wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział 10

Akane

Następnego dnia byłem dość zdołowany z powodu Ji, na dodatek jeszcze Sui mnie wyciągnęła na zakupy po zajęciach. Zwykle to polegało na to że ona coś mierzyła a ja czekałem aż jej się znudzi, tak w kilku sklepach. Bardzo często przez to sprzedawczynie myślały że jesteśmy parą. Szliśmy do kolejnego sklepu jak Sui się zatrzymała
- Co jest? - również się zatrzymałem i spojrzałem na dziewczynę
- Chyba widzę Ji... Patrz tam - oznajmiła po czym również spojrzałem w w tą samą stronę co różowo włosa. Zaczęła wołać go i machać do niego ręką
- Etto... To ja może już wrócę do domu...
- Nigdzie się nie wybierasz - powiedziała i zatrzymała mnie łapiąc za koszulę. Ji po chwili podszedł i się przywitał z dziewczyną. Po chwili spojrzał na mnie wzrokiem typu "Co, nie powiesz nawet dzień dobry" - Dawno się nie widzieliśmy... Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki na lody i porozmawiamy we trójkę?
- Robi się już późno, o tej porze większość jest już zamkniętych - znając Sui będzie próbowała nas z powrotem zeswatać w tym momencie może nie być to najlepszym pomysłem żeby się wtrącała więc próbowałem jakoś odciągnąć ją od tego pomysłu.
- Nic nie szkodzi... Niedaleko jest kawiarnia otwarta do 21... To jak Ji...?
- Jasne, czemu nie - coś czuję że może wyniknąć z tego coś złego. Gdy dotarliśmy już na miejsce kelner przywitał się z Ji
- Bywasz tu często? - spytała Sui
- Pracuję tutaj - odparł. Nigdy bym nie pomyślał że Ji będzie pracował kiedyś jako kelner w kawiarni. Każdy zamówił jakieś lody po czym Sui oznajmiła że idzie do toalety. Siedziałem przez chwili z Ji w milczeniu
- Będziesz tak siedział i się nie odzywał? - powiedział lekko wkurzonym głosem
- Powiedziałeś mi wczoraj żebym się do ciebie nie odzywał
- Eh... I wziąłeś to na poważnie? - po tym Sui wróciła do stolika
- Co u ciebie Ji
- Nic specjalnego... Studiuję literaturę i pracuję tutaj... Nie wiedziałem że się przyjaźnicie
- Od niecałych dwóch lat. Właśnie Akane, chciałabym jeszcze pójść do pewnego sklepu przed zamknięciem
- Sui, mamy niedługo egzaminy końcowe... Muszę wracać do domu i uczyć, daruj sobie już ten sklep
- Akane ma rację, nie męcz go już... Jeżeli chodzi o egzaminy jak wam idzie
- Mam lekkie problemy z historią ale jest znośnie
- A ty Akane masz z czymś problemy?
- Przedmioty ścisłe...
- Kiedyś również miałeś z tym problemy
- W sumie to Ji byłeś prymusem w szkole prawda? A ty Akane masz problemy z biologią... Może Ji pomógłbyś Akane z tą biologią? - powiedział po czym spojrzała na nas bardzo wymownie
- Sui, wiem o czym myślisz i już mówię że to w tym momencie niemożliwe. Spotykam się już z kimś - Powiedział po czym zamarłem, może mówi o tej narzeczonej?
- A no chodziły plotki że masz narzeczoną
- Nie o niej mówię - nie o niej? Nie mówił że zaczął się spotykać z kimś innym... W sumie to chyba normalne... W porównaniu co ja robiłem, to nic... Skoro jest szczęśliwy z kimś innym nie powinienem na to narzekać... Na pewno jest mu lepiej z nim niż jakby miał wrócić do kogoś kogo przeleciało prawie pół miasta. Czułem się strasznie, całe szczęście moja mama zadzwoniła z prośbą żebym jej pomógł z obiadem, miałem przynajmniej powód żeby wyjść... To znaczy nie to że nie chcę spędzać czasu z Ji ale im dłużej tam siedziałem tym coraz bardziej miałem wyrzuty sumienia i coś bolało mnie od środka. Podczas drogi powrotnej niestety natknąłem się na Aki'ego
- No hej Akane-kun. Czy mi się zdaje czy unikasz mnie w szkole od pewnego czasu
- Zejdź mi z drogi - próbowałem go wyminąć ale ten mnie złapał za rękę, zaciągnął w jakąś uliczkę i przycisnął do ściany
- Moja propozycja jest cały czas aktualna, na tych samych warunkach
- Zamknij się! Już nigdy więcej tego z nikim nie zrobię, a już na pewno nie z tobą
- Co z ciebie taka cnotka, co? A już łapię, podobno ten okularnik wrócił do miasta, twój były. Możesz się już od razu poddać a nie starać się dla niego... Wiedząc że tylu już cie dotykało nie masz nawet co myśleć że cię z powrotem zachce
- Zamknij się...
