wtorek, 8 listopada 2016

Rozdział 12

Akane

Nigdy wcześniej nie miałem tak długiej erekcji... próbowałem myśleć o różnych rzeczach żeby mi to minęło ale koniec końców myśli zawsze kończyły się na Ji... Obaj zdążyliśmy zjeść a mi nadal to nie przeszło... Ji spojrzał na moje krocze i lekko się zaśmiał
- Z czego się tak śmiejesz?
- Z niczego... Po prostu widzę że się za mną strasznie stęskniłeś. A twoje ciało nie może się mnie doczekać - powiedział po czym pocałował mnie w skroń, lekko się zaczerwieniłem a erekcja stawała się coraz bardziej dokuczliwa - Dobrze, chodź do sypialni bo nie wytrzymasz - chwycił mnie za rękę nadal lekko się śmiejąc i zabrał mnie do jego pokoju. Usiadł na łóżku po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Rozpiął moje spodnie i zsunął je razem z bielizną. Po chwili również pozbawił mnie koszulki. jedną ręką przytrzymywał moje plecy muskając je delikatnie opuszkami palców, drugą ręką drażnił główkę mojego członka, między czasie jeszcze przygryzał odrobinę moje sutki. Mimowolnie zacząłem cicho pojękiwać, jego dotyk różnił się bardzo od innych... Każde miejsce na moim ciele które dotknął, czułem jakby się rozgrzewało i chciałem jeszcze więcej jego dotyku. Nagle odrobinę się odsunął i spojrzał na mnie - Jesteś rozciągnięty, więc od razu w ciebie wjadę - spojrzałem na niego z lekkim wkruwem... Zepsuł cały nastrój
- Bez przesady... Nie robiłem tego od kiedy się dowiedziałem że wróciłeś...
-Dać ci za to medal?
- Zabawne...
- Ej, nie fochaj się - powiedział i zrobił mi malinkę na szyi ale nadal miałem tą samą minę - Akane, kocie, jesteś na mnie zły? Rezygnujemy z seksów? - jeszcze to pytanie ... Wstałem z jego kolan i zacząłem się ubierać - Naprawdę tego nie chcesz? - spytał "niby smutnym tonem", obejrzałem się na niego przerywając ubieranie się. Chwile na niego popatrzyłem, westchnąłem i z powrotem usiadłem na jego kolanach
- Tylko mi tego już nie wypominaj... Ja... Ja naprawdę tego nie chciałem - Ji lekko pocałował  mnie w usta
- Teraz jesteś już tylko mój - powiedział seksownym głosem i pocałował mnie namiętniej... Z powrotem chłopak zdjął moje spodnie, włożył dwa swoje palce we mnie i zaczął mnie rozciągać - szybko robisz się z powrotem ciasny -  oznajmił podobnym tonem głosu co poprzednio. Po jakiejś chwili rozpiął swoje spodnie po czym we mnie wszedł dosyć gwałtownie. Jęknąłem dosyć głośno co widocznie się podobało Ji. Poruszałem swoimi biodrami ale Ji mi w tym "pomagał". Po chwili  Ji "przeniósł mnie" do pozycji leżącej w której miał większą możliwość ruchów. Moje pojękiwania wydawały się sprawiać mu przyjemność więc starałem się nie zasłaniać swoich ust. Pochylił się nade mną i zrobił mi dwie malinki, jedną obok lewego obojczyka a drugą na klatce piersiowej, również po lewej. Doszedłem jako pierwszy a zaraz po mnie Ji, wewnątrz mnie. Chłopak nabrał na palce odrobinę mojej spermy z brzucha i umarował mi tym nos. Zaczerwieniony przetarłem twarz, za to z każdym moim ruchem ze mnie wypływało odrobinę jego...
