Akane
Jak tylko wróciłem do domu wziąłem jakieś leki przeciw bólowe ale niestety na mdłości nie mogłem nic poradzić. Po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi. Nie wiedziałem kogo mam się spodziewać a Ji przecież by tak szybko nie zrobił zakupów. Podszedłem do drzwi i je otworzyłem. W progu stał Momoru z dość niezadowoloną miną
- C...Co ty tu robisz? Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam
- Nie istotne... Przyszedłem tu po ciebie
- Że jak?!
- Myślisz że tak łatwo o tobie zapomnę? Nie ma mowy żebym cię oddał bez walki
- Powiedziałem ci już coś... Nie chcę cię już więcej widzieć - powiedziałem i chciałem już zatrzasnąć drzwi ale on je złapał i wszedł do środka. Zatrzasnął drzwi a potem szybko chwycił mnie za nadgarstki przyciskając do ściany. Jakimś szczęśliwym trafem niekontrolowanie zmieniło mnie w kotka. Momoru w tym momencie trzymał moje same ubrania a ja pobiegłem najszybciej jak tylko mogę do salonu pod szafę, chciał mnie stamtąd wyciągnąć ale ilekroć przybliżała się do mnie jego ręka syczałem i starałem się atakować go pazurkami... nie są jakieś długie ze względu na moje rozmiary ale zawsze coś... Na szczęście w porę przyszedł Ji pozbył się Momoru z domu. Ji wziął mnie na ręce i lekko przytulił
- Przytyło ci się grubasku - lekko się zaśmiał
- T... To tylko futro
- Jasne - ponownie się zaśmiał. Po chwili usiadł na kanapie i mnie trzymał na kolanach, w pewnym momencie zamieniłem się w człowieka i siedziałem rozkrokiem na kolanach Ji twarzą do niego... Lekko naburmuszony odwróciłem wzrok - Ej Akaneś co jest? Jestś zły za to co powiedziałem? - nadal się nie odzywałem... - Jak typowa żona... "wyglądam w tym grubo?" - lekko się zaśmiał a ja tylko lekko na niego spojrzałem lecz nadal się nie odzywałem. Ji lekko szczypnął skórę na moim brzuchu - No, nie fochaj się na mnie Akaneś
- Będziesz teraz cały czas mówił do mnie zdrobniale?
- Nie podoba ci się to?
- Podoba ale... Nie przywykłem do tego - Ji pocałował mnie w nos po czym owinął mnie kocykiem
- lepiej żebyś tak nie siedział całkiem nagi bo się przeziębisz - powiedział na co tylko przytaknąłem
- Pójdę się na chwilę położyć, nadal mnie boli głowa
- Dobrze, śpij dobrze - poszedłem do sypialni, ubrałem tylko jakiś luźny podkoszulek i położyłem się. Zasnąłem prawie od razu jak się obudziłem leżałem tuż obok Ji który czytał jakąś książkę - Obudziłeś się? Jak się czujesz?
- Już lepiej... Jak długo spałem
- Na tyle długo że zdążyłem zrobić obiad ale nie chciałem cię budzić - Wstałem razem z Ji, poszliśmy do jadalni po czym przyniósł mi porcję z jedzeniem
- Ty nie jesz?
- Już jadłem. Jedz bo znowu wystygnie - uśmiechnąłem się i zacząłem jeść - To jest świetne
- Cieszę się że ci smakuje
- Oczywiście... Ale to chyba ja powinienem umieć gotować w tym związku - Chłopak tylko się uśmiechnął i rozczochrał mi włosy
- Jeszcze się nauczysz, spokoje
- Między czasie spale z 4 kuchnie - powiedziałem półżartem. Z uśmiechem dokończyłem danie i poszedłem się przebrać bo byłem w samym podkoszulku. Gdy miałem już wychodzić z pokoju zadzwonił mój telefon leżący na komodzie przy łóżku. Odebrałem i okazało się że była to moja mama. Zapraszała mnie na obiad na następny dzień, oznajmiła również że oczywiście Ji może pójść ze mną, bardzo go lubiła więc musiała wspomnieć o tym na samym wstępie. Zgodziłem się, w końcu to moja matka, ostatnio nie spędzaliśmy ze sobą zbyt wiele czasu więc miło by było zjeść razem kolację... Wróciłem do salonu i powiedziałem o tym Ji, chłopak bez długiego namysłu zgodził się pójść - W sumie rodzinna kolacja, może to byłaby dobra okazja żeby im powiedzieć - powiedziałem podnosząc rękę z pierścionkiem
- Też o tym pomyślałem. Raczej nie powinno być żadnych sprzeciwów ze strony twoich rodziców
- Nie musimy się o to martwić, mama cię wprost uwielbia a ojczym jest spoko
- Będzie ktoś jeszcze prócz nas
- Nie wiem, chyba nie. W każdym razie mama nic mi o tym nie wspomniała
- Jutro, tak? Trochę mało czasu ale może będzie jakiś gotowy. Chodź
- Gotowy? O co ci chodzi
- Może to są twoi rodzice ale i tak pasowałoby żebyś jakoś wyglądał, sprawienie sobie nowego garniaka ci nie zaszkodzi, ja mam ich kilka więc mogę coś wybrać ale jeżeli chodzi o ciebie
- Mam przecież garnitur
- Jeden... I na dodatek taki przeciętny... Chodź szkoda czasu - grzecznie poszedłem za Ji, ubrałem coś jeszcze na siebie, buty i wyszliśmy. Udaliśmy się do jakiegoś prywatnego krawca. Musiałem stać na przymiarce prawie 2 godziny po czym mężczyzna oznajmił że będzie na jutro popołudniu, akurat przed kolacją. Po powrocie siadłem w salonie i włączyłem telewizor, po czym Ji wziął mi z ręki pilota
- Ej...
- Co "ej" grubasku - powiedział z uśmiechem na ustach
- Nie nazywaj mnie tak
- To może Prosiaczku? - odparł lekko szczypiąc mnie w brzuch
- Czy ty właśnie wypominasz mi moją wagę? Nie przytyłem aż tyle
- Ależ skąd
- Przestań... Od poniedziałku wykupie karnet na siłownie i będę ćwiczył - spoglądnąłem na niego z rękami położonymi na brzuchu by znowu mnie nie tam nie uszczypnął
- Oszukuj się dalej, kochanie
- Co to miało znaczyć? Jeżeli chodzi o takie rzeczy nie jestem leniwy... Będę ćwiczył
- Tak, tak - odparł, zacisnąłem lekko dłonie na mojej bluzce... Na prawdę tak widać że przytyłem? - Akaneś, przedtem byłeś patyczakiem więc to dobrze że trochę przytyłeś - powiedział lekko mnie obejmując
- To czemu mnie nazywasz "grubaskiem"
- Bo masz takie urocze pucowate policzki
- Mam taką samą twarz jak zawsze...
- Maruda
- Naprawdę według ciebie lepiej teraz wyglądam?
- Tak. O wiele lepiej. Przedtem bałem się że cię złamię - lekko się uśmiechnąłem i położyłem mu głowę na ramieniu
- Ale nie nazywaj mnie już "grubaskiem"
- Dobrze kochanie, nie będę - podciągnąłem się lekko i pocałowałem go lekko w usta - Tak właściwie... Dlaczego mnie pokochałeś?
- W sumie można powiedzieć że to była miłość od pierwszego wejrzenia... Jak cię pierwszy raz zobaczyłem, gdy mi pomogłeś, nawet nie znałem twojego imienia a nie mogłem przestać o tobie myśleć
- Romantycznie - lekko się zaśmiał
- A ty we mnie?
- Na początku nie planowałem się w tobie zakochiwać a potem tak jakoś wyszło. Jak mówiłeś do mnie "Sempai", jak na mnie patrzyłeś. Wszystko mi się w pewnym momencie w tobie podobało - po tym trochę mocniej się w niego wtuliłem. W sumie zastanawia mnie w którym dokładnie momencie Ji się we mnie zakochał ale może już nie będę o to pytał. Następnego dnia garnitur był już do odbioru niedługo mieliśmy być już u moich rodziców więc jak tylko go przynieśliśmy do domu ubrałem go. Klasyczny czarny garnitur, poprawiałem jeszcze krawat w lustrze gdy podszedł Ji i lekko mnie objął od tyłu - do twarzy ci w takich ubraniach
- Ale za takimi nie przepadam... Ubieram je kiedy muszę
- Krzywo...
- Co?
- Krzywo zawiązałeś krawat... Obróć się - obróciłem się przodem do Ji który rozwiązał rzecz i zaczął ją wiązać od początku, gdy skończył rozczochrał mi włosy - Taki duży chłopiec a krawatu nie umie zawiązać? - zaczął się ze mną droczyć
- Umiem tylko czasami mi nie wychodzi węzeł
- Tak, tak - w końcu wyszliśmy z domu i podjechaliśmy na miejsce samochodem. Gdy zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi po kilku sekundach otworzyła nam moja mama, zachowywała się jakby nas nie widziała co najmniej rok a przecież odwiedzałem ją jakieś dwa tygodnie temu. W pewnym momencie mama chyba zauważyła mój pierścionek bo na chwilę zamilkła
- Czy to to o czym myślę?
- No... Tak, chcieliśmy o tym wam powiedzieć dopiero przy kolacji
- Tak bardzo się cieszę - zaczęła jeszcze rozmawiać z Ji gdy zadzwonił telefon więc poszła odebrać. Po wejściu do salonu od razu "wbiegła" moja młodsza siostrzyczka, a raczej przydreptała, widocznie nauczyła się chodzić mimo to kiwała się na boki
- Oniiiii-chan! - przydreptała do mnie i wyciągnęła rączki do góry. Podniosłem siostrzyczkę i przytuliłem. Po chwili wyciągnęła rączki w stronę Ji. Chłopak dość nie pewnie ją wziął ode mnie a Mayumi się od razu w niego wtuliła. Ji trochę wyglądał jakby nie wiedział co teraz zrobić bo siostra przyczepiła się do niego i nie miała zamiaru puszczać. Po niedługim czasie pojawił się również mój ojczym i się z nami przywitał, dowiedziałem się również że ma przyjść jego siostra z bratem jak i również jego ciotka
- Mama nic mi nie wspominała że będzie ktoś jeszcze
- Jak do was dzwoniła oni jeszcze mówili że się zastanowią no i musiało wypaść to jej z głowy. Ojczym odebrał córkę od Ji która strasznie z tego powodu protestowała i jeszcze gdzieś z nią wyszedł do innego pokoju, za to my usiedliśmy na kanapie i grzecznie czekaliśmy aż w pewnym momencie przyszła reszta gości. Jak się okazało siostrzeńcem mojego ojczyma był Chuichi, ten bachor który mi wtedy groził w klasie i próbował mi odebrać Ji. Na jego twarzy było widać zaskoczenie jak zobaczył nas obu z resztą my też byliśmy dosyć zaskoczeni jego obecnością. Po chwili już tylko widziałem jak patrzył na mnie z żądzą mordu. To nie będzie taki miły wieczór jak sądziłem. Pojawiła się również dość dęga kobieta może miała około 65 lat, ubrana była w fioletowy komplecik typowy dla kobiet w tym wieku. Musiała to być ciotka o której mówił ojczym, spojrzała na mnie i Ji krzywo i w milczeniu podeszła do mojego ojczyma który trzymał Mayumi na rękach. Zapowiada się "świetny" wieczór. Gdy wszyscy usiedliśmy przy stole panowała niezręczna cisza. Jako pierwszy zabrał głos ten babsztyl który zaczął krytykować danie przygotowane przez moją mamę. Mina mojej matki mówiła sama za siebie, widać było że stara się powstrzymywać od powiedzenia jej czegoś nie miłego. Od samego początku jak się tylko spotkały było oczywiste że nie ma szans iż będą się lubiły . Chuici siedział w milczeniu i czasami spoglądał na mnie z nienawiścią. W pewnym momencie ciotka ojczyma spojrzała na mnie i na Ji
- A ten drugi to kto? Pierwszy raz go widzę. Czy to jakiś bękart tej twojej żony?
- Nie ciociu... To partner Akane... - nie zdążył dokończyć wypowiedzi jak ona mu przerwała
- "Partner"!? Tak dwóch mężczyzn ze sobą?! "Wspaniałą" rodzinę sobie wybrałeś, Kei... Wybór żony najgorszy jaki mógł być a pasierb przynoszący wstyd swojej rodzinie! - kobieta nie przestawała wrzeszczeć co doprowadziło Mayumi do płaczu, mama szybko wzięła ją na ręce starała się uspokoić
- Ciociu... - do rozmowy chciała się wtrącić Ito-san, siostra ojczyma ale szybko skarcona przez ciotkę
- Nie masz zamiaru chyba bronić tego co się dzieje w tej rodzinie. Bezbożnicy
- Posłuchaj stara torbo, tylko ty w tej rodzinie masz jakikolwiek problem. Akane jest szczęśliwy. Jego rodzina w pełni mnie akceptuje - Ji widocznie nie mógł wytrzymać i w końcu wybuchł. Wszyscy zamilkli wpatrując się w niego
- Kim ty jesteś gówniarzu?! Rodzice cię szacunku nie nauczyli?!
- Rodzice?! Ojciec yakuza, matka z resztą też... wychowywała mnie starsza siostra. Nie wiesz z kim gadasz, skamielino
- Pozwalacie żeby ktoś taki wstępował do waszej rodziny, skoro jest dzieckiem mafiozów pewnie sam się tym zajmuje
- To oczywiste, dziedziczę w sumie dwa rody. Mojej matki i ojca. Mogą cię wsadzić do pierdla za obrażanie mnie na dożywocie, starucho. A teraz dziękuję - Ji wkurzony wstał i wyszedł z pomieszczenia. Spojrzałem tylko lekko w stronę mojej matki wiedząc że chcę za nim pójść tylko kiwnęła głową, szybko wstałem i udałem się za Ji. Był w przedpokoju i ubierał buty. Zupełnie rozumiem że się wkurzył sam miałem ochotę coś powiedzieć ale z tym wszystkim co powiedział mógł jednak trochę nie przesadzać. Cały czas mamrotał coś pod nosem ale nie do końca słyszałem co. Musiałem wysłać wiadomość mamie że wychodzimy bo nie za bardzo chciałem wracać do tamtego pomieszczenia odpisała mi "Nic się nie dzieje, rozumiem. Sama chciałabym wyjść z domu byle nie być w nią pod jednym dachem".Ubrałem również buty i wyszedłem razem z Ji. Jak tylko wsiedliśmy do samochodu zapadła chwilowo cisza
- Wszystko w porządku Ji? - po co zadałem to pytanie... Oczywiście że nie jest w porządku. Chłopak lekko westchnął
- Mam nadzieję że nie będę musiał spotykać tego babsztyla już nigdy więcej - przez resztę drogi panowała cisza... Po przekroczeniu progu naszego domu Ji djął mi marynarkę po czym wtulił się we mnie od tyłu
- Przepraszam... Gdybym się nie zgodził na tą kolację nic by takiego nie zaszło...
- Przecież nie miałeś pojęcia że oni też będą... A teraz już o tym nie wspominaj - powiedział lekko poluźniając mój krawat a następnie rozpinając trzy pierwsze guziki koszuli, powoli rozpinał kolejne guziki całując mnie między czasie w szyję i kark... Po rozpięciu wszystkich guzików lekko zaczął jeździć palcami po mojej klatce piersiowej. Było to doszyć przyjemne, gdy tylko lekko przymrużyłem oczy, Ji obrócił mnie do siebie przodem i zupełnie niespodziewanie przewiesił mnie przez ramie idąc w stronę sypialni
- Zepsułeś cały nastrój - lekko wymamrotałem... Nie lubię jak nosi mnie w taki sposób jestem człowiekiem a nie workiem ziemniaków!
Jigoku
-Maruda.-powiedziałem i klepnąłem go w tyłek.-Zaraz odzyskasz ten swój "nastrój", o to się nie martw.
Otworzyłem drzwi do pokoju i rzuciłem chłopaka na łóżko. Takie nudne miejsce na współżycie. Może by jakoś urozmaicić "zabawę"?
-Akaneee... co ty na to, aby poseksić na biurku?
Oficjalnie dzięki mnie powstał nowy odcień czerwonego, nazwę ten jakże piękny kolor "Co ty masz za chore fetysze?!". Zaśmiałem się cicho widząc, jak chłopak siada i odrobinę się ode mnie odsuwa.
-Spokojnie, żartowałem. No choodź tu do mnieee...
Złapałem Akane za biodra, przyciągając do siebie. Zsunąłem mu trochę koszulę z prawego ramienia i delikatnie je pocałowałem. Jedną ręką zacząłem dotykać jego krocza, przez co momentalnie stał się twardy. Mnie dotyk nie był potrzebny. Już przed wniesieniem go do pokoju się podnieciłem. Chłopak podpierał się rękami, ja jednak popchnąłem go tak, aby się położył. Nachyliłem się nad nim.
-Leż grzecznie i czerp przyjemność...-mój oddech muskał mu skórę na szyi, dzięki czemu dostał dreszczy. Akane starał się tłumić jęki jak tylko mógł. Patrzył na mnie lekko przymkniętymi oczyma. Zacząłem całować go po klatce piersiowej przy okazji rozpinając jego spodnie. Stęknął dość głośno, gdy językiem zahaczyłem o jego sutek delikatnie go przygryzając. Czarnowłosy wygiął się w łuk. Zaprzestałem na chwilę pieszczoty, aby wziąć olejek z szafki nocnej. Specjalnie przeciągnąłem czynność, aby zirytować czarnowłosego. Niezadowolony podniósł się do siadu.
-Dlaczego mi to rooobisz?...-wydukał zły.
-Co robię?
Popchnąłem delikatnie chłopaka, by znów się położył. Zdejmowałem z niego powolnie dolne części garderoby, przez co niezadowolony marudził pod nosem. Pomęczyłem go jeszcze obmacując i sam się rozebrałem. Nabrałem olejku na palce i wsunąłem 2 w Akane, przez co głośno jęknął. Gdy stwierdziłem, że był już przygotowany wszedłem w niego. Wydał z siebie piękny, cudowny i długi jęk. Doszedł po jakiś 3 minutach, a ja niedługo po nim. Zmęczony próbował unormować oddech.
-Prysznic, księżniczko, czy kąpiel?-zapytałem kładąc się obok niego.
-Kąpiel, z pianą...
-I różami...
-Tak!
Wstałem i poszedłem przygotować kąpiel. Gdy była gotowa wróciłem po Akane, którego wziąłem na ręce niosąc do łazienki. Delikatnie usadowiłem go w wannie a potem sam usiadłem za nim. Zacząłem go myć w okolicach ud.
-Podnieś trochę tyłek, księżniczko.
Grzecznie wykonał czynność a ja dokładnie go umyłem. Po tym zabrałem się za jego włosy. Odchylił głowę do tyłu a ja delikatnie masowałem ją myjąc. Po wszystkim wysuszyłem go ręcznikiem i sam to zrobiłem. Wróciliśmy do pokoju, gdzie oboje się ubraliśmy. W pewnym momencie przytulił mnie od tyłu.
-Ładnie to tak?
-Ale co?
-Od tyłu mnie tulić?
-Nie mogę?...- i właśnie w tym momencie zrobił oczy zbitego kotka.
Westchnąłem i odwróciłem się do niego przodem. Musimy powoli zacząć planować ślub. Na pewno będziesz miał piękny, biały garnitur. Z jedwabiu.
-Ile on by kosztował?...
-Tak jakieś 89 tysięcy jenów.
-Tak dużo?
-Dla księżniczki wszystko co najlepsze!
-Ale nie może być taki zwykły?
-"ZWYKŁY?" Żartujesz? Moja żona nie będzie chodziła w byle czym!
Akane w końcu się nie odzywał i mocniej we mnie wtulił. Odwróciłem się do niego przodem. Cmoknąłem go w czubek głowy.