- Co prawda boli, Akane-kun
- Zamknij się! - po tym nie wytrzymałem, odepchnąłem go i uderzyłem
- No proszę... Nasz Diva się rozzłościła... Przecież sam dobrze wiesz że nie masz u niego żadnych szans... Wmawiasz sobie że jak się zmienisz to cię zachcę? Po co się oszukiwać - powiedział i przyłożył dłoń do mojego podbródka
- Wszystko przez ciebie. Gdym tylko wtedy dwa lata temu się ciebie nie posłuchał nie miałbym teraz tego problemu - odtrąciłem jego rękę i wychodząc z uliczki zobaczyłem stojącego za zakrętem Ji, nic nie powiedział tylko się na mnie popatrzył. Minąłem chłopaka i skierowałem się w stronę domu. Nie wiem czy słyszał naszą rozmowę a jeżeli tak to ile z niej usłyszał... Po powrocie do domu opiekunka która zajmowała się moją młodszą siostrą Mayumi mogła wyjść, powiedziała wychodząc że mała nie jeszcze nie jadła. Mayumi urodziła się 3 miesiące temu, przynajmniej mama w końcu dostała córkę może mnie w końcu przestanie gnębić z tymi babskimi ciuchami. Chwilę później usłyszałem płacz siostrzyczki więc poszedłem do niej uprzednio wyciągając mleko z lodówki i dając je do podgrzania. Wziąłem niemowlę na ręce i próbowałem jakoś uspokoić puki mleko nie będzie gotowe. po nakarmieniu jej odłożyłem ją do łóżeczka. Po jakiś 15 minutach wrócił ojczym z pracy, mamie w końcu również udało się znaleźć pracę ale kończy ona dosyć późno... Wróciłem do swojego pokoju gdzie położyłem się na łóżko w pewnym momencie zadzwonił mój telefon...



 Jigoku





 Słyszałem WSZYSTKO o czym mówił ten skurwiel. Czyli to on namówił Akane do tego... Gdy tylko czarnowłosy się oddalił poszedłem za chłopakiem. Szybko mnie zauważył.
-Dawno ci ktoś nie wpierdolił?
-A coś ty taki agresywny? Nie miałem racji? Zechcesz go po tym, co zrobił?
-Może... kto dał ci prawo do mówienia za mnie?
Nie zdążył odpowiedzieć, jak już leżał na ziemi. Nawet nie wiem, czemu dałem się ponieść agresji, przecież nie jestem z Akane. Nie powinno mnie obchodzić, co robi. Nie teraz. Mam kogoś. Dlaczego go pobiłem, do cholery? W końcu dałem mu uciec i wróciłem do domu. Ostatnio nie czułem się najlepiej. Co jakiś czas traciłem siły na trzydzieści minut, czasem czterdzieści. Zostawiłem buty w przedpokoju, udałem się do salonu i ległem na kanapie. Przytłoczyło mnie ostatnio dość dużo problemów; powrót do starego mieszkania, ataki, łagodniejsze, bo łagodniejsze, ale i tak a do tego dowiedziałem się, że mam raka. Żyć, nie umierać po prostu... Niedawno także poznałem swojego jakże wspaniałego ojca. Nie odzywał się dziewiętnaście lat i nagle zaczął ingerować w moje życie? Do tego to dosyć znany przywódca mafii, więc myślał, że mu wybaczę. Z uśmiechem na "ustach" (chociaż jak dla mnie, to miał ryj) powiedział "Jigoku, synku... miło cię poznać!". Aż korciło, by wybić mu parę zębów. No nic. Jestem skazany na zaakceptowanie go jako ojca. Matka na wszelkie sposoby pragnęła, bym nic o nim nie wiedział. Dlatego dość często się przeprowadzaliśmy, ale stwierdziła trzy lata temu, że jestem na tyle "dorosły" abym sam mógł o sobie decydować. Mimo, iż czasem bywa naprawdę przerażająca, to i tak jedyna kobieta, którą naprawdę bardzo szczerze kocham. A nowa żona mojego "tatusia" niech się wypcha i nie myśli o tym, że jakkolwiek będę jej "wdzięczny" lub nazywał ją "mamą". Ona na to nie zasługuje. Nie zna mnie. Nie jest kimś z mojej rodziny. Co z tego, że pieprzy się z moim ojcem? Chciałem zadzwonić do Akane, ale sama myśl, że tylu mężczyzn go dotykało... A to wszystko moja wina. Gdybym go nie zostawił... Na pewno to wszystko potoczyłoby się inaczej. Pomógłbym mu, a tak... Wziąłem telefon do ręki i zastanawiałem się, czy zmienił numer. Bardzo bałem się z nim rozmawiać, szczególnie po tym, co mu powiedziałem... W końcu zebrałem się na odwagę, by w końcu do niego zadzwonić. Odebrał niemal natychmiast.
