wtorek, 19 lipca 2016

Rozdział 7

Akane

Gdy wracałem ze sklepu zaczepiła mnie dziewczyna z mojej klasy, zdziwiło mnie to bo nigdy żadna z nich się do mnie nie odzywała bez żadnego konkretnego powodu. Zaczęła jakby ze mną "flirtować"
- Ok a teraz gadaj czego chcesz?
- Niczego... Nie mam pojęcia o co ci chodzi
- Wy nigdy nie jesteście dla mnie miłe więc co ci kazały załatwić twoje koleżaneczki? - spytałem ale ona w dalszym ciągu zostawała przy swoim. Gdy już chciałem pójść dziewczyna mnie złapała i pocałowała. Odepchnąłem ją i chciałem iść już do domu ale zatrzymałem się w miejscu gdy zobaczyłem Semapia szedł w przeciwnym kierunku... A co jeżeli on to zobaczył? Znienawidzi mnie... Próbowałem go dogonić żeby z nim porozmawiać ale w pewnym momencie zaczął biec i go zgubiłem. Pełen obaw wróciłem do domu. Rozpakowałem zakupy i chciałem zadzownić do Ji-sempaia ale nie odbierał. Za którymś razem postanowiem zostawić wiadomość głosową
- Chciałem tylko zapytać gdzie jesteś, bo jak wróciłem ze sklepu nie było cię, oddzwoń jakby co - rozłączyłem się i usiadłem na kanapie w salonie. Być może w ogóle nie widział jak ta dziewczyna mnie całowała więc wolałem o tym nie wspominać. Zadzwoniłem jeszcze parę razy, z nerwów zostawiłem jeszcze parę wiadoości głosowych za każdym razem mój głos coraz bardziej drżał. Po jakiejś godzinie wróciła Rukkie, spytała gdzie jest jej brat ale niestety musiałem odpowiedzieć że nie wiem. Zacząłem się martwić, postanowiłem poczekać na Semapia aż wróci. Usiadłem w przedsionku przy drzwiach frontowych i czekałem. W pewnym momencie podeszła do mnie Rukkie
- Akane idź do łóżka, jutro masz szkołe - powiedziała ale ja kiwnąłem głową przecząco. Czerwonowłosa gdzieś poszła i po chwili wróciła z kocem - Skoro masz już tutaj siedzieć to owiń się tym bo inaczej się przeziębisz
- Dziękuję - powiedziałem i wziąłem od kobiety koc. Koniec końców zasnąłem zanim Semapi wrócił do domu. Ale rano obudziłem się już we własnym pokoju... Spojrzałem na zegarek, za 20 minut zaczynały się lekcje. Szybko się przebrałem i na dobiegu bez śniadania ledwo zdążyłem do szkoły. Dowiedziałem się że wycieczka została przełożona, początkowo chcieli dać jakiegoś nauczyciela zamiast Ji ale wszyscy jednak chcieli żeby on jechał więc ostatecznie termin został przeniesiony na za tydzień kiedy stan Sempaia się polepszy. Na pierwszej lekcji wychowawczyni przedstawiła nowego ucznia Kaza Aki, miał brązowe włosy i czerwone oczy. Z tego co mówiła nauczycielka wcześniej mieszkał za granicą. Z powodu iż obok mnie nigdy nikt nie siada jedynym wolnym miejscem było to obok mnie, chłopak uśmiechając się usiadł obok. Po skończonej lekcji wychowawczyni poprosiła mnie żebym został
- Coś się stało? - spytałem dosyć nie pewnym głosem
- Właśnie miałam się też o to sptać. Widziałam jak przysypiasz na lekcji, nigdy wcześniej ci się to nie zdarzało. Wyglądasz też nie najlepiej... Może powinieneś pójść do gabinetu pielęgniarskiego
- Nie! - od razu powiedziałem nawet nie myśląc - Nie ma takiej potrzeby - dodałem szybko - Po prostu źle spałem tej nocy. Nie musi się pani martwić
- Dobrze, ale jak będziesz się źle czuł natychmiast masz iść do pielęgnarza szkolnego -  powiedziała nauczycielka na co przytaknąłem. Idąc do kolejnej klasy napotkałem Sui, jedną z fanklubu klasowego Sempaia. Miała Różowe włosy, często związane w dwa kucyki, i fioletowe oczy
- Chciałam przeprosić za Miyo wczoraj - powiedziała niepewnie
- Po co to mówisz?
- No bo zrobiło mi się głupio że brałam w tym udział
- O co w ogóle w tym chodziło?
- No bo... Może zacznę od początku... Pamiętasz jak wtedy zacząłeś się bić z Mito, a Buru-sempai to przerwał a potem kazał ci iść za nim? Byłyśmy ciekawe z dziewczynami gdzie cie prowadzi, no i widziałyśmy jak się całujecie w tamtej klasie. Dziewczyny chciały was jakoś skłucić i wymyśliły że któraś z nas cie pocałuje, zrobimy zdjęcie i mu wyślemy ale okazało się że Buru-sempai widział to na własne oczy... Jakby co ja nic nie chciałam robić... Mimo że uwielbiam Sempaia, wasz związek mi nie przeszkadza. Nawet jeżeli będzie trzeba, mogę mu wszystko powiedzieć - Byłem dość zaskoczony - Tylko proszę nie mów dziewczynom że ci o wszystkim powiedziałam - dodała po chwili, przytaknąłem po czym rozdzieliliśmy się i jeszcze poszedłem do automatu kupić sobie coś do jedzenia bo nie zdążyłem zjeść śniadania. Jak się okazało był tam również ten nowy uczeń, Aki. Jakoś tak zaczęliśmy rozmawiać, był bardzo miły. Dobrze się razem dogadywaliśmy, przynajmniej przez moment nie myślałem o tym wszystkim. Ostatnią lekcją był dziś w-f. Pod koniec zajęć nauczyciel kazał mnie i Aki poskładać siatkę i pozanosić piłki do kantorka. Po tym wszystkim mogliśmy się dopiero pójść przebrać. Reszta już zdążyła wyjść więc byliśmy w szatni tylko we dwójkę. Zanim nawet zdążyłem otworzyć swoją szafkę czerwonoki złapał mnie za rękę i przyciągnął do ściany
- C...Co ty robisz? - w tym momęcie wyglądał zupełnie inaczej niż przed chwilą
- Co się stało Akane-kun, chyba się mnie nie boisz - powiedział uśmiechając się. Próbowałem go odepchnąć ale nic to nie dawało
- Puść mnie! - krzyknąłem ale chłopak sobie z tego nic nie robił
- Spokojnie Akane-kun, będę delikatny nie będzie boleć
- C...Co?! Zostaw mnie! PUŚĆ! - zacząłem się drzeć w nadziei że ktoś mnie usłyszy. Czerwonooki włożył rękę pod mój podkoszulek i zaczął się bawić moimi sutkami - Nie! Przestań!
- Ty mówisz "nie" ale twoje ciało lubi jak poświęcam mu całą swoją uwagę - powiedział łapiąc mnie za krocze
- Przestań! - krzyknąłem ponownie, w moich oczach już zaczęły się zbierać łzy i byłem już na skraju płaczu, już myślałem że nie ma już nadziei na jakiś ratunek gdy dosłownie sekunde później gdy krzyknąłem ponownie "Zostaw mnie" usłyszałem znajomy głos
- Co tu się dzieje? - po tej wypowiedzi chwilę później zobaczyłem Sempaia. Ze wściekłą miną szarpnął Aki'ego za koszulkę i odciągnął ode mnie, mnie już łzy ciekły po policzkach strumieniami, osunąłem się tylko po ścianie i schowałem twarz w dłoniach - Wynocha stąd - syknął niebieskowłosy
- Co? Tutaj są moje rzeczy!
- To je zabieraj i wynocha! - krzyknął, po chwili już tylko usłyszałem trzaśnięcie drzwiami - Akane... -  powiedział spokojnym i ciepłym tonem głosu. Podniosłem głowę, Sempai klęczał tuż obok mnie, z płaczem nie zwarzając na nic wtuliłem się w niego. Niebieskowłosy również mnie objął, chłopak przez ten czas w ogóle się nie odzywał puki się nie uspokoiłem - Przebierz się i wracajmy do domu - powiedział na co przytaknąłem. Niebieskowłosy powiedział że będzie czekał prze dwejściem do szatni. Przebrałem się tak szybko jak tylko potrafiłem i wtszedłem ze szkoły razem z Sempaiem. Przez większość drogi również się nie odzywał
- Jesteś na mnie zły? - spytałem niepewnie chłopak na mnie spojrzał
- Dlaczego miałbym być
- Chodzi o to co było wczoraj... To nie ja ją pocałowałem tylko...
- Spokojnie, już wszystko wiem. Jedna z dziewczyn z twojej klasy mnie złapała na korytarzu i wszystko powiedziała
- Gdzie byłeś całą noc?
- Byłem u Onoe - oznamił na co się odrobinę naburmuszyłem - Nie rób takiej miny, nic między nami nie zaszło... Poza tym, ty powinieneś w nocy spać w łóżku a nie na siedząco w przedsionku, mogłeś się przeziębić. Musiałem cię zanosić na piętro do twojego pokoju
- Przepraszam że musiałeś się trudzić w twoim stanie - powiedziałem odwracając wzrok ale po chwili chłopak rozczochrał moje włosy
- Nic nie szkodzi. Obudziłem się o 5 rano i jak tylko odsłuchałem twoje wiadomości musiałem wrócić... Tak poza tym, wystarczyłoby gdybyś nagrał dwie wiadomości zamiast sześciu
- Po prostu się martwiłem - powiedziałem robiąc się odrobinę czerwony. Naglę zapadła niezręczna cisza
- Kim był ten chłopak? - spytał po chwili, chyba ma na myśli Aki'ego
- Nowy uczeń... Na początku wydawał się dosyć miły puki w-fista kazał nam pozbierać wszystko z sali gimnastycznej i byliśmy sami w szatni
- Następnym razem jak zobaczę że cię dotyka choćby palcem nie ręczę za siebie i coś mu zrobię - mógłbym to samo powiedzieć o Onoe tyle że ja nie jestem taki silny jak Sempai
- Jak się czujesz Semapi? - spytałem po chwili milczenia
- Nie jest najgorzej ale jak wezmę leki które mi przepisano będzie lepiej, a co?
- N...Nic... Tak pytam - odparłem. Gdy tylko przekroczyliśmy próg domu, niebieskowłosy zamknął drzwi,m objął mnie i pocałował - Sempai...
- Hm?
- Nie chodź więcej do niego... - powiedziałem prawie bezgłośnie
- Czyżby ktoś tu był zazdrosny?
- W...Wcale nie jestem! Ja po prostu...
- Dobrze, dobrze, wcale nie jesteś - zaśmiał się i ponownie mnie pocałował tym razem bardziej namiętnie.



