnie od środka. Podczas drogi powrotnej niestety natknąłem się na Aki'ego
- No hej Akane-kun. Czy mi się zdaje czy unikasz mnie w szkole od pewnego czasu
- Zejdź mi z drogi - próbowałem go wyminąć ale ten mnie złapał za rękę, zaciągnął w jakąś uliczkę i przycisnął do ściany
- Moja propozycja jest cały czas aktualna, na tych samych warunkach
- Zamknij się! Już nigdy więcej tego z nikim nie zrobię, a już na pewno nie z tobą
- Co z ciebie taka cnotka, co? A już łapię, podobno ten okularnik wrócił do miasta, twój były. Możesz się już od razu poddać a nie starać się dla niego... Wiedząc że tylu już cie dotykało nie masz nawet co myśleć że cię z powrotem zachce
- Zamknij się...
- Co prawda boli, Akane-kun
- Zamknij się! - po tym nie wytrzymałem, odepchnąłem go i uderzyłem
- No proszę... Nasz Diva się rozzłościła... Przecież sam dobrze wiesz że nie masz u niego żadnych szans... Wmawiasz sobie że jak się zmienisz to cię zachcę? Po co się oszukiwać - powiedział i przyłożył dłoń do mojego podbródka
- Wszystko przez ciebie. Gdym tylko wtedy dwa lata temu się ciebie nie posłuchał nie miałbym teraz tego problemu - odtrąciłem jego rękę i wychodząc z uliczki zobaczyłem stojącego za zakrętem Ji, nic nie powiedział tylko się na mnie popatrzył. Minąłem chłopaka i skierowałem się w stronę domu. Nie wiem czy słyszał naszą rozmowę a jeżeli tak to ile z niej usłyszał... Po powrocie do domu opiekunka która zajmowała się moją młodszą siostrą Mayumi mogła wyjść, powiedziała wychodząc że mała nie jeszcze nie jadła. Mayumi urodziła się 3 miesiące temu, przynajmniej mama w końcu dostała córkę może mnie w końcu przestanie gnębić z tymi babskimi ciuchami. Chwilę później usłyszałem płacz siostrzyczki więc poszedłem do niej uprzednio wyciągając mleko z lodówki i dając je do podgrzania. Wziąłem niemowlę na ręce i próbowałem jakoś uspokoić puki mleko nie będzie gotowe. po nakarmieniu jej odłożyłem ją do łóżeczka. Po jakiś 15 minutach wrócił ojczym z pracy, mamie w końcu również udało się znaleźć pracę ale kończy ona dosyć późno... Wróciłem do swojego pokoju gdzie położyłem się na łóżko w pewnym momencie zadzwonił mój telefon...



 Jigoku





 Słyszałem WSZYSTKO o czym mówił ten skurwiel. Czyli to on namówił Akane do tego... Gdy tylko czarnowłosy się oddalił poszedłem za chłopakiem. Szybko mnie zauważył.
-Dawno ci ktoś nie wpierdolił?
-A coś ty taki agresywny? Nie miałem racji? Zechcesz go po tym, co zrobił?
-Może... kto dał ci prawo do mówienia za mnie?
Nie zdążył odpowiedzieć, jak już leżał na ziemi. Nawet nie wiem, czemu dałem się ponieść agresji, przecież nie jestem z Akane. Nie powinno mnie obchodzić, co robi. Nie teraz. Mam kogoś. Dlaczego go pobiłem, do cholery? W końcu dałem mu uciec i wróciłem do domu. Ostatnio nie czułem się najlepiej. Co jakiś czas traciłem siły na trzydzieści minut, czasem czterdzieści. Zostawiłem buty w przedpokoju, udałem się do salonu i ległem na kanapie. Przytłoczyło mnie ostatnio dość dużo problemów; powrót do starego mieszkania, ataki, łagodniejsze, bo łagodniejsze, ale i tak a do tego dowiedziałem się, że mam raka. Żyć, nie umierać po prostu... Niedawno także poznałem swojego jakże wspaniałego ojca. Nie odzywał się dziewiętnaście lat i nagle zaczął ingerować w moje życie? Do tego to dosyć znany przywódca mafii, więc myślał, że mu wybaczę. Z uśmiechem na "ustach" (chociaż jak dla mnie, to miał ryj) powiedział "Jigoku, synku... miło cię poznać!". Aż korciło, by wybić mu parę zębów. No nic. Jestem skazany na zaakceptowanie go jako ojca. Matka na wszelkie sposoby pragnęła, bym nic o nim nie wiedział. Dlatego dość często się przeprowadzaliśmy, ale stwierdziła trzy lata temu, że jestem na tyle "dorosły" abym sam mógł o sobie decydować. Mimo, iż czasem bywa naprawdę przerażająca, to i tak jedyna kobieta, którą naprawdę bardzo szczerze kocham. A nowa żona mojego "tatusia" niech się wypcha i nie myśli o tym, że jakkolwiek będę jej "wdzięczny" lub nazywał ją "mamą". Ona na to nie zasługuje. Nie zna mnie. Nie jest kimś z mojej rodziny. Co z tego, że pieprzy się z moim ojcem? Chciałem zadzwonić do Akane, ale sama myśl, że tylu mężczyzn go dotykało... A to wszystko moja wina. Gdybym go nie zostawił... Na pewno to wszystko potoczyłoby się inaczej. Pomógłbym mu, a tak... Wziąłem telefon do ręki i zastanawiałem się, czy zmienił numer. Bardzo bałem się z nim rozmawiać, szczególnie po tym, co mu powiedziałem... W końcu zebrałem się na odwagę, by w końcu do niego zadzwonić. Odebrał niemal natychmiast.
~Kto dzwoni?
-Akane? To ja, Ji...
~Coś się stało?
-I tak, i nie. Chciałbym z tobą porozmawiać. Nie ma większego powodu. Tak po prostu... mógłbyś do mnie przyjść?
~Nie ma problemu, ale gdzie mieszkasz?
-Nie zmieniłem adresu, mam nadzieję, że pamiętasz, gdzie mieszkam...
~Ah... okej, będę za niedługo.
Rozłączyłem się i ogarnąłem salon. Obawiałem się tego spotkania. Naprawdę, bardzo się go obawiałem. Gdy w końcu usłyszałem dzwonek do drzwi zastanawiałem się, czy to aby na pewno był dobry pomysł... w końcu wstałem i otworzyłem mu. Patrzyłem na niego dłuższą chwilę. Zrozumiałem w końcu, że ja... ja naprawdę go kocham. Wciągnąłem go do mieszkania i pocałowałem. Czułem się winny tego, co musiał robić. Po tym mocno go przytuliłem.

sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 9

Akane
Jak tylko wróciłem do domu nie miałem ani trochę ochoty jeść. Z każdego posiłku jadłem tylko tyle by nie paść z głodu. Za każdym razem moja mama zaczynała tłumaczyć Ji że to dla mojego dobra, że powiedział że wróci, jakby te słowa miałyby mi poprawić humor. Z każdym dniem zaczynałem tęsknić za nim coraz bardziej, próbowałem się kilka razy do niego dodzwonić ale najwidoczniej zmienił numer. Po jakimś czasie w końcu nie wytrzymywałem tego i kilka razy pociąłem sobie ręce co starałem się ukrywać jak najlepiej przez co zacząłem nosić same bluzy z długim rękawem i przestałem również ćwiczyć na W-Fie. Z jakiegoś powodu jedyną osobą której mogłem ufać stała się Sui. Odwróciła się od swoich koleżaneczek i jako jedyna w klasie, oprócz Aki'ego, martwiła się o mnie i nawet można powiedzieć że zaprzyjaźniliśmy się. Aki po tym jak zobaczył w jakim jestem stanie również się odrobinę przejął, jednakże nadal momentami próbował się do mnie dobierać. Cały czas sobie powtarzałem w głowie słowa Ji "Wrócę jak będzie lepiej", ostatnimi czasy czytałem że coś takiego na co "choruje" Ji nie da się tego całkowicie wyleczyć, najwyżej złagodzić lekami i terapią ale często nie daje to dużych efektów. Jak znajdowałem więcej takich opinii i wiadomości zaczynałem coraz mniej wierzyć że kiedykolwiek będziemy mogli się jeszcze spotkać... Jakby problemów ze mną moja matka miała mało to jeszcze biuro w którym pracowała zbankrutowało, straciła pracę i nie mogła znaleźć nowej. Pieniądze które staraliśmy się oszczędzać jak najmocniej zaczynały się powoli kończyć, ledwo starczało na jedzenie a co dopiero na rachunki. Gdy powiedziałem o całej sytuacji Sui i Aki'emu. Chłopak po lekcjach chciał ze mną porozmawiać. Zaoferował dziwne rozwiązanie naszego problemu finansowego
- Jesteś młody, ładny, atrakcyjny a twoja figura odrobinę przypomina kobiecą. Można to wykorzystać, jeżeli wiesz o czym mówię
- Co?! Nie ma mowy
- Posłuchaj. Mój ojciec jest właścicielem klubu/baru. Wiem jacy faceci tam przyłażą i że szukają numerku na jedną noc, a za kogoś takiego jak ty mogliby dać całkiem niezłą sumkę. Mogę załatwić ci dostęp do jednego z pokoi gościnnych gdyż nasze mieszkanie jest nad klubem
- A ty niby co będziesz z tego miał?
- Oczywiście będziesz mi się w pewien sposób odwdzięczał a jak to już dowiesz się w swoim czasie - oczywiście w pierwszym momencie się nie zgodziłem ale gdy doszło do tego że zagrozili nam że odbiorą nam dom a moja mama nadal nie zarabiała dużo na pracach dorywczych nie miałem innego wyjścia. Po lekcjach podszedłem do Akiego i się zgodziłem, dał mi dane gdzie znajduje się klub, również powiedział że załatwi mi "pierwszego klienta". Jak się okazało był to jakiś 22-latek, miałem straszne odruchy wymiotne jak tylko ten facet mnie dotykał już nie mówiąc o samym stosunku, jednakże tak jak mówił Aki dostałem dość sporo pieniędzy. Jednakże nie mogłem powiedzieć mojej mamie prawdy, złamałaby się i możliwe że zaczęłaby jeszcze bardziej świrować. A jeżeli chodzi o to "odwdzięczenie się" o którym mówił Aki polegało na tym że bez słowa sprzeciwu miałem z nim sypiać. Po dłuższym czasie nie miałem innego wyjścia jak przyzwyczaić się do tego wszystkiego, źle się z tym wszystkim czułem ale cały czas powtarzałem sobie że robię to dla mamy żeby nie musiała się martwić o utrzymanie. Po pół roku takiej "pracy" moja mama poznała jakiegoś mężczyznę bardzo nam pomagał w naszej sytuacji. Skończyło się na tym że oświadczył się mojej mamie i trzy miesiące później wzięli ślub, z powodu że nie byłem pełnoletni moje nazwisko również się zmieniło na Saeki. Po tym Powiedziałem Aki'emu że nie będę dłużej robił tego za pieniądze, jednakże zanim się zorientowałem uzależniłem się od seksu co sprawiło że zaczynałem spotykać się z kim popadnie zazwyczaj te związki nie trwały dłużej niż tydzień a czasami nawet umawiałem się z niektórymi na "jeden numerek". Nigdy bym nie pomyślał że aż tak się zmienię mimo wszystko nie mogłem przestać myśleć o Ji i ta towarzysząca przy tym myśl że prawdopodobnie nigdy więcej go nie zobaczę a jeżeli nawet to gdy zobaczy jaki się stałem nie będzie chciał już mnie znać... Minęły dwa lata od kiedy rozstałem się z Ji. Zbliżała się północ, wracałem właśnie od jednego z moich "jedno nocnych" kochanków. W pewnym momencie zaczepiło mnie paru facetów, zaciągnęli mnie do najbliższego zaułku i zaczęli grozić nożem. Chcieli żebym oddał im wszystko wartościowego co mam przy sobie.
- Co tu się dzieje?! - Powili usłyszałem jakby znajomy głos. Po chwili zobaczyłem pewnego mężczyznę... Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, jego kolor oczu i tatuaże na ręku były identyczne jak u Ji - Zostawcie ją natychmiast - że co? "Ją"? Mój wygląd się zmienił i nie jest już taki babski...! Nie za bardzo miałem ochotę z nim teraz rozmawiać, wykorzystując nieuwagę napastników wymknąłem się i zacząłem uciekać. Jednakże nie udało mi się uciec jakoś daleko bo szybko dostałem zadyszki, gdyż w dzieciństwie chorowałem na astmę a pół roku temu przez zignorowane przeziębienie nabawiłem się nawrotu choroby. Wyciągnąłem z kieszeni bluzy inhalator i wziął z niego wdech. Oparłem się o ścianę próbowałem uspokoić
- Akane, to ty, prawda? - Usłyszałem ponownie ten głos. Popatrzyłem w stronę mężczyzny... Na prawdę nie chcę teraz z nim rozmawiać, jeżeli wszystko się wyda znienawidzi mnie
- Przepraszam ale musiał mnie pan z kimś pomylić - próbowałem się oddalić ale chłopak złapał mnie za rękę przyciągając do siebie i tuląc - Ji co ty robisz, do jasnej cho...
- To już nie "Sempai"? - odparł z uśmiechem
- Jestem już za stary na takie coś
- Czyli się nie pomyliłem - powiedział a w jego głosie można było usłyszeć szczęście. Udało mi się wydostać z jego uścisków i się odrobinę cofnąłem - Mówiłem ci że wrócę - powiedział na co przytaknąłem
- Mimo wszystko nie jestem już tym samym Akane którego znałeś dwa lata temu
- Zdaję sobie z tego sprawę. Szukałem cię długi czas myślałem że już mi się nie uda
- Nie mogłeś mnie znaleźć pewnie dlatego że moja matka ponownie wyszła za mąż i moje nazwisko też się zmieniło... Teraz wszędzie jestem zapisany jako Saeki Akane
- Nie miałem pojęcia - powiedział i ponownie mnie przyciągnął do siebie - Tak bardzo za tobą tęskniłem - powiedział. Wtedy zauważyłem jakiś napis na jego dłoni, jak się okazało było to wytatuowane moje imię, w miejscach w których Ji się wtedy skaleczył
- Wytatuowałeś moje imię? - widząc to zacząłem coraz bardziej żałować tych wszystkich rzeczy które zrobiłem w ciągu tych dwóch lat
- Zrobiłem ten tatuaż po tym jak trafiłem do tamtego zakładu, Mimo tych wszystkich terapii dawało mi to siłę bo wiedziałem że robię to wszystko dla ciebie - odparł
- Muszę już iść do domu rano mam szkołę
- Taa, a ja wykłady... Co robisz sam o takiej porze - dodał po chwili milczenia
- Etto... - po tym mogło się stać najgorsze co mogło być. Pojawił się naglę Kazuo jeden z dawnych "jedno nocnych" kochanków, wyrwał mnie z uścisków i zaczął wrzeszczeć
- Co kolejnego sobie znalazłeś - nie jest dobrze
- Odpierdol się Kazuo, mówiłem ci już wiele razy że między nami nic nie będzie - powiedziałem i szybkim krokiem zacząłem się kierować w stronę mojego domu ale ktoś złapał mnie za rękę. Oczywiście mogłem się spodziewać że to Ji
- Kto to był?
- Nikt ważny. Prześladuje mnie i chce żebym z się z nim spotykał
- Co miał na myśli mówiąc "Kolejnego sobie znalazłeś"? - powiedział i puścił moją dłoń
- Jesteś inteligenty nie udawaj że się nie domyślasz
- Jednak miałem nadzieję że to błędne wnioski
- Ji ja... - wysunąłem do niego rękę ale ten się cofnął
- Kto by pomyślał że będę się tak starał dla kogoś kto stał się męską dziwką - powiedział. Gdyby ktoś inny to powiedział miałbym to gdzieś ale te słowa wypowiedziane z jego ust strasznie mnie zabolały. Chciałbym powiedzieć że żałuję ale chyba jest już na to za późno. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć chłopak się oddalił. Pobiegłem do swojego pokoju i próbowałem się uspokoić... On mnie teraz nienawidzi na pewno, widziałem to brzydzenie w jego oczach, co ja zrobiłem... Czemu zacząłem być taki...! Takie myśli towarzyszyły mi przez większość pozostałej nocy. Spałem tylko 3 godziny więc nie byłem również w dobrym nastroju. Co również zauważyła Sui jak tylko przyszedłem do szkoły
- Akane, wszystko w porządku?
- Nie... - odparłem krótko smętnym głosem
- Co się stało?
- Ji wrócił...
- Nie powinieneś się cieszyć? Tak bardzo rozpaczałeś dwa lata temu...
- Gdybym wszystkiego nie zjebał byłbym w siódmym niebie
- To znaczy?
- Spotkałem go wczoraj wieczorem na ulicy. Wyglądało na to że się bardzo ucieszył jak mnie zobaczył... Ale musiał na nas wpaść Kazuo i palnąć coś przez co Ji wszystkiego się sam domyślił
- "Wszystkiego" masz na myśli...
- Tak... Teraz zapewne nie będzie chciał na mnie nawet spojrzeć
- Zawsze myślisz najpierw o tym najgorszym... Ji cię kocha na pewno jakoś się ułoży!
- Gdy próbowałem do niego wyciągnąć rękę cofnął się i nazwał mnie męską dziwką. Obawiam się że możesz nie mieć racji - Po skończonych zajęciach wyczerpany wróciłem do domu. Będąc w przedsionku usłyszałem jak toś rozmawia z moją mamą i nie był to głos ojczyma. Wszedłem do salonu gdzie okazał się siedzieć Ji i pił herbatę z moją mamą. Nie wiedziałem co mam powiedzieć lub zrobić
- Oh, Akane już jesteś... Popatrz kto nas odwiedził - powiedziała z uśmiechem lecz po chwili również wyczuła tę niezręczność unoszącą się w powietrzu - To ja może was zostawię samych - oznajmiła i udała się na piętro... Nadal nie wiedziałem co powinienem powiedzieć po tym co wydarzyło się ostatnim razem
- Nie masz mi nic do powiedzenia... Nawet Gównianego Dzień dobry? - powiedział niebiesko włosy nadal siedząc na kanapie
- Po co tutaj przyszedłeś?
- Po tym jak sobie wszystko przemyślałem postanowiłem przyjść porozmawiać... - Powiedział wstając podszedł kilka kroków w moją stronę - Po tym jak nie mogłem cię znaleźć mój ojciec wybrał dla mnie narzeczoną, ale zerwałem z nią te zaręczyny myśląc wyłącznie o tobie... Nie chcę żebyś myślał że cię nienawidzę... Brzydzę się to fakt ale jeżeli się bardzo postarasz możliwe że mnie odzyskasz. Jak na razie nie zbliżaj się i nie odzywaj się do mnie... Muszę już iść, podziękuj matce ode mnie za herbatę - Powiedział po czym wyszedł... "Jeżeli się bardzo postarasz" tylko co ja takiego mam zrobić? Nie spotykać się z nikim więcej to na pewno ale nie spowoduje to że Ji przestanie się mnie brzydzić.