- Chcesz się wykąpać? - spytał patrząc na mnie dosyć wymownie... Dobrze wiem że to był tylko pretekst żeby mógł mnie jeszcze poobmacywać, ale mi to nie przeszkadzało. Przytaknąłem a Ji podniósł mnie "na księżniczkę" i zaniósł do łazienki, położył w wannie i napuścił wody. Usiadł tuż za mną po czym mnie do siebie przyciągnął i mocno przytulił. Gdy tylko włożył we mnie palec wszystko ze mnie wypłynęło - Przepraszam że doszedłem w tobie
- N...Nic nie szkodzi... - powiedziałem po czym pod pretekstem "umycia mnie", Ji zaczął mnie wszędzie obmacywać, jego dłonie były takie miękki... Już dawno nie czułem się tak dobrze
- Przenocujesz dziś u mnie?
- Chętnie - powiedziałem po czym mnie pocałował. Po wyjściu z wanny Ji uparł się że mnie wytrze co było kolejnym pretekstem do obmacywania ...
- Dałbym ci jakąś moją koszulkę do spania ale chyba jest niepotrzebna - powiedział po czym wziął mnie owiniętego w ręczniku na ręce i zaniósł do sypialni... To było wspaniałe uczucie móc ponownie zasnąć w jego ramionach. Rano obudził nas dość głośny budzik, mimo to cały czas leżałem - Wstawaj śpiąca królewno. Trzeba do szkoły - lekko się zaśmiał i pocałował mnie w skroń
- Mhhh...?
- Mam cię obudzić w inny sposób
- W jaki? - spojrzałem z uśmiecham na niego
- Nie udawaj że nie wiesz - uśmiechnął się, wstał, wyciągnął z szafy jakąś koszulkę i mi ją podał - Co chcesz na śniadanie?
- Obojętne - podarłem ubierając koszulkę... Chłopak wyszedł z pokoju a ja zacząłem szukać moich ubrań. Po znalezieniu bielizny ubrałem ją od razu a resztę położyłem na łóżku by później się w to ubrać... Poszedłem do kuchni i usiadłem przy stole, dosłownie minute później Ji podał mi talerz z omletem - Dziękuję - Chłopak nałożył porcję dla siebie i usiadł obok mnie - Łał, niesamowicie gotujesz
- Ciesze się że ci smakuje
- Moje zdolności kulinarne w porównaniu do twoich kuleją
- Nadal umiesz ugotować tylko jajecznice? - lekko się zaśmiał
- Nie no, odrobinę więcej umiem... Ale smak tego co ugotuje... To już inna sprawa
- Nie musisz dobrze gotować... wystarczy, że będziesz grzecznie leżał w łóżku i czekał na mnie.. - Powiedział przez co znowu się zaczerwieniłem... On mówi te rzeczy specjalnie... Odrobinę jeszcze porozmawialiśmy, jak tylko skończyliśmy jeść, przebraliśmy się  i wyszliśmy. Zatrzymaliśmy się niedaleko szkoły
- Jakby co ja tu będę czekał na Sui
- Dobrze... Ja muszę jeszcze coś załatwić w pokoju nauczycielskim
- Do zobaczenia na lekcji, Sensei
- Nie nazywaj mnie tak poza szkołą
- Dobrze Ji - pocałował mnie jeszcze po czym zaczął kierować się w stronę szkoły... Naglę podjechała jakaś furgonetka, zatrzymując się niedaleko mnie. Wyskoczyło z niej dwóch facetów. Jeden z nich do mnie podbiegł i mnie "złapał" - J...JI! - Chłopak widocznie usłyszał mój krzyk bo po chwili wybiegł zza zakrętu ale mężczyzna przyłożył mi do twarzy szmatę czymś nasączoną i po chwili straciłem przytomność...