-Księżniczka zgłodniała?
-Księżniczka jest obolała...
-Księżniczce się nie podobało?
-No podobało no...
-To księżniczka jest głodna czy nie?
-Tak.
-Trzeba było powiedzieć od razu. Katsudon?
-Chętnie.
W końcu zszedłem na dół przygotować danie, gdy było gotowe zawołałem Akane. Zjadł bardzo szybko.
-Nie zjedz łyżeczki!
-Zabawne...
-Smakowało mojej księżniczce?
-Bardzoo!
Zadowolony mocno mnie przytulił.
Heaven in Hell
czwartek, 19 stycznia 2017
poniedziałek, 9 stycznia 2017
Rozdział 15
Akane
Z godnie z tym co powiedział Ji zamówiłem pizze. Nie zjadłem jednak dużo, czułem się okropnie ca to co zrobiłem. Byłem już przygotowany na najgorsze, myślałem że mnie znienawidzi i każe się wynosić... A jednak mi wszystko wybaczył i jeszcze uznał że "to jego wina bo nie mógł mnie zaspokoić", to nie prawda. Winny jestem tu tylko ja, nie powinienem tego nigdy robić
-Czemu tak mało zjadłeś?
-No bo... straciłem apetyt...
-Nadal jesteś na siebie zły? - przytaknąłem lekko - Nie możesz się głodzić. Jeżeli znowu następnym razem nie będziesz jeść, to będę musiał cię osobiście nakarmić
- Nakarmić? - spojrzałem na niego lekko zdziwiony
- No co? Jak zachowujesz się jak dziecko będę cię też tak traktował - lekko się uśmiechnął i rozczochrał mi włosy. Po tym lekko osunąłem głowę na jego ramie, a do moich oczu napłynęły ponownie łzy. Mimo to co mu zrobiłem on jest dla mnie ciągle taki dobry... Nie zasługuję na niego
- Tak bardzo cię przepraszam ... - nie potrafiłem utrzymać łez, więc wypłynęły strumieniami - To się już nigdy więcej nie powtórzy. Obiecuję! - Ji starał się mnie jakoś uspokoić ale po prostu musiałem się wypłakać. Zacząłem obiecywać że zerwę wszelkie kontakty z tym facetem i różne inne rzeczy
- Akane, już spokojnie - Ji mnie objął, w dalszym ciągu starał się mnie uspokoić
- Masz przeze mnie same problemy...
- A teraz to znowu zaczynasz gadać głupoty - chłopak lekko pacnął mnie w tył głowy. Spojrzałem na Ji a ten mnie cmoknął w czoło. Byłem debilem robiąc to. Nigdy więcej już nie zdradzę Ji. Posiedziałem jeszcze chwilę w jego ramionach aż w końcu jakoś tak zasnąłem. Przez kolejny tydzień na szczęście nie miałem okazji spotkać Momoru, zablokowałem od niego połączenia i wykasowałem numer z listy kontaktów. W piątek po lekcjach Ji powiedział mi że chce się ze mną gdzieś wybrać w sobotę... Tak więc od rana byłem cały podekscytowany bo jeszcze nie byliśmy na żadnej randce... Myślałem nad różnymi miejscami gdzie prawdopodobnie moglibyśmy pójść, restauracja, kino, jakaś przytulna kawiarenka... Ale znając Ji może to być również coś zupełnie innego. Około godziny 16 wyszliśmy z domu, gdy pytałem się Ji gdzie idziemy to powtarzał że "dowiesz się jak będziemy na miejscu". Grzecznie szedłem obok Ji
- Akane - nagle się odezwał
- Tak?
- Nie chciałbyś gdzieś ze mną wyjechać?
- Znaczy... Poza Japonię?
- Tak... Myślałem konkretnie o Ameryce
- Trochę boję się podróżować samolotami. Ostatni raz jak byłem za granicą z moim tatą były jakieś komplikacje
- Nie musisz się o to martwić. Polecielibyśmy prywatnym. To jak?
- Oczywiście. Z tobą wszędzie mogę jechać - Ji w odpowiedzi się tylko uśmiechnął i szliśmy dalej. Poszliśmy przez park na skróty, co chyba nie było najlepszym pomysłem. Momoru akurat tam był i jak tylko nas zobaczył podszedł do mnie z wkurzoną miną
- Co to była za wiadomość że nie chcesz się już ze mną nigdy widywać, co?! Nawet telefonu nie jesteś łaskaw odebrać
- Chyba wyraziłem się jasno. Nie chcę cię już znać - powiedziałem i odwróciłem się w stronę Ji, który raczej był zaskoczony faktem że Momoru wyglądem jest do niego podobny... Wkurzony Momoru chwycił mój nadgarstek i szarpną w swoją stronę
- Ej! Mógłbyś łaskawie zostawić mojego chłopaka?! - Ji również się zdenerwował... A miało być dziś tak miło... Gdybyśmy tylko na niego nie wpadli
- Tsa... "Chłopaka". Nie obchodzi mnie to, Akane jest mój
- Oh, czyżby - Ji wyciąga pistolet i mierzy w głowę Momoru - Chyba nie dosłyszałeś... Mógłbyś łaskawie go zostawić w spokoju? - powiedział "opanowanym głosem". Chłopak puścił mój nadgarstek po czym od razu pobiegłem za Ji - A teraz znikaj i nigdy więcej nie pokazuj się nam na oczy, inaczej może "przez przypadek" mi się nacisnąć spust
- To już jest groźba. Takie coś jest karalne
- No i co? Dzwoń se na policję... Oni Yakuzie nic nie mogą zrobić
- Y... Yakuzie? - chłopak lekko drgnął cofając się o krok
- Już nie jesteś taki pyskaty, co? Na co czekasz? Wynoś się zanim moja cierpliwość się skończy - po tych słowach Momoru szybkim krokiem poszedł w przeciwną stronę - Nawet nie był naładowany - mruknął i schował z powrotem pistolet - Nic ci nie jest? - spytał odwracając się w moją stronę
- N...Nie - odparłem lekko masując nadgarstek za który mnie trochę za mocno złapał. Ji chwycił mnie za ową dłoń i popatrzył na zaczerwienienie, coś mruknął pod nosem ale nie do końca usłyszałem co
- Chodźmy dalej - nagle oznajmił, chwycił delikatnie moją dłoń i przez resztę parku ją trzymał, puścił ją dopiero przy wyjściu na ulicę. W końcu dotarliśmy na miejsce, okazał się to być... Love Hotel ... Spodziewałem się czegoś romantyczniejszego... Kino, łyżwy, restauracja, kafejka, cokolwiek... Ale mogłem brać taką możliwość pod uwagę... Ale chyba nie powinienem narzekać, w końcu "gdzieś mnie zabrał" To się liczy... Prawda? Weszliśmy do pokoju który zarezerwował Ji. Było w nim wielgachne łóżko w kształcie serca, do około niego i na nim były rozsypane płatki, prawdopodobnie róż. Wszystko wyglądało niesamowicie. Niedaleko łoża na dodatkowym stoliku leżała taca z butelką wina i dwoma kieliszkami. Szczerze nie spodziewałem się tego
- Jeszcze jedno - powiedział naglę i wziął skądś Koronkową bieliznę i obroże ze dzwoneczkiem - Ubierzesz to? - powiedział z lekkim uśmiechem, to w ogóle nie brzmiało jak pytanie. Wziąłem od niego rzeczy i udałem się do łazienki. Przebrałem się w to i założyłem obróżkę... Bielizna nie należała do najwygodniejszych... Stanąłem przed lustrem i się w nim obejrzałem... Na serio go podniecam jak jestem tak ubrany? Wyszedłem z łazienki, Ji już czekał na mnie siedząc na łóżku w samej bieliźnie. Usiadłem tuż obok niego
- J...Jak w tym wyglądam? - zająknąłem się lekko się czerwieniąc
- Tak kusząco, że aż mam ochotę zamknąć cię w klatce przed innymi - oznajmił po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Zaczął mnie pieścić w różnych miejscach, było to na tyle przyjemne że w pewnym momencie pojawiły mi się kocie uszy i ogon, całe szczęście że już potrafię kontrolować całkowitą przemianę i nie zmienię się naglę w kotka. Zawsze jak pojawiają mi się kocie uszy Ji drapie mnie za nimi, tak było również tym razem - Aż mam ochotę pobawić się w weterynarza, Kocie - jeszcze bardziej się zaczerwieniłem po tych słowach. Całowałem się jeszcze chwilę z Ji po czym chłopak mnie odłożył na bok i wstał podchodząc do stolika z winem, nalał do obu kieliszków po równo i jeden mi podał z powrotem siadając na przeciwko mnie
- Ja nie jestem jeszcze pełnoletni...
- W większości krajów Europejskich mógłbyś już spokojnie pić alkohol. Z resztą przecież nic się nie stanie jak się trochę napijesz - w sumie to po jednej lampce nic mi nie powinno być, co z tego że jak wypiłem to Ji nalał mi więcej
- Powiedziałeś "trochę"
- Naprawdę? - odparł z uśmieszkiem . Nie mam chyba dobrej głowy do picia bo już czułem że lepiej żebym nic więcej nie pił... Mój język zaczął się lekko plątać i z jakiegoś powodu miałem jakąś dziwną ochotę się przytulić... Ji lekko się zaśmiał widząc mnie
- Minęły dwa lata a ty nadal nie nadajesz się do popijaw - wziął ode mnie kieliszek i razem ze swoim odłożył je na bok. Następnie się do mnie zbliżył i namiętnie pocałował, objąłem jego szyję i odwzajemniłem pocałunek. Po chwili Ji mnie przyszpilił do materaca i powoli zdejmował moja bieliznę, nawet nie wiem w jakim momencie mnie całkowicie rozebrał, zostałem w samej obróżce, moje kocie uszy i ogon również nie zniknęły. Ji chwycił mnie za łydki i rozłożył moje nogi na boki, uniósł mnie lekko za biodra i przysunął do siebie. Włożył we mnie na początku jeden palec, jęknąłem cicho gdy dodał kolejny, Po rozciągnięciu mnie od razu we mnie wszedł. Robił szybkie i głębokie ruchy, przez co moje jęki nie ustawały tak samo jak dźwięk dzwoneczka z obróżki. Nie musiałem czekać długo aż doszedłem
- Już? Nie mogłeś na mnie chwilę poczekać?
- Nic na to nie poradzę
- Tak bardzo jest ci ze mną dobrze? - zrobiłem się czerwony jak burak a Ji się zaśmiał - To mi wystarczy za odpowiedź - dodał po czym jeszcze mnie pocałował. Ji tym razem nie doszedł we mnie ale trochę poleciało na mój brzuch... Chłopak wziął na place z mojego ciała trochę mojego nasienia razem z jego i usmarował mi tym nos od razu cały czerwony zacząłem to wycierać a on się lekko zaśmiał. Chłopak podniósł mnie na księżniczkę i zabrał do łazienki która posiadała wielką wannę, odstawił mnie do niej po czym napuścił ciepłej wody. Gdy wanna się już napełniła Ji do mnie dołączył.Chwilę później jeszcze skądś wziął kolejną butelkę wina
- Ja już chyba nie powinienem...
- Tylko spróbujesz . To jest trochę inne od poprzedniego - podał mi kieliszek z którego wziąłem łyk
- To jest o wiele smaczniejsze
- Czułem że ci posmakuje. To specjalne wino dla kotołaków z kocimiętką. Bardzo trudno je zdobyć - zanim chłopak się zorientował wypiłem już cały kieliszek - Ej, nie tak łapczywie - Ji zabrał mi kieliszek jak już zacząłem się lekko chwiać na boki - Zapamiętać na przyszłość, nie dawać ci więcej niż jeden kieliszek alkoholu - W pewnym momencie już wszystko mi się urwało i świadomość odzyskałem dopiero rano jak się obudziłem z ogromnym bólem głowy. Leżałem wtulony w Ji, który mnie głaskał po głowie
- Jak się czujesz?
- Głowa mi za chwile pęknie... Taaaa... "Jak się napijesz trochę to nic się nie stanie", skończyło się podobnie jak wtedy z tymi piwami
- To nie moja wina że wtedy tyle wypiłeś a poza tym masz na prawdę słabą głowę. Byłeś już pijany po nie całych trzech lampkach wina. Ale twoje zachowanie później było świetne
- Moje... Zachowanie? - spytałem na co Ji wziął swój telefon z komody i podając go mi włączył jakieś nagranie, na którym byłem ja owinięty ręcznikiem i siedziałem na środku łóżka, uszy i ogon nadal były. Między innymi udawałem dźwięki kota, język mi się strasznie plątał przy mówieniu i zwracałem się do Ji "Sempai". Oglądając to zalałem się rumieńcami a Ji śmiał się pod nosem
- Jak jesteś pijany strasznie lubisz się tulić, co chwilę się do mnie przylepiałeś - widocznie całą ta sytuacja bawiła Ji. Oddałem mu telefon po czym lekko złapałem się za czoło... Głowa mi za chwilę eksploduje. Chłopak zamówił śniadanie, ubrałem szlafrok i poskładałem nasze ubrania zanim przyniesiono zamówione dania. Po śniadaniu Ji coś grzebał przy ubraniach
- Ej, dopiero je poskładałem
- Wybacz... - powiedział i kontynuował. Po chwili do mnie podszedł - Mógłbyś na chwile wstać? - spytał łapiąc mnie za prawą rękę a swoją drugą rękę trzymał za plecami
- Etto...Dobrze - nie do końca wiedziałem po co ale wykonałem prośbę Ji, ten przyklęknął na jednym kolanie i okazało się że rzeczą jaką chował za plecami był srebrna obrączka z wygrawerowanym diamentowym sercem.
- Akane, jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Czy zechcesz za mnie wy... - Nie zdążył dokończyć jak rzuciłem mu się na szyję
- Tak, chcę!
- Ej, nie dałeś mi dokończyć
- Przepraszam - w moich oczach zebrały się łzy ze szczęścia, przetarłem oczy i spojrzałem na Ji. Chłopak ponownie chwycił moją prawą rękę i wsunął na palec serdeczny pierścionek. Moje serce biło jak oszalałe. Niebieskowłosy wstał i mnie czule pocałował
- Teraz jesteś już tylko mój - oznajmił swoim uwodzicielskim głosem i ponownie pocałował tym razem namiętniej. Naglę w pokoju rozległo się pikanie
- Co to było? - spytałem po czym Ji podszedł do półki gdzie leżała kamera
- Bateria się kończy - mruknął
- Wziąłeś kamerę żeby nagrać oświadczyny?
- Yhy... No i nie tylko...
- "Nie tylko"? Czy ty nagrywałeś to jak się kochaliśmy?
- Może ...
- Bez mojej wiedzy?
- Jakbym ci powiedział to byś się nie zgodził... Z resztą jak już trochę wypiłeś nie zauważyłeś jej a nie była schowana
- Po co ci to nagranie?
- Do fap folderu - nie miałem zamiaru tego komentować...
Jigoku
Przecież nie chciałem tego upubliczniać. To nagranie jest moje, tak, jak Akane. Chociaż... gdyby mnie zdradził, nie wiem, czy mógłbym mu znowu wybaczyć. Wiedziałem jednak, że nie jestem w stanie go zaspokajać tak często, jakby tego potrzebował. Przed wspólną nocą musiałem jakoś sprytnie zażyć tabletki, które by mi "pomogły". Za nic nie mógł się tego dowiedzieć. Wyłączyłem kamerę i usiadłem obok Akane, który był zajęty oglądaniem pierścionka.
-Byłem u 5 najlepszych jubilerów, aby móc wybrać idealny pierścionek dla ciebie... chodzenie i wybieranie zajęło mi tydzień...
-Ty... ty specjalnie dla mnie...?
-Oczywiście. Jesteś moim skarbem. Moją małą "księżniczką", a księżniczki się rozpieszcza, prawda?
Gdy tylko to powiedziałem chłopak się rozpłakał. Łzy leciały z jego oczu strumieniami... Zacząłem delikatnie pocierać palcami policzki czarnowłosego, ale ten za nic nie mógł się uspokoić.
-Dlaczego ty jesteś dla mnie taki dobryyyy?... - i znów fala płaczu.
Jego oczy powoli puchły i czerwieniały.
-Kochanie, nie płacz. Nie lubię patrzeć jak płaczesz, proszę...
-Jestem najgorszy! Ty tak o mnie dbasz, a jak ja ci się odwdzięczyłem...?! Zdradą...! Jestem niewyżytym idiotą!
Przyciągnąłem go do siebie i zacząłem głaskać po plecach. Chłopak mocno się we mnie wtulił nadal płacząc. Widocznie potrzebował tego, aby dać upust emocjom. Uspokoił się dopiero po jakiś 40 minutach. Odkleił się od mojej klatki piersiowej i siąknął nosem. Podałem mu chusteczki. Podziękował skinieniem głowy i wydmuchał nos. Gdy skończył ująłem jego twarz w dłonie i uniosłem w górę. Patrzyłem w jego zaszklone oczy.
-Kotku, kocham cię. Mimo wszystko. Nawet gdybyś odszedł to bym cię kochał...
Powinienem pomyśleć zanim coś powiem... W kącikach jego oczu znów zbierały się łzy.
-Boże, kochanie, nie chciałem. Nie płacz, Akaneś, proszę cię.
Chłopak starał się opanować. Pocałowałem go bardzo delikatnie. Odrobinkę się podniósł i szybko cmoknął mnie w usta, czerwony odwrócił wzrok. Nadal był moim uroczym i nieśmiałym kociakiem. Chociaż coraz częściej przejawiał przebłyski odwagi. Było to na swój sposób urocze.
-No, ubieraj się moja przyszła żono... trzeba wracać do domu...
Chłopak grzecznie wstał. Zabrałem mu jednak koszulkę, a gdy chciał ją odzyskać, kazałem mu podnieść ręce do góry.
-Ale po co?
-No podnieeeeeeś...
Podejrzliwie uniósł ręce, a ja z premedytacją zacząłem łaskotać go po brzuchu. Zaczął się śmiać i prosić, bym go zostawił. Powaliłem chłopaka na ziemię i usiadłem na jego biodrach nadal go męcząc. Próbował się jakoś wyrywać. Dopiero gdy zaczął się dusić przestałem go łaskotać.
-Uspokoiłeś się, księżniczko? No, teraz wstawaj i podnieś łapki.
-Nie. Znowu mnie zamęczysz!
-Obiecuję, że tego nie zrobię, kocie...
Chłopak niepewnie podniósł ręce. Tym razem ubrałem mu koszulkę.
-Co byś zjadł?
-No... sam nie wiem...
-Coś na obiad. Zgłodniało mi się.
-Może katsudon?
-No to trzeba iść do sklepu. Pójdziemy od razu. Coś jeszcze?
-Zjadłbym jeszcze mochi...
-No to postanowione, ja kupię sobie jeszcze jakieś piwo.
-Nie, nie będziesz przy mnie pił...
-Ale tylko czasem coś sobie wypiję...
-Ji, proszę.
-Uch, no okej...
Ubraliśmy bluzy i udaliśmy się w stronę sklepu. Chłopak jednak w pewnym momencie źle się poczuł, więc kazałem mu wrócić do domu, a sam udałem się do sklepu. Na szczęście zakupy robiłem szybko. Po powrocie zauważyłem gościa, który próbował odzyskać Akane, jak grzebał pod szafą. Wnerwiłem się. Podszedłem do niego zostawiając zakupy w holu i chwyciłem go za szyję dusząc.
-Spierdalaj cioto, póki jeszcze do broni się nie dorwałem...
Szybko zwiał z mieszkania, a ja wyciągnąłem Akane spod szafy. Delikatnie go przytuliłem.
-Przytyło ci się, grubasku?