 Jigoku




 Poznałem paru kumpli w zakładzie, dzięki temu nie musiałem być sam. Na szczęście... Likoe, wysoki, z strasznie ciemnymi oczami, ale nie czarnymi. Raczej granatowymi. Miał białe włosy. Sanae to jego przeciwieństwo, prócz wzrostu... Do tego Uryu. Miły, zabawny z czarnym humorem. Wysoki, chudy, fioletowe włosy z szarymi pasmami i szare oczy. Nie świrowałem jakoś mega często, więc było dobrze... Mimo wszystko bardzo mnie pilnowano. No ale trudno. Zakład był nieco jak taki hotel z murem i strażnikami. Życie było dość dobre tam, ale... ta tęsknota... Ciągle wieczorem dawałem się ponieść emocjom i płakałem jak jakaś baba na tanim romansidle...
-Akane... czy ty tęsknisz tak mocno, jak ja?...
W pewnym momencie dowiedziałem się, że Likoe robi tatuaże... Wybrałem się więc do niego z zamiarem sprawienia sobie nowego. Był oczywiście w swoim pokoju i rysował nowe projekty.
-Dobry...-zacząłem.
-Dżem.-te jego żarty...
-Ja zrobić nową dziarę.
-A masz gdzie? Czy na dupie chcesz?
-Hahaha... na dłoni. Imię pewnej osoby...
-Ohooo... Nasza Pantera się zakochała?
-Nie śmiej się, idioto, tylko weź do roboty.
-Dobraa... to jakie to imię?
-Akane...
-Prawa ręka?
-Prawa.
-No pewnie do no "wiesz"...
-Masz nieśmieszne żarty...
-Doprawdy? Nie marudź, tylko siadaj.
Zdezynfekował mi dłoń po czym zrobił tatuaż. Nie bolało. Tak trochę śmiesznie... Założył mi jeszcze opatrunek ochronny. Podziękowałem mu i wyszedłem. Wróciłem do pokoju i wyciągnąłem zdjęcie Akane... był na nim ukazany, gdy spał po swoim pierwszym razie... Położyłem się i wgapiałem w fotografię... Zasnąłem z oczami w oczach a rano ciężko mi się wstawało... dwa lata szybko minęły. Bardzo szybko. Wraz z kumplami wyszedłem w tym samym czasie i z nimi wróciłem do Tokio. Miałem nadzieję znaleźć Akane, ale na próżno... dość szybko ojciec znalazł mi narzeczoną, z którą tylko się przyjaźniłem... pomagała mi w poszukiwaniach, a jej chłopak był cholernie miły i bardzo go polubiłem. Naprawdę bardzo. W końcu się poddałem i postanowiłem przespacerować w nocy jak usłyszałem groźby... rzuciłem się na pomoc i osoba przeze mnie ratowana wydała mi się znajoma... jak się okazało, był to czarnowłosy. Rozumiem, że musiał pomóc finansowo matce, ale mógł znaleźć pracę jako na przykład kelner, czy coś... Nie musiał robić "tego"! Zdenerwowałem się, bardzo. A do tego na drugi dzień jego matka zaprosiła mnie na herbatę. Nie wypadało się nie zgodzić, więc poszedłem. Niestety, napotkałem Akane... z jednej strony byłem szczęśliwy, jednak... coś we mnie pękło. Bolało mnie to, że tyle osób widziało go nago...