Jigoku




 
 Rozpoznawałem tamto auto. Widziałem, jak traci przytomność i siłą wpychany jest do jakiegoś auta. Kurwa... handlarze ludźmi. Postanowiłem nie iść do szkoły i jak najszybciej udać się do rezydencji mojego ojca. Dosłownie wyłamałem drzwi prowadzące do jego pokoju. Wyglądał dość spokojnie.
-Jigoku, coś się stało?
Warknąłem.
-Akane... zabrali go... handlarze ludźmi...
Mężczyzna wyglądał na przejętego, ale nie byłem pewien, czy nie udawał. Szepnął coś mężczyźnie, który stał obok niego.
-Niezwłocznie rozpoczniemy działania, mamy dwa dni, póki go nie sprzedadzą.
Drżałem. Cały drżałem. Jeszcze nigdy nie czułem takiego wkurwienia i smutku. Czułem, że zajebię tamtych gości. Ojciec wstał i zatrzymał się obok mnie.
-Jesteś yakuzą, wiesz co robić potem. Prawda?
Przytaknąłem. Szukaliśmy, gdzie mogliśmy. Naprawdę. W końcu, po dotarciu do odpowiedniego domu aukcyjnego dowiedziałem się, że już go nie ma. Został sprzedany. Zdenerwowany chwyciłem broń i pozbawiłem tamtych gości życia. Potem jeszcze kopnąłem ich truchła. Wyszedłem szybko z budynku. Musiałem go znaleźć. Musiałem! Przeklinałem pod nosem i wsiadłem do samochodu. Bałem się, że trafił do jakiegoś oblecha. Bałem się o niego. Bardzo się bałem. Matka poleciła mi jeden dzień odpoczynku. Nie mogłem jednak spokojnie leżeć, więc dali mi jakieś tabletki na uspokojenie. Moje serce mogło nie wytrzymać. Chciałem mieć Akane obok siebie. Moje słońce, szczęście... Przy nim byłem spokojny, cichszy, może i nieco wredniejszy, ale lubiłem się z nim droczyć. Kochałem jego lekko zdenerwowaną i słodką minę. Taki delikatny, i mimo tego, co robił, to dla mnie nieskazitelny. Kochany... Pragnąłem go przytulić. Już nawet nie myślałem o czymś zboczonym, a tylko o lekkich pocałunkach. Wiedziałem, że potem mógłby się mnie bać. Bać się każdego, ale przecież wiedział, że go nie skrzywdzę. Nie mógłbym. Stracić coś tak ważnego? Mój powód do życia? Haha... zajebię dziada, który mi go odebrał. Kurwa, zajebię jak nic nie wartego śmiecia. Potnę żywcem, zakopię, zmielę, spalę. Będzie cierpiał długo, a ja miałem zamiar rozkoszować się tym widokiem. Następne dwa dni. Nie mogłem wytrzymać. Moje schizy się nasiliły. Zabrano mi ostre przedmioty. Następnego, siódmego dnia dowiedziałem się, że mój kumpel zaprasza mnie do swojej rezydencji. Nie miałem ochoty tam iść. Ojciec jednak mi to kazał. KAZAŁ. Niechętnie ubrałem garnitur i udałem się do limuzyny. Nerwowo wyszedłem, gdy byłem już pod jego domem. Przywitał mnie w wielkim salonie, który był ledwo 1/2 mojej sypialni, ale tamten salon był dla osób prywatnych, inny był większy.
-Kupiłem sobie ostatnio nowego sługę, musisz zobaczyć!
Był yakuzą, miał tatuaże, brązowe włosy i czarne oczy.
-Nie przeciągaj, Atare...
-No dobrze dobrze... Wprowadzić go!
Byłem wgapiony w drzwi. Po chwili pojawił się w nich Akane. Cicho powiedziałem jego imię. Atare się zaśmiał.
-Wiedziałem, że należy do ciebie! Dlatego go wykupiłem... no wiesz, facet, który miał na niego ochotę był gruby i śmierdział...
-Zabiorę go, pieniądze oddam...
-Nie ma potrzeby... od razu jednak mówię, że inni ze służby byli agresywni w stosunku do niego. Może mieć parę siniaków...
Przytuliłem chłopaka. Delikatnie i czule jak nigdy wcześniej. Bałem się, że się rozpadnie w moich ramionach. On cicho płakał. Narzuciłem mu marynarkę na plecy. W pokoju było dość chłodno, a on był prawie nagi. Atare pożegnał nas obu, a ja jeszcze mu podziękowałem, chociaż byłem wściekły, że nie powiedział mi o tym, iż był u niego Akane. Mówił, że był na delegacji i miał cały czas zawalony. Zrozumiałem to, bo wiedziałem, jak to jest i zabrałem czarnowłosego do swojego mieszkania. W salonie "odłożyłem" go na kanapę i chciałem pójść po jakieś ubrania dla niego, ale szybko złapał mnie za rękę i zaczął płakać. Usiadłem obok niego i gładziłem po włosach. Szybko się we mnie wtulił i kurczowo złapał mojej koszuli. Drugą dłonią chwyciłem jego rękę. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Cmoknąłem go w nos i przytuliłem.
-Akane, kochanie, powiesz mi, co się stało?
Chłopak załkał kilkukrotnie. Co oni mu do cholery zrobili? Nie chciało mi się wierzyć, że złamali go samym biciem. Jeżeli ktoś go molestował, to na pewno nie pożyje długo.
-No bo... bo oni... oni mnie...
Nie dałem mu dokończyć zasłaniając usta. Próbowałem się uspokoić. Mój poziom wkurwienia wykroczył poza skalę. Moje serce zaczęło łomotać. Ciśnienie szybko mi skoczyło. Akane widocznie to zauważył.
-Ji, musisz się uspokoić... proszę...
Jego łamiący się głos jeszcze bardziej podsycał moje zdenerwowanie...