Jigoku



Najchętniej to bym go teraz przywiązał do łóżka... niestety, nie mogłem. Nie mogłem także spełnić jego prośby. Dlaczego? Tylko Onoe doskonale znał moje ciało (pod względem medycznym głównie). To on przepisał mi te cholerne leki, wyznaczył dietę i po raz setny skarcił. Nie chciałem jednak mówić o tym Akane. Znów by się wnerwił i wyprowadził... Aczkolwiek nie byłem tego pewny. Jakoś tak ani mi się śniło sprawdzać, czy by to zrobił, czy nie. Odsunąłem się trochę od chłopaka, i już chciałem go zabrać do swojego pokoju, jak zadzwonił telefon. Nieco zdenerwowany sięgnąłem do kieszeni i odebrałem.
-Nosz kuźwa. Szumowino jedna. Przeszkadzasz...!-syknąłem do komórki.
~Oj tam... stęskniłeeeeś się...-był to głos Onoe.
Nie patrząc na czarnowłosego odszedłem i zamknąłem się w łazience, bo najbliżej.
-Yhgg... czego chcesz? Coś ważnego?
~Ależ oczywiście!
-No mam nadzieję, że to nie zaproszenie do seksu, jak kiedyś.
~Chciałbyś. Ale nie. Niestety. Nanae dzwoniła...
Przerwałem mu. Buru Nanae jest moją matką i opiekowała się mną i Rukkie. O ojcu nigdy nie chciała mi mówić i często zmieniała temat, gdy pytałem. W końcu przestałem dociekać.
-Jest u ciebie?
~Tak. Pije zieloną herbatę, i widocznie jest zdenerwowana...
-Zaraz tam będę.
Rozłączyłem się, po czym wszedłem do przedpokoju. Chłopak patrzył jak się zbieram. Przez chwilę nic nie mówił.
-Idziesz do niego?-zapytał.
Wyprostowałem się wstając. Westchnąłem głęboko.
-Muszę. Za niedługo będę. Nie martw się.
Uchyliłem lekko drzwi, ale Akane mnie zatrzymał. Stanąłem. Widocznie naprawdę musiał być zazdrosny.
-Puść.
-Nie chcę.
-Akane, puść.
-Nie pozwolę ci do niego iść!
Zdenerwowałem się. Naprawdę mocno się zdenerwowałem.
-Gówno mnie obchodzi, czy mi pozwalasz, czy nie! Przecież wrócę, tak?! Mam coś do załatwienia i tyle!
Trzasnąłem drzwiami i naburmuszony zacząłem iść w stronę domu złotookiego. Chłopak przez chwilę próbował mnie jeszcze "zawrócić", jednak nie miałem zamiaru nawet zerknąć w jego stronę. Zapaliłem papierosa. Zazwyczaj to robiłem, gdy się zdenerwowałem. Najchętniej to bym wypalił całą paczkę, ale co potem zrobię? W sklepie nie dostanę, bo nie mam jeszcze 21 lat. Dlatego właśnie to Rukkie załatwiała mi fajki. Na początku protestowała, ale w końcu zgodziła się. Jakoś tak szczególnie nie miała wyboru. Szczerze? Mnie to pasowało. Nawet bardzo. Rozmyślałem tak do momentu stanięcia przed domem Onoe. Zdeptałem peta, zmordowałem się na schodach i zapukałem do drzwi. Krzyknął "otwarte", więc złapałem za klamkę i wszedłem do budynku. Szybko zostawiłem w przed pokoju buty, kurtkę i wparowałem do "pomieszczenia głównego". Oczywiście zauważyłem swoją matkę, ale także siostrę, jakąś parę i chłopaka mniej więcej w wieku Akane.
-Może ja zacznę, skoro z Jigoku mogę czytać jak z otwartej księgi... Przedstawiam ci twojego "zaginionego" ojca...-odparł złotooki.
Chwila. OJCA?!
Ze zmieszaniem patrzyłem na mężczyznę, który wstał i próbował do mnie podejść. Moja rodzicielka jednak była szybsza i stanęła przede mną.
-Nie pozwolę ci zgrywać teraz tatusia, skoro zostawiłeś go na siedemnaście lat, Irate.-syknęła.
Oho... to już wiem, po kim mam charakter... położyłem dłoń na jej ramieniu. Wkurwiłem się jak nigdy.
-Czego chcesz?...-burknąłem próbując zachować spokój.
-Ji. Jesteś moim najstarszym synem, więc chcę, byś został moim dziedzicem.-odparł mężczyzna.
Zaśmiałem się. Może nawet i nieco złośliwie.
-Spieprzaj staruchu. Nie znam cię, i nie chcę znać. Nie obchodzi mnie, że mam w sobie po tobie geny. Jesteś mi obcy. Rozumiesz? Nienawidzę cię!
Matka odwróciła się i mnie przytuliła. Miałem łzy w oczach. Zerknąłem na siostrę i po chwili się wyprostowałem.
-A ty pewnie o wszystkim wiedziałaś... Nie masz prawa nazywać się moją siostrą...
Skierowałem się do wyjścia wraz z rodzicielką. Próbowano nas zatrzymać, co się oczywiście nie udało. Szybko wyszliśmy. Kobieta po drodze stwierdziła, że muszę się do niej przeprowadzić. Przytaknąłem. Też tego chciałem. Tęskniłem za domem, gdzie się wychowałem. Razem ze mną weszła do domu. W salonie siedział Akane, nieco smutny i widocznie zdziwiony, gdy zobaczył moją matkę. Kobieta szybko się przedstawiła i rozjaśniła sytuację. Zaproponowała przeprowadzkę także chłopakowi, na co szybko się zgodził. Tego samego dnia spakowaliśmy się i wyjechaliśmy do innego miasta. Do liceum, gdzie uczęszczaliśmy nie było jednak daleko. Piętnaście minut autobusem. Dostałem z czarnowłosym spory pokój, z ogromnym łóżkiem. Wszystko było w raczej "myśliwskich" barwach. Uśmiechnąłem się i nachyliłem nieco nad Akane.
-Może za niedługo sprawdzimy to łóżko...?-szepnąłem.
Na jego twarzy pojawił się mocno czerwony rumieniec, więc przycisnąłem go do ściany i na jego ustach złożyłem soczystego buziaka. Jeszcze bardziej się zaczerwienił. W molestowaniu go przeszkodziła mi matka, wołająca nas. Poddenerwowany wraz z chłopakiem zszedłem na dół. Kobieta siedziała na kanapie w salonie wśród pierdyliona poduszek.
-Mam do was pytanie... czy wy ze sobą jesteście?
Akane nerwowo zaczął zaprzeczać, więc ręką zakryłem mu usta.
-Jesteśmy razem. To problem?
-Nie, no oczywiście, że nie. Nic do tego nie mam. No a teraz muszę do szkoły. W razie czegoś albo zamknijcie drzwi pokoju, albo potem posprzątajcie.
Wstała, pożegnała się i wyszła.
IDEALNIE!
Z uśmiechem zbliżyłem się do Akane i zacząłem go całować. W końcu obaj spadliśmy na ziemię i to oczywiście mnie głównie zabolało. Nie zniechęciło to jednak mnie, powaliłem go na podłogę, wsunąłem dłoń pod jego bluzkę i opuszkami palców gładziłem brzuch. Na czworaka w końcu podniosłem odzienie odsłaniając pół jego klatki piersiowej i liznąłem miejsce nieco poniżej pępka. Chłopaka przeszły delikatne dreszcze. Jak mnie to nakręciłooo....

niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 6

Akane

Od siostry Sempaia dowiedziałem się że jest u pielęgniarza, poprosiła mnie również bym poszedł sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. Zapukałem do gabinetu i wszedłem. Sepmai leżał na jednym z łóżek i całował się z pielęgnarzem. Zamurowało mnie, nie wiedziałem co zrobić, po prostu stałem bez ruchu puki niebieskowłosy mnie zauważył
- Akane? - powiedział lekko zakłopotany. Poczułem jak łzy mi napływały do oczu. Nawet już nie zostawałem na reszte dnia, jak stałam tak wybiegłem ze szkoły i pobiegłem do "domu". Zamknąłem się w pokoju i łzy popłynęły mi strumieniami i tak długo mi się udało je utrzymać. Jak on mógł coś takiego zrobić po tym wszystkim co mi powiedział i zrobił. Całe popołudnie wypłakiwałem się w poduszkę. W pewnym momencie usłyszałem pukanie do drzwi
- Akane, otwórz drzwi - usłyszałem głos niebieskowłosego
- Po co? Żebyś znowu mnie okłamywał i próbował uwieść?!
- Ale ja cie nie okłamywałem
- Widziałem jak się całujesz z pielęgniarzem szkolnym! Gdybyś coś rzeczywiście do mnie czół nie zrobiłbyś tego! Aha, jeszcze jedno... Na żadną wycieczkę nie pojadę a jutro wracam do swojego domu! - Usłyszałem tylko walnięcie w drzwi i jak niebieskowłosy coś mamrocze oddalając się. Ze swojego pokoju wyszedłem dopiero jak Rukkie zawołała mnie na obiad. Usiadłem jak najdalej od chłopaka, gdy tylko na niego patrzyłem znowu chciało mi się płakać. Podczas posiłku panowała niezręczna cisza, którą przerwał nagły dzwonek do drzwi, Rukkie poszła otworzyć
- Akane, proszę posłuchaj mnie... - zaczął niebieskowłosy
- Nie odzywaj się do mnie - powiedziałem drżącym głosem. Po chwili do jadalni wróciła Rukkie w towarzystwie nikogo innego jak tego pielęgnarza
- Onoe? Co ty tutaj...
- Zostawiłeś swój telefon w gabinecie
- To nic takiego... Mogłem go odebrać jutro
- Wiem że rzadko bywasz w szkole więc wolałem ci go przynieść - oznajmił. Nie mogłem wytrzymać samej obecności tego faceta, zostawiłem niedojedzony obiad i poszedłem w kierunku swojego pokoju. Kończyłem pakowanie swojej walizki. Jutro z samego rana wrócę do swojego domu... Musiałem wstać wcześniej od chłopaka by przypadkiem nie próbował mnie zatrzymywać czy coś... Znalazłem swoje klucze do domu i wyszedłem... Przez całą drogę próbowałem się powstrzymywać od płaczu. Otworzyłem drzwi do mieszkania i wszedłem do środka, walizkę postawiłem w koncie a sam usiadłem na kanapie w salonie, gdzie zacząłem ponownie płakać. Po jakimś czasie w końcu przestałem w tym momencie wstała moja mama
- Akane? Co się stało? Masz całe zapłakane oczy - oznajmiła po czym zauważyła walizkę - Coś się stało miedzy tobą a Jigoku? - spytała na co przytaknąłem, po czym jakoś tak powiedziałem jej o wszystkim - I nawet nie pozwoliłaś mu wyjaśnić całej sytuacji?
- Wiem co widziałem! Jeszcze tego samego dnia przyszedł do ich domu!
- I tak uważam że powinnaś mu dać się wypowiedzieć a potem ewentualnie się wyprowadzić. Nigdy z tobą o tym nie rozmawiałam ale zakochiwanie się nie jest w cale takie piękne. Wszędzie zaczyna się widzieć zagrożenie, obawy że ukochany może cie zostawić. Być może to co się stało wcale nie było jego winą ale ty to tak odebrałaś bo go tak kochasz że aż jesteś o niego zazdrosna... Tak nie na temat, czy wy już razem...
- Hę?
- No wiesz mieszkacie razem, jesteście młodzi więc...
- Mamo! Ja tu ci się wypłakuję a ty pytasz o takie rzeczy?!
- No dobrze, przepraszam... Wracając do tematu, moim zdaniem powinnaś mu dać szansę wytłumaczenia się z tego - Może i powinienem ale jestem debilem i nie zrobiłem tego kiedy miałem okazję... Dziś nie poszedłem do szkoły, siedziałem cały dzień w domu i oglądałem telewizję. Około 14 usłyszałem dzwonek do drzwi, wywlokłem się z kanapy i poszedłem otworzyć, była to Rukkie, nie miałem pojęcia po co ona mogła tu przyjść
- Chcę z tobą porozmawiać Akane - oznajmiła, wpuściłem ją do środka i usiedliśmy w salonie - Jest ktoś jeszcze w domu
- Nie, mama poszła do pracy - oznajmiłem, po czym czerwonowłosa zaczęła grzebać za czymś w swojej torebce, po chwili wyjęła parę zdjęć i mi je dała. Były to wspólne zdjęcia Ji-sempaia i tego kolesia jak byli młodsi
- Przepraszam ale po co mi to pokazujesz - przez patrzenie na te zdjęcia miałem jeszcze większego doła bo wyglądali na nich bardzo szczęśliwi
- Nie chciałeś posłuchać Ji więc posłuchaj mnie... Oczywiście nie chcę żebyś myślał że Ji mnie wysłał, on nawet nie wie że tu jestem... To prawda że Onoe i Ji swego czasu się spotykali, byli bardzo blisko ale pewnego dnia Onoe miał wypadek, potrąciło go auto na wskutek czego stracił częściowo pamięć, zapomniał również o moim bracie... Jego rodzice zabronili Ji mówić mu że byli razem po czym Ji zaczął mieć pewne problemy. Był tym załamany przez co zaczął pić ćpać i nawet się ciąć - powiedziała po czym podała mi kolejne kilka zdjęć na których był Ji w o wiele gorszym stanie - Nie chcę żeby się to powtórzyło... Ji naprawdę cię kocha i jeżeli cię straci może się ta sytuacja powturzyć a nawet może być gorzej
- Skąd ty wiesz o...
- Po prostu wiem... Nawet jeżeli Onoe znowu zaczął coś czuć do Ji to jednak mój brat teraz kocha ciebie
- Nie chcę żeby cierpiał z mojego powodu... Boże jakim ja jestem debilem. Zamiast go od razu posłuchać zachowywałem się jak ostatni dupek...! Czy ja mogę jeszcze wrócić
- Nie widzę sprzeciwów a Ji na pewno się ucieszy - oznajmiła. Zostawiłem tylko wiadomość mamie żeby się nie martwiła i wróciliśmy do tamtego domu - Ji powinien być w swoim pokoju - oznajmiła. Szybko poszedłem na piętro i zapukałem do jego drzwi, po woli otworzyłem drzwi, Niebieskowłosy siedział na łóżku ze wzrokiem wbitym w podłogę
- S... Sempai - nie mogłem się powstrzymać, wtuliłem się w niego i zacząłem ryczeć - Przepraszam! - chłopak lekko mnie objął. Cały był jakby pół przytomny. Dopiero po chwili jak mnie puścił zauważyłem że jego rękawy na przed ramieniach są zakrwawione
- RUKKIE! Szybko chodź tutaj! - Zacząłem panikować... Sam niebieskowłosy wyglądał jakby coś wcześniej wziął. Rany były dosyć głębokie więc siostra chłopaka zadzwoniła po pogotowie. Od razu pojechaliśmy do szpitala, oczywiście mi nie było wolno wchodzić. Na zajutrz rano jakimś cudem pozwolono mi wejść... Na sam widok jak ma zabandażowane ręce znowu łzy mi napłynęły do oczu, to co zrobił było jakby po części moją winą... W pomieszczeniu była Rukkie ale nie przeszkadzało mi to że by się w niego wtulić z płaczem
- Nigdy więcej tak nie rób, rozumiesz?! - wyłkałem nie odrywając się od niebieskowłosego.