Rozdział 8

Akane

Czyli Sempai tym razem szedł do Onoe bo chciał się spotkać z matką, znowu bezpodstawnie się tylko zdenerwowałem i na dodatek również zdenerwowałem swoim zachowaniem Sempaia. Mógł mi powiedzieć że idzie spotkać się z matką, chociaż jego sprawy rodzinne to nie moja sprawa. Gdy wrócił do domu ze swoją matką i zaproponował mi żeby się razem przeprowadzić do niej bez wahania się zgodziłem. Mogę mieszkać gdziekolwiek byle tylko być blisko Ji-sempai'a. Przynajmniej jak się przeprowadziliśmy do sąsiedniego miasta byłem spokojniejszy bo Onoe jest teraz dosyć a Sempai chodzi do szkoły kilka razy na miesiąc. Pierwsza rzecz jaka mnie zdziwiła w nowym mieszkaniu to było to że były tylko dwie sypialnie... Nie byłoby w tym nic dziwnego bo w końcu dzielenie pokoju jest często czymś normalnym ale w sypialni znajdowało się jedno wielkie łóżko. Spałem z Semapiem tylko raz w łóżku, a gdy zasypiałem byłem tak zmęczony że nie zdawałem sobie nawet z tego sprawy, jak teraz pomyślę że każdą noc będziemy spędzać w jednym łóżku zaczynam się odrobinę dziwnie czuć. Zaskoczył mnie również fakt iż matka Ji z całkowitym spokojem zaakceptowała fakt że jej jedyny syn spotyka się z chłopakiem. Jak tylko kobieta wyszła z domu niebieskowłosy od razu zaczął się do mnie dobierać. Po chwili już leżeliśmy na podłodze. Chłopak rozpiął moją koszulę i polizał mnie po podbrzuszu, przeszedł mnie dreszcz, niebieskowłosy to zauważył przez co się uśmiechnął i zrobił to ponownie przez co dostałem wzwodu. Chłopak widząc to z uśmiechem wziął mnie na ręce "na księżniczkę" i poszedł ze mną do naszego wspólnego pokoju i rzucił mnie na łóżko, zdjął moje spodnie i bieliznę. Zdjął szybko swój podkoszulek. Poślinił palce i powoli je we mnie wsunął, sam początek nie był za przyjemny
- Miałeś chyba kupić ten olejek czy coś - burknąłem
- Kupiłem ale nie jest albo w walizce albo w torbie, nie chce mi się tego teraz szukać - odparł dokładając do środka kolejny palec. Powoli zaczął rozciągać otwór, mruknąłem cicho na co chłopak oblizał się z cwaniackim uśmieszkiem. Wyciągnął ze mnie palce po czym zsunął swoje spodnie, pochylił się bardziej nade mną, chwycił moje nogi rozkładając je bardziej na boki i jednym ruchem we mnie wszedł, od razu zaczął od szybkich ruchów sprawiając że zacząłem niekontrolowanie jęczeć. Wyciągnąłem ręce w jego stronę by trzymając się jego ramion podciągnąć się by móc objąć jego szyję. Chłopak zaczął mnie namiętnie całować, po chwili puścił jedną moją nogę i wolną ręką zaczął bawić się moim sutkiem. Zacząłem jeszcze bardziej jęczeć lecz tym razem Ji przerywał je czasem pocałunkami
- Za chwilę do... - nie zdążyłem dokończyć wypowiedzi jak nie wytrzymałem i doszedłem
- Mogłeś trochę na mnie poczekać
- Nie mogłem dłużej wytrzymać, przepraszam
- Nie mogłeś wytrzymać, co? Tak bardzo na ciebie działam że dochodzisz tak szybko? - Powiedział przez co zrobiłem się czerwony. Chłopak się cicho zaśmiał i kontynuował poprzednią czynność puki on również nie doszedł. Przez moment leżałem w objęciu Semapia, po kilku minutach chciałem pójść wziąć prysznic ale jak tylko wstałem długo nie mogłem ustać na swoich nogach i upadłem przez co chłopak cicho się zaśmiał - Powinieneś już wiedzieć że po tym nie będziesz mógł za bardzo chodzić... Gdzie chciałeś iść?
- Chciałem pójść się umyć... Ale chyba w takim ra... - nie zdążyłem dokończyć jak Sempai wstał i podniósł mnie "na księżniczkę"
- Tak więc, wykąpiemy się razem? - zaproponował, spojrzałem na niego lekko się czerwieniąc - No co?
- W tym stanie nie będę mógł stać pod prysznicem
- Ja nic nie mówiłem o prysznicu, możemy wziąć razem kąpiel, dokładnie cię umyję w każdym miejscu
- Nie muszę robić tego teraz, Pójdę później jak sam będę mógł chodzić. Odstaw mnie, nie powinieneś się przemęczać w twoim stanie
- Miłe że się martwisz o moje zdrowie ale nic mi nie będzie - powiedział niebieskowłosy ale wysłałem mu karcące spojrzenie - No dobra - burknął z powrotem się położył na łóżku ze mną w objęciach, w końcu w takiej pozycji zasnęliśmy. Obudził mnie dopiero Ji-sempai wstając z łóżka, za oknami było ciemno więc albo była noc albo wcześnie rano -Przepraszam, obudziłem cię?- spytał z uśmiechem
- Czemu wstajesz o takiej godzinie? - spytałem przecierając oko
- Po prostu muszę zażyć leki o których zapomniałem. Jeżeli Onoe by się dowiedział że nie wziąłem ich o danej godzinie znowu zrobiłby mi kazanie - powiedział. Już na sam dźwięk jego imienia wypowiadany z ust Sempaia znów robiłem się naburmuszony. Obróciłem się na drugi bok i przykryłem się bardziej kołdrą
- Następnym razem nie zapominaj o takich rzeczach. Od tego zależy twoje zdrowie
- Dobrze, dobrze - powiedział pochylając się nade mną i całując mnie koło skroni po czym wyszedł z pokoju.




Jigoku





Fajnie, że się o mnie martwił, ale ja naprawdę chciałem się z nim wykąpać. Może kiedyś się uda. Niedaleko kuchni na kogoś wpadłem. Modliłem się tylko, by to nie była moja matka, bo rozpęta się piekło... ale to nie możliwe. Ona zawsze śpi do 8, a Akane jest w pokoju. Włamywacze? Jak się okazało była to jednak moja rodzicielka. W szarym szlafroku, kapciach w tym samym kolorze i jakiejś piżamie. Miała kawę w ręce i wyglądała jak siedem nieszczęść. Nie miałem zamiaru jednak głośno tego mówić. Oj nieee... Na szczęście jednak ziewnęła tylko i mruknęła "dobranoc". Gdy poczułem dziwaczny impuls szybko "rzuciłem się" w stronę szafki, gdzie znajdowały się leki. Nie mogłem znaleźć jednak tych najważniejszych - na uspokojenie. Wziąłem pozostałe i nadal szukałem pudełka. Przecież musiało gdzieś być! Minęło jakieś piętnaście minut. Nigdzie ich nie było... cholera jasna... Co ja teraz zrobię? A jeśli kogoś zaatakuję? Nie chcę, żeby Akane widział, jaki jestem. Znienawidziłby mnie... Usiadłem na krześle i zakryłem dłonią twarz, chcąc się uspokoić. Jakoś udało mi się nad tym zapanować. Z trudem, ale dałem radę. Miałem mu powiedzieć? Wyznać, że jestem jakimś psycholem, który może nagle go okaleczyć w nocy, albo zabić? Postanowiłem na niego poczekać, aż w stanie i w między czasie zrobiłem naleśniki, żeby czymś zająć ręce. Nagle ktoś mnie złapał, a raczej przytulił, więc wystraszony prawie upuściłem patelnię. Zerknąłem za siebie i zobaczyłem Akane.
-Jesteś może głodny?-zapytałem.
Pragnąłem jak najbardziej odwlec tę rozmowę. Chłopak z chęcią jadł naleśniki z dżemem. Ja wgapiałem się w kubek od kawy. Wydawała się taka ciekawa... Siedzieliśmy w ciszy. Po chwili znów ten dziwaczny impuls. Bez słowa wszedłem do pokoju i zacząłem szperać w plecaku. Wyciągnąłem żyletki, kawałek metalu i zapalniczkę. Najpierw zrobiłem parę ran, a później podgrzałem stal i zacząłem przypalać nią skórę. Te czynności nigdy mnie nie bolały, wręcz przeciwnie. Dawały uczucie ulgi. Siedziałem w kałuży krwi. Modliłem się, żeby tylko Akane nie wszedł.. Boże, nie. Błagam. Usłyszałem  skrzyp drzwi. Tego się właśnie obawiałem. Nie miałem siły nawet schować rąk. Czarnowłosy szybko zaczął wypytywać, co się stało. Gdy tylko zauważył rzecz wytrącił mi ją z rąk tym samym się raniąc. Kazał mi się nie ruszać i wybiegł z pokoju. Ja jednak się nie posłuchałem, zamknąłem drzwi. Podszedłem do swojej torby, otworzyłem ją, wyjąłem pistolet na gwoździe i palnik. Najpierw powbijałem parę, a potem trochę je przypaliłem. Nie bolało. Znowu. Chłopak walił w drzwi i krzyczał, bym go wpuścił, ale nie chciałem tego. Nie mógł zobaczyć mojego stanu. W końcu wszedł jakoś w momencie, gdy ja wyrywałem gwoździe z dłoni. Przerażony szybko znalazł się obok, schłodził rany po czym zaczął szybko je bandażować. Wyjął telefon z ręki, prawdopodobnie po to, aby zadzwonić po karetkę.
-Akane, nie... nic mi nie będzie...
-Na pewno? Może powinienem...
-Nie, Akane...
Rzucił telefon na łóżko i się we mnie wtulił płacząc. Zraniłem go. Czułem to. Dosłownie. Serce... czułem, jakby miało mi pęknąć.
-Przepraszam...
Po chwili pomyślałem, by było lepiej, aby przestał się ze mną zadawać.
-Akane. Przestań mnie kochać... zapomnij o mnie...
-C.. co?...
-Zostając przy mnie narażasz się na utratę życia...
-Nie! Nie chcę cię zostawiać!...
-AKANE.
-Nie!
-Posłuchaj mnie, mogę cię zabić, zranić. Gdybym to zrobił to nie wybaczyłbym sobie... prawdopodobnie załamałbym się nerwowo... Akane, nie chcę tego...
-Ale ja...
-Nie możesz... zadzwonię do twojej mamy... zacznij się pakować...
Chłopak ze łzami w oczach i nie odzywając się zaczął wykonywać czynność. Jego rodzicielka jeszcze nie przyjechała, gdy stałem przy wejściu. Chłopak usiadł na schodach, a ja obok niego.
-Wrócę... Akane... ja wrócę. Gdy tylko będzie lepiej... czekaj na mnie. Proszę....
Czarnowłosy lekko przytaknął i wtulił się we mnie ten ostatni raz... Po tym, jak odjechał mimowolnie z oczu popłynęły mi łzy. Wróciłem do domu. Spakowałem się szybko po czym matka zawiozła mnie do zakładu...