poniedziałek, 7 listopada 2016

Rozdział 11

Akane

Gdy tylko Ji do mnie zadzwonił i powiedział że chce się spotkać bez pomyślenia od razu się zgodziłem... Ale o czym on chce porozmawiać? Może to nie być nic dobrego wnioskując po ostatnich rozmowach... Stałem przed jego drzwiami parę minut zanim odważyłem się w końcu zadzwonić dzwonkiem do drzwi. Gdy otworzył patrzył się na mnie przez chwilę co według mnie nie wskazywało na nic dobrego lecz ku mojemu zaskoczeniu, złapał mnie za rękę wciągając do mieszkania, pocałował a następnie przytulił. Nie do końca do mnie docierało co się właśnie stało.
- Przepraszam... - powiedział po jakiś czasie, spojrzałem na niego pytająco nie wiedząc czemu mnie przeprasza - Gdybym cię nie zostawił do niczego by wtedy nie doszło
- To nie jest twoja wina... To ja powinienem cię za to przepraszać
- Słyszałem twoją rozmowę z Aki'm
- J... Jak dużo z niej słyszałeś...?
- Wszystko... Nie musisz się nim już przejmować dałem mu nauczkę... A jak cię dotknie chociaż palcem straci całą rękę - powiedział cały czas nie puszczając mnie z objęcia
- Co masz na myśli mówiąc że "dałeś mu nauczkę"
- Nic, nic... - powiedział zmieniając temat, w pewnym momencie zaczął wsuwać dłoń pod moją bluzkę, bardzo mi brakowało jego dotyku ale musiałem go odepchnąć
- Nie powinniśmy tego robić... w końcu masz już kogoś, prawda? - powiedziałem to z lekkim smutkiem w głosie a Ji lekko spuścił głowę - Chciałeś ze mną o czymś porozmawiać?
- Po prostu chciałem cię jeszcze dziś zobaczyć - Przez całą drogę powrotną serce łomotało mi jak oszalałe. Gdybym go nie odepchnął doszłoby pewnie do czegoś więcej ale... Jeżeli teraz jest w związku z kimś innym...Jeżeli naprawdę chciałby mnie z powrotem zerwałby z tamtą osobą. Następnego dania rano czekała mnie kolejna niespodzianka... Gdy spojrzałem w lustro będąc w łazience ujrzałem na mojej głowie kocie uszy. Szybko zbiegłem na dół do salonu gdzie była moja mama i ojczym. Z tego co powiedziała matka to okazało się że mój ojciec był kotołakiem i że to normalne i że po pewnym czasie powinno się to unormować. Jednak nie mogłem ominąć żadnego dnia w szkole tuż przed egzaminami końcowymi. Znalazłem jakąś luźną czapkę i ją ubrałem... Mam nadzieję że nauczyciele nie będą się tego czepiać... Od razu jak tylko przekroczyłem teren szkoły Sui od razu mnie znalazła... pierwszym jej pytaniem było po co mi czapka skoro jest ciepło... Zaprowadziłem przyjaciółkę w część dziecińca gdzie nie było nikogo i zdjąłem czapkę wyjaśniłem jej całą sytuację i poprosiłem żeby w razie czego mnie kryła. Nie mam ochoty żeby inni się o tym dowiedzieli uznają mnie pewnie za jakiegoś dziwaka. Jak się okazało jedna z nauczycielek jest chora o druga jest na jakiejś wycieczce z pierwszakami i musieliśmy mieć łączone zastępstwo razem z drugą klasą. Poszliśmy do sali gdzie miały się odbywać zajęcia. W pewnym momencie do klasy wszedł Ji razem z jakimś blondynem który okazał się być uczniem drugiej klasy a Ji okazał się być zastępcą za naszą chorą wychowawczynię. Gorzej już chyba być nie mogło, na dodatek chyba właśnie się dowiedziałem kto jest tym nowym partnerem Ji. Gdy lekcje się zaczęły Ji się przedstawił i oznajmił że będzie zastępował naszą wychowawczynię do końca roku szkolnego... Czemu mi o tym wczoraj nie powiedział.