~Kto dzwoni?
-Akane? To ja, Ji...
~Coś się stało?
-I tak, i nie. Chciałbym z tobą porozmawiać. Nie ma większego powodu. Tak po prostu... mógłbyś do mnie przyjść?
~Nie ma problemu, ale gdzie mieszkasz?
-Nie zmieniłem adresu, mam nadzieję, że pamiętasz, gdzie mieszkam...
~Ah... okej, będę za niedługo.
Rozłączyłem się i ogarnąłem salon. Obawiałem się tego spotkania. Naprawdę, bardzo się go obawiałem. Gdy w końcu usłyszałem dzwonek do drzwi zastanawiałem się, czy to aby na pewno był dobry pomysł... w końcu wstałem i otworzyłem mu. Patrzyłem na niego dłuższą chwilę. Zrozumiałem w końcu, że ja... ja naprawdę go kocham. Wciągnąłem go do mieszkania i pocałowałem. Czułem się winny tego, co musiał robić. Po tym mocno go przytuliłem.

sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 9

Akane
Jak tylko wróciłem do domu nie miałem ani trochę ochoty jeść. Z każdego posiłku jadłem tylko tyle by nie paść z głodu. Za każdym razem moja mama zaczynała tłumaczyć Ji że to dla mojego dobra, że powiedział że wróci, jakby te słowa miałyby mi poprawić humor. Z każdym dniem zaczynałem tęsknić za nim coraz bardziej, próbowałem się kilka razy do niego dodzwonić ale najwidoczniej zmienił numer. Po jakimś czasie w końcu nie wytrzymywałem tego i kilka razy pociąłem sobie ręce co starałem się ukrywać jak najlepiej przez co zacząłem nosić same bluzy z długim rękawem i przestałem również ćwiczyć na W-Fie. Z jakiegoś powodu jedyną osobą której mogłem ufać stała się Sui. Odwróciła się od swoich koleżaneczek i jako jedyna w klasie, oprócz Aki'ego, martwiła się o mnie i nawet można powiedzieć że zaprzyjaźniliśmy się. Aki po tym jak zobaczył w jakim jestem stanie również się odrobinę przejął, jednakże nadal momentami próbował się do mnie dobierać. Cały czas sobie powtarzałem w głowie słowa Ji "Wrócę jak będzie lepiej", ostatnimi czasy czytałem że coś takiego na co "choruje" Ji nie da się tego całkowicie wyleczyć, najwyżej złagodzić lekami i terapią ale często nie daje to dużych efektów. Jak znajdowałem więcej takich opinii i wiadomości zaczynałem coraz mniej wierzyć że kiedykolwiek będziemy mogli się jeszcze spotkać... Jakby problemów ze mną moja matka miała mało to jeszcze biuro w którym pracowała zbankrutowało, straciła pracę i nie mogła znaleźć nowej. Pieniądze które staraliśmy się oszczędzać jak najmocniej zaczynały się powoli kończyć, ledwo starczało na jedzenie a co dopiero na rachunki. Gdy powiedziałem o całej sytuacji Sui i Aki'emu. Chłopak po lekcjach chciał ze mną porozmawiać. Zaoferował dziwne rozwiązanie naszego problemu finansowego
- Jesteś młody, ładny, atrakcyjny a twoja figura odrobinę przypomina kobiecą. Można to wykorzystać, jeżeli wiesz o czym mówię
- Co?! Nie ma mowy
- Posłuchaj. Mój ojciec jest właścicielem klubu/baru. Wiem jacy faceci tam przyłażą i że szukają numerku na jedną noc, a za kogoś takiego jak ty mogliby dać całkiem niezłą sumkę. Mogę załatwić ci dostęp do jednego z pokoi gościnnych gdyż nasze mieszkanie jest nad klubem
- A ty niby co będziesz z tego miał?