wtorek, 19 lipca 2016

Rozdział 7

Akane

Gdy wracałem ze sklepu zaczepiła mnie dziewczyna z mojej klasy, zdziwiło mnie to bo nigdy żadna z nich się do mnie nie odzywała bez żadnego konkretnego powodu. Zaczęła jakby ze mną "flirtować"
- Ok a teraz gadaj czego chcesz?
- Niczego... Nie mam pojęcia o co ci chodzi
- Wy nigdy nie jesteście dla mnie miłe więc co ci kazały załatwić twoje koleżaneczki? - spytałem ale ona w dalszym ciągu zostawała przy swoim. Gdy już chciałem pójść dziewczyna mnie złapała i pocałowała. Odepchnąłem ją i chciałem iść już do domu ale zatrzymałem się w miejscu gdy zobaczyłem Semapia szedł w przeciwnym kierunku... A co jeżeli on to zobaczył? Znienawidzi mnie... Próbowałem go dogonić żeby z nim porozmawiać ale w pewnym momencie zaczął biec i go zgubiłem. Pełen obaw wróciłem do domu. Rozpakowałem zakupy i chciałem zadzownić do Ji-sempaia ale nie odbierał. Za którymś razem postanowiem zostawić wiadomość głosową
- Chciałem tylko zapytać gdzie jesteś, bo jak wróciłem ze sklepu nie było cię, oddzwoń jakby co - rozłączyłem się i usiadłem na kanapie w salonie. Być może w ogóle nie widział jak ta dziewczyna mnie całowała więc wolałem o tym nie wspominać. Zadzwoniłem jeszcze parę razy, z nerwów zostawiłem jeszcze parę wiadoości głosowych za każdym razem mój głos coraz bardziej drżał. Po jakiejś godzinie wróciła Rukkie, spytała gdzie jest jej brat ale niestety musiałem odpowiedzieć że nie wiem. Zacząłem się martwić, postanowiłem poczekać na Semapia aż wróci. Usiadłem w przedsionku przy drzwiach frontowych i czekałem. W pewnym momencie podeszła do mnie Rukkie
- Akane idź do łóżka, jutro masz szkołe - powiedziała ale ja kiwnąłem głową przecząco. Czerwonowłosa gdzieś poszła i po chwili wróciła z kocem - Skoro masz już tutaj siedzieć to owiń się tym bo inaczej się przeziębisz
- Dziękuję - powiedziałem i wziąłem od kobiety koc. Koniec końców zasnąłem zanim Semapi wrócił do domu. Ale rano obudziłem się już we własnym pokoju... Spojrzałem na zegarek, za 20 minut zaczynały się lekcje. Szybko się przebrałem i na dobiegu bez śniadania ledwo zdążyłem do szkoły. Dowiedziałem się że wycieczka została przełożona, początkowo chcieli dać jakiegoś nauczyciela zamiast Ji ale wszyscy jednak chcieli żeby on jechał więc ostatecznie termin został przeniesiony na za tydzień kiedy stan Sempaia się polepszy. Na pierwszej lekcji wychowawczyni przedstawiła nowego ucznia Kaza Aki, miał brązowe włosy i czerwone oczy. Z tego co mówiła nauczycielka wcześniej mieszkał za granicą. Z powodu iż obok mnie nigdy nikt nie siada jedynym wolnym miejscem było to obok mnie, chłopak uśmiechając się usiadł obok. Po skończonej lekcji wychowawczyni poprosiła mnie żebym został
- Coś się stało? - spytałem dosyć nie pewnym głosem
- Właśnie miałam się też o to sptać. Widziałam jak przysypiasz na lekcji, nigdy wcześniej ci się to nie zdarzało. Wyglądasz też nie najlepiej... Może powinieneś pójść do gabinetu pielęgniarskiego
- Nie! - od razu powiedziałem nawet nie myśląc - Nie ma takiej potrzeby - dodałem szybko - Po prostu źle spałem tej nocy. Nie musi się pani martwić
- Dobrze, ale jak będziesz się źle czuł natychmiast masz iść do pielęgnarza szkolnego -  powiedziała nauczycielka na co przytaknąłem. Idąc do kolejnej klasy napotkałem Sui, jedną z fanklubu klasowego Sempaia. Miała Różowe włosy, często związane w dwa kucyki, i fioletowe oczy
- Chciałam przeprosić za Miyo wczoraj - powiedziała niepewnie
- Po co to mówisz?
- No bo zrobiło mi się głupio że brałam w tym udział
- O co w ogóle w tym chodziło?
- No bo... Może zacznę od początku... Pamiętasz jak wtedy zacząłeś się bić z Mito, a Buru-sempai to przerwał a potem kazał ci iść za nim? Byłyśmy ciekawe z dziewczynami gdzie cie prowadzi, no i widziałyśmy jak się całujecie w tamtej klasie. Dziewczyny chciały was jakoś skłucić i wymyśliły że któraś z nas cie pocałuje, zrobimy zdjęcie i mu wyślemy ale okazało się że Buru-sempai widział to na własne oczy... Jakby co ja nic nie chciałam robić... Mimo że uwielbiam Sempaia, wasz związek mi nie przeszkadza. Nawet jeżeli będzie trzeba, mogę mu wszystko powiedzieć - Byłem dość zaskoczony - Tylko proszę nie mów dziewczynom że ci o wszystkim powiedziałam - dodała po chwili, przytaknąłem po czym rozdzieliliśmy się i jeszcze poszedłem do automatu kupić sobie coś do jedzenia bo nie zdążyłem zjeść śniadania. Jak się okazało był tam również ten nowy uczeń, Aki. Jakoś tak zaczęliśmy rozmawiać, był bardzo miły. Dobrze się razem dogadywaliśmy, przynajmniej przez moment nie myślałem o tym wszystkim. Ostatnią lekcją był dziś w-f. Pod koniec zajęć nauczyciel kazał mnie i Aki poskładać siatkę i pozanosić piłki do kantorka. Po tym wszystkim mogliśmy się dopiero pójść przebrać. Reszta już zdążyła wyjść więc byliśmy w szatni tylko we dwójkę. Zanim nawet zdążyłem otworzyć swoją szafkę czerwonoki złapał mnie za rękę i przyciągnął do ściany
- C...Co ty robisz? - w tym momęcie wyglądał zupełnie inaczej niż przed chwilą
- Co się stało Akane-kun, chyba się mnie nie boisz - powiedział uśmiechając się. Próbowałem go odepchnąć ale nic to nie dawało
- Puść mnie! - krzyknąłem ale chłopak sobie z tego nic nie robił
- Spokojnie Akane-kun, będę delikatny nie będzie boleć
- C...Co?! Zostaw mnie! PUŚĆ! - zacząłem się drzeć w nadziei że ktoś mnie usłyszy. Czerwonooki włożył rękę pod mój podkoszulek i zaczął się bawić moimi sutkami - Nie! Przestań!
- Ty mówisz "nie" ale twoje ciało lubi jak poświęcam mu całą swoją uwagę - powiedział łapiąc mnie za krocze
- Przestań! - krzyknąłem ponownie, w moich oczach już zaczęły się zbierać łzy i byłem już na skraju płaczu, już myślałem że nie ma już nadziei na jakiś ratunek gdy dosłownie sekunde później gdy krzyknąłem ponownie "Zostaw mnie" usłyszałem znajomy głos
- Co tu się dzieje? - po tej wypowiedzi chwilę później zobaczyłem Sempaia. Ze wściekłą miną szarpnął Aki'ego za koszulkę i odciągnął ode mnie, mnie już łzy ciekły po policzkach strumieniami, osunąłem się tylko po ścianie i schowałem twarz w dłoniach - Wynocha stąd - syknął niebieskowłosy
- Co? Tutaj są moje rzeczy!
- To je zabieraj i wynocha! - krzyknął, po chwili już tylko usłyszałem trzaśnięcie drzwiami - Akane... -  powiedział spokojnym i ciepłym tonem głosu. Podniosłem głowę, Sempai klęczał tuż obok mnie, z płaczem nie zwarzając na nic wtuliłem się w niego. Niebieskowłosy również mnie objął, chłopak przez ten czas w ogóle się nie odzywał puki się nie uspokoiłem - Przebierz się i wracajmy do domu - powiedział na co przytaknąłem. Niebieskowłosy powiedział że będzie czekał prze dwejściem do szatni. Przebrałem się tak szybko jak tylko potrafiłem i wtszedłem ze szkoły razem z Sempaiem. Przez większość drogi również się nie odzywał
- Jesteś na mnie zły? - spytałem niepewnie chłopak na mnie spojrzał
- Dlaczego miałbym być
- Chodzi o to co było wczoraj... To nie ja ją pocałowałem tylko...
- Spokojnie, już wszystko wiem. Jedna z dziewczyn z twojej klasy mnie złapała na korytarzu i wszystko powiedziała
- Gdzie byłeś całą noc?
- Byłem u Onoe - oznamił na co się odrobinę naburmuszyłem - Nie rób takiej miny, nic między nami nie zaszło... Poza tym, ty powinieneś w nocy spać w łóżku a nie na siedząco w przedsionku, mogłeś się przeziębić. Musiałem cię zanosić na piętro do twojego pokoju
- Przepraszam że musiałeś się trudzić w twoim stanie - powiedziałem odwracając wzrok ale po chwili chłopak rozczochrał moje włosy
- Nic nie szkodzi. Obudziłem się o 5 rano i jak tylko odsłuchałem twoje wiadomości musiałem wrócić... Tak poza tym, wystarczyłoby gdybyś nagrał dwie wiadomości zamiast sześciu
- Po prostu się martwiłem - powiedziałem robiąc się odrobinę czerwony. Naglę zapadła niezręczna cisza
- Kim był ten chłopak? - spytał po chwili, chyba ma na myśli Aki'ego
- Nowy uczeń... Na początku wydawał się dosyć miły puki w-fista kazał nam pozbierać wszystko z sali gimnastycznej i byliśmy sami w szatni
- Następnym razem jak zobaczę że cię dotyka choćby palcem nie ręczę za siebie i coś mu zrobię - mógłbym to samo powiedzieć o Onoe tyle że ja nie jestem taki silny jak Sempai
- Jak się czujesz Semapi? - spytałem po chwili milczenia
- Nie jest najgorzej ale jak wezmę leki które mi przepisano będzie lepiej, a co?
- N...Nic... Tak pytam - odparłem. Gdy tylko przekroczyliśmy próg domu, niebieskowłosy zamknął drzwi,m objął mnie i pocałował - Sempai...
- Hm?
- Nie chodź więcej do niego... - powiedziałem prawie bezgłośnie
- Czyżby ktoś tu był zazdrosny?
- W...Wcale nie jestem! Ja po prostu...
- Dobrze, dobrze, wcale nie jesteś - zaśmiał się i ponownie mnie pocałował tym razem bardziej namiętnie.