 Jigoku




Boże, jak to kurewsko boli...  Wyraźnie słyszałem jak Akane się wydziera, ale jeszcze bardziej to poczułem. Syknąłem przez to z bólu. Z jednej strony chciałem go zgwałcić, z innej się zabić. Otworzyłem oczy, czego pożałowałem, bo oślepiło mnie światło.
-Kurw...-burknąłem.
Czarnowłosy poderwał się i spojrzał na mnie zapłakanymi, błękitnymi oczyma. Krzywiąc się z bólu usiadłem (jakoś). Znów dziwacznie się czułem. Obraz na nowo się nieco rozmazywał. Rukkie coś krzyknęła, ale nie zrozumiałem. Podrapałem się po głowie i usłyszałem głos Onoe.
-Dobrze się spało, królewiczu?-powiedział prychając.
Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem.
-Gadaj co żeście mi z włosami zrobili...
-Nic takiego. Przeszkadzały po prostu w badaniu i tak jakoś... stały się krótsze.
-Dopóki mi nie odrosną nie wyjdę z domu.
-Nie przesadzaj. Wyglądasz uroczo!
-Tsk. Wyglądam debilnie jak ty.
Zaczął się ze mnie śmiać.
-"Debilnie"? Pamiętam, jak po raz pierwszy użyłeś tego słowa! I jeszcze parę innych! Na przykład takie "zwol..."
Nie dałem mu skończyć i warknąłem by się przymknął. Najwidoczniej Rukkie też nie była po mojej stronie. Zacząłem się z nimi kłócić, a po paru głośniej wymienionych zdaniach znów zacząłem słabnąć. Zebrało mi się także na wymioty, więc szybko zasłoniłem usta dłonią i próbowałem to stłumić. Onoe pomógł mi w wejściu do toalety. Jeżeli mam być szczery, to tylko on był w stanie mnie podnieść. Siostra nie miała na tyle siły, a Akane także by nie dał rady. Usiadłem na kafelkach i syczałem... Znów miałem odruch wymiotny. Znacznie silniejszy. Zwymiotowałem po minucie siłowania się z własnym żołądkiem. Teraz to już w ogóle nie miałem siły. Na nic. Nie chciało mi się wstać, a nawet próbować to zrobić. Złotooki złapał mnie za ramiona i zaniósł do pomieszczenia "na księżniczkę". Potem mu to wygarnę. Niech no tylko poczuję się lepiej... Mężczyzna ciągle chodził obok mnie, co najwidoczniej się nie spodobało czarnowłosemu. Wiedziałem, że był baaardzo zazdrosny. Ta jego urocza mina... Rzuciłbym się na niego, gdybym mógł. Wypuścili mnie dopiero koło 20. To i tak szybko. Onoe gdzieś w drodze oznajmił, że musi wstąpić do sklepu. Pożegnał się i pognał w swoją stronę. Rukkie też sobie poszła. Zapewne do przyjaciółek. Czarnowłosy się do mnie nie odzywał. Zapewne nadal był zły. No przecież do niczego nie doszło... Po przekroczeniu progu przycisnąłem go do ściany i pocałowałem. Na wszelkie sposoby próbował się wyrwać. Odsunąłem się lekko. Chłopak patrzył na mnie z nienawiścią i smutkiem w oczach. Zaczął drżeć.
-Akane...?
Siąknął nosem. Widocznie nadal nie mógł zapomnieć o tym, co się stało. Zwiesił głowę. Wplotłem palce w jego włosy.
-Akane, doskonale wiesz, co do ciebie czuję. Przeszłość nie ma znaczenia. Tak cholernie cię przepraszam...-szepnąłem.
Pierwszy raz w życiu czułem, jak ściska mi się serce. Szybko chłopaka przycisnąłem do siebie i mocno przytuliłem. Próbowałem się co niego chociaż trochę zbliżyć, ale ten mi nie pozwalał. Zaciągnąłem go do salonu i powaliłem na kanapę. Pożałowałem tego. Poczułem masakryczny ból w klatce piersiowej. Zacisnąłem dłonie w pięści, po czym usiadłem. Przeklinałem pod nosem. Mam nadzieję, że mnie z tego wyleczą.
-Pfft... teraz będziesz musiał na siebie uważać tak, jak 90 latek.-Akane najwidoczniej chciał mnie zdenerwować.
-Pójdę do sklepu, bo Rukkie prosiła, wrócę za jakieś 30 minut.-powiedział nawet nie patrząc w moją stronę.
Cierpliwie czekałem na niego przez czas, który podał. Potem następne piętnaście minut. No ile można siedzieć w sklepie?... Podniosłem się, ubrałem buty i wyszedłem na poszukiwania czarnowłosego. Nie nachodziłem się za specjalnie, jak zobaczyłem, że całuje się z jakąś szatynką. Odwróciłem się w przeciwną stronę i zacząłem iść w stronę domu Onoe. O ile ten się nie przeprowadził. Ze spokojem przemierzałem ulice, mijałem ludzi. W połowie drogi zacząłem biec i serce jakby za mną nie nadążało. Na szczęście, gdy już prawie padałem stanąłem przed drzwiami jego domu. Miałem jeszcze wystarczająco siły, by zapukać. Upadłem na ziemię, dyszałem i płakałem. Nie wiem, czy to przez to, co zobaczyłem, czy przez chorobę. Mężczyzna w porę zabrał mnie do środka.
-Czy ty nigdy nie zmądrzejesz? Pewnie biegłeś... Debilu jeden. Mogłeś zginąć!-powiedział wyraźnie wkurzony i pomógł mi usiąść na kanapie.
-A co mnie to obchodzi? Chcę zdechnąć...-wysyczałem.
Onoe znalazł się obok i głośno westchnął.
-Gadaj, co się stało.
Zacisnąłem dłonie w pięści.
-Akane... całował się z jakąś... dziewczyną ze swojej... klasy...-wydusiłem sapiąc.
Może była to sytuacja, jaką widział czarnowłosy. Może powinienem go wysłuchać. W tamtym momencie nie chciałem.
-Ohohoo... czyżbyś się zakochał? No proszę!
-Tsk... przymknij się...
-Ejejej. Jak ty się gówniarzu do starszych zwracasz?!
Mężczyzna wstał i zagroził mi palcem. Prychnąłem próbując się nie roześmiać.
-No dobrze, Kaijo - sensei, mogę zostać na noc czy mnie wygonisz?
-Na noc, powiadasz?...
-Nie chodziło mi o "taką" noc! WSZĘDZIE widzisz podteksty! W-S-Z-Ę-D-Z-I-E!
-I? To coś złego? Jestem seksowny i mam prawo.
-Pft... ty? seksowny?! Od kiedy? To chyba nie ta epoka!
-Wiesz, przypomniało mi się coś. Mianowicie ta twoja urocza, słodziutka mina jak dochodziłeś!
Mężczyzna zaczął się śmiać. Nic już nie mówiłem. Dał mi jakiś dres i wskazał pokój gościnny. Po prysznicu, zmianie opatrunków ległem na łóżko.