- Oczywiście będziesz mi się w pewien sposób odwdzięczał a jak to już dowiesz się w swoim czasie - oczywiście w pierwszym momencie się nie zgodziłem ale gdy doszło do tego że zagrozili nam że odbiorą nam dom a moja mama nadal nie zarabiała dużo na pracach dorywczych nie miałem innego wyjścia. Po lekcjach podszedłem do Akiego i się zgodziłem, dał mi dane gdzie znajduje się klub, również powiedział że załatwi mi "pierwszego klienta". Jak się okazało był to jakiś 22-latek, miałem straszne odruchy wymiotne jak tylko ten facet mnie dotykał już nie mówiąc o samym stosunku, jednakże tak jak mówił Aki dostałem dość sporo pieniędzy. Jednakże nie mogłem powiedzieć mojej mamie prawdy, złamałaby się i możliwe że zaczęłaby jeszcze bardziej świrować. A jeżeli chodzi o to "odwdzięczenie się" o którym mówił Aki polegało na tym że bez słowa sprzeciwu miałem z nim sypiać. Po dłuższym czasie nie miałem innego wyjścia jak przyzwyczaić się do tego wszystkiego, źle się z tym wszystkim czułem ale cały czas powtarzałem sobie że robię to dla mamy żeby nie musiała się martwić o utrzymanie. Po pół roku takiej "pracy" moja mama poznała jakiegoś mężczyznę bardzo nam pomagał w naszej sytuacji. Skończyło się na tym że oświadczył się mojej mamie i trzy miesiące później wzięli ślub, z powodu że nie byłem pełnoletni moje nazwisko również się zmieniło na Saeki. Po tym Powiedziałem Aki'emu że nie będę dłużej robił tego za pieniądze, jednakże zanim się zorientowałem uzależniłem się od seksu co sprawiło że zaczynałem spotykać się z kim popadnie zazwyczaj te związki nie trwały dłużej niż tydzień a czasami nawet umawiałem się z niektórymi na "jeden numerek". Nigdy bym nie pomyślał że aż tak się zmienię mimo wszystko nie mogłem przestać myśleć o Ji i ta towarzysząca przy tym myśl że prawdopodobnie nigdy więcej go nie zobaczę a jeżeli nawet to gdy zobaczy jaki się stałem nie będzie chciał już mnie znać... Minęły dwa lata od kiedy rozstałem się z Ji. Zbliżała się północ, wracałem właśnie od jednego z moich "jedno nocnych" kochanków. W pewnym momencie zaczepiło mnie paru facetów, zaciągnęli mnie do najbliższego zaułku i zaczęli grozić nożem. Chcieli żebym oddał im wszystko wartościowego co mam przy sobie.
- Co tu się dzieje?! - Powili usłyszałem jakby znajomy głos. Po chwili zobaczyłem pewnego mężczyznę... Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, jego kolor oczu i tatuaże na ręku były identyczne jak u Ji - Zostawcie ją natychmiast - że co? "Ją"? Mój wygląd się zmienił i nie jest już taki babski...! Nie za bardzo miałem ochotę z nim teraz rozmawiać, wykorzystując nieuwagę napastników wymknąłem się i zacząłem uciekać. Jednakże nie udało mi się uciec jakoś daleko bo szybko dostałem zadyszki, gdyż w dzieciństwie chorowałem na astmę a pół roku temu przez zignorowane przeziębienie nabawiłem się nawrotu choroby. Wyciągnąłem z kieszeni bluzy inhalator i wziął z niego wdech. Oparłem się o ścianę próbowałem uspokoić
- Akane, to ty, prawda? - Usłyszałem ponownie ten głos. Popatrzyłem w stronę mężczyzny... Na prawdę nie chcę teraz z nim rozmawiać, jeżeli wszystko się wyda znienawidzi mnie
- Przepraszam ale musiał mnie pan z kimś pomylić - próbowałem się oddalić ale chłopak złapał mnie za rękę przyciągając do siebie i tuląc - Ji co ty robisz, do jasnej cho...
- To już nie "Sempai"? - odparł z uśmiechem
- Jestem już za stary na takie coś
- Czyli się nie pomyliłem - powiedział a w jego głosie można było usłyszeć szczęście. Udało mi się wydostać z jego uścisków i się odrobinę cofnąłem - Mówiłem ci że wrócę - powiedział na co przytaknąłem
- Mimo wszystko nie jestem już tym samym Akane którego znałeś dwa lata temu
- Zdaję sobie z tego sprawę. Szukałem cię długi czas myślałem że już mi się nie uda
- Nie mogłeś mnie znaleźć pewnie dlatego że moja matka ponownie wyszła za mąż i moje nazwisko też się zmieniło... Teraz wszędzie jestem zapisany jako Saeki Akane
- Nie miałem pojęcia - powiedział i ponownie mnie przyciągnął do siebie - Tak bardzo za tobą tęskniłem - powiedział. Wtedy zauważyłem jakiś napis na jego dłoni, jak się okazało było to wytatuowane moje imię, w miejscach w których Ji się wtedy skaleczył
- Wytatuowałeś moje imię? - widząc to zacząłem coraz bardziej żałować tych wszystkich rzeczy które zrobiłem w ciągu tych dwóch lat
- Zrobiłem ten tatuaż po tym jak trafiłem do tamtego zakładu, Mimo tych wszystkich terapii dawało mi to siłę bo wiedziałem że robię to wszystko dla ciebie - odparł
- Muszę już iść do domu rano mam szkołę
- Taa, a ja wykłady... Co robisz sam o takiej porze - dodał po chwili milczenia
- Etto... - po tym mogło się stać najgorsze co mogło być. Pojawił się naglę Kazuo jeden z dawnych "jedno nocnych" kochanków, wyrwał mnie z uścisków i zaczął wrzeszczeć
- Co kolejnego sobie znalazłeś - nie jest dobrze
- Odpierdol się Kazuo, mówiłem ci już wiele razy że między nami nic nie będzie - powiedziałem i szybkim krokiem zacząłem się kierować w stronę mojego domu ale ktoś złapał mnie za rękę. Oczywiście mogłem się spodziewać że to Ji
- Kto to był?