Z godnie z tym co powiedział Ji zamówiłem pizze. Nie zjadłem jednak dużo, czułem się okropnie ca to co zrobiłem. Byłem już przygotowany na najgorsze, myślałem że mnie znienawidzi i każe się wynosić... A jednak mi wszystko wybaczył i jeszcze uznał że "to jego wina bo nie mógł mnie zaspokoić", to nie prawda. Winny jestem tu tylko ja, nie powinienem tego nigdy robić
-Czemu tak mało zjadłeś?
-No bo... straciłem apetyt...
-Nadal jesteś na siebie zły? - przytaknąłem lekko - Nie możesz się głodzić. Jeżeli znowu następnym razem nie będziesz jeść, to będę musiał cię osobiście nakarmić
- Nakarmić? - spojrzałem na niego lekko zdziwiony
- No co? Jak zachowujesz się jak dziecko będę cię też tak traktował - lekko się uśmiechnął i rozczochrał mi włosy. Po tym lekko osunąłem głowę na jego ramie, a do moich oczu napłynęły ponownie łzy. Mimo to co mu zrobiłem on jest dla mnie ciągle taki dobry... Nie zasługuję na niego
- Tak bardzo cię przepraszam ... - nie potrafiłem utrzymać łez, więc wypłynęły strumieniami - To się już nigdy więcej nie powtórzy. Obiecuję! - Ji starał się mnie jakoś uspokoić ale po prostu musiałem się wypłakać. Zacząłem obiecywać że zerwę wszelkie kontakty z tym facetem i różne inne rzeczy
- Akane, już spokojnie - Ji mnie objął, w dalszym ciągu starał się mnie uspokoić
- Masz przeze mnie same problemy...
- A teraz to znowu zaczynasz gadać głupoty - chłopak lekko pacnął mnie w tył głowy. Spojrzałem na Ji a ten mnie cmoknął w czoło. Byłem debilem robiąc to. Nigdy więcej już nie zdradzę Ji. Posiedziałem jeszcze chwilę w jego ramionach aż w końcu jakoś tak zasnąłem. Przez kolejny tydzień na szczęście nie miałem okazji spotkać Momoru, zablokowałem od niego połączenia i wykasowałem numer z listy kontaktów. W piątek po lekcjach Ji powiedział mi że chce się ze mną gdzieś wybrać w sobotę... Tak więc od rana byłem cały podekscytowany bo jeszcze nie byliśmy na żadnej randce... Myślałem nad różnymi miejscami gdzie prawdopodobnie moglibyśmy pójść, restauracja, kino, jakaś przytulna kawiarenka... Ale znając Ji może to być również coś zupełnie innego. Około godziny 16 wyszliśmy z domu, gdy pytałem się Ji gdzie idziemy to powtarzał że "dowiesz się jak będziemy na miejscu". Grzecznie szedłem obok Ji
- Akane - nagle się odezwał
- Tak?
- Nie chciałbyś gdzieś ze mną wyjechać?
- Znaczy... Poza Japonię?
- Tak... Myślałem konkretnie o Ameryce
- Trochę boję się podróżować samolotami. Ostatni raz jak byłem za granicą z moim tatą były jakieś komplikacje
- Nie musisz się o to martwić. Polecielibyśmy prywatnym. To jak?
- Oczywiście. Z tobą wszędzie mogę jechać - Ji w odpowiedzi się tylko uśmiechnął i szliśmy dalej. Poszliśmy przez park na skróty, co chyba nie było najlepszym pomysłem. Momoru akurat tam był i jak tylko nas zobaczył podszedł do mnie z wkurzoną miną
- Co to była za wiadomość że nie chcesz się już ze mną nigdy widywać, co?! Nawet telefonu nie jesteś łaskaw odebrać
- Chyba wyraziłem się jasno. Nie chcę cię już znać - powiedziałem i odwróciłem się w stronę Ji, który raczej był zaskoczony faktem że Momoru wyglądem jest do niego podobny... Wkurzony Momoru chwycił mój nadgarstek i szarpną w swoją stronę
- Ej! Mógłbyś łaskawie zostawić mojego chłopaka?! - Ji również się zdenerwował... A miało być dziś tak miło... Gdybyśmy tylko na niego nie wpadli
- Tsa... "Chłopaka". Nie obchodzi mnie to, Akane jest mój
- Oh, czyżby - Ji wyciąga pistolet i mierzy w głowę Momoru - Chyba nie dosłyszałeś... Mógłbyś łaskawie go zostawić w spokoju? - powiedział "opanowanym głosem". Chłopak puścił mój nadgarstek po czym od razu pobiegłem za Ji - A teraz znikaj i nigdy więcej nie pokazuj się nam na oczy, inaczej może "przez przypadek" mi się nacisnąć spust
- To już jest groźba. Takie coś jest karalne
- No i co? Dzwoń se na policję... Oni Yakuzie nic nie mogą zrobić
- Y... Yakuzie? - chłopak lekko drgnął cofając się o krok
- Już nie jesteś taki pyskaty, co? Na co czekasz? Wynoś się zanim moja cierpliwość się skończy - po tych słowach Momoru szybkim krokiem poszedł w przeciwną stronę - Nawet nie był naładowany - mruknął i schował z powrotem pistolet - Nic ci nie jest? - spytał odwracając się w moją stronę
- N...Nie - odparłem lekko masując nadgarstek za który mnie trochę za mocno złapał. Ji chwycił mnie za ową dłoń i popatrzył na zaczerwienienie, coś mruknął pod nosem ale nie do końca usłyszałem co
- Chodźmy dalej - nagle oznajmił, chwycił delikatnie moją dłoń i przez resztę parku ją trzymał, puścił ją dopiero przy wyjściu na ulicę. W końcu dotarliśmy na miejsce, okazał się to być... Love Hotel ... Spodziewałem się czegoś romantyczniejszego... Kino, łyżwy, restauracja, kafejka, cokolwiek... Ale mogłem brać taką możliwość pod uwagę... Ale chyba nie powinienem narzekać, w końcu "gdzieś mnie zabrał" To się liczy... Prawda? Weszliśmy do pokoju który zarezerwował Ji. Było w nim wielgachne łóżko w kształcie serca, do około niego i na nim były rozsypane płatki, prawdopodobnie róż. Wszystko wyglądało niesamowicie. Niedaleko łoża na dodatkowym stoliku leżała taca z butelką wina i dwoma kieliszkami. Szczerze nie spodziewałem się tego
- Jeszcze jedno - powiedział naglę i wziął skądś Koronkową bieliznę i obroże ze dzwoneczkiem - Ubierzesz to? - powiedział z lekkim uśmiechem, to w ogóle nie brzmiało jak pytanie. Wziąłem od niego rzeczy i udałem się do łazienki. Przebrałem się w to i założyłem obróżkę... Bielizna nie należała do najwygodniejszych... Stanąłem przed lustrem i się w nim obejrzałem... Na serio go podniecam jak jestem tak ubrany? Wyszedłem z łazienki, Ji już czekał na mnie siedząc na łóżku w samej bieliźnie. Usiadłem tuż obok niego
- J...Jak w tym wyglądam? - zająknąłem się lekko się czerwieniąc
- Tak kusząco, że aż mam ochotę zamknąć cię w klatce przed innymi - oznajmił po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Zaczął mnie pieścić w różnych miejscach, było to na tyle przyjemne że w pewnym momencie pojawiły mi się kocie uszy i ogon, całe szczęście że już potrafię kontrolować całkowitą przemianę i nie zmienię się naglę w kotka. Zawsze jak pojawiają mi się kocie uszy Ji drapie mnie za nimi, tak było również tym razem - Aż mam ochotę pobawić się w weterynarza, Kocie - jeszcze bardziej się zaczerwieniłem po tych słowach. Całowałem się jeszcze chwilę z Ji po czym chłopak mnie odłożył na bok i wstał podchodząc do stolika z winem, nalał do obu kieliszków po równo i jeden mi podał z powrotem siadając na przeciwko mnie
- Ja nie jestem jeszcze pełnoletni...
- W większości krajów Europejskich mógłbyś już spokojnie pić alkohol. Z resztą przecież nic się nie stanie jak się trochę napijesz - w sumie to po jednej lampce nic mi nie powinno być, co z tego że jak wypiłem to Ji nalał mi więcej
- Powiedziałeś "trochę"
- Naprawdę? - odparł z uśmieszkiem . Nie mam chyba dobrej głowy do picia bo już czułem że lepiej żebym nic więcej nie pił... Mój język zaczął się lekko plątać i z jakiegoś powodu miałem jakąś dziwną ochotę się przytulić... Ji lekko się zaśmiał widząc mnie
- Minęły dwa lata a ty nadal nie nadajesz się do popijaw - wziął ode mnie kieliszek i razem ze swoim odłożył je na bok. Następnie się do mnie zbliżył i namiętnie pocałował, objąłem jego szyję i odwzajemniłem pocałunek. Po chwili Ji mnie przyszpilił do materaca i powoli zdejmował moja bieliznę, nawet nie wiem w jakim momencie mnie całkowicie rozebrał, zostałem w samej obróżce, moje kocie uszy i ogon również nie zniknęły. Ji chwycił mnie za łydki i rozłożył moje nogi na boki, uniósł mnie lekko za biodra i przysunął do siebie. Włożył we mnie na początku jeden palec, jęknąłem cicho gdy dodał kolejny, Po rozciągnięciu mnie od razu we mnie wszedł. Robił szybkie i głębokie ruchy, przez co moje jęki nie ustawały tak samo jak dźwięk dzwoneczka z obróżki. Nie musiałem czekać długo aż doszedłem
- Już? Nie mogłeś na mnie chwilę poczekać?
- Nic na to nie poradzę
- Tak bardzo jest ci ze mną dobrze? - zrobiłem się czerwony jak burak a Ji się zaśmiał - To mi wystarczy za odpowiedź - dodał po czym jeszcze mnie pocałował. Ji tym razem nie doszedł we mnie ale trochę poleciało na mój brzuch... Chłopak wziął na place z mojego ciała trochę mojego nasienia razem z jego i usmarował mi tym nos od razu cały czerwony zacząłem to wycierać a on się lekko zaśmiał. Chłopak podniósł mnie na księżniczkę i zabrał do łazienki która posiadała wielką wannę, odstawił mnie do niej po czym napuścił ciepłej wody. Gdy wanna się już napełniła Ji do mnie dołączył.Chwilę później jeszcze skądś wziął kolejną butelkę wina
- Ja już chyba nie powinienem...
- Tylko spróbujesz . To jest trochę inne od poprzedniego - podał mi kieliszek z którego wziąłem łyk
- To jest o wiele smaczniejsze
- Czułem że ci posmakuje. To specjalne wino dla kotołaków z kocimiętką. Bardzo trudno je zdobyć - zanim chłopak się zorientował wypiłem już cały kieliszek - Ej, nie tak łapczywie - Ji zabrał mi kieliszek jak już zacząłem się lekko chwiać na boki - Zapamiętać na przyszłość, nie dawać ci więcej niż jeden kieliszek alkoholu - W pewnym momencie już wszystko mi się urwało i świadomość odzyskałem dopiero rano jak się obudziłem z ogromnym bólem głowy. Leżałem wtulony w Ji, który mnie głaskał po głowie
- Jak się czujesz?
- Głowa mi za chwile pęknie... Taaaa... "Jak się napijesz trochę to nic się nie stanie", skończyło się podobnie jak wtedy z tymi piwami
- To nie moja wina że wtedy tyle wypiłeś a poza tym masz na prawdę słabą głowę. Byłeś już pijany po nie całych trzech lampkach wina. Ale twoje zachowanie później było świetne
- Moje... Zachowanie? - spytałem na co Ji wziął swój telefon z komody i podając go mi włączył jakieś nagranie, na którym byłem ja owinięty ręcznikiem i siedziałem na środku łóżka, uszy i ogon nadal były. Między innymi udawałem dźwięki kota, język mi się strasznie plątał przy mówieniu i zwracałem się do Ji "Sempai". Oglądając to zalałem się rumieńcami a Ji śmiał się pod nosem
- Jak jesteś pijany strasznie lubisz się tulić, co chwilę się do mnie przylepiałeś - widocznie całą ta sytuacja bawiła Ji. Oddałem mu telefon po czym lekko złapałem się za czoło... Głowa mi za chwilę eksploduje. Chłopak zamówił śniadanie, ubrałem szlafrok i poskładałem nasze ubrania zanim przyniesiono zamówione dania. Po śniadaniu Ji coś grzebał przy ubraniach
- Ej, dopiero je poskładałem
- Wybacz... - powiedział i kontynuował. Po chwili do mnie podszedł - Mógłbyś na chwile wstać? - spytał łapiąc mnie za prawą rękę a swoją drugą rękę trzymał za plecami
- Etto...Dobrze - nie do końca wiedziałem po co ale wykonałem prośbę Ji, ten przyklęknął na jednym kolanie i okazało się że rzeczą jaką chował za plecami był srebrna obrączka z wygrawerowanym diamentowym sercem.
- Akane, jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Czy zechcesz za mnie wy... - Nie zdążył dokończyć jak rzuciłem mu się na szyję
- Tak, chcę!
- Ej, nie dałeś mi dokończyć
- Przepraszam - w moich oczach zebrały się łzy ze szczęścia, przetarłem oczy i spojrzałem na Ji. Chłopak ponownie chwycił moją prawą rękę i wsunął na palec serdeczny pierścionek. Moje serce biło jak oszalałe. Niebieskowłosy wstał i mnie czule pocałował
- Teraz jesteś już tylko mój - oznajmił swoim uwodzicielskim głosem i ponownie pocałował tym razem namiętniej. Naglę w pokoju rozległo się pikanie
- Co to było? - spytałem po czym Ji podszedł do półki gdzie leżała kamera
- Bateria się kończy - mruknął
- Wziąłeś kamerę żeby nagrać oświadczyny?
- Yhy... No i nie tylko...
- "Nie tylko"? Czy ty nagrywałeś to jak się kochaliśmy?
- Może ...
- Bez mojej wiedzy?
- Jakbym ci powiedział to byś się nie zgodził... Z resztą jak już trochę wypiłeś nie zauważyłeś jej a nie była schowana
- Po co ci to nagranie?
- Do fap folderu - nie miałem zamiaru tego komentować...
Jigoku
Przecież nie chciałem tego upubliczniać. To nagranie jest moje, tak, jak Akane. Chociaż... gdyby mnie zdradził, nie wiem, czy mógłbym mu znowu wybaczyć. Wiedziałem jednak, że nie jestem w stanie go zaspokajać tak często, jakby tego potrzebował. Przed wspólną nocą musiałem jakoś sprytnie zażyć tabletki, które by mi "pomogły". Za nic nie mógł się tego dowiedzieć. Wyłączyłem kamerę i usiadłem obok Akane, który był zajęty oglądaniem pierścionka.
-Byłem u 5 najlepszych jubilerów, aby móc wybrać idealny pierścionek dla ciebie... chodzenie i wybieranie zajęło mi tydzień...
-Ty... ty specjalnie dla mnie...?
-Oczywiście. Jesteś moim skarbem. Moją małą "księżniczką", a księżniczki się rozpieszcza, prawda?
Gdy tylko to powiedziałem chłopak się rozpłakał. Łzy leciały z jego oczu strumieniami... Zacząłem delikatnie pocierać palcami policzki czarnowłosego, ale ten za nic nie mógł się uspokoić.
-Dlaczego ty jesteś dla mnie taki dobryyyy?... - i znów fala płaczu.
Jego oczy powoli puchły i czerwieniały.
-Kochanie, nie płacz. Nie lubię patrzeć jak płaczesz, proszę...
-Jestem najgorszy! Ty tak o mnie dbasz, a jak ja ci się odwdzięczyłem...?! Zdradą...! Jestem niewyżytym idiotą!
Przyciągnąłem go do siebie i zacząłem głaskać po plecach. Chłopak mocno się we mnie wtulił nadal płacząc. Widocznie potrzebował tego, aby dać upust emocjom. Uspokoił się dopiero po jakiś 40 minutach. Odkleił się od mojej klatki piersiowej i siąknął nosem. Podałem mu chusteczki. Podziękował skinieniem głowy i wydmuchał nos. Gdy skończył ująłem jego twarz w dłonie i uniosłem w górę. Patrzyłem w jego zaszklone oczy.
-Kotku, kocham cię. Mimo wszystko. Nawet gdybyś odszedł to bym cię kochał...
Powinienem pomyśleć zanim coś powiem... W kącikach jego oczu znów zbierały się łzy.
-Boże, kochanie, nie chciałem. Nie płacz, Akaneś, proszę cię.
Chłopak starał się opanować. Pocałowałem go bardzo delikatnie. Odrobinkę się podniósł i szybko cmoknął mnie w usta, czerwony odwrócił wzrok. Nadal był moim uroczym i nieśmiałym kociakiem. Chociaż coraz częściej przejawiał przebłyski odwagi. Było to na swój sposób urocze.
-No, ubieraj się moja przyszła żono... trzeba wracać do domu...
Chłopak grzecznie wstał. Zabrałem mu jednak koszulkę, a gdy chciał ją odzyskać, kazałem mu podnieść ręce do góry.
-Ale po co?
-No podnieeeeeeś...
Podejrzliwie uniósł ręce, a ja z premedytacją zacząłem łaskotać go po brzuchu. Zaczął się śmiać i prosić, bym go zostawił. Powaliłem chłopaka na ziemię i usiadłem na jego biodrach nadal go męcząc. Próbował się jakoś wyrywać. Dopiero gdy zaczął się dusić przestałem go łaskotać.
-Uspokoiłeś się, księżniczko? No, teraz wstawaj i podnieś łapki.
-Nie. Znowu mnie zamęczysz!
-Obiecuję, że tego nie zrobię, kocie...
Chłopak niepewnie podniósł ręce. Tym razem ubrałem mu koszulkę.
-Co byś zjadł?
-No... sam nie wiem...
-Coś na obiad. Zgłodniało mi się.
-Może katsudon?
-No to trzeba iść do sklepu. Pójdziemy od razu. Coś jeszcze?
-Zjadłbym jeszcze mochi...
-No to postanowione, ja kupię sobie jeszcze jakieś piwo.
-Nie, nie będziesz przy mnie pił...
-Ale tylko czasem coś sobie wypiję...
-Ji, proszę.
-Uch, no okej...
Ubraliśmy bluzy i udaliśmy się w stronę sklepu. Chłopak jednak w pewnym momencie źle się poczuł, więc kazałem mu wrócić do domu, a sam udałem się do sklepu. Na szczęście zakupy robiłem szybko. Po powrocie zauważyłem gościa, który próbował odzyskać Akane, jak grzebał pod szafą. Wnerwiłem się. Podszedłem do niego zostawiając zakupy w holu i chwyciłem go za szyję dusząc.
-Spierdalaj cioto, póki jeszcze do broni się nie dorwałem...
Szybko zwiał z mieszkania, a ja wyciągnąłem Akane spod szafy. Delikatnie go przytuliłem.
-Przytyło ci się, grubasku?
wtorek, 6 grudnia 2016
Rozdział 14
Akane
Ji zaczął czytać jakąś książkę, a ja siedziałem na drugim końcu kanapy i wtulałem się w maskotkę. Po chwili lekko się podniosłem i na czworaka razem z miśkiem podszedłem do Ji i położyłem głowę na jego kolanach. Ji cicho się zaśmiał i pogłaskał mnie lekko po głowie, po czym moje uszy zamieniały w kocie, jak i również pojawił mi się ogon. Chłopak podrapał mnie za uchem przez co zacząłem cicho niekontrolowanie mruczeć
- Jesteś teraz cholernie uroczy - powiedział nie przerywając pieszczot
- Ji... - odezwałem się po jakiejś chwili
- Hm?
- Co z twoją pracą? Nie idziesz do niej?
- Chodzę do pracy kiedy chcę
- Mi chodziło o twoją pracę nauczyciela
- Zadzwoniłem do dyrektorki i wziąłem wolne by "opiekować się członkiem rodziny" - powiedział ponownie głaszcząc mnie po głowie
- "Cz... Członkiem rodziny"?