czwartek, 14 lipca 2016

Rozdział 5

Akane

Byłem odrobinę zmieszany zaistniałą przed chwilą sytuacją. W sumie dobrze wiem że to co się stało jakieś dwa lata temu nie miało bo nie mogło mieć nic wspólnego z tym co teraz Sempai czuje do mnie. Ale i tak wolałem teraz nie rozmawiać z Sempaiem bo znając mnie mógłbym palnąć coś głupiego. Poszedłem do swojego pokoju i usiadłem na łóżku. A co jeżeli on na prawdę okaże się ojcem tego dziecka? Jak na rodzinę przystało chyba ta dziewczyna z córeczką zamieszkała by razem z Ji-sempaiem, ja bym tu tylko przeszkadzał. Następnego dnia rano jak zwykle obudziłem się wcześniej od niebieskowłosego. Również jak zwykle zrobiłem śniadanie dla nas obu ale Sempai w dalszym ciągu spał jak już musiałem wychodzić do szkoły. Talerz z kanapkami dla niego włożyłem do lodówki by jakieś muchy na nich nie siadały i zostawiłem mu wiadomość że zrobiłem mu śniadanie i wyszedłem do szkoły, przez tą całą wczorajszą sytuację zapomniałem zrobić zadanie domowe, dobrze że przyszedłem odrobinę wcześniej i zdążyłem zrobić wszystko przed zajęciami. Na godzinie wychowawczej nauczycielka mówiła coś o wycieczce kilku dniowej ale mało mnie to interesowało bo nie mam pieniędzy a nie chcę prosić mamę by mi je dała. Przez cały dzień nie mogłem przestać myśleć o tej sprawie "ojcostwa" Ji-sempaia. Do ostatniej lekcji uczniowie mojej klasy rozmawiali o wycieczce, w pewnym momencie usłyszałem rozmowę dziewczyn o Jigoku
- Zawsze jedzie dwóch nauczycieli, prawda? Fajnie by było gdyby zamiast drugiego nauczyciela jako opiekun pojechałby Buru-sempai
- Byłoby fajnie ale on chyba nie przepada za takimi rzeczami zwłaszcza że musiałby płacić za coś co mu się nie bardzo podoba
- Ona ma rację - Można by powiedzieć że ta trójka to taki jego "klasowy fanclubik" które wzdychają do niego dniami i nocami... Wracając do domu napotkałem na swojej drodze tą dziewczynę która poznałem wczoraj
- Dzień dobry - powiedziałem odruchowo
- Dzień dobry. Akane, prawda?
- Tak... - odparłem - Przepraszam ale czy mogę o czymś porozmawiać?
- Oczywiście, a o czym?
- Naprawdę uważasz że Ji jest ojcem? - spytałem na co dziewczyna przytaknęła - A jak się okaże że to prawda, to raczej będziecie chcieli razem zamieszkać, prawda?
- No tak, to chyba oczywiste. Przepraszam ale nie do końca rozumiem dlaczego zadajesz mi te pytania
- To nic takiego... Ale... Nie wiem jak to ująć w słowa... Nie dostaję od matki dużo pieniędzy, a utrzymanie dziecka trochę kosztuję, krótko mówiąc nie chcę być jakimś obciążeniem lub przeszkadzać
- Ale to przecież żaden problem
- To miłe co mówisz ale jednak mógłby być mały problem
- Mało w tych czasach się spotyka osób które myślą o innych ale na prawdę nie musisz się tym przejmować - oznajmiła. Nie powiem jej przecież o tym co czuję do Sempaia więc więcej jej powiedzieć nie mogę. Pożegnałem się z dziewczyną i wróciłem do domu. Nikogo nie było w środku. Poszedłem do swojego pokoju gdzie zacząłem ograbiać zadanie domowe. Po jakimś czasie usłyszałem dźwięk dzwonka do drzwi. Postanowiłem otworzyć lecz po chwili żałowałem tego wyboru. W drzwiach stała moja mama z kolejną torbą ubrań
- Znowu coś przyniosłaś?
- Co za entuzjazm... Była przecena więc musiałam coś kupić. Tylko nie wiem czy wszystkie numery będą na ciebie dobre, chodź przymierzymy
- Co? Teraz?
- No pewnie, przynajmniej jak coś będzie nie dobre to oddam do sklepu
- Etto... Nie wiem czy wolno mi zapraszać gości bo Ji-sempaia nie ma akurat w domu
- No przestań, jestem twoją matką, mi chyba wolno czasem przychodzić - powiedziała i przekroczyła próg domu, od razu za nią poszedłem próbując wszystkiego by tylko poszła albo przynajmniej nie kazała mi się w to ubierać ale jednak z moją mamą nie wygram... Znowu się skończyło na tym żebym przymierzał różne ubrania... Mam nadzieję tylko że Sempai teraz akurat nie wróci. Jeżeli Ji okaże się ojcem tego dziecka a ja zdecyduję się wrócić do domu to znowu takie coś będę miał co trzeci dzień - Teraz przymierz to - Oznajmiła podając w do rąk wieszak z króciutką szarą sukienką na ramioączkach
- A to niby po co mi?
- Nie dyskutuj tylko mierz - oznajmiła. Wolałem to już mieć za sobą bo to chyba był już ostatni ciuch. Poszedłem do swojego pokoju i ubrałem to i niechętnie wróciłem do salonu - No pięknie wyglądasz, dlaczego nie nosisz sukienek?
- Bo nie - odparłem już lekko zirytowany. W tym momencie usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi frontowych. Momentalnie w salonie pojawił się Ji-semapi, tego właśnie nie chciałam. Zaczął się na mnie dziwnie patrzeć, spanikowałem i pobiegłem do łazienki. Gdy popatrzyłem w lustro byłem cały czerwony. Próbowałem się uspokoić, gdy uświadomiłem sobie bardzo ważną rzecz... Zostawiłem swoje ubrania w moim pokoju, nie mam się jak przebrać! Nie długo później usłyszałem ponowny dźwięk zamykanych drzwi... Chyba poszła... Ale co z tego skoro Semapi jest w domu, nie chcę żeby widział mnie w tym czymś to ledwo tyłek zakrywa do jasnej cholery! Uchyliłem lekko drzwi do łazienki i rozglądnąłem się czy nie ma nigdzie na widoku niebiesowłosego. Nikogo nie widziałem więc chciałem niezauważony przemknąć się do swojego pokoju by móc się w końcu przebrać ale w którymś momencie nie wiem nawet skąd za mną pojawił się Ji
- Próbujesz mnie unikać? - powiedział i zsunął mi jedno ramiączko - Pomogę ci się przebrać, chcesz? - dodał po chwili lecz naglę zadzwonił jego telefon, coś burknął pod nosem i odebrał a ja poszedłem do swojego pokoju i się przebrałem i kończyłem odrabiać zadanie. Niemal w tej samej sekundzie w której skończyłem Ji-sempai otworzył drzwi i stanął w przejściu - Chcesz mi może coś powiedzieć? - spytał niebieskowłosy
- Ale o co chodzi?
- Dzwoniła do mnie Yunnie poinformować mnie kiedy będą wyniki badań i powiedziała mi również że cię dziś spotkała i to co jej powiedziałeś... Chcesz się wyprowadzić?
- No bo... Skoro ty okażesz się być tym ojcem no to chyba razem zamieszkacie tutaj a ja nie chcę być jakiś obciążeniem czy coś - powiedziałem prawie bezgłośnie. Chłopak westchnął i przyłożył dłoń do czoła, po chwili do mnie podszedł i pochylił się nade mną
- Jesteś czasem niekumaty i odrobinę wkurzający to fakt ale dla mnie nigdy nie będziesz obciążeniem ani nie będziesz mi przeszkadzał - powiedział po czym mnie pocałował - To czy okaże się czy jestem ojcem tego dziecka czy nie, nie zmieni moich uczuć do ciebie... A teraz chodź... - powiedział i szarpnął moją rękę żebym wstał, zrobiłem tak po czym niebieskowłosy rzucił mnie na łóżko - Wybiję ci z głowy takie durne myśli - oznajmił po czym zdjął mój podkoszulek i zrobił wyraźną malinę przy obojczyku, po chwili zdjął również swoją koszulę a mi rozpiął spodnie i je zsunął razem z bielizną - Mógłbym ci zrobić coś więcej niż ostatnio? - spytał patrząc na moją twarz oczekując odpowiedzi. Lekko kiwnąłem głową na tak. Chłopak momentalnie odwrócił mnie do siebie tyłem, obślinił swoje palce i jednego z nich zaczął wkładać we mnie, było to strasznie dziwne uczucie. Po chwili dołożył drugi palec co już było trochę nieprzyjemne przez co prawie bezgłośnie jęknąłem - Muszę cię przygotować inaczej będzie cię bolało - powiedział delikatnie drugą ręką jeżdżąc opuszkami palców po plecach. Po tym jak wyciągnął palce rozpiął swoje spodnie po czym we mnie wszedł, mimo że próbował być delikatny nie mogłem się powstrzymać od jęknięcia - Wybacz, nie mam żadnego olejku. Jeżeli będzie cię boleć to powiedz - oznajmił, chłopak zaczął od wolnych ruchów po czym stopniowo zaczynał przyśpieszać
- B...Boli... - wydukałem w pewnym momencie
- Bo jesteś strasznie spięty. Spróbuj się odrobinę rozluźnić - łatwo mu powiedzieć... Jak niby mam to zrobić? Niebieskowłosy ponownie zwolnił - Wiem że to twój pierwszy raz ale spróbuj się rozluźnić - kiedy słyszałem jego głos robiłem się jeszcze bardziej nerwowy i byłem jeszcze bardziej spięty. Jednak próbowałem się choć odrobinę uspokoić choć nie było to łatwe. gdy się już odrobinę uspokoiłem zaczęło być coraz lepiej, jakby przyjemniej. Moje jęki również się różniły od tych na początku
- J... Już nie wytrzymam... Z... Za chwilę... Ah!... Za chwilę dojdę...
- Wytrzymaj jeszcze chwilę. Chcę żebyśmy doszli razem - powiedział robiąc mi na plecach jedną z kolejnych malinek. Gdy już doszliśmy Sempai przyciągnął mnie do siebie i zostałem tak przez chwilę w jego ramionach, czułem się strasznie zmęczony lecz powstrzymywałem się żeby oczy same mi się zamykały - Jesteś śpiący? - spytał niebieskowłosy na co przytaknąłem - Mogę dziś spać z tobą?
- Tak - mruknąłem śpiącym głosem... Położyłem się na materacu, chłopak zgasił światło i położył się obok mnie, mocno się w niego wtuliłem po czym momentalnie zasnąłem.