- Nikt ważny. Prześladuje mnie i chce żebym z się z nim spotykał
- Co miał na myśli mówiąc "Kolejnego sobie znalazłeś"? - powiedział i puścił moją dłoń
- Jesteś inteligenty nie udawaj że się nie domyślasz
- Jednak miałem nadzieję że to błędne wnioski
- Ji ja... - wysunąłem do niego rękę ale ten się cofnął
- Kto by pomyślał że będę się tak starał dla kogoś kto stał się męską dziwką - powiedział. Gdyby ktoś inny to powiedział miałbym to gdzieś ale te słowa wypowiedziane z jego ust strasznie mnie zabolały. Chciałbym powiedzieć że żałuję ale chyba jest już na to za późno. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć chłopak się oddalił. Pobiegłem do swojego pokoju i próbowałem się uspokoić... On mnie teraz nienawidzi na pewno, widziałem to brzydzenie w jego oczach, co ja zrobiłem... Czemu zacząłem być taki...! Takie myśli towarzyszyły mi przez większość pozostałej nocy. Spałem tylko 3 godziny więc nie byłem również w dobrym nastroju. Co również zauważyła Sui jak tylko przyszedłem do szkoły
- Akane, wszystko w porządku?
- Nie... - odparłem krótko smętnym głosem
- Co się stało?
- Ji wrócił...
- Nie powinieneś się cieszyć? Tak bardzo rozpaczałeś dwa lata temu...
- Gdybym wszystkiego nie zjebał byłbym w siódmym niebie
- To znaczy?
- Spotkałem go wczoraj wieczorem na ulicy. Wyglądało na to że się bardzo ucieszył jak mnie zobaczył... Ale musiał na nas wpaść Kazuo i palnąć coś przez co Ji wszystkiego się sam domyślił
- "Wszystkiego" masz na myśli...
- Tak... Teraz zapewne nie będzie chciał na mnie nawet spojrzeć
- Zawsze myślisz najpierw o tym najgorszym... Ji cię kocha na pewno jakoś się ułoży!
- Gdy próbowałem do niego wyciągnąć rękę cofnął się i nazwał mnie męską dziwką. Obawiam się że możesz nie mieć racji - Po skończonych zajęciach wyczerpany wróciłem do domu. Będąc w przedsionku usłyszałem jak toś rozmawia z moją mamą i nie był to głos ojczyma. Wszedłem do salonu gdzie okazał się siedzieć Ji i pił herbatę z moją mamą. Nie wiedziałem co mam powiedzieć lub zrobić
- Oh, Akane już jesteś... Popatrz kto nas odwiedził - powiedziała z uśmiechem lecz po chwili również wyczuła tę niezręczność unoszącą się w powietrzu - To ja może was zostawię samych - oznajmiła i udała się na piętro... Nadal nie wiedziałem co powinienem powiedzieć po tym co wydarzyło się ostatnim razem
- Nie masz mi nic do powiedzenia... Nawet Gównianego Dzień dobry? - powiedział niebiesko włosy nadal siedząc na kanapie
- Po co tutaj przyszedłeś?
- Po tym jak sobie wszystko przemyślałem postanowiłem przyjść porozmawiać... - Powiedział wstając podszedł kilka kroków w moją stronę - Po tym jak nie mogłem cię znaleźć mój ojciec wybrał dla mnie narzeczoną, ale zerwałem z nią te zaręczyny myśląc wyłącznie o tobie... Nie chcę żebyś myślał że cię nienawidzę... Brzydzę się to fakt ale jeżeli się bardzo postarasz możliwe że mnie odzyskasz. Jak na razie nie zbliżaj się i nie odzywaj się do mnie... Muszę już iść, podziękuj matce ode mnie za herbatę - Powiedział po czym wyszedł... "Jeżeli się bardzo postarasz" tylko co ja takiego mam zrobić? Nie spotykać się z nikim więcej to na pewno ale nie spowoduje to że Ji przestanie się mnie brzydzić.