- No tak. Jesteś przecież dla mnie jak żona, a to członek rodziny, nie? - odparł na co się lekko zaczerwieniłem - Muszę coś jeszcze dziś załatwić. Więc zadzwonię po Sui żeby z tobą została, dobrze? - tylko przytaknąłem i podniosłem głowę z jego kolan. Ji zadzwonił po dziewczynę i powiedział jej jaka jest sytuacja nie trzeba było długo czekać aż po kilu minutach już była pod drzwiami. Jak tylko ją wpuściłem od razu podeszła do Ji
- Czemu nic nie mówiłeś co się stało Akane? - martwiłam się jak go nie było
- Martwiłabyś się jeszcze bardziej a wystarczyło że ja musiałem tak się czuć... Zostaniesz z nim? Nie powinno to zająć mi wiele czasu - Sui zgodziła się i razem z nią poszedłem do salonu. Ji wrócił dopiero po jakiś 2 godzinach. Gdy pytałem się gdzie był ten odpowiadał że "nie istotne". Minęło sporo czasu i w miarę już zacząłem dochodzić do siebie, jednak nie chciałem chodzić sam w miejsca gdzie jest mało ludzi. Ji zaproponował mi żebym z nim zamieszkał na stałe, byłem taki szczęśliwy że zgodziłem się praktycznie od razu. Minęło już tyle czasu że już nawet zaczynałem mieć z powrotem ochotę na seks ale Ji z jakiegoś powodu nie robił nic co by do tego prowadziło. Siedzieliśmy razem w sobote wieczór razem w salonie, postanowiłem postanowiłem dać mu pewne sygnały że "mam ochotę" ale ten oczywiście nic nie zauważył. Musiałem wiec "pobawić się w prowokatora". Zwrócił na mnie uwagę ale żadnej innej reakcji z jego strony nie było, trochę się zdziwiłem. Od razu do głowy zaczęły mi przychodzić różne myśli np: "Już go nie podniecam", "Może to nie było dla niego podniecające". Usiałem z powrotem na miejscu, Ji lekko westchnął i powiedział mi że od jakiegoś czasu ma "z tym problemy"
- Od kiedy?
- Nie wiem dokładnie
- Od kiedy zostałem... porwany?
- Możliwe
- Może powinieneś iść z tym do lekarza... - chłopak się ze mną zgodził... Ale jak mówiłem lekarza to nie miałem na myśli Onoe... Czemu zawsze jak coś mu się dzieje dzwoni po Onoe, on nie jest jedynym lekarzem na tym świecie do jasnej cholery, a na pewno się nie zna na wszystkich dziedzinach. Jak się okazało Ji ma impotencję ale na szczęście nie stałą, lecz nie wiadomo kiedy mu minie. Jak na razie Onoe kazał mu zażywać jakieś tabletki. Musiałem się pogodzić z faktem że przez pewien czas nie będę mógł się z nim kochać. Myślałem że to będzie takie łatwe, ale po pewnym czasie z orientowałem się że mam z tym pewien problem, pewnego dnia gdy Ji "poszedł do swojej pracy" ja udałem się do jakiejś kawiarni. nie mogłem się powstrzymać by nie myśleć "O tym". przysiadł się do stolika mężczyzna wyglądający bardzo podobnie do Ji. Nawet nie wiem jak to się stało ale wylądowałem w jego mieszkaniu...A konkretnie w łóżku. Zacząłem widywać się systematycznie z Momoru, chyba mu się podobałem ale ja "to" z nim robiłem tylko dlatego że wyglądał jak Ji, a ja nie mogłem wytrzymać bez seksu. Ja chyba na prawdę mam z tym problem. Jeszcze sui jakimś cudem się o tym dowiedziała i zagroziła mi że jeżeli nie przestanę to powie wszystko Ji. Myślałem że blefuje ale gdy w piątek wróciliśmy ze szkoły...
- Akane czy ty mnie zdradzasz? - spytał spokojnym tonem głosu... Zamurowało mnie nie wiedziałem co odpowiedzieć.
Jigoku
Sui potwierdziła moje obawy. Gdy pracowałem, często chodziłem po mieście z "obstawą" i widziałem Akane z jakimś facetem. Sądziłem, że znalazł jakiegoś kumpla czy coś, bo mnie często nie było, a sam przecież by nie siedział całymi dniami. Zacząłem się martwić wtedy, jak zauważyłem, że on całuje czarnowłosego w policzek. Dopiero w tamtym momencie o tym pomyślałem. Nie chciałem jednak dopuszczać do siebie tej myśli. Próbowałem zajmować się sprawami grupy, aby o tym nie myśleć, jednak co chwilę miałem to przed oczyma. W końcu postanowiłem zapytać Sui. Myślałem, że zaprzeczy, że to nie tak, że się myliłem. Byłem dziwnie spokojny, gdy mi to powiedziała.
-Może wejdziesz i się czegoś napijesz? Przy okazji ochłoniesz trochę...
-Ale ja nie jestem zły, muszę jednak o to natychmiast zapytać Akane, dziękuję, że mi o tym powiedziałaś, inaczej nadal żyłbym w kłamstwie.
Pożegnałem się i szybko udałem do domu. Chłopak siedział w salonie. Rzuciłem marynarką i stanąłem na przeciw niego.
-Akane, czy ty mnie zdradzasz?
Wyglądał na zmieszanego. Jego wzrok zdawał się mówić "to nie tak, ja nie chciałem! Wybacz mi!".
-To wystarczająca odpowiedź.
Odwróciłem się i wolno poszedłem do pokoju, który był moim "prywatnym" pokojem. Zatrzasnąłem drzwi i usiadłem na ziemi. Wokół mnie było pełno niebezpiecznych rzeczy i narkotyków. Nazywałem to swoim "małym" królestwem. Byłem tak zdruzgotany, że wciągałem, co popadnie, mimo, że mogłoby mnie to zabić. Nie dbałem o to. Zdradził mnie, nie raz, a kilka razy. Nie powiedział mi o tym. Nic nie wspomniał, że ciągle myśli o seksie, gdyby tak było, pozwoliłbym mu mieć kochanka. Zrozumiałbym to, a on to ukrywał. Zachowywał się normalnie. Całował mnie, przytulał... aż brało mi się na wymioty. Zrozumiałem, iż tak naprawdę go nie znam, że jest kimś obcym. Nie mogłem mu teraz zaufać. Okłamywał mnie dostatecznie długo. Wziąłem szklaną butelkę, roztrzaskałem ją i zacząłem się ranić po całym ciele. Starałem się uspokoić, jednak narkotyki odcinały mi powoli kontakt z rzeczywistością. Słyszałem, jak prosił, bym wyszedł, a później, jak krzyczał moje imię...
Najwyraźniej straciłem przytomność, ponieważ obudziłem się w łóżku. Obok niego stał Onoe z miną "Jesteś jak małe, upierdliwe dziecko", a po jego lewej zapłakany Akane z opuchniętymi oczyma. Powoli się podniosłem.
-Co ci debilu strzeliło do łba, żeby tak okaleczać swoje ciało? Mogłeś zdechnąć.
Nie odpowiedziałem i tylko starałem się jakoś ogarnąć sytuację. Mężczyzna jeszcze mnie opieprzył, zostawił jakąś kartkę i wyszedł. Czarnowłosy się rozkleił.
-Ja... ja tak bardzo cię przepraszam... wiem, to nie pomoże, ale... Jeśli chcesz, żebym zniknął, to wystarczy, jedno słowo i nie będę zawracał ci głowy...-po tej wypowiedzi zaczął energicznie przecierać oczy.
-Głupi jesteś? Jak mógłbym cię zostawić? To moja wina, ja jestem beznadziejnym facetem i kochankiem... Nawet nie jestem w stanie cię zaspokoić...
-Nie prawda! Mogłem się powstrzymać, ale i tak nie dałem rady!
-Akane, ja też nie dałbym rady przeżyć bez seksu więcej niż dwa tygodnie...
Chłopak się we mnie wtulił łkając, a ja bawiłem się jego włosami. Były takie mięciutkie... Delikatnie go za nie szarpnąłem i cmoknąłem jego usta.
-Kochanie, nie chodź do niego. Proszę, załatwię ci terapeutę... wyleczysz się...
On tylko przytaknął nic nie mówiąc.
-Jesteś głodny?
-No... odrobinę...
-Nie jestem w stanie nic przygotować, więc może coś zamówimy? Pizza?
-Może być pizza...
Szybko złożyłem zamówienie, a gdy usłyszałem dzwonek do drzwi dałem Akane pieniądze, aby zapłacił. Nie zjadł zbyt dużo, co mnie zmartwiło.
-Czemu tak mało zjadłeś?
-No bo... straciłem apetyt...
-Nadal jesteś na siebie zły?
Ji zaczął czytać jakąś książkę, a ja siedziałem na drugim końcu kanapy i wtulałem się w maskotkę. Po chwili lekko się podniosłem i na czworaka razem z miśkiem podszedłem do Ji i położyłem głowę na jego kolanach. Ji cicho się zaśmiał i pogłaskał mnie lekko po głowie, po czym moje uszy zamieniały w kocie, jak i również pojawił mi się ogon. Chłopak podrapał mnie za uchem przez co zacząłem cicho niekontrolowanie mruczeć
- Jesteś teraz cholernie uroczy - powiedział nie przerywając pieszczot
- Ji... - odezwałem się po jakiejś chwili
- Hm?
- Co z twoją pracą? Nie idziesz do niej?
- Chodzę do pracy kiedy chcę
- Mi chodziło o twoją pracę nauczyciela
- Zadzwoniłem do dyrektorki i wziąłem wolne by "opiekować się członkiem rodziny" - powiedział ponownie głaszcząc mnie po głowie
- "Cz... Członkiem rodziny"?
- No tak. Jesteś przecież dla mnie jak żona, a to członek rodziny, nie? - odparł na co się lekko zaczerwieniłem - Muszę coś jeszcze dziś załatwić. Więc zadzwonię po Sui żeby z tobą została, dobrze? - tylko przytaknąłem i podniosłem głowę z jego kolan. Ji zadzwonił po dziewczynę i powiedział jej jaka jest sytuacja nie trzeba było długo czekać aż po kilu minutach już była pod drzwiami. Jak tylko ją wpuściłem od razu podeszła do Ji
- Czemu nic nie mówiłeś co się stało Akane? - martwiłam się jak go nie było
- Martwiłabyś się jeszcze bardziej a wystarczyło że ja musiałem tak się czuć... Zostaniesz z nim? Nie powinno to zająć mi wiele czasu - Sui zgodziła się i razem z nią poszedłem do salonu. Ji wrócił dopiero po jakiś 2 godzinach. Gdy pytałem się gdzie był ten odpowiadał że "nie istotne". Minęło sporo czasu i w miarę już zacząłem dochodzić do siebie, jednak nie chciałem chodzić sam w miejsca gdzie jest mało ludzi. Ji zaproponował mi żebym z nim zamieszkał na stałe, byłem taki szczęśliwy że zgodziłem się praktycznie od razu. Minęło już tyle czasu że już nawet zaczynałem mieć z powrotem ochotę na seks ale Ji z jakiegoś powodu nie robił nic co by do tego prowadziło. Siedzieliśmy razem w sobote wieczór razem w salonie, postanowiłem postanowiłem dać mu pewne sygnały że "mam ochotę" ale ten oczywiście nic nie zauważył. Musiałem wiec "pobawić się w prowokatora". Zwrócił na mnie uwagę ale żadnej innej reakcji z jego strony nie było, trochę się zdziwiłem. Od razu do głowy zaczęły mi przychodzić różne myśli np: "Już go nie podniecam", "Może to nie było dla niego podniecające". Usiałem z powrotem na miejscu, Ji lekko westchnął i powiedział mi że od jakiegoś czasu ma "z tym problemy"
- Od kiedy?
- Nie wiem dokładnie
- Od kiedy zostałem... porwany?
- Możliwe
- Może powinieneś iść z tym do lekarza... - chłopak się ze mną zgodził... Ale jak mówiłem lekarza to nie miałem na myśli Onoe... Czemu zawsze jak coś mu się dzieje dzwoni po Onoe, on nie jest jedynym lekarzem na tym świecie do jasnej cholery, a na pewno się nie zna na wszystkich dziedzinach. Jak się okazało Ji ma impotencję ale na szczęście nie stałą, lecz nie wiadomo kiedy mu minie. Jak na razie Onoe kazał mu zażywać jakieś tabletki. Musiałem się pogodzić z faktem że przez pewien czas nie będę mógł się z nim kochać. Myślałem że to będzie takie łatwe, ale po pewnym czasie z orientowałem się że mam z tym pewien problem, pewnego dnia gdy Ji "poszedł do swojej pracy" ja udałem się do jakiejś kawiarni. nie mogłem się powstrzymać by nie myśleć "O tym". przysiadł się do stolika mężczyzna wyglądający bardzo podobnie do Ji. Nawet nie wiem jak to się stało ale wylądowałem w jego mieszkaniu...A konkretnie w łóżku. Zacząłem widywać się systematycznie z Momoru, chyba mu się podobałem ale ja "to" z nim robiłem tylko dlatego że wyglądał jak Ji, a ja nie mogłem wytrzymać bez seksu. Ja chyba na prawdę mam z tym problem. Jeszcze sui jakimś cudem się o tym dowiedziała i zagroziła mi że jeżeli nie przestanę to powie wszystko Ji. Myślałem że blefuje ale gdy w piątek wróciliśmy ze szkoły...
- Akane czy ty mnie zdradzasz? - spytał spokojnym tonem głosu... Zamurowało mnie nie wiedziałem co odpowiedzieć.
Jigoku
Sui potwierdziła moje obawy. Gdy pracowałem, często chodziłem po mieście z "obstawą" i widziałem Akane z jakimś facetem. Sądziłem, że znalazł jakiegoś kumpla czy coś, bo mnie często nie było, a sam przecież by nie siedział całymi dniami. Zacząłem się martwić wtedy, jak zauważyłem, że on całuje czarnowłosego w policzek. Dopiero w tamtym momencie o tym pomyślałem. Nie chciałem jednak dopuszczać do siebie tej myśli. Próbowałem zajmować się sprawami grupy, aby o tym nie myśleć, jednak co chwilę miałem to przed oczyma. W końcu postanowiłem zapytać Sui. Myślałem, że zaprzeczy, że to nie tak, że się myliłem. Byłem dziwnie spokojny, gdy mi to powiedziała.
-Może wejdziesz i się czegoś napijesz? Przy okazji ochłoniesz trochę...
-Ale ja nie jestem zły, muszę jednak o to natychmiast zapytać Akane, dziękuję, że mi o tym powiedziałaś, inaczej nadal żyłbym w kłamstwie.
Pożegnałem się i szybko udałem do domu. Chłopak siedział w salonie. Rzuciłem marynarką i stanąłem na przeciw niego.
-Akane, czy ty mnie zdradzasz?
Wyglądał na zmieszanego. Jego wzrok zdawał się mówić "to nie tak, ja nie chciałem! Wybacz mi!".
-To wystarczająca odpowiedź.
Odwróciłem się i wolno poszedłem do pokoju, który był moim "prywatnym" pokojem. Zatrzasnąłem drzwi i usiadłem na ziemi. Wokół mnie było pełno niebezpiecznych rzeczy i narkotyków. Nazywałem to swoim "małym" królestwem. Byłem tak zdruzgotany, że wciągałem, co popadnie, mimo, że mogłoby mnie to zabić. Nie dbałem o to. Zdradził mnie, nie raz, a kilka razy. Nie powiedział mi o tym. Nic nie wspomniał, że ciągle myśli o seksie, gdyby tak było, pozwoliłbym mu mieć kochanka. Zrozumiałbym to, a on to ukrywał. Zachowywał się normalnie. Całował mnie, przytulał... aż brało mi się na wymioty. Zrozumiałem, iż tak naprawdę go nie znam, że jest kimś obcym. Nie mogłem mu teraz zaufać. Okłamywał mnie dostatecznie długo. Wziąłem szklaną butelkę, roztrzaskałem ją i zacząłem się ranić po całym ciele. Starałem się uspokoić, jednak narkotyki odcinały mi powoli kontakt z rzeczywistością. Słyszałem, jak prosił, bym wyszedł, a później, jak krzyczał moje imię...
Najwyraźniej straciłem przytomność, ponieważ obudziłem się w łóżku. Obok niego stał Onoe z miną "Jesteś jak małe, upierdliwe dziecko", a po jego lewej zapłakany Akane z opuchniętymi oczyma. Powoli się podniosłem.
-Co ci debilu strzeliło do łba, żeby tak okaleczać swoje ciało? Mogłeś zdechnąć.
Nie odpowiedziałem i tylko starałem się jakoś ogarnąć sytuację. Mężczyzna jeszcze mnie opieprzył, zostawił jakąś kartkę i wyszedł. Czarnowłosy się rozkleił.
-Ja... ja tak bardzo cię przepraszam... wiem, to nie pomoże, ale... Jeśli chcesz, żebym zniknął, to wystarczy, jedno słowo i nie będę zawracał ci głowy...-po tej wypowiedzi zaczął energicznie przecierać oczy.
-Głupi jesteś? Jak mógłbym cię zostawić? To moja wina, ja jestem beznadziejnym facetem i kochankiem... Nawet nie jestem w stanie cię zaspokoić...
-Nie prawda! Mogłem się powstrzymać, ale i tak nie dałem rady!
-Akane, ja też nie dałbym rady przeżyć bez seksu więcej niż dwa tygodnie...
Chłopak się we mnie wtulił łkając, a ja bawiłem się jego włosami. Były takie mięciutkie... Delikatnie go za nie szarpnąłem i cmoknąłem jego usta.
-Kochanie, nie chodź do niego. Proszę, załatwię ci terapeutę... wyleczysz się...
On tylko przytaknął nic nie mówiąc.
-Jesteś głodny?
-No... odrobinę...
-Nie jestem w stanie nic przygotować, więc może coś zamówimy? Pizza?
-Może być pizza...
Szybko złożyłem zamówienie, a gdy usłyszałem dzwonek do drzwi dałem Akane pieniądze, aby zapłacił. Nie zjadł zbyt dużo, co mnie zmartwiło.
-Czemu tak mało zjadłeś?
-No bo... straciłem apetyt...
-Nadal jesteś na siebie zły?
niedziela, 4 grudnia 2016
Rozdział 13
Akane
Gdy mężczyzna przyłożył mi szmatkę do twarzy, prawdopodobnie nasączoną eterem, straciłem przytomność. Obudziłem się dopiero w jakimś pokoju, byłem związany a w ustach miałem knebel... w pomieszczeniu było jeszcze dwóch mężczyzn, rozmawiali
- W końcu się obudził... W samą porę będzie można go wystawić jako pierwszego - powiedział patrząc na mnie... "Wystawić"? - Młody, ze zniewieściałą twarzyczką... Możemy dostać za niego dużo
- Tylko że jest mały problem... Ktoś nas widział...
- Zamaskowaliście rejestrację?
- Tak...
- Wiec nawet jak doniesie na policję trochę im zajmie szukanie
- Ale wydawało mi się że wyglądał jak syn Sharagane Irate... Jeżeli nas znajdą może być krucho
- Będziemy się tym martwić po licytacji... Zabieraj chłopaka - powiedział po czym wyszedł z pomieszczenia. Drugi do mnie podszedł i szarpnął żebym wstał ale ledwo mogłem się utrzymać na nogach i nie do końca kontaktowałem... Jedyne co zrozumiałem to coś o jakiejś aukcji i chyba domyślam się co mnie właśnie spotkało. Jednakże nie miałem jeszcze siły się wyrywać... Po jakimś czasie mężczyzna mnie wyprowadził na "scene" czy co to tam było i pchnął mnie na ziemię... W sali było mnóstwo osób ubranych na galowo...