Jigoku



Najchętniej to bym go teraz przywiązał do łóżka... niestety, nie mogłem. Nie mogłem także spełnić jego prośby. Dlaczego? Tylko Onoe doskonale znał moje ciało (pod względem medycznym głównie). To on przepisał mi te cholerne leki, wyznaczył dietę i po raz setny skarcił. Nie chciałem jednak mówić o tym Akane. Znów by się wnerwił i wyprowadził... Aczkolwiek nie byłem tego pewny. Jakoś tak ani mi się śniło sprawdzać, czy by to zrobił, czy nie. Odsunąłem się trochę od chłopaka, i już chciałem go zabrać do swojego pokoju, jak zadzwonił telefon. Nieco zdenerwowany sięgnąłem do kieszeni i odebrałem.
-Nosz kuźwa. Szumowino jedna. Przeszkadzasz...!-syknąłem do komórki.
~Oj tam... stęskniłeeeeś się...-był to głos Onoe.
Nie patrząc na czarnowłosego odszedłem i zamknąłem się w łazience, bo najbliżej.
-Yhgg... czego chcesz? Coś ważnego?
~Ależ oczywiście!
-No mam nadzieję, że to nie zaproszenie do seksu, jak kiedyś.
~Chciałbyś. Ale nie. Niestety. Nanae dzwoniła...
Przerwałem mu. Buru Nanae jest moją matką i opiekowała się mną i Rukkie. O ojcu nigdy nie chciała mi mówić i często zmieniała temat, gdy pytałem. W końcu przestałem dociekać.
-Jest u ciebie?
~Tak. Pije zieloną herbatę, i widocznie jest zdenerwowana...
-Zaraz tam będę.
Rozłączyłem się, po czym wszedłem do przedpokoju. Chłopak patrzył jak się zbieram. Przez chwilę nic nie mówił.
-Idziesz do niego?-zapytał.
Wyprostowałem się wstając. Westchnąłem głęboko.
-Muszę. Za niedługo będę. Nie martw się.
Uchyliłem lekko drzwi, ale Akane mnie zatrzymał. Stanąłem. Widocznie naprawdę musiał być zazdrosny.
-Puść.
-Nie chcę.
-Akane, puść.
-Nie pozwolę ci do niego iść!
Zdenerwowałem się. Naprawdę mocno się zdenerwowałem.
-Gówno mnie obchodzi, czy mi pozwalasz, czy nie! Przecież wrócę, tak?! Mam coś do załatwienia i tyle!
Trzasnąłem drzwiami i naburmuszony zacząłem iść w stronę domu złotookiego. Chłopak przez chwilę próbował mnie jeszcze "zawrócić", jednak nie miałem zamiaru nawet zerknąć w jego stronę. Zapaliłem papierosa. Zazwyczaj to robiłem, gdy się zdenerwowałem. Najchętniej to bym wypalił całą paczkę, ale co potem zrobię? W sklepie nie dostanę, bo nie mam jeszcze 21 lat. Dlatego właśnie to Rukkie załatwiała mi fajki. Na początku protestowała, ale w końcu zgodziła się. Jakoś tak szczególnie nie miała wyboru. Szczerze? Mnie to pasowało. Nawet bardzo. Rozmyślałem tak do momentu stanięcia przed domem Onoe. Zdeptałem peta, zmordowałem się na schodach i zapukałem do drzwi. Krzyknął "otwarte", więc złapałem za klamkę i wszedłem do budynku. Szybko zostawiłem w przed pokoju buty, kurtkę i wparowałem do "pomieszczenia głównego". Oczywiście zauważyłem swoją matkę, ale także siostrę, jakąś parę i chłopaka mniej więcej w wieku Akane.
-Może ja zacznę, skoro z Jigoku mogę czytać jak z otwartej księgi... Przedstawiam ci twojego "zaginionego" ojca...-odparł złotooki.
Chwila. OJCA?!
Ze zmieszaniem patrzyłem na mężczyznę, który wstał i próbował do mnie podejść. Moja rodzicielka jednak była szybsza i stanęła przede mną.
-Nie pozwolę ci zgrywać teraz tatusia, skoro zostawiłeś go na siedemnaście lat, Irate.-syknęła.
Oho... to już wiem, po kim mam charakter... położyłem dłoń na jej ramieniu. Wkurwiłem się jak nigdy.
-Czego chcesz?...-burknąłem próbując zachować spokój.
-Ji. Jesteś moim najstarszym synem, więc chcę, byś został moim dziedzicem.-odparł mężczyzna.
Zaśmiałem się. Może nawet i nieco złośliwie.
-Spieprzaj staruchu. Nie znam cię, i nie chcę znać. Nie obchodzi mnie, że mam w sobie po tobie geny. Jesteś mi obcy. Rozumiesz? Nienawidzę cię!
Matka odwróciła się i mnie przytuliła. Miałem łzy w oczach. Zerknąłem na siostrę i po chwili się wyprostowałem.
-A ty pewnie o wszystkim wiedziałaś... Nie masz prawa nazywać się moją siostrą...
Skierowałem się do wyjścia wraz z rodzicielką. Próbowano nas zatrzymać, co się oczywiście nie udało. Szybko wyszliśmy. Kobieta po drodze stwierdziła, że muszę się do niej przeprowadzić. Przytaknąłem. Też tego chciałem. Tęskniłem za domem, gdzie się wychowałem. Razem ze mną weszła do domu. W salonie siedział Akane, nieco smutny i widocznie zdziwiony, gdy zobaczył moją matkę. Kobieta szybko się przedstawiła i rozjaśniła sytuację. Zaproponowała przeprowadzkę także chłopakowi, na co szybko się zgodził. Tego samego dnia spakowaliśmy się i wyjechaliśmy do innego miasta. Do liceum, gdzie uczęszczaliśmy nie było jednak daleko. Piętnaście minut autobusem. Dostałem z czarnowłosym spory pokój, z ogromnym łóżkiem. Wszystko było w raczej "myśliwskich" barwach. Uśmiechnąłem się i nachyliłem nieco nad Akane.
-Może za niedługo sprawdzimy to łóżko...?-szepnąłem.
Na jego twarzy pojawił się mocno czerwony rumieniec, więc przycisnąłem go do ściany i na jego ustach złożyłem soczystego buziaka. Jeszcze bardziej się zaczerwienił. W molestowaniu go przeszkodziła mi matka, wołająca nas. Poddenerwowany wraz z chłopakiem zszedłem na dół. Kobieta siedziała na kanapie w salonie wśród pierdyliona poduszek.
-Mam do was pytanie... czy wy ze sobą jesteście?
Akane nerwowo zaczął zaprzeczać, więc ręką zakryłem mu usta.
-Jesteśmy razem. To problem?
-Nie, no oczywiście, że nie. Nic do tego nie mam. No a teraz muszę do szkoły. W razie czegoś albo zamknijcie drzwi pokoju, albo potem posprzątajcie.
Wstała, pożegnała się i wyszła.
IDEALNIE!
Z uśmiechem zbliżyłem się do Akane i zacząłem go całować. W końcu obaj spadliśmy na ziemię i to oczywiście mnie głównie zabolało. Nie zniechęciło to jednak mnie, powaliłem go na podłogę, wsunąłem dłoń pod jego bluzkę i opuszkami palców gładziłem brzuch. Na czworaka w końcu podniosłem odzienie odsłaniając pół jego klatki piersiowej i liznąłem miejsce nieco poniżej pępka. Chłopaka przeszły delikatne dreszcze. Jak mnie to nakręciłooo....

niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 6

Akane

Od siostry Sempaia dowiedziałem się że jest u pielęgniarza, poprosiła mnie również bym poszedł sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. Zapukałem do gabinetu i wszedłem. Sepmai leżał na jednym z łóżek i całował się z pielęgnarzem. Zamurowało mnie, nie wiedziałem co zrobić, po prostu stałem bez ruchu puki niebieskowłosy mnie zauważył
- Akane? - powiedział lekko zakłopotany. Poczułem jak łzy mi napływały do oczu. Nawet już nie zostawałem na reszte dnia, jak stałam tak wybiegłem ze szkoły i pobiegłem do "domu". Zamknąłem się w pokoju i łzy popłynęły mi strumieniami i tak długo mi się udało je utrzymać. Jak on mógł coś takiego zrobić po tym wszystkim co mi powiedział i zrobił. Całe popołudnie wypłakiwałem się w poduszkę. W pewnym momencie usłyszałem pukanie do drzwi
- Akane, otwórz drzwi - usłyszałem głos niebieskowłosego
- Po co? Żebyś znowu mnie okłamywał i próbował uwieść?!
- Ale ja cie nie okłamywałem
- Widziałem jak się całujesz z pielęgniarzem szkolnym! Gdybyś coś rzeczywiście do mnie czół nie zrobiłbyś tego! Aha, jeszcze jedno... Na żadną wycieczkę nie pojadę a jutro wracam do swojego domu! - Usłyszałem tylko walnięcie w drzwi i jak niebieskowłosy coś mamrocze oddalając się. Ze swojego pokoju wyszedłem dopiero jak Rukkie zawołała mnie na obiad. Usiadłem jak najdalej od chłopaka, gdy tylko na niego patrzyłem znowu chciało mi się płakać. Podczas posiłku panowała niezręczna cisza, którą przerwał nagły dzwonek do drzwi, Rukkie poszła otworzyć
- Akane, proszę posłuchaj mnie... - zaczął niebieskowłosy
- Nie odzywaj się do mnie - powiedziałem drżącym głosem. Po chwili do jadalni wróciła Rukkie w towarzystwie nikogo innego jak tego pielęgnarza
- Onoe? Co ty tutaj...
- Zostawiłeś swój telefon w gabinecie
- To nic takiego... Mogłem go odebrać jutro
- Wiem że rzadko bywasz w szkole więc wolałem ci go przynieść - oznajmił. Nie mogłem wytrzymać samej obecności tego faceta, zostawiłem niedojedzony obiad i poszedłem w kierunku swojego pokoju. Kończyłem pakowanie swojej walizki. Jutro z samego rana wrócę do swojego domu... Musiałem wstać wcześniej od chłopaka by przypadkiem nie próbował mnie zatrzymywać czy coś... Znalazłem swoje klucze do domu i wyszedłem... Przez całą drogę próbowałem się powstrzymywać od płaczu. Otworzyłem drzwi do mieszkania i wszedłem do środka, walizkę postawiłem w koncie a sam usiadłem na kanapie w salonie, gdzie zacząłem ponownie płakać. Po jakimś czasie w końcu przestałem w tym momencie wstała moja mama
- Akane? Co się stało? Masz całe zapłakane oczy - oznajmiła po czym zauważyła walizkę - Coś się stało miedzy tobą a Jigoku? - spytała na co przytaknąłem, po czym jakoś tak powiedziałem jej o wszystkim - I nawet nie pozwoliłaś mu wyjaśnić całej sytuacji?
- Wiem co widziałem! Jeszcze tego samego dnia przyszedł do ich domu!
- I tak uważam że powinnaś mu dać się wypowiedzieć a potem ewentualnie się wyprowadzić. Nigdy z tobą o tym nie rozmawiałam ale zakochiwanie się nie jest w cale takie piękne. Wszędzie zaczyna się widzieć zagrożenie, obawy że ukochany może cie zostawić. Być może to co się stało wcale nie było jego winą ale ty to tak odebrałaś bo go tak kochasz że aż jesteś o niego zazdrosna... Tak nie na temat, czy wy już razem...
- Hę?
- No wiesz mieszkacie razem, jesteście młodzi więc...
- Mamo! Ja tu ci się wypłakuję a ty pytasz o takie rzeczy?!
- No dobrze, przepraszam... Wracając do tematu, moim zdaniem powinnaś mu dać szansę wytłumaczenia się z tego - Może i powinienem ale jestem debilem i nie zrobiłem tego kiedy miałem okazję... Dziś nie poszedłem do szkoły, siedziałem cały dzień w domu i oglądałem telewizję. Około 14 usłyszałem dzwonek do drzwi, wywlokłem się z kanapy i poszedłem otworzyć, była to Rukkie, nie miałem pojęcia po co ona mogła tu przyjść
- Chcę z tobą porozmawiać Akane - oznajmiła, wpuściłem ją do środka i usiedliśmy w salonie - Jest ktoś jeszcze w domu
- Nie, mama poszła do pracy - oznajmiłem, po czym czerwonowłosa zaczęła grzebać za czymś w swojej torebce, po chwili wyjęła parę zdjęć i mi je dała. Były to wspólne zdjęcia Ji-sempaia i tego kolesia jak byli młodsi
- Przepraszam ale po co mi to pokazujesz - przez patrzenie na te zdjęcia miałem jeszcze większego doła bo wyglądali na nich bardzo szczęśliwi
- Nie chciałeś posłuchać Ji więc posłuchaj mnie... Oczywiście nie chcę żebyś myślał że Ji mnie wysłał, on nawet nie wie że tu jestem... To prawda że Onoe i Ji swego czasu się spotykali, byli bardzo blisko ale pewnego dnia Onoe miał wypadek, potrąciło go auto na wskutek czego stracił częściowo pamięć, zapomniał również o moim bracie... Jego rodzice zabronili Ji mówić mu że byli razem po czym Ji zaczął mieć pewne problemy. Był tym załamany przez co zaczął pić ćpać i nawet się ciąć - powiedziała po czym podała mi kolejne kilka zdjęć na których był Ji w o wiele gorszym stanie - Nie chcę żeby się to powtórzyło... Ji naprawdę cię kocha i jeżeli cię straci może się ta sytuacja powturzyć a nawet może być gorzej
- Skąd ty wiesz o...
- Po prostu wiem... Nawet jeżeli Onoe znowu zaczął coś czuć do Ji to jednak mój brat teraz kocha ciebie
- Nie chcę żeby cierpiał z mojego powodu... Boże jakim ja jestem debilem. Zamiast go od razu posłuchać zachowywałem się jak ostatni dupek...! Czy ja mogę jeszcze wrócić
- Nie widzę sprzeciwów a Ji na pewno się ucieszy - oznajmiła. Zostawiłem tylko wiadomość mamie żeby się nie martwiła i wróciliśmy do tamtego domu - Ji powinien być w swoim pokoju - oznajmiła. Szybko poszedłem na piętro i zapukałem do jego drzwi, po woli otworzyłem drzwi, Niebieskowłosy siedział na łóżku ze wzrokiem wbitym w podłogę
- S... Sempai - nie mogłem się powstrzymać, wtuliłem się w niego i zacząłem ryczeć - Przepraszam! - chłopak lekko mnie objął. Cały był jakby pół przytomny. Dopiero po chwili jak mnie puścił zauważyłem że jego rękawy na przed ramieniach są zakrwawione
- RUKKIE! Szybko chodź tutaj! - Zacząłem panikować... Sam niebieskowłosy wyglądał jakby coś wcześniej wziął. Rany były dosyć głębokie więc siostra chłopaka zadzwoniła po pogotowie. Od razu pojechaliśmy do szpitala, oczywiście mi nie było wolno wchodzić. Na zajutrz rano jakimś cudem pozwolono mi wejść... Na sam widok jak ma zabandażowane ręce znowu łzy mi napłynęły do oczu, to co zrobił było jakby po części moją winą... W pomieszczeniu była Rukkie ale nie przeszkadzało mi to że by się w niego wtulić z płaczem
- Nigdy więcej tak nie rób, rozumiesz?! - wyłkałem nie odrywając się od niebieskowłosego.