 Jigoku




 Poznałem paru kumpli w zakładzie, dzięki temu nie musiałem być sam. Na szczęście... Likoe, wysoki, z strasznie ciemnymi oczami, ale nie czarnymi. Raczej granatowymi. Miał białe włosy. Sanae to jego przeciwieństwo, prócz wzrostu... Do tego Uryu. Miły, zabawny z czarnym humorem. Wysoki, chudy, fioletowe włosy z szarymi pasmami i szare oczy. Nie świrowałem jakoś mega często, więc było dobrze... Mimo wszystko bardzo mnie pilnowano. No ale trudno. Zakład był nieco jak taki hotel z murem i strażnikami. Życie było dość dobre tam, ale... ta tęsknota... Ciągle wieczorem dawałem się ponieść emocjom i płakałem jak jakaś baba na tanim romansidle...
-Akane... czy ty tęsknisz tak mocno, jak ja?...
W pewnym momencie dowiedziałem się, że Likoe robi tatuaże... Wybrałem się więc do niego z zamiarem sprawienia sobie nowego. Był oczywiście w swoim pokoju i rysował nowe projekty.
-Dobry...-zacząłem.
-Dżem.-te jego żarty...
-Ja zrobić nową dziarę.
-A masz gdzie? Czy na dupie chcesz?
-Hahaha... na dłoni. Imię pewnej osoby...
-Ohooo... Nasza Pantera się zakochała?
-Nie śmiej się, idioto, tylko weź do roboty.
-Dobraa... to jakie to imię?
-Akane...
-Prawa ręka?
-Prawa.
-No pewnie do no "wiesz"...
-Masz nieśmieszne żarty...
-Doprawdy? Nie marudź, tylko siadaj.
Zdezynfekował mi dłoń po czym zrobił tatuaż. Nie bolało. Tak trochę śmiesznie... Założył mi jeszcze opatrunek ochronny. Podziękowałem mu i wyszedłem. Wróciłem do pokoju i wyciągnąłem zdjęcie Akane... był na nim ukazany, gdy spał po swoim pierwszym razie... Położyłem się i wgapiałem w fotografię... Zasnąłem z oczami w oczach a rano ciężko mi się wstawało... dwa lata szybko minęły. Bardzo szybko. Wraz z kumplami wyszedłem w tym samym czasie i z nimi wróciłem do Tokio. Miałem nadzieję znaleźć Akane, ale na próżno... dość szybko ojciec znalazł mi narzeczoną, z którą tylko się przyjaźniłem... pomagała mi w poszukiwaniach, a jej chłopak był cholernie miły i bardzo go polubiłem. Naprawdę bardzo. W końcu się poddałem i postanowiłem przespacerować w nocy jak usłyszałem groźby... rzuciłem się na pomoc i osoba przeze mnie ratowana wydała mi się znajoma... jak się okazało, był to czarnowłosy. Rozumiem, że musiał pomóc finansowo matce, ale mógł znaleźć pracę jako na przykład kelner, czy coś... Nie musiał robić "tego"! Zdenerwowałem się, bardzo. A do tego na drugi dzień jego matka zaprosiła mnie na herbatę. Nie wypadało się nie zgodzić, więc poszedłem. Niestety, napotkałem Akane... z jednej strony byłem szczęśliwy, jednak... coś we mnie pękło. Bolało mnie to, że tyle osób widziało go nago...

Rozdział 8

Akane

Czyli Sempai tym razem szedł do Onoe bo chciał się spotkać z matką, znowu bezpodstawnie się tylko zdenerwowałem i na dodatek również zdenerwowałem swoim zachowaniem Sempaia. Mógł mi powiedzieć że idzie spotkać się z matką, chociaż jego sprawy rodzinne to nie moja sprawa. Gdy wrócił do domu ze swoją matką i zaproponował mi żeby się razem przeprowadzić do niej bez wahania się zgodziłem. Mogę mieszkać gdziekolwiek byle tylko być blisko Ji-sempai'a. Przynajmniej jak się przeprowadziliśmy do sąsiedniego miasta byłem spokojniejszy bo Onoe jest teraz dosyć a Sempai chodzi do szkoły kilka razy na miesiąc. Pierwsza rzecz jaka mnie zdziwiła w nowym mieszkaniu to było to że były tylko dwie sypialnie... Nie byłoby w tym nic dziwnego bo w końcu dzielenie pokoju jest często czymś normalnym ale w sypialni znajdowało się jedno wielkie łóżko. Spałem z Semapiem tylko raz w łóżku, a gdy zasypiałem byłem tak zmęczony że nie zdawałem sobie nawet z tego sprawy, jak teraz pomyślę że każdą noc będziemy spędzać w jednym łóżku zaczynam się odrobinę dziwnie czuć. Zaskoczył