- Dzisiejszą aukcję zaczniemy od tego młodzieńca. Czarne włosy, błękitne oczy. 18 lat, chudy ale minimalnie umięśniony... Kochanek syna Yakuzy Sharagane Irate. Znajdzie się ktoś odważny zalicytować... Cena wywoławcza 50 milionów jenów - nawet nie chciałem patrzeć na ten tłum ale słyszałem kilka głosów podbiających stawkę, ale co chwilę ktoś się jednak wycofywał. W końcu zostały tylko dwie osoby
- 150 milionów. Po raz pierwszy, drugi... Sprzedany! - Cały czas myślałem tylko nad tym jak mógłbym z stąd uciec ale moje mięśnie nadal "nie nadawały się do niczego". Mężczyzna który mnie wylicytował był dość młody, od razu zabrał mnie do limuzyny i kazał rozwiązać
- Tak więc... Jesteś kochankiem syna Yakuzy - nic nie mówiłem tylko patrzyłem się wkurzony - Już chciałbym zobaczyć minę Jigoku jak się dowie że cię wylicytowałem... Tani to ty nie byłeś
- Znasz Ji? - nawet nie wiem czemu to powiedziałem, mężczyzna przytaknął
- Masz szczęście że się tam pojawiłem... Inaczej kupiłby cię ten stary zbok i prawdopodobnie skończyłbyś jako jego prywatna męska dziwka. Spróbuję się skontaktować z Jigoku ale muszę jechać na delegację więc w tak krótkim czasie raczej się nie potkamy - powiedział po czym samochód naglę się zatrzymał - Oh, już jesteśmy... Jak masz na imię
- Akane - powiedziałem lekko nieufnym głosem
- Weźcie "Akane" do któregoś z pokoi... Możecie z nim robić co chcecie puki nie wrócę
- Zaraz... Co?! - jakiś koleś mnie wywlókł z limuzyny i zaciągnął do jakiegoś pokoju, pchnął mnie na podłogę po czym wyszedł. Wściekły próbowałem wyjść ale drzwi zamknięta na klucz a przez okno nie mogłem wyjść bo było to trzecie piętro. Usiadłem na łóżku i próbowałem się uspokoić i pomyśleć co powinienem zrobić. Wypuszczono mnie z pokoju dopiero następnego dnia rano... W nocy prawie nie spałem bo łóżko było strasznie niewygodne, na dodatek reszta służby wpadła wydzierając się że skoro jestem tu nowy to oni nie mają zamiaru dawać mi ulg. Byłem jakby to powiedzieć, "od czarnej roboty" a jak coś zrobiłem źle to bito mnie w różnych miejscach, w pewnym momencie się wkurzyłem i wdałem się w bójkę z jednym ze służby. W tym momencie znikąd się pojawił się facet w garniaku, krótkich czarnych włosach i pomarańczowych oczach, który potraktował mnie paralizatorem
- Jesteś tutaj dopiero drugi dzień a już sprawiasz kłopoty...Zamiast wykonywać swoją pracę atakujesz innych członków personelu
- Taa? To niech oni mnie nie biją za minimalne nie znaczące pomyłki
- Długo się jeszcze będziesz skarżył małolacie? Wieczorem masz wstawić się do gabinetu Atare-san - powiedział po czym się oddalił, zacząłem przeklinać pod swoim nosem. Wieczorem żeby nie mieć żadnych problemów poszedłem do tego gabinetu... Pomijając już fakt że szukałem tego pomieszczenia jakieś 20 minut. Koleś stał przy jakieś półce i przeglądał książki - Długo każesz na siebie czekać... Podejdź tu - powiedział po chwili. Nie chętnie podszedłem a mężczyzna mnie pchnął na biurko i zaczął mnie rozbierać
- Z..Zostaw mnie! - zacząłem się wyrywać ale za każdym razem mężczyzna mnie dodatkowo bił
- Im więcej będziesz się opierał tym częściej będę cię bił, rozumiesz... A teraz bądź grzecznym chłopcem i nie wyrywaj się - powiedział odwracając mnie tyłem do niego i zsuwając mi spodnie
- Nie! - Ponownie próbowałem się wyrwać ale on mnie ponownie uderzył i przygwoździł mnie do biurka, zgwałcił mnie, wciągnął mi spodnie z powrotem i "wyrzucił" zza drzwi...
- Jutro przyjdź do mojego pokoju... Jeżeli się nie zjawisz ja przyjdę do twojego a twoja sytuacja będzie jeszcze gorsza - Powiedział i zamknął drzwi... Biegiem poszedłem do "swojego pokoju"... Gdy zamknąłem drzwi oparłem się o nie i osunąłem się na ziemię... Cały drżałem. Niby robiłem to z innymi facetami ale nie zostałem nigdy nie byłem tak potraktowany... To było okropne... Następnego dnia ledwo co wróciłem wycieńczony do swojego pokoju jak do niego wpadł ten sam mężczyzna co wczoraj - Chyba zapomniałeś co ci wczoraj mówiłem
- J...Ja... Dopiero wróciłem... Więc... - zacząłem się nerwowo jąkać
- Cisza! - Pchnął mnie na łóżko i lekko poddusił, nie mogłem się ruszyć gdyż trzymał mnie za mocno - Ostrzegałem cię wczoraj - Momentalnie pozbawił mnie ubrań i zaczął wszędzie pchać ten obrzydliwy jęzor. Gdy przy wyrywaniu się kopnąłem go, on wyciągnął z kieszeni paralizator i mnie nim poraził - Jeżeli się nie uspokoisz będę zmuszony cię tym karać - powiedział, cały czas miał obojętny wyraz twarzy. Nie mogłem się ruszać, nie dlatego że "zmieniłem zdanie" ale paralizator chwilowo "unieruchomił" moje mięśnie a potem mnie one bolały. Jak już on "zrobił sobie dobrze" mnie zostawił leżącego na łóżku na skraju płaczu. Moje życie zamieniło się w całkowity koszmar, podczas dnia byłem bity przez innych za minimalną pomyłkę, wieczorem jakiś typ mnie gwałcił a w nocy byłem zbyt obolały by spać. Następnego dnia gdy sprzątałem w jakiś pokoju, było w nim dużo starych rzeczy... W pewnym momencie zauważyłem biało brązowego kota leżącego na półce z filiżankami
- Kolejny nowy, już mam dosyć ludzi - przez chwilę wpatrywałem się w kota zaskoczony a po chwili przypomniało mi się że mam te "kocie geny"
- Mógłbyś na chwilę stąd zejść? Muszę pościerać kurze - starałem się być miły ale widocznie nawet zwierzęta tutaj są wredne
- Wielka szkoda by była gdyby przyłapali cię że coś rozwaliłeś - powiedział przesuwając łapką filiżankę
- Nie! - starałem się ją złapać ale zabrakło parę centymetrów zanim dobiegłem do kredensu w tym samym momencie wszedł czarnowłosy a kot jakoś zniknął
- T...To nie moja wina... To... Był - mężczyzna chwycił mnie za ubranie i zaciągnął do jednego z pokoi, bardziej luksusowych
- Nie ma z cie tu żadnego pożytku, za każdą pracę której się podejmujesz musisz coś zrobić źle... Ale jest chyba jedna rzecz do jakiej się nadajesz - powiedział po czym mnie przycisnął do ściany żebym nie mógł uciec... Zacząłem już go nawet błagać żeby tego nie robił ale widocznie mu się to podobało. Skończyło się jak ostatnio, tyle że tym razem zostałem w tym pokoju w którym mnie zamknął... Rozpłakałem się niemal że od razu
- Ji... Ji, proszę, zabierz mnie stąd - zacząłem łkać jakby to miało w czymś pomóc. Następne dni wyglądały tak samo, dostawałem jakieś jedzenie tylko żebym nie padł z głodu a koleś mnie traktował jak swoją zabawkę. Minął tydzień od mojego pojawienia się w tym miejscu... Nie miałem już siły znosić tego wszystkiego... W pewnym momencie do pokoju wszedł mój oprawca tyle że tym razem rzucił w moją stronę coś n kształt yukaty tyle że szara i bez wzorów. Przyszedł inny mężczyzna który chwycił mnie za materiał. Zaciągnął mnie do jakiejś sali i pchnął, straciłem równowagę więc upadłem na podłogę
- Akane? - naglę usłyszałem głos Ji... Słyszałem? Czy mi się wydawało? Podniosłem głowę. Ji siedział w fotelu na przeciwko Atare. Nie zważałem już na to co oni mówią, ze szczęścia łzy napłynęły mi do oczu a gdy do mnie podszedł i mnie przytulił, rozpłakałem się. Chłopak zabrał mnie do jego mieszkania. Usadowił mnie na kanapie i chciał gdzieś pójść odruchowo chwyciłem jego dłoń, byłem nadal roztrzęsiony, chciałem żebym chodź przez chwilę mógł się w niego wtulić, chłopak usiadł obok i właśnie tak zrobiłem - Akane, kochanie, powiesz mi co się stało? - spytał głaszcząc mnie delikatnie po głowie
- No bo... bo on... on mnie... - nie musiałem dokończyć jak Ji chyba zrozumiał co chcę powiedzieć, wyglądał na wściekłego - Ji, musisz się uspokoić... proszę... - Powiedziałem łamiącym się głosem ale to chyba nie podziałało. Po prostu mocniej się wtuliłem w chłopaka chowając lekko twarz
- Kto ci to zrobił?
- N...Nie wiem... Nie znam jego imienia...
- A jak wyglądał?
- M...Miał krótkie czarne włosy... Zawsze .... Obojętny wyraz twarzy... i pomarańczowe oczy
- Zabiję... Zabiję go za to co ci zrobił - Powiedział podniósł się z kanapy i zrobił parę kroków ale ponownie złapałem go za rękę
- Ji... Proszę nie zostawiaj mnie... Boję się - powiedziałem ze łzami w oczach. Chłopak ponownie usiadł i mnie przytulił.
Jigoku
Głaskałem go delikatnie po głowie i starałem się jakkolwiek uspokoić. To nic nie dawało. Trząsł się jak mała galaretka. Wziąłem koc i owinąłem nim Akane. W pewnym momencie zaczął płakać, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić. Miałem tylko ochotę zajebać tamtego gościa. To jednak musiało zaczekać.
-Może kupię ci pluszaka w kształcie tygrysa?
-Nie jestem dzieckiem...
-Wieeem... ja tylko chciałem ci coś kupić do tulenia w nocy...
Chłopak wtulił się we mnie dość mocno. Mimo tego okropnego tygodnia nadal miał dość siły.
-Zjesz coś?
Chłopak tylko przytaknął. Chciałem wstać, ale ten uczepił się mnie dość mocno. Uśmiechnąłem się lekko i odczepiłem od koszuli.
-Przecież będę w kuchni... nigdzie nie wyjdę, a chyba chcesz coś zjeść, prawda?
Akane grzecznie usadowił się w rogu kanapy. Cmoknąłem go lekko w czoło. Postanowiłem, że zrobię takoyaki i ramen. W miarę szybko uporałem się z daniami, parząc się przy tym z siedem razy, ale nie miałem czasu by to opatrywać. Wszedłem do salonu z potrawami i położyłem je na stole. Chłopak ostrożnie wziął miskę i zaczął jeść. Zrobiłem tylko dla niego, ponieważ z powodów złości głód minął. Akane jadł wszystko bardzo wolno, uważając, aby się nie pobrudzić. Wydawało mi się, że tęsknił za jedzeniem. Czym oni go do cholery karmili? Na szczęście jednak nie rzucił się na miskę, więc chyba nie było tak źle. Chłopak po skończeniu odłożył naczynie delikatnie i zabrał się za takoyaki. Znowu bardzo powolutku jadł.
-A ty nie chcesz?-zapytał po skończeniu połowy.
-Nie, jakoś nie specjalnie. Gdybym był głodny, zrobiłbym także porcję dla siebie, z resztą bardzo schudłeś, mimo, że tak krótko cię tam trzymali, więc będę się skupiał na tobie.
-Ale też musisz jeść...
-Ale ty bardziej tego potrzebujesz. Jadłem niedawno.
Chłopak tylko przytaknął. Gdy skończył odłożył talerz naprawdę ostrożnie. Objąłem go jedną ręką i przycisnąłem do siebie.
-Dam ci jakieś dresy i czystą bieliznę, chodź.
Posłusznie wykonał zadanie. Dałem mu ubrania, a ten poszedł do łazienki się przebrać. Usiadłem na łóżku i czekałem na niego. Wyszedł po około 10 minutach i znalazł się obok mnie.
-Może się zdrzemnij? Na pewno jesteś zmęczony...
-A będziesz spać ze mną?...
-Jasne, tylko ubiorę piżamę.
Przebrałem się przy Akane. Przecież widział moje ciało kilkukrotnie. Gdy się odwróciłem, już leżał pod kołdrą. Powoli położyłem się obok i przytuliłem go delikatnie.
-Miłe uczucie, mieć tak cię obok siebie...
Akane lekko się zaczerwienił jeszcze bardziej się we mnie wtulając. Przeciągnąłem się i ułożyłem wygodniej w łóżku. Zasnął wcześniej niż ja, więc jak jakiś stalker wziąłem telefon i zrobiłem mu parę zdjęć. Potem jeszcze głaskałem go delikatnie po policzku patrząc na jego śpiącą twarz. Przez to zasnąłem dopiero o 4 nad ranem. Po obudzeniu się nie było Akane obok mnie. Sprawdziłem zegarek, który wskazywał 13:14. Świetnie... Ciekawe, czy poszedł do szkoły, chociaż... to niemożliwe. Bałby się. Wstałem dość wolno przeciągając się. Cicho zakradłem się do salonu, w którym był. Powoli szedłem za nim, po czym gwałtownie go przytuliłem. Odpowiedział głośnym krzykiem.
-J... Ji?! Co ty robisz?!
-Wystraszyłem cię?
-Bardzo! Prawie zemdlałem ze strachu!
Delikatnie przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem w policzek. Chłopak po chwili westchnął i odwrócił się w moją stronę. Jego oczy były całe czerwone.
-Płakałeś?
Pierwszy raz w życiu tak martwiłem się o jedną osobę. Nieśmiało przytaknął opierając głowę na mojej klatce piersiowej.
-Bo ty spałeś... a ja... ja się bałem... no bo byłem tu sam i...
Nie dałem mu skończyć lekko całując go w usta.
-Drzwi są antywłamaniowe, okna masywne, przeciw pancerne... wszędzie alarmy do tego.
-Ale i tak...
-Już... uspokój się... jestem tutaj przecież...
Chłopak po pięciu minutach mnie puścił. Rozczochrałem jego włosy i uśmiechnąłem się widząc jego delikatnie zdenerwowaną twarz. Po tym, jak zrobiłem późne śniadanie kazałem mu się ubrać, co po chwili sam zrobiłem. Zabrałem jeszcze portfel i razem z Akane udałem się do sklepu z zabawkami.
-Ciekawe czy mają granatowe tygrysy... - wydukałem pod nosem.
W końcu znalazłem wręcz idealnego i miękkiego. Zabrałem go i z czarnowłosym, który był czerwony jak burak poszedłem do kasy.
-Zapakować?
-Nie, dziękuję.
-Ji... ale my nie przyjechaliśmy samochodem... - Akane chyba próbował mnie odwieść od kupna miśka.
-To nic, poradzę sobie.
Kobieta po chwili podała cenę: 668 yen. Wyglądała na zdziwioną, widząc zawartość mojego portfela. Zapłaciłem chyba nawet więcej i szybko wziąłem pluszaka ciągnąc jeszcze Akane za sobą. Po wkroczeniu do domu, usadowiłem zabawkę na kanapie. Chłopak postanowił ją tulić kładąc się obok. Przykryłem go kocem i pocałowałem w czoło.
-Ji...
-Hm?
-Byłbyś dobrym ojcem, wiesz...?
-Co? Ja i bycie ojcem? Nie widzę się w tej roli. Wystarczy mi, że mam ciebie. Jesteś wystarczająco dziecinny.
Akane lekko wzdął policzki na co się zaśmiałem. Wziąłem książkę i usiadłem w drugim rogu kanapy.
Gdy mężczyzna przyłożył mi szmatkę do twarzy, prawdopodobnie nasączoną eterem, straciłem przytomność. Obudziłem się dopiero w jakimś pokoju, byłem związany a w ustach miałem knebel... w pomieszczeniu było jeszcze dwóch mężczyzn, rozmawiali
- W końcu się obudził... W samą porę będzie można go wystawić jako pierwszego - powiedział patrząc na mnie... "Wystawić"? - Młody, ze zniewieściałą twarzyczką... Możemy dostać za niego dużo
- Tylko że jest mały problem... Ktoś nas widział...
- Zamaskowaliście rejestrację?
- Tak...
- Wiec nawet jak doniesie na policję trochę im zajmie szukanie
- Ale wydawało mi się że wyglądał jak syn Sharagane Irate... Jeżeli nas znajdą może być krucho
- Będziemy się tym martwić po licytacji... Zabieraj chłopaka - powiedział po czym wyszedł z pomieszczenia. Drugi do mnie podszedł i szarpnął żebym wstał ale ledwo mogłem się utrzymać na nogach i nie do końca kontaktowałem... Jedyne co zrozumiałem to coś o jakiejś aukcji i chyba domyślam się co mnie właśnie spotkało. Jednakże nie miałem jeszcze siły się wyrywać... Po jakimś czasie mężczyzna mnie wyprowadził na "scene" czy co to tam było i pchnął mnie na ziemię... W sali było mnóstwo osób ubranych na galowo...
- Dzisiejszą aukcję zaczniemy od tego młodzieńca. Czarne włosy, błękitne oczy. 18 lat, chudy ale minimalnie umięśniony... Kochanek syna Yakuzy Sharagane Irate. Znajdzie się ktoś odważny zalicytować... Cena wywoławcza 50 milionów jenów - nawet nie chciałem patrzeć na ten tłum ale słyszałem kilka głosów podbiających stawkę, ale co chwilę ktoś się jednak wycofywał. W końcu zostały tylko dwie osoby
- 150 milionów. Po raz pierwszy, drugi... Sprzedany! - Cały czas myślałem tylko nad tym jak mógłbym z stąd uciec ale moje mięśnie nadal "nie nadawały się do niczego". Mężczyzna który mnie wylicytował był dość młody, od razu zabrał mnie do limuzyny i kazał rozwiązać
- Tak więc... Jesteś kochankiem syna Yakuzy - nic nie mówiłem tylko patrzyłem się wkurzony - Już chciałbym zobaczyć minę Jigoku jak się dowie że cię wylicytowałem... Tani to ty nie byłeś
- Znasz Ji? - nawet nie wiem czemu to powiedziałem, mężczyzna przytaknął
- Masz szczęście że się tam pojawiłem... Inaczej kupiłby cię ten stary zbok i prawdopodobnie skończyłbyś jako jego prywatna męska dziwka. Spróbuję się skontaktować z Jigoku ale muszę jechać na delegację więc w tak krótkim czasie raczej się nie potkamy - powiedział po czym samochód naglę się zatrzymał - Oh, już jesteśmy... Jak masz na imię
- Akane - powiedziałem lekko nieufnym głosem
- Weźcie "Akane" do któregoś z pokoi... Możecie z nim robić co chcecie puki nie wrócę
- Zaraz... Co?! - jakiś koleś mnie wywlókł z limuzyny i zaciągnął do jakiegoś pokoju, pchnął mnie na podłogę po czym wyszedł. Wściekły próbowałem wyjść ale drzwi zamknięta na klucz a przez okno nie mogłem wyjść bo było to trzecie piętro. Usiadłem na łóżku i próbowałem się uspokoić i pomyśleć co powinienem zrobić. Wypuszczono mnie z pokoju dopiero następnego dnia rano... W nocy prawie nie spałem bo łóżko było strasznie niewygodne, na dodatek reszta służby wpadła wydzierając się że skoro jestem tu nowy to oni nie mają zamiaru dawać mi ulg. Byłem jakby to powiedzieć, "od czarnej roboty" a jak coś zrobiłem źle to bito mnie w różnych miejscach, w pewnym momencie się wkurzyłem i wdałem się w bójkę z jednym ze służby. W tym momencie znikąd się pojawił się facet w garniaku, krótkich czarnych włosach i pomarańczowych oczach, który potraktował mnie paralizatorem
- Jesteś tutaj dopiero drugi dzień a już sprawiasz kłopoty...Zamiast wykonywać swoją pracę atakujesz innych członków personelu
- Taa? To niech oni mnie nie biją za minimalne nie znaczące pomyłki
- Długo się jeszcze będziesz skarżył małolacie? Wieczorem masz wstawić się do gabinetu Atare-san - powiedział po czym się oddalił, zacząłem przeklinać pod swoim nosem. Wieczorem żeby nie mieć żadnych problemów poszedłem do tego gabinetu... Pomijając już fakt że szukałem tego pomieszczenia jakieś 20 minut. Koleś stał przy jakieś półce i przeglądał książki - Długo każesz na siebie czekać... Podejdź tu - powiedział po chwili. Nie chętnie podszedłem a mężczyzna mnie pchnął na biurko i zaczął mnie rozbierać
- Z..Zostaw mnie! - zacząłem się wyrywać ale za każdym razem mężczyzna mnie dodatkowo bił
- Im więcej będziesz się opierał tym częściej będę cię bił, rozumiesz... A teraz bądź grzecznym chłopcem i nie wyrywaj się - powiedział odwracając mnie tyłem do niego i zsuwając mi spodnie
- Nie! - Ponownie próbowałem się wyrwać ale on mnie ponownie uderzył i przygwoździł mnie do biurka, zgwałcił mnie, wciągnął mi spodnie z powrotem i "wyrzucił" zza drzwi...