 Jigoku




Boże, jak to kurewsko boli...  Wyraźnie słyszałem jak Akane się wydziera, ale jeszcze bardziej to poczułem. Syknąłem przez to z bólu. Z jednej strony chciałem go zgwałcić, z innej się zabić. Otworzyłem oczy, czego pożałowałem, bo oślepiło mnie światło.
-Kurw...-burknąłem.
Czarnowłosy poderwał się i spojrzał na mnie zapłakanymi, błękitnymi oczyma. Krzywiąc się z bólu usiadłem (jakoś). Znów dziwacznie się czułem. Obraz na nowo się nieco rozmazywał. Rukkie coś krzyknęła, ale nie zrozumiałem. Podrapałem się po głowie i usłyszałem głos Onoe.
-Dobrze się spało, królewiczu?-powiedział prychając.
Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem.
-Gadaj co żeście mi z włosami zrobili...
-Nic takiego. Przeszkadzały po prostu w badaniu i tak jakoś... stały się krótsze.
-Dopóki mi nie odrosną nie wyjdę z domu.
-Nie przesadzaj. Wyglądasz uroczo!
-Tsk. Wyglądam debilnie jak ty.
Zaczął się ze mnie śmiać.
-"Debilnie"? Pamiętam, jak po raz pierwszy użyłeś tego słowa! I jeszcze parę innych! Na przykład takie "zwol..."
Nie dałem mu skończyć i warknąłem by się przymknął. Najwidoczniej Rukkie też nie była po mojej stronie. Zacząłem się z nimi kłócić, a po paru głośniej wymienionych zdaniach znów zacząłem słabnąć. Zebrało mi się także na wymioty, więc szybko zasłoniłem usta dłonią i próbowałem to stłumić. Onoe pomógł mi w wejściu do toalety. Jeżeli mam być szczery, to tylko on był w stanie mnie podnieść. Siostra nie miała na tyle siły, a Akane także by nie dał rady. Usiadłem na kafelkach i syczałem... Znów miałem odruch wymiotny. Znacznie silniejszy. Zwymiotowałem po minucie siłowania się z własnym żołądkiem. Teraz to już w ogóle nie miałem siły. Na nic. Nie chciało mi się wstać, a nawet próbować to zrobić. Złotooki złapał mnie za ramiona i zaniósł do pomieszczenia "na księżniczkę". Potem mu to wygarnę. Niech no tylko poczuję się lepiej... Mężczyzna ciągle chodził obok mnie, co najwidoczniej się nie spodobało czarnowłosemu. Wiedziałem, że był baaardzo zazdrosny. Ta jego urocza mina... Rzuciłbym się na niego, gdybym mógł. Wypuścili mnie dopiero koło 20. To i tak szybko. Onoe gdzieś w drodze oznajmił, że musi wstąpić do sklepu. Pożegnał się i pognał w swoją stronę. Rukkie też sobie poszła. Zapewne do przyjaciółek. Czarnowłosy się do mnie nie odzywał. Zapewne nadal był zły. No przecież do niczego nie doszło... Po przekroczeniu progu przycisnąłem go do ściany i pocałowałem. Na wszelkie sposoby próbował się wyrwać. Odsunąłem się lekko. Chłopak patrzył na mnie z nienawiścią i smutkiem w oczach. Zaczął drżeć.
-Akane...?
Siąknął nosem. Widocznie nadal nie mógł zapomnieć o tym, co się stało. Zwiesił głowę. Wplotłem palce w jego włosy.
-Akane, doskonale wiesz, co do ciebie czuję. Przeszłość nie ma znaczenia. Tak cholernie cię przepraszam...-szepnąłem.
Pierwszy raz w życiu czułem, jak ściska mi się serce. Szybko chłopaka przycisnąłem do siebie i mocno przytuliłem. Próbowałem się co niego chociaż trochę zbliżyć, ale ten mi nie pozwalał. Zaciągnąłem go do salonu i powaliłem na kanapę. Pożałowałem tego. Poczułem masakryczny ból w klatce piersiowej. Zacisnąłem dłonie w pięści, po czym usiadłem. Przeklinałem pod nosem. Mam nadzieję, że mnie z tego wyleczą.
-Pfft... teraz będziesz musiał na siebie uważać tak, jak 90 latek.-Akane najwidoczniej chciał mnie zdenerwować.
-Pójdę do sklepu, bo Rukkie prosiła, wrócę za jakieś 30 minut.-powiedział nawet nie patrząc w moją stronę.
Cierpliwie czekałem na niego przez czas, który podał. Potem następne piętnaście minut. No ile można siedzieć w sklepie?... Podniosłem się, ubrałem buty i wyszedłem na poszukiwania czarnowłosego. Nie nachodziłem się za specjalnie, jak zobaczyłem, że całuje się z jakąś szatynką. Odwróciłem się w przeciwną stronę i zacząłem iść w stronę domu Onoe. O ile ten się nie przeprowadził. Ze spokojem przemierzałem ulice, mijałem ludzi. W połowie drogi zacząłem biec i serce jakby za mną nie nadążało. Na szczęście, gdy już prawie padałem stanąłem przed drzwiami jego domu. Miałem jeszcze wystarczająco siły, by zapukać. Upadłem na ziemię, dyszałem i płakałem. Nie wiem, czy to przez to, co zobaczyłem, czy przez chorobę. Mężczyzna w porę zabrał mnie do środka.
-Czy ty nigdy nie zmądrzejesz? Pewnie biegłeś... Debilu jeden. Mogłeś zginąć!-powiedział wyraźnie wkurzony i pomógł mi usiąść na kanapie.
-A co mnie to obchodzi? Chcę zdechnąć...-wysyczałem.
Onoe znalazł się obok i głośno westchnął.
-Gadaj, co się stało.
Zacisnąłem dłonie w pięści.
-Akane... całował się z jakąś... dziewczyną ze swojej... klasy...-wydusiłem sapiąc.
Może była to sytuacja, jaką widział czarnowłosy. Może powinienem go wysłuchać. W tamtym momencie nie chciałem.
-Ohohoo... czyżbyś się zakochał? No proszę!
-Tsk... przymknij się...
-Ejejej. Jak ty się gówniarzu do starszych zwracasz?!
Mężczyzna wstał i zagroził mi palcem. Prychnąłem próbując się nie roześmiać.
-No dobrze, Kaijo - sensei, mogę zostać na noc czy mnie wygonisz?
-Na noc, powiadasz?...
-Nie chodziło mi o "taką" noc! WSZĘDZIE widzisz podteksty! W-S-Z-Ę-D-Z-I-E!
-I? To coś złego? Jestem seksowny i mam prawo.
-Pft... ty? seksowny?! Od kiedy? To chyba nie ta epoka!
-Wiesz, przypomniało mi się coś. Mianowicie ta twoja urocza, słodziutka mina jak dochodziłeś!
Mężczyzna zaczął się śmiać. Nic już nie mówiłem. Dał mi jakiś dres i wskazał pokój gościnny. Po prysznicu, zmianie opatrunków ległem na łóżko.