- Z powodu że zbliża się koniec roku, trzecie klasy mają egzaminy końcowe a druga zaliczenia rozdam wam formularze na których zaznaczycie przedmioty z którymi macie problemy - Przeszedł po klasie i rozdał wszystkim kartki... Oczywiście musiałem zaznaczyć przedmioty ścisłe (chemie i biologię). Gdy tylko widziałem jak Ji zatrzymał się przy tym blondynie i coś do niego mówił z jakiegoś powodu zaczynało się we mnie gotować... Gdy zabierał ode mnie kartkę mruknął coś w stylu "myślałem że sobie będziesz lepiej radził", co to miało w ogóle znaczyć... Nigdy nie miałem pamięci to tych wszystkich reakcji i nazw. Przez resztę zajęć uczniowie zadawali mu pytania... Takie lekkie deja vu, trochę jak w pierwszej klasie jak również miał zastępstwo na godzinie wychowawczej, tyle że też był uczniem. Po skończonej lekcji Ji od razu wyszedł z sali z jakiegoś powodu a do mnie podszedł ten blondyn z którym wszedł do sali na początku lekcji
- Hej Akane-chan. Jestem Chuichi Naji. Jesteś byłym chłopakiem Ji-chan'a, prawda?
- Etto... Tak, skąd to wiesz
- Ji-chan mi powiedział
- Czyli ty jesteś jego nowym chłopakiem? - spytałem na co chłopak przytaknął z uśmiechem
- Jesteś też kotołakiem tak samo jak ja - oznajmił i pokazał swoje kocie uszy- Ale wracając do tematu to strasznie irytujące jak cały czas o tobie mówi... Zapamiętaj sobie jedno. Nie oddam ci Ji-chan'a tak łatwo
- To chyba też od niego zależy... Skoro jest z tobą to znaczy że tego chciał... Gdyby chciał być znowu ze mną zrobiłby to
- Chodzi ze mną bo go o to poprosiłem... Mimo wszystko nie licz na to że tak po prostu ci go oddam - Naprawdę ten gnojek zaczął mnie wkurzać z jakiegoś powodu zacząłem się z nim kłócić. Obaj zamilkliśmy gdy do sali wszedł Ji. Bez żadnego słowa wyszedłem z klasy i zacząłem iść w stronę swojej szafki lecz tuż przy niej zatrzymał mnie Ji
- Co się tak stało?
- Nie ważne. Zapytaj swojego chłoptasia!
- Ale ja chcę zapytać ciebie - Gdy tylko próbowałem wyrwać rękę z jego dłoni ktoś mnie potrącił przez co spadła mi czapka. Dłońmi przyklepałem swoje kocie uszy i pobiegłem w stronę męskiej szatni... Nikt nie powinien mieć teraz w-fu więc była pusta. Po chwili wbiegł za mną Ji - Akane... jesteś kotem?
- Rano byłem równie zaskoczony co ty, nie potrafię schować tych uszów
- To znaczy że musisz je chować?
- A jak by to wyglądało jakbym po szkole chodził z kocimi uszami? Byłoby to co najmniej dziwne
- Bez przesady, Chu prawie cały czas paraduje z kocimi uszami i ogonem
- Ale ja nie jestem Chu! - trochę się wkurzyłem, jak w ogóle on może mnie porównywać do tamtego gnojka
- To prawda. Nie jesteś... - powiedział wyciągając do mnie rękę ale w pewnym momencie ją cofnął, pewnie przez to co powiedziałem wczoraj. Podał mi moją czapkę i oznajmił że musi wracać na następną lekcję. Założyłem czapkę na głowę i wyszedłem chwilę później. Na ostatniej lekcji mieliśmy w-f, z powodu że jako jedyny nie ćwiczyłem nauczyciel kazał mi pozbierać i poskładać wszystko, tak więc jak wyszedłem z szatni byłem już chyba ostatnim uczniem w szkole, gdy kierowałem się do swojej szafki usłyszałem szloch, postanowiłem pójść sprawdzić co się stało. Ji siedział na jednej z ławek na korytarzu i widocznie płakał z jakiegoś powodu. jeszcze chwilę zastanawiałem się czy do niego podejść ale w końcu to zrobiłem
- Ji? Wszystko w porządku? - spytałem siadając obok niego. Chłopak nic nie odpowiedział tylko mnie mocno objął.