Jigoku




Rano, gdy poczułem jak Akane się wierci z lekkim uśmiechem przygryzłem mu ucho tuląc jeszcze mocniej.
-Dzień dobryyy....-burknąłem.
Czarnowłosy próbował wstać, ale mu nie pozwalałem. W końcu się wkurzył. Te jego zmagania były dość urocze, więc go puściłem. Burczałem coś pod nosem i wodziłem wzrokiem za błękitnookim. Miałem zakryte pół twarzy, więc nie widział jak się uśmiecham. Nigdy tego nie robiłem. I szczerze? Nie przeszkadzało mi to. Minęło piętnaście minut, chłopak się ubrał i wyszedł. JAKIM CUDEM ON CHODZIŁ?! Wysyczałem ciche "No kurwa mać" i sam dość zniechęcony wygramoliłem się spod kołdry. Poszedłem jeszcze pod prysznic. Najchętniej to bym został, albo przywiązał Akane do łóżka i nie puszczał. Mój temperament ugasiła zimna woda. Znów wysyczałem swoje ulubione słowo pod nosem, ubrałem czystą bieliznę, jakieś dresowe spodnie, bluzkę z nadrukiem "Hello, my love". Nawet nie myślałem o wytarciu włosów. Ziewając wstąpiłem do kuchni, gdzie był czarnowłosy. Cichaczem się do niego zakradłem i przytuliłem. Podskoczył przerażony prawie upuszczając patelnię.
-CO TY ROBISZ?!
Otarłem się o niego, cmoknąłem w szyję i udawałem niewiniątko. Zrobiłem wielkie, "słodkie" oczy i zerknąłem na niego.
-A to już cię tulić nie mogęęę?-wyłkałem.
Błękitnooki westchnął, odłożył rzecz, obrócił się i wtulił we mnie. Prawą dłonią klepnąłem go w tyłek i chciałem się szybko zabawić, ale przeszkodził mi dzwonek do drzwi.
-Yghhh...-mruknąłem.
Szybko otworzyłem i zauważyłem listonosza. Wręczył mi list i się pożegnał. Obejrzałem kopertę i wyłapałem słowo "test". Szybko udałem się do salonu, usiadłem na kanapie i zadzwoniłem do Yunnie. Zjawiła się niemalże po dwóch minutach z córką. Do pomieszczenia wszedł jeszcze Akane. Był chyba bardziej zdenerwowany ode mnie. Otworzyłem kopertę i wyjąłem dwie kartki. Zacząłem czytać.
-Oficjalnie informuję, iż ojcostwo Pana Buru Jigoku nie jest możliwe...
Dziewczyna wyglądała na zmieszaną i zdziwioną. Była jednocześnie smutna. Widziałem to po jej twarzy. Delikatnie ją objąłem i obiecałem pomoc. Podziękowała i wyszła. Zamknąłem drzwi, odwróciłem się i prawie walnąłem o czarnowłosego. Wyglądał na naprawdę szczęśliwego. Szybko go przytuliłem. Obie dłonie położyłem na jego tyłku, spojrzałem mu w oczy i się oblizałem. Chłopak mocno się zarumienił. Zaśmiałem się i złożyłem na jego ustach namiętny pocałunek, tym samym przyciskając go do ściany. Gdy przestałem przygryzłem mu lekko szyję i nosem musnąłem jabłko Adama. Cały nastrój spieprzył idiotycznym pytaniem.
-Ji... dziewczyny... bardzo... chciały, żebyś... pojechał z nami... na wycieczkę...
Czar tej chwili prysł i tylko się wkurwiłem. Bez słowa skierowałem się w stronę swojego pokoju i zamknąłem się w nim. Już kiedyś proszono mnie o pilnowanie "młodszych kolegów i koleżanek". Nie wspominam tego zbyt dobrze, ponieważ matka jednej z nich wyjechała mi z ojcostwem i kazała płacić alimenty. Ani grosza jej nie dałem, bo udowodniłem niewinność. Nadal poddenerwowany usiadłem na łóżku. Jakimś cudem Akane dostał się do pomieszczenia. Zachowałem się jak małe dziecko, fuknąłem i odwróciłem głowę. Usłyszałem skrzyp podłogi. Chłopak dosyć niepewnie mnie objął. W mgnieniu oka powaliłem go na łóżko.
-Niby kiedy ma być wyjazd?...-wysyczałem niechętnie.
-Za trzy dni, w góry.-odparł.
Chwileczkę, góry? Czyli oznacza to gorące źródła. Od razu dostałem miliona "pięknych" myśli. Niestety, zgodziłem się i nazajutrz zmuszony zostałem iść do szkoły. Była to wycieczka tylko klasy Akane. Jakie szczęście... Prócz mnie miała jechać jeszcze Rukkie. Jak nie dane mi się było dowiedzieć wyszła ze szpitala i czuła się znakomicie... W tym przypadku zło nigdy nie chorowało długo. Dziewczyna dosłownie tryskała szczęściem. Klasnęła w dłonie uśmiechnięta.
-Jak już wiecie, jadę jako jedna z opiekunów i mam dla was niespodziankę! Szczególnie dla dziewczyn! Mój brat jedzie jako drugi "nauczyciel"!-gdy skończyła wypowiedź dało się słyszeć głośne piski. Zachowanie klasy w góry będzie pewnie denerwujące, więc postanowiłem być miły. Taki typowy nauczyciel "przedszkolaków"...Wyprostowałem się i uśmiechnąłem.
-Jestem bardzo szczęśliwy, że będę mógł z wami jechać. Szczerze mówiąc, w tej klasie znajdują się najcichsze i najbardziej ułożone osoby.-nie kłamałem. Ale jeśli chodzi o tę pierwszą sprawę, to byłem szczęśliwy, że jechałem z Akane.
-Ah, i jeżeli kogoś przyłapię na paleniu, piciu, ćpaniu, na niebezpiecznych zachowaniach lub zabawach od razu wraca do domu. Zrozumiano?-burknąłem. W odpowiedzi usłyszałem radosne "TAAAK!!!". Chwyciłem okulary do ręki i przetarłem oczy. Czułem się nieco słabo. Do tego czasem rozmazywał mi się "obraz". Na szczęście te wszystkie formalności nie trwały długo i mogłem odpocząć u pielęgniarki, a raczej pielęgniarza. Doczołgałem się cudem do gabinetu i zapukałem. Jak zawsze - było otwarte. Powoli otworzyłem drzwi i wszedłem do pomieszczenia.
-Dobryy...-syknąłem.
Mężczyzna szedł w moją stronę, a ja osunąłem się na ziemię ze zmęczenia. Pochylił się nade mną.
-Jigoku? Jigokuu? Słyszysz mnie? Ej!
Podniósł mnie i położył na łóżko.
-Yghhh...-wysyczałem, gdy dotknąłem materaca.
-Tyle razy ci mówiłem, powtarzałem, karciłem... której części w "nie możesz się przemęczać" nie jesteś w stanie zrozumieć, co?
-Doskonale wiesz, że nie będę w łóżku 24 na dobę...
-No oczywiście, że nie. Przecież jeszcze musisz chodzić do toalety i pod prysznic.-zaśmiał się i podał mi jakiś obrzydliwie wyglądający lek. Z grymasem go wypiłem i położyłem.
Kaijo Onoe był jedynym facetem, któremu udało się mnie zdominować. Oczywiście nigdy się do tego nie przyznawałem. Nawet "po fakcie" fochnięty siedziałem pod kołdrą i burczałem coś pod nosem. Nie pamiętał mnie jednak przez jakiś debilny wypadek. Stracił pamięć a jego rodzina nie pozwoliła mi o tym mówić. Nie mogłem powiedzieć mu o naszym związku i dlatego na rękach zrobiłem sobie kilka dość głębokich ran i przez pewien czas ćpałem.
Leżałem i patrzyłem w sufit. Kręciło mi się w głowie, i to straszne gorąco... Zmęczony zacząłem dyszeć. Poczułem, jak ktoś kładzie mi rękę na czole. Pół przytomny zerknąłem na mężczyznę. Uśmiechał się...
-Jiii - chaaaann... - powiedział szeptem.
-Hn... co...?
-Przypomniałem sobie. O wszystkim. Tęskniłeś?
Przez gorączkę przestałem racjonalnie myśleć. Onoe nachylił się nade mną i pocałował. Nie wiem czemu, ale podniosłem się i gdy skończył sam to zrobiłem. Zaśmiał się lekko.
-Pamiętaj, nie możesz się przemęczać, bo możesz nawet oślepnąć, jasne?
-Yhyyy...

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rozdział 4

Akane

Gdy Ji-sempai już poszedł do swojego pokoju ja zostałem jeszcze jakiś czas w salonie i nadal próbowałem uwierzyć w to co się przed chwilą stało... Gdy mnie zaczął dotykać moje ciało jakby zostało spetryfikowane, nie mogłem się ruszać ani nic powiedzieć. Oczywiście to nie zmienia faktu że było całkiem przyjemne, ale on był pijany... Czy zrobiłby to samo będąc trzeźwy? Muszę się uspokoić, ale teraz całą moją głowę wypełniały myśli o nim. Po dłuższym czasie w końcu poszedłem do swojego pokoju ale spać nie mogłem do północy, chociaż tyle że jutro nie muszę iść do szkoły. Obudziłem się około godziny 8, Sempai prawdopodobnie jeszcze spał bo nie było go na dole a jego buty nadal leżały w przedsionku więc również nie poszedł do szpitala. Skierowałem się do kuchni gdzie przygotowałem kilka kanapek na śniadanie. Gdy już prawie skończyłem niebieskowłosy zszedł na dół, bez żadnego słowa podszedł do mnie i rozczochrał moje włosy
- Nie powiesz mi "dzień dobry"? - spytał a ja lekko się zaczerwieniłem. Nie zdążyłem nic odpowiedzieć jak zabrzmiał dzwonek do drzwi - możesz pójść otworzyć? - spytał na co przytaknąłem. Położyłem talerz z kanapkami na stole i poszedłem otworzyć drzwi. Jak się okazało była to moja mama
- Akane, coś ty zrobiła ze swoimi włosami?! - bez żadnego powitania od razu co musiała zrobić to przyczepić się do tego
- Mamo, po co tu przyszłaś? - chciałem zmienić temat bo wiem że jak zostaniemy przy tamtym może on się ciągnąć godzinami
- Kupiłam ci parę ładnych rzeczy i przyniosłam parę starych... Nie wzięłaś ani jednego takiego ciucha z szafy gdy się przeprowadzałaś
- Nie potrzebuję tych ubrań wystarczą mi te które mam
- Nie możesz się cały czas tak ubierać. Musisz ładnie wyglądać dla swojego chłopaka - powiedziała po czym zacząłem się lekko czerwienić. "Chłopaka"? Po chwili kontynuowała próby wciśnięcia mi ubrań ale mogłem sobie powtarzać. Naglę za mną pojawił się Ji-sempai
- Dzień dobry Pani Yamura. Co Panią tu sprowadza?
- Nic specjalnego, chciałam tylko przynieś Akane parę ubrań które zostawiła w szafie
- Mamo, ile mam jeszcze powtarzać? Nie chcę ich
- Akane to są praktycznie nowe ubrania, szkoda ich wyrzucać - odparła, westchnąłem i spojrzałem na niebieskowłosego błagalnym wzrokiem dając mu do zrozumienia żeby mi pomógł, myślałem że to coś pomoże ale chłopak zrobił na opak, wziął torbę od mojej matki
- Niepotrzebnie się Pani fatygowała, wystarczyłoby zadzwonić a przyjechałbym po ubrania Akane
- Nic nie szkodzi... Mam nadzieję że przy Panu Akane zrobi się chociaż odrobinę bardziej dziewczęca
- Mamo! - syknąłem lekko zirytowany. Niebieskowłosy jeszcze pożegnał się z moją matką po czym zamknął drzwi - Nie tak chciałem żebyś mi pomógł
- Gdybyś cały czas powtarzał że tego nie chcesz nie odpuściłaby
- Ale za to teraz będzie przynosiła te ubrania całymi worami! - powiedziałem ale chłopak zdawał się mnie w ogóle nie słuchać, rozpiął torbę i zaczął w niej szperać - Co ty robisz? - spytałem lekko zrezygnowany po czym niebieskowłosy wyciągnął jakąś czerwoną koszulę nocną
- Przymierzysz to? - spytał z obojętnością w głosie
- To nie jest dobry moment na żarty
- To nie jest żart... Ma prawie ten sam kolor jak ty kiedy się czerwienisz - powiedział... Dlaczego on to mówi? Żebym właśnie zaczął się czerwienić? Tym razem jestem zbyt zirytowany żeby reagować na jego teksty. Z naburmuszoną miną poszedłem w stronę kuchni bo w końcu nic nie zdążyłem zjeść. Chłopak schował koszulę z powrotem do torby i poszedł za mną, gdy już siedziałem przy stole pochylił się nade mną - Nie fochaj się na mnie - powiedział po czym pocałował mnie w policzek, momentalnie przestałem się złościć i się zaczerwieniłem, nie wiem czemu tak reaguję nie kontroluję tego. Nie wiem co we mnie wstąpiło, to był jakiś impuls, wstałem, chwytając się jego bluzki lekko się się podciągnąłem i pocałowałem go w usta, chłopak patrzył na mnie lekko zdziwiony, momentalnie zrobiłem się czerwony jak burak i pobiegłem do mojego pokoju... Czemu ja to zrobiłem, spalę się ze wstydu. Zamknąłem drzwi na zamek i usiadłem na łóżku próbując się uspokoić. Dopiero po chwili dostrzegłem że dostałem wzwodu, muszę coś z tym zrobić zanim wyjdę z pokoju... Zsunąłem lekko spodnie razem z bielizną i zacząłem się masturbować. Po chwili usłyszałem dźwięk klamki, odruchowo zasłoniłem dłońmi penisa gdy do pokoju wszedł Ji-sempai. Przecież zamknąłem drzwi! Nie widziałem swojej twarzy ale za pewne byłem teraz taki czerwony jak nigdy wcześniej. Chłopak podszedł do mnie i przykucnął przede mną, chwycił moje dłonie odsłaniając mojego penisa - Robiłeś to myśląc o mnie? - spytał tym uwodzicielskim tonem głosu, patrzył cały czas na moją twarz jakby czekał na odpowiedź, odwróciłem lekko wzrok i przytaknąłem po czym chłopak wziął mojego penisa do ust... Nie musiał robić tego długo żebym dochodził
- P... Przestań, ja z...zaraz... - wydukałem ale nie mogłem wytrzymać i zanim dokończyłem doszedłem w jego ustach - P... przepraszam...
- Za co przepraszasz?
- No bo...
- Jeżeli to ci tak strasznie przeszkadza to zamiast mnie przepraszać możesz mi zrobić to samo co ja tobie - powiedział rozpinając już swoje spodnie. Niebieskowłosy stanął tak że jego sztywny członek był na wysokości mojej twarzy. Chwyciłem niepewnie jego penisa i powoli włożyłem go do ust. Czułem się odrobinę dziwnie robiąc to ale jeżeli ma to sprawić przyjemność Sempaiowi... Po jakimś czasie naglę doszedł w moich ustach przez co się odrobinę zakrztusiłem. To co mi pozostało w ustach trudno mi było przełknąć, naglę niebieskowłosy chwycił mnie za podbródek i lekko podniusł ku górze a następnie zaczął całować z języczkiem... Mimo że w dalszym ciągu miałem jego spermę w ustach wyglądało jakby jemu to nie przeszkadzało - Jak następnym razem stanie to nie rób tego sam tylko przyjdź do mnie, dobrze? - powiedział a ja nieśmiało przytaknąłem...