- Jutro przyjdź do mojego pokoju... Jeżeli się nie zjawisz ja przyjdę do twojego a twoja sytuacja będzie jeszcze gorsza - Powiedział i zamknął drzwi... Biegiem poszedłem do "swojego pokoju"... Gdy zamknąłem drzwi oparłem się o nie i osunąłem się na ziemię... Cały drżałem. Niby robiłem to z innymi facetami ale nie zostałem nigdy nie byłem tak potraktowany... To było okropne... Następnego dnia ledwo co wróciłem wycieńczony do swojego pokoju jak do niego wpadł ten sam mężczyzna co wczoraj - Chyba zapomniałeś co ci wczoraj mówiłem
- J...Ja... Dopiero wróciłem... Więc... - zacząłem się nerwowo jąkać
- Cisza! - Pchnął mnie na łóżko i lekko poddusił, nie mogłem się ruszyć gdyż trzymał mnie za mocno - Ostrzegałem cię wczoraj - Momentalnie pozbawił mnie ubrań i zaczął wszędzie pchać ten obrzydliwy jęzor. Gdy przy wyrywaniu się kopnąłem go, on wyciągnął z kieszeni paralizator i mnie nim poraził - Jeżeli się nie uspokoisz będę zmuszony cię tym karać - powiedział, cały czas miał obojętny wyraz twarzy. Nie mogłem się ruszać, nie dlatego że "zmieniłem zdanie" ale paralizator chwilowo "unieruchomił" moje mięśnie a potem mnie one bolały. Jak już on "zrobił sobie dobrze" mnie zostawił leżącego na łóżku na skraju płaczu. Moje życie zamieniło się w całkowity koszmar, podczas dnia byłem bity przez innych za minimalną pomyłkę, wieczorem jakiś typ mnie gwałcił a w nocy byłem zbyt obolały by spać. Następnego dnia gdy sprzątałem w jakiś pokoju, było w nim dużo starych rzeczy... W pewnym momencie zauważyłem biało brązowego kota leżącego na półce z filiżankami
- Kolejny nowy, już mam dosyć ludzi - przez chwilę wpatrywałem się w kota zaskoczony a po chwili przypomniało mi się że mam te "kocie geny"
- Mógłbyś na chwilę stąd zejść? Muszę pościerać kurze - starałem się być miły ale widocznie nawet zwierzęta tutaj są wredne
- Wielka szkoda by była gdyby przyłapali cię że coś rozwaliłeś - powiedział przesuwając łapką filiżankę
- Nie! - starałem się ją złapać ale zabrakło parę centymetrów zanim dobiegłem do kredensu w tym samym momencie wszedł czarnowłosy a kot jakoś zniknął
- T...To nie moja wina... To... Był - mężczyzna chwycił mnie za ubranie i zaciągnął do jednego z pokoi, bardziej luksusowych
- Nie ma z cie tu żadnego pożytku, za każdą pracę której się podejmujesz musisz coś zrobić źle... Ale jest chyba jedna rzecz do jakiej się nadajesz - powiedział po czym mnie przycisnął do ściany żebym nie mógł uciec... Zacząłem już go nawet błagać żeby tego nie robił ale widocznie mu się to podobało. Skończyło się jak ostatnio, tyle że tym razem zostałem w tym pokoju w którym mnie zamknął... Rozpłakałem się niemal że od razu
- Ji... Ji, proszę, zabierz mnie stąd - zacząłem łkać jakby to miało w czymś pomóc. Następne dni wyglądały tak samo, dostawałem jakieś jedzenie tylko żebym nie padł z głodu a koleś mnie traktował jak swoją zabawkę. Minął tydzień od mojego pojawienia się w tym miejscu... Nie miałem już siły znosić tego wszystkiego... W pewnym momencie do pokoju wszedł mój oprawca tyle że tym razem rzucił w moją stronę coś n kształt yukaty tyle że szara i bez wzorów. Przyszedł inny mężczyzna który chwycił mnie za materiał. Zaciągnął mnie do jakiejś sali i pchnął, straciłem równowagę więc upadłem na podłogę
- Akane? - naglę usłyszałem głos Ji... Słyszałem? Czy mi się wydawało? Podniosłem głowę. Ji siedział w fotelu na przeciwko Atare. Nie zważałem już na to co oni mówią, ze szczęścia łzy napłynęły mi do oczu a gdy do mnie podszedł i mnie przytulił, rozpłakałem się. Chłopak zabrał mnie do jego mieszkania. Usadowił mnie na kanapie i chciał gdzieś pójść odruchowo chwyciłem jego dłoń, byłem nadal roztrzęsiony, chciałem żebym chodź przez chwilę mógł się w niego wtulić, chłopak usiadł obok i właśnie tak zrobiłem - Akane, kochanie, powiesz mi co się stało? - spytał głaszcząc mnie delikatnie po głowie
- No bo... bo on... on mnie... - nie musiałem dokończyć jak Ji chyba zrozumiał co chcę powiedzieć, wyglądał na wściekłego - Ji, musisz się uspokoić... proszę... - Powiedziałem łamiącym się głosem ale to chyba nie podziałało. Po prostu mocniej się wtuliłem w chłopaka chowając lekko twarz
- Kto ci to zrobił?
- N...Nie wiem... Nie znam jego imienia...
- A jak wyglądał?
- M...Miał krótkie czarne włosy... Zawsze .... Obojętny wyraz twarzy... i pomarańczowe oczy
- Zabiję... Zabiję go za to co ci zrobił - Powiedział podniósł się z kanapy i zrobił parę kroków ale ponownie złapałem go za rękę
- Ji... Proszę nie zostawiaj mnie... Boję się - powiedziałem ze łzami w oczach. Chłopak ponownie usiadł i mnie przytulił.
Jigoku
Głaskałem go delikatnie po głowie i starałem się jakkolwiek uspokoić. To nic nie dawało. Trząsł się jak mała galaretka. Wziąłem koc i owinąłem nim Akane. W pewnym momencie zaczął płakać, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić. Miałem tylko ochotę zajebać tamtego gościa. To jednak musiało zaczekać.
-Może kupię ci pluszaka w kształcie tygrysa?
-Nie jestem dzieckiem...
-Wieeem... ja tylko chciałem ci coś kupić do tulenia w nocy...
Chłopak wtulił się we mnie dość mocno. Mimo tego okropnego tygodnia nadal miał dość siły.
-Zjesz coś?
Chłopak tylko przytaknął. Chciałem wstać, ale ten uczepił się mnie dość mocno. Uśmiechnąłem się lekko i odczepiłem od koszuli.
-Przecież będę w kuchni... nigdzie nie wyjdę, a chyba chcesz coś zjeść, prawda?
Akane grzecznie usadowił się w rogu kanapy. Cmoknąłem go lekko w czoło. Postanowiłem, że zrobię takoyaki i ramen. W miarę szybko uporałem się z daniami, parząc się przy tym z siedem razy, ale nie miałem czasu by to opatrywać. Wszedłem do salonu z potrawami i położyłem je na stole. Chłopak ostrożnie wziął miskę i zaczął jeść. Zrobiłem tylko dla niego, ponieważ z powodów złości głód minął. Akane jadł wszystko bardzo wolno, uważając, aby się nie pobrudzić. Wydawało mi się, że tęsknił za jedzeniem. Czym oni go do cholery karmili? Na szczęście jednak nie rzucił się na miskę, więc chyba nie było tak źle. Chłopak po skończeniu odłożył naczynie delikatnie i zabrał się za takoyaki. Znowu bardzo powolutku jadł.
-A ty nie chcesz?-zapytał po skończeniu połowy.
-Nie, jakoś nie specjalnie. Gdybym był głodny, zrobiłbym także porcję dla siebie, z resztą bardzo schudłeś, mimo, że tak krótko cię tam trzymali, więc będę się skupiał na tobie.
-Ale też musisz jeść...
-Ale ty bardziej tego potrzebujesz. Jadłem niedawno.
Chłopak tylko przytaknął. Gdy skończył odłożył talerz naprawdę ostrożnie. Objąłem go jedną ręką i przycisnąłem do siebie.
-Dam ci jakieś dresy i czystą bieliznę, chodź.
Posłusznie wykonał zadanie. Dałem mu ubrania, a ten poszedł do łazienki się przebrać. Usiadłem na łóżku i czekałem na niego. Wyszedł po około 10 minutach i znalazł się obok mnie.
-Może się zdrzemnij? Na pewno jesteś zmęczony...
-A będziesz spać ze mną?...
-Jasne, tylko ubiorę piżamę.
Przebrałem się przy Akane. Przecież widział moje ciało kilkukrotnie. Gdy się odwróciłem, już leżał pod kołdrą. Powoli położyłem się obok i przytuliłem go delikatnie.
-Miłe uczucie, mieć tak cię obok siebie...
Akane lekko się zaczerwienił jeszcze bardziej się we mnie wtulając. Przeciągnąłem się i ułożyłem wygodniej w łóżku. Zasnął wcześniej niż ja, więc jak jakiś stalker wziąłem telefon i zrobiłem mu parę zdjęć. Potem jeszcze głaskałem go delikatnie po policzku patrząc na jego śpiącą twarz. Przez to zasnąłem dopiero o 4 nad ranem. Po obudzeniu się nie było Akane obok mnie. Sprawdziłem zegarek, który wskazywał 13:14. Świetnie... Ciekawe, czy poszedł do szkoły, chociaż... to niemożliwe. Bałby się. Wstałem dość wolno przeciągając się. Cicho zakradłem się do salonu, w którym był. Powoli szedłem za nim, po czym gwałtownie go przytuliłem. Odpowiedział głośnym krzykiem.
-J... Ji?! Co ty robisz?!
-Wystraszyłem cię?
-Bardzo! Prawie zemdlałem ze strachu!
Delikatnie przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem w policzek. Chłopak po chwili westchnął i odwrócił się w moją stronę. Jego oczy były całe czerwone.
-Płakałeś?
Pierwszy raz w życiu tak martwiłem się o jedną osobę. Nieśmiało przytaknął opierając głowę na mojej klatce piersiowej.
-Bo ty spałeś... a ja... ja się bałem... no bo byłem tu sam i...
Nie dałem mu skończyć lekko całując go w usta.
-Drzwi są antywłamaniowe, okna masywne, przeciw pancerne... wszędzie alarmy do tego.
-Ale i tak...
-Już... uspokój się... jestem tutaj przecież...
Chłopak po pięciu minutach mnie puścił. Rozczochrałem jego włosy i uśmiechnąłem się widząc jego delikatnie zdenerwowaną twarz. Po tym, jak zrobiłem późne śniadanie kazałem mu się ubrać, co po chwili sam zrobiłem. Zabrałem jeszcze portfel i razem z Akane udałem się do sklepu z zabawkami.
-Ciekawe czy mają granatowe tygrysy... - wydukałem pod nosem.
W końcu znalazłem wręcz idealnego i miękkiego. Zabrałem go i z czarnowłosym, który był czerwony jak burak poszedłem do kasy.
-Zapakować?
-Nie, dziękuję.
-Ji... ale my nie przyjechaliśmy samochodem... - Akane chyba próbował mnie odwieść od kupna miśka.
-To nic, poradzę sobie.
Kobieta po chwili podała cenę: 668 yen. Wyglądała na zdziwioną, widząc zawartość mojego portfela. Zapłaciłem chyba nawet więcej i szybko wziąłem pluszaka ciągnąc jeszcze Akane za sobą. Po wkroczeniu do domu, usadowiłem zabawkę na kanapie. Chłopak postanowił ją tulić kładąc się obok. Przykryłem go kocem i pocałowałem w czoło.
-Ji...
-Hm?
-Byłbyś dobrym ojcem, wiesz...?
-Co? Ja i bycie ojcem? Nie widzę się w tej roli. Wystarczy mi, że mam ciebie. Jesteś wystarczająco dziecinny.
Akane lekko wzdął policzki na co się zaśmiałem. Wziąłem książkę i usiadłem w drugim rogu kanapy.
wtorek, 8 listopada 2016
Rozdział 12
Akane
Nigdy wcześniej nie miałem tak długiej erekcji... próbowałem myśleć o różnych rzeczach żeby mi to minęło ale koniec końców myśli zawsze kończyły się na Ji... Obaj zdążyliśmy zjeść a mi nadal to nie przeszło... Ji spojrzał na moje krocze i lekko się zaśmiał
- Z czego się tak śmiejesz?
- Z niczego... Po prostu widzę że się za mną strasznie stęskniłeś. A twoje ciało nie może się mnie doczekać - powiedział po czym pocałował mnie w skroń, lekko się zaczerwieniłem a erekcja stawała się coraz bardziej dokuczliwa - Dobrze, chodź do sypialni bo nie wytrzymasz - chwycił mnie za rękę nadal lekko się śmiejąc i zabrał mnie do jego pokoju. Usiadł na łóżku po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Rozpiął moje spodnie i zsunął je razem z bielizną. Po chwili również pozbawił mnie koszulki. jedną ręką przytrzymywał moje plecy muskając je delikatnie opuszkami palców, drugą ręką drażnił główkę mojego członka, między czasie jeszcze przygryzał odrobinę moje sutki. Mimowolnie zacząłem cicho pojękiwać, jego dotyk różnił się bardzo od innych... Każde miejsce na moim ciele które dotknął, czułem jakby się rozgrzewało i chciałem jeszcze więcej jego dotyku. Nagle odrobinę się odsunął i spojrzał na mnie - Jesteś rozciągnięty, więc od razu w ciebie wjadę - spojrzałem na niego z lekkim wkruwem... Zepsuł cały nastrój
- Bez przesady... Nie robiłem tego od kiedy się dowiedziałem że wróciłeś...
-Dać ci za to medal?
- Zabawne...
- Ej, nie fochaj się - powiedział i zrobił mi malinkę na szyi ale nadal miałem tą samą minę - Akane, kocie, jesteś na mnie zły? Rezygnujemy z seksów? - jeszcze to pytanie ... Wstałem z jego kolan i zacząłem się ubierać - Naprawdę tego nie chcesz? - spytał "niby smutnym tonem", obejrzałem się na niego przerywając ubieranie się. Chwile na niego popatrzyłem, westchnąłem i z powrotem usiadłem na jego kolanach
- Tylko mi tego już nie wypominaj... Ja... Ja naprawdę tego nie chciałem - Ji lekko pocałował mnie w usta
- Teraz jesteś już tylko mój - powiedział seksownym głosem i pocałował mnie namiętniej... Z powrotem chłopak zdjął moje spodnie, włożył dwa swoje palce we mnie i zaczął mnie rozciągać - szybko robisz się z powrotem ciasny - oznajmił podobnym tonem głosu co poprzednio. Po jakiejś chwili rozpiął swoje spodnie po czym we mnie wszedł dosyć gwałtownie. Jęknąłem dosyć głośno co widocznie się podobało Ji. Poruszałem swoimi biodrami ale Ji mi w tym "pomagał". Po chwili Ji "przeniósł mnie" do pozycji leżącej w której miał większą możliwość ruchów. Moje pojękiwania wydawały się sprawiać mu przyjemność więc starałem się nie zasłaniać swoich ust. Pochylił się nade mną i zrobił mi dwie malinki, jedną obok lewego obojczyka a drugą na klatce piersiowej, również po lewej. Doszedłem jako pierwszy a zaraz po mnie Ji, wewnątrz mnie. Chłopak nabrał na palce odrobinę mojej spermy z brzucha i umarował mi tym nos. Zaczerwieniony przetarłem twarz, za to z każdym moim ruchem ze mnie wypływało odrobinę jego...
- Chcesz się wykąpać? - spytał patrząc na mnie dosyć wymownie... Dobrze wiem że to był tylko pretekst żeby mógł mnie jeszcze poobmacywać, ale mi to nie przeszkadzało. Przytaknąłem a Ji podniósł mnie "na księżniczkę" i zaniósł do łazienki, położył w wannie i napuścił wody. Usiadł tuż za mną po czym mnie do siebie przyciągnął i mocno przytulił. Gdy tylko włożył we mnie palec wszystko ze mnie wypłynęło - Przepraszam że doszedłem w tobie
- N...Nic nie szkodzi... - powiedziałem po czym pod pretekstem "umycia mnie", Ji zaczął mnie wszędzie obmacywać, jego dłonie były takie miękki... Już dawno nie czułem się tak dobrze
- Przenocujesz dziś u mnie?
- Chętnie - powiedziałem po czym mnie pocałował. Po wyjściu z wanny Ji uparł się że mnie wytrze co było kolejnym pretekstem do obmacywania ...
- Dałbym ci jakąś moją koszulkę do spania ale chyba jest niepotrzebna - powiedział po czym wziął mnie owiniętego w ręczniku na ręce i zaniósł do sypialni... To było wspaniałe uczucie móc ponownie zasnąć w jego ramionach. Rano obudził nas dość głośny budzik, mimo to cały czas leżałem - Wstawaj śpiąca królewno. Trzeba do szkoły - lekko się zaśmiał i pocałował mnie w skroń
- Mhhh...?
- Mam cię obudzić w inny sposób
- W jaki? - spojrzałem z uśmiecham na niego
- Nie udawaj że nie wiesz - uśmiechnął się, wstał, wyciągnął z szafy jakąś koszulkę i mi ją podał - Co chcesz na śniadanie?