 Jigoku




W końcu zrozumiałem swój błąd. Doskonale go zrozumiałem. Tylko szkoda, że tak późno... Zrozumiałem, że nikim nie zastąpię Akane. Przejrzałem na oczy w momencie ujrzenia Chuichiego, jak całował się z kimś w klasie. Nie, nie byłem zrozpaczony z tego powodu. Wręcz przeciwnie. Cieszyłem się, że go nie pokochałem. Czarnowłosy na pewno niechętnie podszedł. Czułem się koszmarnie. W pewnym momencie się odezwał:
-Ji? Wszystko w porządku?
Westchnąłem głęboko.
-Nie. Nic nie jest w porządku. N-I-C... Chu mnie zdradził... A najgorsze jest to, że ja i tak cię kocham. Nie brzydzę się tobą. Naprawdę za tobą tęsknię...
Chłopak po chwili mnie przytulił. Zdziwiłem się. Próbowałem zastąpić go kimś innym, więc to ja jestem żałosny. Zdawałem sobie sprawę, ze swoich uczuć, a mimo to...
-Przepraszam...-powiedział cicho.
Zdziwiłem się. Za co on mnie niby przeprasza? To moja wina, mogłem go zabrać ze sobą, a tego nie zrobiłem... Głaskałem go po plecach.
-Akane, kocham cię... tak bardzo...
Odpowiedział mi tym swoim uroczym i ciepłym głosem. Przez czas mojej nieobecności bałem się, że znajdzie sobie kogoś innego, że nie uda mi się go odzyskać. Czekał na mnie. Czekał i nadal mnie kochał. Postanowiłem, iż zabiorę go na randkę. Nigdy na takowej nie byliśmy, więc trzeba nadrobić. Cmoknąłem chłopaka w czoło.
-Pójdźmy do restauracji.-nawet nie zapytałem, czy by chciał, ponieważ było to według mnie pytanie retoryczne.
Zerknąłem na niego. Oczy mu się świeciły, na twarzy miał lekkiego rumieńca. Uśmiechnąłem się widząc jego minę. Wstałem, chwyciłem go za rękę i po zebraniu się wyszliśmy ze szkoły. W końcu skończyliśmy lekcje, tak więc nic nie stało na przeszkodzie. Zaprowadziłem go do swojego mieszkania, przycisnąłem go ściany i namiętnie pocałowałem. Odwzajemnił pocałunek. Brakowało mi tego, naprawdę. Wsunąłem jedną dłoń pod jego bluzkę, a drugą objąłem delikatnie jego kark i przycisnąłem do swojego ciała. Wydawało mi się, że miał bardziej umięśnione ciało. Postanowiłem spieprzyć atmosferę i go o to zapytać.
-Akane, jakim cudem masz takie ponętne ciało?
Chłopak zająknął się.
-No bo... wcześniej było... było takie nijakie i ja... chciałem być, być bardziej atrakcyjnym dla ciebie...
Woah... urocze, ale jeżeli dziewczyny będą patrzeć na niego? Chociaż... o to raczej nie muszę się martwić. Jestem zachłanny, więc nie chciałbym, aby się na niego gapiono. On jest mój i tylko mój... Uroczy, pociągający... Znów go cmoknąłem, ale tym razem przeszkodził nam dźwięk, który wydobywał się z mojego żołądka. Byłem głodny i to bardzo. Chłopak lekko się zaśmiał.
-Zjemy coś?-zapytał.
W sumie chyba także musiał być głodny. Podniosłem go i przerzuciłem przez ramię.
-Hej! Nie jestem workiem ziemniaków!
W salonie postawiłem go na ziemi.
-To wolisz być księżniczką?
-Oczywiście, że tak. Mój książę...
Tak pięknie przeciągnął samogłoski... Byłem napalony i to bardzo. Tak cholernie bardzo. Udałem się do kuchni, aby zrobić ramen, chłopak jednak świetnie się bawił przeszkadzając mi. W końcu złapałem go, podnieciłem i puściłem. Patrzył na mnie obrażonym wzrokiem.
-Teraz radź sobie sam, wiedz, że potrafię się zemścić, a jeśli wpadniesz na pomysł, aby pójść do jakiegoś faceta, droga wolna, ale możesz nie wracać.-burknąłem zły.
Przytulił mnie od tyłu.
-Nie chcę innego faceta niż ciebie...
Zadowoliła mnie ta odpowiedź, nie powiem.
-Po zjedzeniu i krótkim odpoczynku, obiecuję, że dokładnie cię obmacam i zbadam twoje wnętrze...
Spojrzałem na niego. Był cały czerwony, ale i tak zwróciłem uwagę na jego erekcję.
-Poczekasz na to, jak ja cię doprowadzę, czy zrobisz to sam?
Chłopak spuścił wzrok.
-P... pocz... poczekam...
Już w myślach układałem sobie, co zrobię...