Jigoku




Może nie był jakoś szczególnie w tym dobry ale przynajmniej się starał, co było na swój sposób urocze, jeżeli można to tak określić. Miałem ochotę zrobić z nim coś więcej ale wiem że nie jest jeszcze na to gotowy - Czy... - zaczął mocno czerwony Akane a jego wzrok był wbity w podłogę - Czy było ci dobrze? - spytał prawie bezgłośnie. Odrobinę się zdziwiłem słysząc to pytanie z jego ust - Czemu pytasz o to? - No bo... Nigdy wcześniej tych rzeczy nie robiłem i nie wiem czy to co robiłem było dla ciebie choć odrobinę przyjemne Semapi - powiedział siedząc na łóżku i bawiąc się nerwowo kawałkiem kołdry. Jak on w ogóle może o czymś takim myśleć, skoro doszedłem to znaczy że było dobrze. Przysunąłem się do niego i cmoknąłem w policzek. 
-Przestań o tym myśleć i idź sobie przepłukać usta wodą...-szepnąłem.
Chłopak nerwowo wstał i wyszedł. Westchnąłem głośno i rozłożyłem się na łóżku. Po chwili wrócił.
-Pójdę na spacer, okej?-odparł czerwony. 
Burknąłem coś na znak zgody. Po godzinie także wyszedłem. Koło parku spotkałem swoją dawną miłość. Zauważyła mnie i podbiegła. 
-Ji! Jejku, jak się cieszę! Szukałam cię!-powiedziała radośnie. 
-Miło cię widzieć, Yunnie.
-Ciebie też miło! Nawet bardzo! Nawet nie wiesz, ile mam ci do powiedzenia!
-Hah... no to zapraszam na herbatę, ale ostrzegam, że mam kogoś do opieki i wiesz...
-Dorobiłeś się dziecka?
-Co? Nie! Pomagam chłopakowi z mojej szkoły...
-Hahahaa... naprawdę chodzisz do szkoły? Ja muszę ci przyznać, że mam 2 letnią córkę... mogłabym przyjść z nią?
-Oczywiście. Pewnie jest piękna jak ty.
Zaczęliśmy się śmiać. Po drodze do domu wstąpiłem do sklepu by kupić dla małej jakąś zabawkę i ciastka... Tak jakoś się złożyło, że nie kupiłem jednej, a 3. Był to duży, różowy miś, lalka i kucyk. Z tym wszystkim wróciłem, przygotowałem wszystko i czekałem na Yunnie. Nareszcie usłyszałem dźwięk dzwonka, wstałem i otworzyłem drzwi. Dziewczyna na rękach miała ową dziewczynkę. Uśmiechnąłem się do niej. 
-Dzień dobry!-powiedziałem.
Mała wyglądała na nieco nieśmiałą. Zaprosiłem je do środka odsuwając się. Weszły do salonu i usiadły. Sięgnąłem po reklamówkę z prezentami dla małej i wręczyłem ją. Patrzyła na zabawki z wielkim uśmiechem.
-Dziekuje!-odparła radośnie i wtuliła się we mnie.
-Nie ma za co, a teraz mnie puść.-powiedziałem śmiejąc się. 
Ona jednak nie chciała i musiałem ją nosić jak chodziłem do kuchni. W pewnym momencie usłyszałem jak ktoś wchodzi. Pewnie Akane. Zdziwiony patrzył na mnie. 
-Oh, więc to pewnie ten chłopak, którym się opiekujesz!-odparła Yunnie. 
Dziewczyna wstała, podała mu rękę i się przedstawiła. Od zawsze łatwo się zaprzyjaźniała. Chłopak także się przywitał. 
-A, właśnie. Yunnie... jak ma na imię twoja córka?
-Layana, ale mówią Lay.
Poklepałem dziewczynkę po głowie.
-No, Lay. Możesz mnie puścić?-zapytałem.
Ona grzesznie wykonała moją prośbę. We trójkę usiedliśmy a mała bawiła się nowymi zabawkami, czasem podkradając słodycze. 
-Ji... muszę ci coś powiedzieć. To prawdopodobnie twoja córka...
Powiedziała to, jak piłem herbatę i o mało się nie udusiłem. Zacząłem kaszleć.
-Co? To niemożliwe!
-Ale ty jedyny możesz nim być!
-Przepraszam, ale chcę, byś zrobiła testy na ojcostwo. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że ta mała może być moją córką. Dlatego cię o to proszę. 
Około 20 wyszła, podziękowała, uprzednio zabierając ode mnie jakiś pęczek włosów, żeby móc zrobić testy. Odetchnąłem i wróciłem do salonu. Akane siedział na kanapie i nie patrzył na mnie. 
-Ej... coś się stało?...-zapytałem kucając przed nim. 
Złapałem go za podbródek i lekko uniosłem. Miał łzy w oczach. Przytuliłem go, ale próbował się wyrwać. 
-Akane, jeżeli chodzi o moje ojcostwo, to wiedz, że nie ma możliwości, żebym był ojcem. Proszę, uwierz mi...
-Ja... ja na razie... nie chcę z tobą rozmawiać...
Wstał i poszedł do swojego pokoju. Super... bardzo lubię Yunnie, ale jeżeli się okaże, że to nie moje dziecko, to nie wiem, co jej wtedy powiem. Niestety mogłem teraz jedynie czekać...

piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 3

Akane

Dobrze wiedziałem co teraz przeżywa Ji-sempai. Dwa lata temu jak mój ojciec trafił do szpitala również byłem załamany i w każdej chwili modliłem się żeby przeżył. Jednak Sempai prócz siostry nie ma już nikogo. Dowiedziałem się że Rukkie-sensei miała wczoraj zatrzymanie akcji serca ale ją odratowali. Przez te parę dni zostawałem w domu żeby jakoś wspierać Sempaia ale w końcu powiedział mi że mam pójść do szkoły bo będę miał zaległości. Zacząłem się kierować w stronę mojej klasy gdy już byłem pod nią otworzyłem książkę i czytałem coś żeby wiedzieć mniej więcej co było na poprzednich lekcjach, kontem oka widziałem jak dziewczyny z klasy o czymś mówiły patrząc się cały czas na mnie. Naglę ktoś wytrącił mi podręcznik z rąk, był do jeden z typów z mojej klasy których najbardziej nie lubię
- Co się stało koleżanko że nie było cię tak długo w szkole? Przechodziłaś operacje zmiany płci? - powiedział i lekko szarpnął mnie za włosy
- Odwal się - syknąłem i odrobinę go odepchnąłem
- Przyłożyłbym ci ale nie biję kobiet - powiedział, miałem już tego dość, zacisnąłem pięść i przywaliłem chłopakowi - Oż ty - syknął i zaczęła się bójka, wokół nas zebrało się małe kółeczko gapiów. Naglę usłyszałem znajomy głos
- Co tu się dzieje? - jak się kazało był to Jigoku-semapi
- On jest jakiś nienormalny. Rzucił się na mnie z pięściami bez powodu - powiedział chłopak
- Cicho siedź. Znam te wszystkie historie na twój temat i wiem że musiałeś go sprowokować - powiedział niebieskowłosy - Nie ma tu co oglądać, rozejść się - dodał po chwili i wszyscy tak zrobili - Akane, pójdziesz ze mną - oznajmił, bez słowa poszedłem za nim. Weszliśmy do jakiejś pustej klasy. Chłopak spojrzał na mnie z założonymi rękami - Masz mi coś do powiedzenia? - powiedział
- To nie była moja wina! On mnie sprowokował i...
- Czyli jednak uderzyłeś pierwszy
- No tak ale...
- Przestań się przejmować co mówią o tobie inni, nie dawaj się tak łatwo prowokować bo oni właśnie na to liczą
- Łatwo ci mówić. To nie ty byłeś wyśmiewany z jednego i tego samego powodu już trzeci rok z rzędu
- Może i nie wiem jak to jest ale nie chcę żebyś miał jakieś kłopoty - oznajmił, przybliżył się odrobinę do mnie i pocałował. Nie wiedziałem co teraz powiedzieć na dodatek zrobiłem się cały czerwony jak burak. Po chwili zabrzmiał dzwonek - Lepiej żebyś wrócił żebyś się nie spóźnił - powiedział. Całe szczęście że już nie byłem aż tak czerwony. Zdążyłem wrócić pod klasę zanim przyszedł nauczyciel. Podniosłem mój podręcznik z podłogi i wszedłem do klasy. Po tym co się przed chwilą stało nie mogłem się skupić przez cały dzień zajęć. Skoro mnie pocałował to znaczy że też coś musi do mnie czuć, gdyby było inaczej czemu miałby niby to robić? Gdy wróciłem do domu Sempai już tam był, leżał na kanapie i spał. Miał koszulkę z krótkimi rękawami przez co widać było jego tatuaże, zacząłem się nim przyglądać gdy w pewnym momencie niebieskowłosy się obudził - Co ty robisz? - spytał widząc mnie opartego o oparcie kanapy
- Nic, tylko patrzyłem na twoje tatuaże... Są bardzo fajne - powiedziałem na co on spojrzał na mnie pytającym wzrokiem - też chciałbym mieć jeden mały ale podobno takie rzeczy do mnie nie pasują
- Nie "podobno" tylko na pewno... Nie wyobrażam sobie ciebie z tatuażem
- Czemu?
- Jesteś zbyt uroczy a tatuaż by wszystko psuł - odparł podnosząc się z kanapy - Ide do szpitala sprawdzić co z Rukkie. Jak będziesz głodny to sobie coś zrób do jedzenia
- Może, pójść z tobą?
- Wole iść sam - odparł, po czym wyszedł. Dosyć długo go nie było, więc postanowiłem do niego zadzwonić ale nie odbierał, mam nadzieję że i jemu się nic nie stało. Zacząłem się odrobinę martwić ale niebieskowłosy wrócił nad ranem i od razu poszedł do swojego pokoju.




 Jigoku



 Miałem nadzieję, że Akane nie stanie się taki, jak ja kiedyś. Byłem chudy, niski i słaby, a do tego jeszcze to cholerne oko. Gdy zaczęto się ze mnie nabijać zmieniłem się i ja naśmiewałem z innych. Można powiedzieć, iż byłem swego rodzaju chuliganem, lub czymś podobnym. Oczywiście miałem zamiar dać temu, który zaczął nauczkę. Doskonale go znałem, Hiroshi. Dość mało przyjemny typek, który zaczął do mnie 'skakać', ale pożałował tego już za pierwszym razem. Zaciągnąłem go za budynek szkoły i przycisnąłem do ściany.
-Myślisz, że to było zabawne?...-syknąłem wnerwiony.
-A nie było?
-Nie. Wiesz, może chcesz pogadać inaczej?
W tym momencie podniosłem dłoń i zacisnąłem ją w pięść. Chłopak zaczął zaprzeczać i przepraszać. Puściłem jego kołnierzyk i wróciłem do szkoły. Miałem tylko biologię, bo nauczycielka robiła jakiś sprawdzian, a potem nic nie miałem. Wróciłem do domu, szybko się przebrałem i zasnąłem na kanapie. Obudził mnie skrzyp podłogi. Zastałem Akane, który się we mnie wgapiał. Wyjaśnił mi powód, po czym podniosłem się z zamiarem odwiedzenia siostry. Jej stan nadal nie był najlepszy, więc chciałem się upewnić... Na szczęście jest dobrze, może już mówić, ale ma sparaliżowane ręce, a chodzić jej samej nie wolno. Musiałem jej jeszcze obiecać, że będę się opiekować naszym gościem, na co przytaknąłem i wyszedłem około 22. Idąc w stronę domu napotkałem starego kumpla i postanowiliśmy się nieco zabawić... Schlani chodziliśmy po mieście śmiejąc się strasznie głośno. Na szczęście mieszkał niedaleko, więc spędziłem noc u niego. Rano z nieziemskim bólem głowy obudziłem chłopaka.
-Ejj... Ishito... Wstawaj do cholery... 13. Wykłady masz, pijaczyno.-syknąłem zwalając go z łóżka.
Poderwał się, po czym stwierdził, że za późno i nie idzie. Wzruszyłem ramionami, pożyczyłem od chłopaka bluzkę i wyszedłem. Po przekroczeniu progu swojego domu modliłem się, żeby Akane nie wyczuł ode mnie alkoholu. Na szczęście o nic nie pytał i nie zatrzymał mnie.  Jakie szczęście... odetchnąłem i padłem jak długi na łóżko. Obudziłem się około 18. Ból minął, a zapach zejdzie po prysznicu, który szybko wziąłem, zabrałem czystą bieliznę, spodnie od dresu i kapcie. W szafie miałem taki syf, że nawet nie miałem zamiaru podejmować się prób szukania koszulki, lub czegoś podobnego. Wyszedłem z pokoju i udałem się do kuchni. Niemrawo otworzyłem lodówkę, chwyciłem karton mleka i zacząłem pić. Miałem dziwne przeczucie, że ktoś mnie obserwuje. Odwróciłem się.
-Akane? Przepraszam, że tak długo zostawiłem się samego...-mruknąłem.
-Eh? N... nic... nic się... nie stało...-burknął patrząc w podłogę.
Zaśmiałem się i omal nie poplamiłem spodni mlekiem. W porę jednak opanowałem ruchy.
-Pierwszy raz widzę kogoś tak czerwonego. Jeżeli ci to przeszkadza, to mogę ubrać bluzę.-odparłem, odstawiłem karton na miejsce, podszedłem do chłopaka, ująłem jego brodę i cmoknąłem w policzek.
-Do potem, mała.-powiedziałem i skierowałem się w stronę pokoju.
Postanowiłem zrobić porządek w szafie, co zajęło mi pół tora godziny... Nigdy więcej... następnym razem grzecznie odłożę rzeczy. Wypaliłem jeszcze szybko papierosa, po czym zachciało mi się pić. Porwałem pierwszą lepszą bluzę i wszedłem do salonu. Zacząłem grzebać w barku, a po znalezieniu tego, co chciałem znów się upiłem i usiadłem na kanapie obok czarnowłosego. Nerwowo oglądał paznokcie. Powaliłem go i usiadłem na nim uprzednio unieruchamiając.
-Dlaczego mi w końcu nie powiesz, co do mnie czujesz?...-wybełkotałem.
Wiedziałem, co mówię.
-Jesteś pijany... idź spać...
-Spaaać?... Żartujesz?... Mam pod sobą osobę, która mi się podoba, a w dodatku podnieconą, myślisz, że przepuszczę taką okazję?...
Zsunąłem mu spodnie wraz z bokserkami z bioder i uwolniłem erekcję. Akane nawet się nie szamotał, a tylko czerwienił. Mógłbym dojść od samego patrzenia na jego twarz... Smutny był jeszcze fakt, że nie mogliśmy się zabawić na poważnie, bo nie był gotowy, a ja nie chciałem, by krzyczał z bólu.
Delikatnie ująłem palcami główkę, i zacząłem ją muskać, nieco drażniąc chłopaka. Jęknął bardzo cicho, ale ja i tak to usłyszałem. Bawiłem się z nim rysując kółka na jego penisie i różne linie jak i wzory. Po 30 minutach postanowiłem, że pozwolę mu dość, nachyliłem się i wziąłem go do ust. Od razu całego. Byłem do tego przyzwyczajony, z pewnych powodów, mało istotnych. Chłopak zaczął jęczeć nieco głośniej, ale nadal cicho i jakby... niepewnie. Wygiął plecy w łuk i doszedł. Połknąłem wszystko i jeszcze się oblizałem. Zakrył twarz dłońmi. Jedną z nich chwyciłem i pocałowałem zewnętrzną część. Podniosłem Akane tak, że stał i wciągnąłem mu bieliznę ze spodniami na tyłek, uprzednio go klepiąc.
-Powtórzymy to kiedyś.-szepnąłem, odgarnąłem włosy z jego czoła i cmoknąłem je.
Wróciłem do pokoju, przebrałem się i zasnąłem.