- Obojętne - podarłem ubierając koszulkę... Chłopak wyszedł z pokoju a ja zacząłem szukać moich ubrań. Po znalezieniu bielizny ubrałem ją od razu a resztę położyłem na łóżku by później się w to ubrać... Poszedłem do kuchni i usiadłem przy stole, dosłownie minute później Ji podał mi talerz z omletem - Dziękuję - Chłopak nałożył porcję dla siebie i usiadł obok mnie - Łał, niesamowicie gotujesz
- Ciesze się że ci smakuje
- Moje zdolności kulinarne w porównaniu do twoich kuleją
- Nadal umiesz ugotować tylko jajecznice? - lekko się zaśmiał
- Nie no, odrobinę więcej umiem... Ale smak tego co ugotuje... To już inna sprawa
- Nie musisz dobrze gotować... wystarczy, że będziesz grzecznie leżał w łóżku i czekał na mnie.. - Powiedział przez co znowu się zaczerwieniłem... On mówi te rzeczy specjalnie... Odrobinę jeszcze porozmawialiśmy, jak tylko skończyliśmy jeść, przebraliśmy się i wyszliśmy. Zatrzymaliśmy się niedaleko szkoły
- Jakby co ja tu będę czekał na Sui
- Dobrze... Ja muszę jeszcze coś załatwić w pokoju nauczycielskim
- Do zobaczenia na lekcji, Sensei
- Nie nazywaj mnie tak poza szkołą
- Dobrze Ji - pocałował mnie jeszcze po czym zaczął kierować się w stronę szkoły... Naglę podjechała jakaś furgonetka, zatrzymując się niedaleko mnie. Wyskoczyło z niej dwóch facetów. Jeden z nich do mnie podbiegł i mnie "złapał" - J...JI! - Chłopak widocznie usłyszał mój krzyk bo po chwili wybiegł zza zakrętu ale mężczyzna przyłożył mi do twarzy szmatę czymś nasączoną i po chwili straciłem przytomność...
Jigoku
Rozpoznawałem tamto auto. Widziałem, jak traci przytomność i siłą wpychany jest do jakiegoś auta. Kurwa... handlarze ludźmi. Postanowiłem nie iść do szkoły i jak najszybciej udać się do rezydencji mojego ojca. Dosłownie wyłamałem drzwi prowadzące do jego pokoju. Wyglądał dość spokojnie.
-Jigoku, coś się stało?
Warknąłem.
-Akane... zabrali go... handlarze ludźmi...
Mężczyzna wyglądał na przejętego, ale nie byłem pewien, czy nie udawał. Szepnął coś mężczyźnie, który stał obok niego.
-Niezwłocznie rozpoczniemy działania, mamy dwa dni, póki go nie sprzedadzą.
Drżałem. Cały drżałem. Jeszcze nigdy nie czułem takiego wkurwienia i smutku. Czułem, że zajebię tamtych gości. Ojciec wstał i zatrzymał się obok mnie.
-Jesteś yakuzą, wiesz co robić potem. Prawda?
Przytaknąłem. Szukaliśmy, gdzie mogliśmy. Naprawdę. W końcu, po dotarciu do odpowiedniego domu aukcyjnego dowiedziałem się, że już go nie ma. Został sprzedany. Zdenerwowany chwyciłem broń i pozbawiłem tamtych gości życia. Potem jeszcze kopnąłem ich truchła. Wyszedłem szybko z budynku. Musiałem go znaleźć. Musiałem! Przeklinałem pod nosem i wsiadłem do samochodu. Bałem się, że trafił do jakiegoś oblecha. Bałem się o niego. Bardzo się bałem. Matka poleciła mi jeden dzień odpoczynku. Nie mogłem jednak spokojnie leżeć, więc dali mi jakieś tabletki na uspokojenie. Moje serce mogło nie wytrzymać. Chciałem mieć Akane obok siebie. Moje słońce, szczęście... Przy nim byłem spokojny, cichszy, może i nieco wredniejszy, ale lubiłem się z nim droczyć. Kochałem jego lekko zdenerwowaną i słodką minę. Taki delikatny, i mimo tego, co robił, to dla mnie nieskazitelny. Kochany... Pragnąłem go przytulić. Już nawet nie myślałem o czymś zboczonym, a tylko o lekkich pocałunkach. Wiedziałem, że potem mógłby się mnie bać. Bać się każdego, ale przecież wiedział, że go nie skrzywdzę. Nie mógłbym. Stracić coś tak ważnego? Mój powód do życia? Haha... zajebię dziada, który mi go odebrał. Kurwa, zajebię jak nic nie wartego śmiecia. Potnę żywcem, zakopię, zmielę, spalę. Będzie cierpiał długo, a ja miałem zamiar rozkoszować się tym widokiem. Następne dwa dni. Nie mogłem wytrzymać. Moje schizy się nasiliły. Zabrano mi ostre przedmioty. Następnego, siódmego dnia dowiedziałem się, że mój kumpel zaprasza mnie do swojej rezydencji. Nie miałem ochoty tam iść. Ojciec jednak mi to kazał. KAZAŁ. Niechętnie ubrałem garnitur i udałem się do limuzyny. Nerwowo wyszedłem, gdy byłem już pod jego domem. Przywitał mnie w wielkim salonie, który był ledwo 1/2 mojej sypialni, ale tamten salon był dla osób prywatnych, inny był większy.
-Kupiłem sobie ostatnio nowego sługę, musisz zobaczyć!
Był yakuzą, miał tatuaże, brązowe włosy i czarne oczy.
-Nie przeciągaj, Atare...
-No dobrze dobrze... Wprowadzić go!
Byłem wgapiony w drzwi. Po chwili pojawił się w nich Akane. Cicho powiedziałem jego imię. Atare się zaśmiał.
-Wiedziałem, że należy do ciebie! Dlatego go wykupiłem... no wiesz, facet, który miał na niego ochotę był gruby i śmierdział...
-Zabiorę go, pieniądze oddam...
-Nie ma potrzeby... od razu jednak mówię, że inni ze służby byli agresywni w stosunku do niego. Może mieć parę siniaków...
Przytuliłem chłopaka. Delikatnie i czule jak nigdy wcześniej. Bałem się, że się rozpadnie w moich ramionach. On cicho płakał. Narzuciłem mu marynarkę na plecy. W pokoju było dość chłodno, a on był prawie nagi. Atare pożegnał nas obu, a ja jeszcze mu podziękowałem, chociaż byłem wściekły, że nie powiedział mi o tym, iż był u niego Akane. Mówił, że był na delegacji i miał cały czas zawalony. Zrozumiałem to, bo wiedziałem, jak to jest i zabrałem czarnowłosego do swojego mieszkania. W salonie "odłożyłem" go na kanapę i chciałem pójść po jakieś ubrania dla niego, ale szybko złapał mnie za rękę i zaczął płakać. Usiadłem obok niego i gładziłem po włosach. Szybko się we mnie wtulił i kurczowo złapał mojej koszuli. Drugą dłonią chwyciłem jego rękę. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Cmoknąłem go w nos i przytuliłem.
-Akane, kochanie, powiesz mi, co się stało?
Chłopak załkał kilkukrotnie. Co oni mu do cholery zrobili? Nie chciało mi się wierzyć, że złamali go samym biciem. Jeżeli ktoś go molestował, to na pewno nie pożyje długo.
-No bo... bo oni... oni mnie...
Nie dałem mu dokończyć zasłaniając usta. Próbowałem się uspokoić. Mój poziom wkurwienia wykroczył poza skalę. Moje serce zaczęło łomotać. Ciśnienie szybko mi skoczyło. Akane widocznie to zauważył.
-Ji, musisz się uspokoić... proszę...
Jego łamiący się głos jeszcze bardziej podsycał moje zdenerwowanie...
Nigdy wcześniej nie miałem tak długiej erekcji... próbowałem myśleć o różnych rzeczach żeby mi to minęło ale koniec końców myśli zawsze kończyły się na Ji... Obaj zdążyliśmy zjeść a mi nadal to nie przeszło... Ji spojrzał na moje krocze i lekko się zaśmiał
- Z czego się tak śmiejesz?
- Z niczego... Po prostu widzę że się za mną strasznie stęskniłeś. A twoje ciało nie może się mnie doczekać - powiedział po czym pocałował mnie w skroń, lekko się zaczerwieniłem a erekcja stawała się coraz bardziej dokuczliwa - Dobrze, chodź do sypialni bo nie wytrzymasz - chwycił mnie za rękę nadal lekko się śmiejąc i zabrał mnie do jego pokoju. Usiadł na łóżku po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Rozpiął moje spodnie i zsunął je razem z bielizną. Po chwili również pozbawił mnie koszulki. jedną ręką przytrzymywał moje plecy muskając je delikatnie opuszkami palców, drugą ręką drażnił główkę mojego członka, między czasie jeszcze przygryzał odrobinę moje sutki. Mimowolnie zacząłem cicho pojękiwać, jego dotyk różnił się bardzo od innych... Każde miejsce na moim ciele które dotknął, czułem jakby się rozgrzewało i chciałem jeszcze więcej jego dotyku. Nagle odrobinę się odsunął i spojrzał na mnie - Jesteś rozciągnięty, więc od razu w ciebie wjadę - spojrzałem na niego z lekkim wkruwem... Zepsuł cały nastrój
- Bez przesady... Nie robiłem tego od kiedy się dowiedziałem że wróciłeś...
-Dać ci za to medal?
- Zabawne...
- Ej, nie fochaj się - powiedział i zrobił mi malinkę na szyi ale nadal miałem tą samą minę - Akane, kocie, jesteś na mnie zły? Rezygnujemy z seksów? - jeszcze to pytanie ... Wstałem z jego kolan i zacząłem się ubierać - Naprawdę tego nie chcesz? - spytał "niby smutnym tonem", obejrzałem się na niego przerywając ubieranie się. Chwile na niego popatrzyłem, westchnąłem i z powrotem usiadłem na jego kolanach
- Tylko mi tego już nie wypominaj... Ja... Ja naprawdę tego nie chciałem - Ji lekko pocałował mnie w usta
- Teraz jesteś już tylko mój - powiedział seksownym głosem i pocałował mnie namiętniej... Z powrotem chłopak zdjął moje spodnie, włożył dwa swoje palce we mnie i zaczął mnie rozciągać - szybko robisz się z powrotem ciasny - oznajmił podobnym tonem głosu co poprzednio. Po jakiejś chwili rozpiął swoje spodnie po czym we mnie wszedł dosyć gwałtownie. Jęknąłem dosyć głośno co widocznie się podobało Ji. Poruszałem swoimi biodrami ale Ji mi w tym "pomagał". Po chwili Ji "przeniósł mnie" do pozycji leżącej w której miał większą możliwość ruchów. Moje pojękiwania wydawały się sprawiać mu przyjemność więc starałem się nie zasłaniać swoich ust. Pochylił się nade mną i zrobił mi dwie malinki, jedną obok lewego obojczyka a drugą na klatce piersiowej, również po lewej. Doszedłem jako pierwszy a zaraz po mnie Ji, wewnątrz mnie. Chłopak nabrał na palce odrobinę mojej spermy z brzucha i umarował mi tym nos. Zaczerwieniony przetarłem twarz, za to z każdym moim ruchem ze mnie wypływało odrobinę jego...
- Chcesz się wykąpać? - spytał patrząc na mnie dosyć wymownie... Dobrze wiem że to był tylko pretekst żeby mógł mnie jeszcze poobmacywać, ale mi to nie przeszkadzało. Przytaknąłem a Ji podniósł mnie "na księżniczkę" i zaniósł do łazienki, położył w wannie i napuścił wody. Usiadł tuż za mną po czym mnie do siebie przyciągnął i mocno przytulił. Gdy tylko włożył we mnie palec wszystko ze mnie wypłynęło - Przepraszam że doszedłem w tobie
- N...Nic nie szkodzi... - powiedziałem po czym pod pretekstem "umycia mnie", Ji zaczął mnie wszędzie obmacywać, jego dłonie były takie miękki... Już dawno nie czułem się tak dobrze
- Przenocujesz dziś u mnie?
- Chętnie - powiedziałem po czym mnie pocałował. Po wyjściu z wanny Ji uparł się że mnie wytrze co było kolejnym pretekstem do obmacywania ...
- Dałbym ci jakąś moją koszulkę do spania ale chyba jest niepotrzebna - powiedział po czym wziął mnie owiniętego w ręczniku na ręce i zaniósł do sypialni... To było wspaniałe uczucie móc ponownie zasnąć w jego ramionach. Rano obudził nas dość głośny budzik, mimo to cały czas leżałem - Wstawaj śpiąca królewno. Trzeba do szkoły - lekko się zaśmiał i pocałował mnie w skroń
- Mhhh...?
- Mam cię obudzić w inny sposób
- W jaki? - spojrzałem z uśmiecham na niego
- Nie udawaj że nie wiesz - uśmiechnął się, wstał, wyciągnął z szafy jakąś koszulkę i mi ją podał - Co chcesz na śniadanie?
- Obojętne - podarłem ubierając koszulkę... Chłopak wyszedł z pokoju a ja zacząłem szukać moich ubrań. Po znalezieniu bielizny ubrałem ją od razu a resztę położyłem na łóżku by później się w to ubrać... Poszedłem do kuchni i usiadłem przy stole, dosłownie minute później Ji podał mi talerz z omletem - Dziękuję - Chłopak nałożył porcję dla siebie i usiadł obok mnie - Łał, niesamowicie gotujesz
- Ciesze się że ci smakuje
- Moje zdolności kulinarne w porównaniu do twoich kuleją
- Nadal umiesz ugotować tylko jajecznice? - lekko się zaśmiał
- Nie no, odrobinę więcej umiem... Ale smak tego co ugotuje... To już inna sprawa
- Nie musisz dobrze gotować... wystarczy, że będziesz grzecznie leżał w łóżku i czekał na mnie.. - Powiedział przez co znowu się zaczerwieniłem... On mówi te rzeczy specjalnie... Odrobinę jeszcze porozmawialiśmy, jak tylko skończyliśmy jeść, przebraliśmy się i wyszliśmy. Zatrzymaliśmy się niedaleko szkoły
- Jakby co ja tu będę czekał na Sui
- Dobrze... Ja muszę jeszcze coś załatwić w pokoju nauczycielskim
- Do zobaczenia na lekcji, Sensei
- Nie nazywaj mnie tak poza szkołą
- Dobrze Ji - pocałował mnie jeszcze po czym zaczął kierować się w stronę szkoły... Naglę podjechała jakaś furgonetka, zatrzymując się niedaleko mnie. Wyskoczyło z niej dwóch facetów. Jeden z nich do mnie podbiegł i mnie "złapał" - J...JI! - Chłopak widocznie usłyszał mój krzyk bo po chwili wybiegł zza zakrętu ale mężczyzna przyłożył mi do twarzy szmatę czymś nasączoną i po chwili straciłem przytomność...
Jigoku
Rozpoznawałem tamto auto. Widziałem, jak traci przytomność i siłą wpychany jest do jakiegoś auta. Kurwa... handlarze ludźmi. Postanowiłem nie iść do szkoły i jak najszybciej udać się do rezydencji mojego ojca. Dosłownie wyłamałem drzwi prowadzące do jego pokoju. Wyglądał dość spokojnie.
-Jigoku, coś się stało?
Warknąłem.
-Akane... zabrali go... handlarze ludźmi...
Mężczyzna wyglądał na przejętego, ale nie byłem pewien, czy nie udawał. Szepnął coś mężczyźnie, który stał obok niego.
-Niezwłocznie rozpoczniemy działania, mamy dwa dni, póki go nie sprzedadzą.
Drżałem. Cały drżałem. Jeszcze nigdy nie czułem takiego wkurwienia i smutku. Czułem, że zajebię tamtych gości. Ojciec wstał i zatrzymał się obok mnie.
-Jesteś yakuzą, wiesz co robić potem. Prawda?
Przytaknąłem. Szukaliśmy, gdzie mogliśmy. Naprawdę. W końcu, po dotarciu do odpowiedniego domu aukcyjnego dowiedziałem się, że już go nie ma. Został sprzedany. Zdenerwowany chwyciłem broń i pozbawiłem tamtych gości życia. Potem jeszcze kopnąłem ich truchła. Wyszedłem szybko z budynku. Musiałem go znaleźć. Musiałem! Przeklinałem pod nosem i wsiadłem do samochodu. Bałem się, że trafił do jakiegoś oblecha. Bałem się o niego. Bardzo się bałem. Matka poleciła mi jeden dzień odpoczynku. Nie mogłem jednak spokojnie leżeć, więc dali mi jakieś tabletki na uspokojenie. Moje serce mogło nie wytrzymać. Chciałem mieć Akane obok siebie. Moje słońce, szczęście... Przy nim byłem spokojny, cichszy, może i nieco wredniejszy, ale lubiłem się z nim droczyć. Kochałem jego lekko zdenerwowaną i słodką minę. Taki delikatny, i mimo tego, co robił, to dla mnie nieskazitelny. Kochany... Pragnąłem go przytulić. Już nawet nie myślałem o czymś zboczonym, a tylko o lekkich pocałunkach. Wiedziałem, że potem mógłby się mnie bać. Bać się każdego, ale przecież wiedział, że go nie skrzywdzę. Nie mógłbym. Stracić coś tak ważnego? Mój powód do życia? Haha... zajebię dziada, który mi go odebrał. Kurwa, zajebię jak nic nie wartego śmiecia. Potnę żywcem, zakopię, zmielę, spalę. Będzie cierpiał długo, a ja miałem zamiar rozkoszować się tym widokiem. Następne dwa dni. Nie mogłem wytrzymać. Moje schizy się nasiliły. Zabrano mi ostre przedmioty. Następnego, siódmego dnia dowiedziałem się, że mój kumpel zaprasza mnie do swojej rezydencji. Nie miałem ochoty tam iść. Ojciec jednak mi to kazał. KAZAŁ. Niechętnie ubrałem garnitur i udałem się do limuzyny. Nerwowo wyszedłem, gdy byłem już pod jego domem. Przywitał mnie w wielkim salonie, który był ledwo 1/2 mojej sypialni, ale tamten salon był dla osób prywatnych, inny był większy.
-Kupiłem sobie ostatnio nowego sługę, musisz zobaczyć!
Był yakuzą, miał tatuaże, brązowe włosy i czarne oczy.
-Nie przeciągaj, Atare...
-No dobrze dobrze... Wprowadzić go!
Byłem wgapiony w drzwi. Po chwili pojawił się w nich Akane. Cicho powiedziałem jego imię. Atare się zaśmiał.
-Wiedziałem, że należy do ciebie! Dlatego go wykupiłem... no wiesz, facet, który miał na niego ochotę był gruby i śmierdział...
-Zabiorę go, pieniądze oddam...
-Nie ma potrzeby... od razu jednak mówię, że inni ze służby byli agresywni w stosunku do niego. Może mieć parę siniaków...
Przytuliłem chłopaka. Delikatnie i czule jak nigdy wcześniej. Bałem się, że się rozpadnie w moich ramionach. On cicho płakał. Narzuciłem mu marynarkę na plecy. W pokoju było dość chłodno, a on był prawie nagi. Atare pożegnał nas obu, a ja jeszcze mu podziękowałem, chociaż byłem wściekły, że nie powiedział mi o tym, iż był u niego Akane. Mówił, że był na delegacji i miał cały czas zawalony. Zrozumiałem to, bo wiedziałem, jak to jest i zabrałem czarnowłosego do swojego mieszkania. W salonie "odłożyłem" go na kanapę i chciałem pójść po jakieś ubrania dla niego, ale szybko złapał mnie za rękę i zaczął płakać. Usiadłem obok niego i gładziłem po włosach. Szybko się we mnie wtulił i kurczowo złapał mojej koszuli. Drugą dłonią chwyciłem jego rękę. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Cmoknąłem go w nos i przytuliłem.
-Akane, kochanie, powiesz mi, co się stało?
Chłopak załkał kilkukrotnie. Co oni mu do cholery zrobili? Nie chciało mi się wierzyć, że złamali go samym biciem. Jeżeli ktoś go molestował, to na pewno nie pożyje długo.
-No bo... bo oni... oni mnie...
Nie dałem mu dokończyć zasłaniając usta. Próbowałem się uspokoić. Mój poziom wkurwienia wykroczył poza skalę. Moje serce zaczęło łomotać. Ciśnienie szybko mi skoczyło. Akane widocznie to zauważył.
-Ji, musisz się uspokoić... proszę...