mnie również fakt iż matka Ji z całkowitym spokojem zaakceptowała fakt że jej jedyny syn spotyka się z chłopakiem. Jak tylko kobieta wyszła z domu niebieskowłosy od razu zaczął się do mnie dobierać. Po chwili już leżeliśmy na podłodze. Chłopak rozpiął moją koszulę i polizał mnie po podbrzuszu, przeszedł mnie dreszcz, niebieskowłosy to zauważył przez co się uśmiechnął i zrobił to ponownie przez co dostałem wzwodu. Chłopak widząc to z uśmiechem wziął mnie na ręce "na księżniczkę" i poszedł ze mną do naszego wspólnego pokoju i rzucił mnie na łóżko, zdjął moje spodnie i bieliznę. Zdjął szybko swój podkoszulek. Poślinił palce i powoli je we mnie wsunął, sam początek nie był za przyjemny
- Miałeś chyba kupić ten olejek czy coś - burknąłem
- Kupiłem ale nie jest albo w walizce albo w torbie, nie chce mi się tego teraz szukać - odparł dokładając do środka kolejny palec. Powoli zaczął rozciągać otwór, mruknąłem cicho na co chłopak oblizał się z cwaniackim uśmieszkiem. Wyciągnął ze mnie palce po czym zsunął swoje spodnie, pochylił się bardziej nade mną, chwycił moje nogi rozkładając je bardziej na boki i jednym ruchem we mnie wszedł, od razu zaczął od szybkich ruchów sprawiając że zacząłem niekontrolowanie jęczeć. Wyciągnąłem ręce w jego stronę by trzymając się jego ramion podciągnąć się by móc objąć jego szyję. Chłopak zaczął mnie namiętnie całować, po chwili puścił jedną moją nogę i wolną ręką zaczął bawić się moim sutkiem. Zacząłem jeszcze bardziej jęczeć lecz tym razem Ji przerywał je czasem pocałunkami
- Za chwilę do... - nie zdążyłem dokończyć wypowiedzi jak nie wytrzymałem i doszedłem
- Mogłeś trochę na mnie poczekać
- Nie mogłem dłużej wytrzymać, przepraszam
- Nie mogłeś wytrzymać, co? Tak bardzo na ciebie działam że dochodzisz tak szybko? - Powiedział przez co zrobiłem się czerwony. Chłopak się cicho zaśmiał i kontynuował poprzednią czynność puki on również nie doszedł. Przez moment leżałem w objęciu Semapia, po kilku minutach chciałem pójść wziąć prysznic ale jak tylko wstałem długo nie mogłem ustać na swoich nogach i upadłem przez co chłopak cicho się zaśmiał - Powinieneś już wiedzieć że po tym nie będziesz mógł za bardzo chodzić... Gdzie chciałeś iść?
- Chciałem pójść się umyć... Ale chyba w takim ra... - nie zdążyłem dokończyć jak Sempai wstał i podniósł mnie "na księżniczkę"
- Tak więc, wykąpiemy się razem? - zaproponował, spojrzałem na niego lekko się czerwieniąc - No co?
- W tym stanie nie będę mógł stać pod prysznicem
- Ja nic nie mówiłem o prysznicu, możemy wziąć razem kąpiel, dokładnie cię umyję w każdym miejscu
- Nie muszę robić tego teraz, Pójdę później jak sam będę mógł chodzić. Odstaw mnie, nie powinieneś się przemęczać w twoim stanie
- Miłe że się martwisz o moje zdrowie ale nic mi nie będzie - powiedział niebieskowłosy ale wysłałem mu karcące spojrzenie - No dobra - burknął z powrotem się położył na łóżku ze mną w objęciach, w końcu w takiej pozycji zasnęliśmy. Obudził mnie dopiero Ji-sempai wstając z łóżka, za oknami było ciemno więc albo była noc albo wcześnie rano -Przepraszam, obudziłem cię?- spytał z uśmiechem
- Czemu wstajesz o takiej godzinie? - spytałem przecierając oko
- Po prostu muszę zażyć leki o których zapomniałem. Jeżeli Onoe by się dowiedział że nie wziąłem ich o danej godzinie znowu zrobiłby mi kazanie - powiedział. Już na sam dźwięk jego imienia wypowiadany z ust Sempaia znów robiłem się naburmuszony. Obróciłem się na drugi bok i przykryłem się bardziej kołdrą
- Następnym razem nie zapominaj o takich rzeczach. Od tego zależy twoje zdrowie
- Dobrze, dobrze - powiedział pochylając się nade mną i całując mnie koło skroni po czym wyszedł z pokoju.




Jigoku





Fajnie, że się o mnie martwił, ale ja naprawdę chciałem się z nim wykąpać. Może kiedyś się uda. Niedaleko kuchni na kogoś wpadłem. Modliłem się tylko, by to nie była moja matka, bo rozpęta się piekło... ale to nie możliwe. Ona zawsze śpi do 8, a Akane jest w pokoju. Włamywacze? Jak się okazało była to jednak moja rodzicielka. W szarym szlafroku, kapciach w tym samym kolorze i jakiejś piżamie. Miała kawę w ręce i wyglądała jak siedem nieszczęść. Nie miałem zamiaru jednak głośno tego mówić. Oj nieee... Na szczęście jednak ziewnęła tylko i mruknęła "dobranoc". Gdy poczułem dziwaczny impuls szybko "rzuciłem się" w stronę szafki, gdzie znajdowały się leki. Nie mogłem znaleźć jednak tych najważniejszych - na uspokojenie. Wziąłem pozostałe i nadal szukałem pudełka. Przecież musiało gdzieś być! Minęło jakieś piętnaście minut. Nigdzie ich nie było... cholera jasna... Co ja teraz zrobię? A jeśli kogoś zaatakuję? Nie chcę, żeby Akane widział, jaki jestem. Znienawidziłby mnie... Usiadłem na krześle i zakryłem dłonią twarz, chcąc się uspokoić. Jakoś udało mi się nad tym zapanować. Z trudem, ale dałem radę. Miałem mu powiedzieć? Wyznać, że jestem jakimś psycholem, który może nagle go okaleczyć w nocy, albo zabić? Postanowiłem na niego poczekać, aż w stanie i w między czasie zrobiłem naleśniki, żeby czymś zająć ręce. Nagle ktoś mnie złapał, a raczej przytulił, więc wystraszony prawie upuściłem patelnię. Zerknąłem za siebie i zobaczyłem Akane.
-Jesteś może głodny?-zapytałem.
Pragnąłem jak najbardziej odwlec tę rozmowę. Chłopak z chęcią jadł naleśniki z dżemem. Ja wgapiałem się w kubek od kawy. Wydawała się taka ciekawa... Siedzieliśmy w ciszy. Po chwili znów ten dziwaczny impuls. Bez słowa wszedłem do pokoju i zacząłem szperać w plecaku. Wyciągnąłem żyletki, kawałek metalu i zapalniczkę. Najpierw zrobiłem parę ran, a później podgrzałem stal i zacząłem przypalać nią skórę. Te czynności nigdy mnie nie bolały, wręcz przeciwnie. Dawały uczucie ulgi. Siedziałem w kałuży krwi. Modliłem się, żeby tylko Akane nie wszedł.. Boże, nie. Błagam. Usłyszałem  skrzyp drzwi. Tego się właśnie obawiałem. Nie miałem siły nawet schować rąk. Czarnowłosy szybko zaczął wypytywać, co się stało. Gdy tylko zauważył rzecz wytrącił mi ją z rąk tym samym się raniąc. Kazał mi się nie ruszać i wybiegł z pokoju. Ja jednak się nie posłuchałem, zamknąłem drzwi. Podszedłem do swojej torby, otworzyłem ją, wyjąłem pistolet na gwoździe i palnik. Najpierw powbijałem parę, a potem trochę je przypaliłem. Nie bolało. Znowu. Chłopak walił w drzwi i krzyczał, bym go wpuścił, ale nie chciałem tego. Nie mógł zobaczyć mojego stanu. W końcu wszedł jakoś w momencie, gdy ja wyrywałem gwoździe z dłoni. Przerażony szybko znalazł się obok, schłodził rany po czym zaczął szybko je bandażować. Wyjął telefon z ręki, prawdopodobnie po to, aby zadzwonić po karetkę.
-Akane, nie... nic mi nie będzie...
-Na pewno? Może powinienem...
-Nie, Akane...
Rzucił telefon na łóżko i się we mnie wtulił płacząc. Zraniłem go. Czułem to. Dosłownie. Serce... czułem, jakby miało mi pęknąć.
-Przepraszam...
Po chwili pomyślałem, by było lepiej, aby przestał się ze mną zadawać.
-Akane. Przestań mnie kochać... zapomnij o mnie...
-C.. co?...
-Zostając przy mnie narażasz się na utratę życia...
-Nie! Nie chcę cię zostawiać!...
-AKANE.
-Nie!
-Posłuchaj mnie, mogę cię zabić, zranić. Gdybym to zrobił to nie wybaczyłbym sobie... prawdopodobnie załamałbym się nerwowo... Akane, nie chcę tego...
-Ale ja...
-Nie możesz... zadzwonię do twojej mamy... zacznij się pakować...
Chłopak ze łzami w oczach i nie odzywając się zaczął wykonywać czynność. Jego rodzicielka jeszcze nie przyjechała, gdy stałem przy wejściu. Chłopak usiadł na schodach, a ja obok niego.
-Wrócę... Akane... ja wrócę. Gdy tylko będzie lepiej... czekaj na mnie. Proszę....
Czarnowłosy lekko przytaknął i wtulił się we mnie ten ostatni raz... Po tym, jak odjechał mimowolnie z oczu popłynęły mi łzy. Wróciłem do domu. Spakowałem się szybko po czym matka zawiozła mnie do zakładu...