Jego łamiący się głos jeszcze bardziej podsycał moje zdenerwowanie...
poniedziałek, 7 listopada 2016
Rozdział 11
Akane
Gdy tylko Ji do mnie zadzwonił i powiedział że chce się spotkać bez pomyślenia od razu się zgodziłem... Ale o czym on chce porozmawiać? Może to nie być nic dobrego wnioskując po ostatnich rozmowach... Stałem przed jego drzwiami parę minut zanim odważyłem się w końcu zadzwonić dzwonkiem do drzwi. Gdy otworzył patrzył się na mnie przez chwilę co według mnie nie wskazywało na nic dobrego lecz ku mojemu zaskoczeniu, złapał mnie za rękę wciągając do mieszkania, pocałował a następnie przytulił. Nie do końca do mnie docierało co się właśnie stało.
- Przepraszam... - powiedział po jakiś czasie, spojrzałem na niego pytająco nie wiedząc czemu mnie przeprasza - Gdybym cię nie zostawił do niczego by wtedy nie doszło
- To nie jest twoja wina... To ja powinienem cię za to przepraszać
- Słyszałem twoją rozmowę z Aki'm
- J... Jak dużo z niej słyszałeś...?
- Wszystko... Nie musisz się nim już przejmować dałem mu nauczkę... A jak cię dotknie chociaż palcem straci całą rękę - powiedział cały czas nie puszczając mnie z objęcia
- Co masz na myśli mówiąc że "dałeś mu nauczkę"
- Nic, nic... - powiedział zmieniając temat, w pewnym momencie zaczął wsuwać dłoń pod moją bluzkę, bardzo mi brakowało jego dotyku ale musiałem go odepchnąć
- Nie powinniśmy tego robić... w końcu masz już kogoś, prawda? - powiedziałem to z lekkim smutkiem w głosie a Ji lekko spuścił głowę - Chciałeś ze mną o czymś porozmawiać?
- Po prostu chciałem cię jeszcze dziś zobaczyć - Przez całą drogę powrotną serce łomotało mi jak oszalałe. Gdybym go nie odepchnął doszłoby pewnie do czegoś więcej ale... Jeżeli teraz jest w związku z kimś innym...Jeżeli naprawdę chciałby mnie z powrotem zerwałby z tamtą osobą. Następnego dania rano czekała mnie kolejna niespodzianka... Gdy spojrzałem w lustro będąc w łazience ujrzałem na mojej głowie kocie uszy. Szybko zbiegłem na dół do salonu gdzie była moja mama i ojczym. Z tego co powiedziała matka to okazało się że mój ojciec był kotołakiem i że to normalne i że po pewnym czasie powinno się to unormować. Jednak nie mogłem ominąć żadnego dnia w szkole tuż przed egzaminami końcowymi. Znalazłem jakąś luźną czapkę i ją ubrałem... Mam nadzieję że nauczyciele nie będą się tego czepiać... Od razu jak tylko przekroczyłem teren szkoły Sui od razu mnie znalazła... pierwszym jej pytaniem było po co mi czapka skoro jest ciepło... Zaprowadziłem przyjaciółkę w część dziecińca gdzie nie było nikogo i zdjąłem czapkę wyjaśniłem jej całą sytuację i poprosiłem żeby w razie czego mnie kryła. Nie mam ochoty żeby inni się o tym dowiedzieli uznają mnie pewnie za jakiegoś dziwaka. Jak się okazało jedna z nauczycielek jest chora o druga jest na jakiejś wycieczce z pierwszakami i musieliśmy mieć łączone zastępstwo razem z drugą klasą. Poszliśmy do sali gdzie miały się odbywać zajęcia. W pewnym momencie do klasy wszedł Ji razem z jakimś blondynem który okazał się być uczniem drugiej klasy a Ji okazał się być zastępcą za naszą chorą wychowawczynię. Gorzej już chyba być nie mogło, na dodatek chyba właśnie się dowiedziałem kto jest tym nowym partnerem Ji. Gdy lekcje się zaczęły Ji się przedstawił i oznajmił że będzie zastępował naszą wychowawczynię do końca roku szkolnego... Czemu mi o tym wczoraj nie powiedział.
- Z powodu że zbliża się koniec roku, trzecie klasy mają egzaminy końcowe a druga zaliczenia rozdam wam formularze na których zaznaczycie przedmioty z którymi macie problemy - Przeszedł po klasie i rozdał wszystkim kartki... Oczywiście musiałem zaznaczyć przedmioty ścisłe (chemie i biologię). Gdy tylko widziałem jak Ji zatrzymał się przy tym blondynie i coś do niego mówił z jakiegoś powodu zaczynało się we mnie gotować... Gdy zabierał ode mnie kartkę mruknął coś w stylu "myślałem że sobie będziesz lepiej radził", co to miało w ogóle znaczyć... Nigdy nie miałem pamięci to tych wszystkich reakcji i nazw. Przez resztę zajęć uczniowie zadawali mu pytania... Takie lekkie deja vu, trochę jak w pierwszej klasie jak również miał zastępstwo na godzinie wychowawczej, tyle że też był uczniem. Po skończonej lekcji Ji od razu wyszedł z sali z jakiegoś powodu a do mnie podszedł ten blondyn z którym wszedł do sali na początku lekcji
- Hej Akane-chan. Jestem Chuichi Naji. Jesteś byłym chłopakiem Ji-chan'a, prawda?
- Etto... Tak, skąd to wiesz
- Ji-chan mi powiedział
- Czyli ty jesteś jego nowym chłopakiem? - spytałem na co chłopak przytaknął z uśmiechem
- Jesteś też kotołakiem tak samo jak ja - oznajmił i pokazał swoje kocie uszy- Ale wracając do tematu to strasznie irytujące jak cały czas o tobie mówi... Zapamiętaj sobie jedno. Nie oddam ci Ji-chan'a tak łatwo
- To chyba też od niego zależy... Skoro jest z tobą to znaczy że tego chciał... Gdyby chciał być znowu ze mną zrobiłby to
- Chodzi ze mną bo go o to poprosiłem... Mimo wszystko nie licz na to że tak po prostu ci go oddam - Naprawdę ten gnojek zaczął mnie wkurzać z jakiegoś powodu zacząłem się z nim kłócić. Obaj zamilkliśmy gdy do sali wszedł Ji. Bez żadnego słowa wyszedłem z klasy i zacząłem iść w stronę swojej szafki lecz tuż przy niej zatrzymał mnie Ji
- Co się tak stało?
- Nie ważne. Zapytaj swojego chłoptasia!
- Ale ja chcę zapytać ciebie - Gdy tylko próbowałem wyrwać rękę z jego dłoni ktoś mnie potrącił przez co spadła mi czapka. Dłońmi przyklepałem swoje kocie uszy i pobiegłem w stronę męskiej szatni... Nikt nie powinien mieć teraz w-fu więc była pusta. Po chwili wbiegł za mną Ji - Akane... jesteś kotem?
- Rano byłem równie zaskoczony co ty, nie potrafię schować tych uszów
- To znaczy że musisz je chować?
- A jak by to wyglądało jakbym po szkole chodził z kocimi uszami? Byłoby to co najmniej dziwne
- Bez przesady, Chu prawie cały czas paraduje z kocimi uszami i ogonem
- Ale ja nie jestem Chu! - trochę się wkurzyłem, jak w ogóle on może mnie porównywać do tamtego gnojka
- To prawda. Nie jesteś... - powiedział wyciągając do mnie rękę ale w pewnym momencie ją cofnął, pewnie przez to co powiedziałem wczoraj. Podał mi moją czapkę i oznajmił że musi wracać na następną lekcję. Założyłem czapkę na głowę i wyszedłem chwilę później. Na ostatniej lekcji mieliśmy w-f, z powodu że jako jedyny nie ćwiczyłem nauczyciel kazał mi pozbierać i poskładać wszystko, tak więc jak wyszedłem z szatni byłem już chyba ostatnim uczniem w szkole, gdy kierowałem się do swojej szafki usłyszałem szloch, postanowiłem pójść sprawdzić co się stało. Ji siedział na jednej z ławek na korytarzu i widocznie płakał z jakiegoś powodu. jeszcze chwilę zastanawiałem się czy do niego podejść ale w końcu to zrobiłem
- Ji? Wszystko w porządku? - spytałem siadając obok niego. Chłopak nic nie odpowiedział tylko mnie mocno objął.
Jigoku
W końcu zrozumiałem swój błąd. Doskonale go zrozumiałem. Tylko szkoda, że tak późno... Zrozumiałem, że nikim nie zastąpię Akane. Przejrzałem na oczy w momencie ujrzenia Chuichiego, jak całował się z kimś w klasie. Nie, nie byłem zrozpaczony z tego powodu. Wręcz przeciwnie. Cieszyłem się, że go nie pokochałem. Czarnowłosy na pewno niechętnie podszedł. Czułem się koszmarnie. W pewnym momencie się odezwał:
-Ji? Wszystko w porządku?
Westchnąłem głęboko.
-Nie. Nic nie jest w porządku. N-I-C... Chu mnie zdradził... A najgorsze jest to, że ja i tak cię kocham. Nie brzydzę się tobą. Naprawdę za tobą tęsknię...
Chłopak po chwili mnie przytulił. Zdziwiłem się. Próbowałem zastąpić go kimś innym, więc to ja jestem żałosny. Zdawałem sobie sprawę, ze swoich uczuć, a mimo to...
-Przepraszam...-powiedział cicho.
Zdziwiłem się. Za co on mnie niby przeprasza? To moja wina, mogłem go zabrać ze sobą, a tego nie zrobiłem... Głaskałem go po plecach.
-Akane, kocham cię... tak bardzo...
Odpowiedział mi tym swoim uroczym i ciepłym głosem. Przez czas mojej nieobecności bałem się, że znajdzie sobie kogoś innego, że nie uda mi się go odzyskać. Czekał na mnie. Czekał i nadal mnie kochał. Postanowiłem, iż zabiorę go na randkę. Nigdy na takowej nie byliśmy, więc trzeba nadrobić. Cmoknąłem chłopaka w czoło.
-Pójdźmy do restauracji.-nawet nie zapytałem, czy by chciał, ponieważ było to według mnie pytanie retoryczne.
Zerknąłem na niego. Oczy mu się świeciły, na twarzy miał lekkiego rumieńca. Uśmiechnąłem się widząc jego minę. Wstałem, chwyciłem go za rękę i po zebraniu się wyszliśmy ze szkoły. W końcu skończyliśmy lekcje, tak więc nic nie stało na przeszkodzie. Zaprowadziłem go do swojego mieszkania, przycisnąłem go ściany i namiętnie pocałowałem. Odwzajemnił pocałunek. Brakowało mi tego, naprawdę. Wsunąłem jedną dłoń pod jego bluzkę, a drugą objąłem delikatnie jego kark i przycisnąłem do swojego ciała. Wydawało mi się, że miał bardziej umięśnione ciało. Postanowiłem spieprzyć atmosferę i go o to zapytać.
-Akane, jakim cudem masz takie ponętne ciało?
Chłopak zająknął się.
-No bo... wcześniej było... było takie nijakie i ja... chciałem być, być bardziej atrakcyjnym dla ciebie...
Woah... urocze, ale jeżeli dziewczyny będą patrzeć na niego? Chociaż... o to raczej nie muszę się martwić. Jestem zachłanny, więc nie chciałbym, aby się na niego gapiono. On jest mój i tylko mój... Uroczy, pociągający... Znów go cmoknąłem, ale tym razem przeszkodził nam dźwięk, który wydobywał się z mojego żołądka. Byłem głodny i to bardzo. Chłopak lekko się zaśmiał.
-Zjemy coś?-zapytał.
W sumie chyba także musiał być głodny. Podniosłem go i przerzuciłem przez ramię.
-Hej! Nie jestem workiem ziemniaków!
W salonie postawiłem go na ziemi.
-To wolisz być księżniczką?
-Oczywiście, że tak. Mój książę...
Tak pięknie przeciągnął samogłoski... Byłem napalony i to bardzo. Tak cholernie bardzo. Udałem się do kuchni, aby zrobić ramen, chłopak jednak świetnie się bawił przeszkadzając mi. W końcu złapałem go, podnieciłem i puściłem. Patrzył na mnie obrażonym wzrokiem.
-Teraz radź sobie sam, wiedz, że potrafię się zemścić, a jeśli wpadniesz na pomysł, aby pójść do jakiegoś faceta, droga wolna, ale możesz nie wracać.-burknąłem zły.
Przytulił mnie od tyłu.
-Nie chcę innego faceta niż ciebie...
Zadowoliła mnie ta odpowiedź, nie powiem.
-Po zjedzeniu i krótkim odpoczynku, obiecuję, że dokładnie cię obmacam i zbadam twoje wnętrze...
Spojrzałem na niego. Był cały czerwony, ale i tak zwróciłem uwagę na jego erekcję.
-Poczekasz na to, jak ja cię doprowadzę, czy zrobisz to sam?
Chłopak spuścił wzrok.
-P... pocz... poczekam...
Już w myślach układałem sobie, co zrobię...
Gdy tylko Ji do mnie zadzwonił i powiedział że chce się spotkać bez pomyślenia od razu się zgodziłem... Ale o czym on chce porozmawiać? Może to nie być nic dobrego wnioskując po ostatnich rozmowach... Stałem przed jego drzwiami parę minut zanim odważyłem się w końcu zadzwonić dzwonkiem do drzwi. Gdy otworzył patrzył się na mnie przez chwilę co według mnie nie wskazywało na nic dobrego lecz ku mojemu zaskoczeniu, złapał mnie za rękę wciągając do mieszkania, pocałował a następnie przytulił. Nie do końca do mnie docierało co się właśnie stało.
- Przepraszam... - powiedział po jakiś czasie, spojrzałem na niego pytająco nie wiedząc czemu mnie przeprasza - Gdybym cię nie zostawił do niczego by wtedy nie doszło
- To nie jest twoja wina... To ja powinienem cię za to przepraszać
- Słyszałem twoją rozmowę z Aki'm
- J... Jak dużo z niej słyszałeś...?
- Wszystko... Nie musisz się nim już przejmować dałem mu nauczkę... A jak cię dotknie chociaż palcem straci całą rękę - powiedział cały czas nie puszczając mnie z objęcia
- Co masz na myśli mówiąc że "dałeś mu nauczkę"
- Nic, nic... - powiedział zmieniając temat, w pewnym momencie zaczął wsuwać dłoń pod moją bluzkę, bardzo mi brakowało jego dotyku ale musiałem go odepchnąć
- Nie powinniśmy tego robić... w końcu masz już kogoś, prawda? - powiedziałem to z lekkim smutkiem w głosie a Ji lekko spuścił głowę - Chciałeś ze mną o czymś porozmawiać?
- Po prostu chciałem cię jeszcze dziś zobaczyć - Przez całą drogę powrotną serce łomotało mi jak oszalałe. Gdybym go nie odepchnął doszłoby pewnie do czegoś więcej ale... Jeżeli teraz jest w związku z kimś innym...Jeżeli naprawdę chciałby mnie z powrotem zerwałby z tamtą osobą. Następnego dania rano czekała mnie kolejna niespodzianka... Gdy spojrzałem w lustro będąc w łazience ujrzałem na mojej głowie kocie uszy. Szybko zbiegłem na dół do salonu gdzie była moja mama i ojczym. Z tego co powiedziała matka to okazało się że mój ojciec był kotołakiem i że to normalne i że po pewnym czasie powinno się to unormować. Jednak nie mogłem ominąć żadnego dnia w szkole tuż przed egzaminami końcowymi. Znalazłem jakąś luźną czapkę i ją ubrałem... Mam nadzieję że nauczyciele nie będą się tego czepiać... Od razu jak tylko przekroczyłem teren szkoły Sui od razu mnie znalazła... pierwszym jej pytaniem było po co mi czapka skoro jest ciepło... Zaprowadziłem przyjaciółkę w część dziecińca gdzie nie było nikogo i zdjąłem czapkę wyjaśniłem jej całą sytuację i poprosiłem żeby w razie czego mnie kryła. Nie mam ochoty żeby inni się o tym dowiedzieli uznają mnie pewnie za jakiegoś dziwaka. Jak się okazało jedna z nauczycielek jest chora o druga jest na jakiejś wycieczce z pierwszakami i musieliśmy mieć łączone zastępstwo razem z drugą klasą. Poszliśmy do sali gdzie miały się odbywać zajęcia. W pewnym momencie do klasy wszedł Ji razem z jakimś blondynem który okazał się być uczniem drugiej klasy a Ji okazał się być zastępcą za naszą chorą wychowawczynię. Gorzej już chyba być nie mogło, na dodatek chyba właśnie się dowiedziałem kto jest tym nowym partnerem Ji. Gdy lekcje się zaczęły Ji się przedstawił i oznajmił że będzie zastępował naszą wychowawczynię do końca roku szkolnego... Czemu mi o tym wczoraj nie powiedział.
- Z powodu że zbliża się koniec roku, trzecie klasy mają egzaminy końcowe a druga zaliczenia rozdam wam formularze na których zaznaczycie przedmioty z którymi macie problemy - Przeszedł po klasie i rozdał wszystkim kartki... Oczywiście musiałem zaznaczyć przedmioty ścisłe (chemie i biologię). Gdy tylko widziałem jak Ji zatrzymał się przy tym blondynie i coś do niego mówił z jakiegoś powodu zaczynało się we mnie gotować... Gdy zabierał ode mnie kartkę mruknął coś w stylu "myślałem że sobie będziesz lepiej radził", co to miało w ogóle znaczyć... Nigdy nie miałem pamięci to tych wszystkich reakcji i nazw. Przez resztę zajęć uczniowie zadawali mu pytania... Takie lekkie deja vu, trochę jak w pierwszej klasie jak również miał zastępstwo na godzinie wychowawczej, tyle że też był uczniem. Po skończonej lekcji Ji od razu wyszedł z sali z jakiegoś powodu a do mnie podszedł ten blondyn z którym wszedł do sali na początku lekcji
- Hej Akane-chan. Jestem Chuichi Naji. Jesteś byłym chłopakiem Ji-chan'a, prawda?
- Etto... Tak, skąd to wiesz
- Ji-chan mi powiedział
- Czyli ty jesteś jego nowym chłopakiem? - spytałem na co chłopak przytaknął z uśmiechem
- Jesteś też kotołakiem tak samo jak ja - oznajmił i pokazał swoje kocie uszy- Ale wracając do tematu to strasznie irytujące jak cały czas o tobie mówi... Zapamiętaj sobie jedno. Nie oddam ci Ji-chan'a tak łatwo
- To chyba też od niego zależy... Skoro jest z tobą to znaczy że tego chciał... Gdyby chciał być znowu ze mną zrobiłby to
- Chodzi ze mną bo go o to poprosiłem... Mimo wszystko nie licz na to że tak po prostu ci go oddam - Naprawdę ten gnojek zaczął mnie wkurzać z jakiegoś powodu zacząłem się z nim kłócić. Obaj zamilkliśmy gdy do sali wszedł Ji. Bez żadnego słowa wyszedłem z klasy i zacząłem iść w stronę swojej szafki lecz tuż przy niej zatrzymał mnie Ji
- Co się tak stało?
- Nie ważne. Zapytaj swojego chłoptasia!
- Ale ja chcę zapytać ciebie - Gdy tylko próbowałem wyrwać rękę z jego dłoni ktoś mnie potrącił przez co spadła mi czapka. Dłońmi przyklepałem swoje kocie uszy i pobiegłem w stronę męskiej szatni... Nikt nie powinien mieć teraz w-fu więc była pusta. Po chwili wbiegł za mną Ji - Akane... jesteś kotem?
- Rano byłem równie zaskoczony co ty, nie potrafię schować tych uszów
- To znaczy że musisz je chować?
- A jak by to wyglądało jakbym po szkole chodził z kocimi uszami? Byłoby to co najmniej dziwne
- Bez przesady, Chu prawie cały czas paraduje z kocimi uszami i ogonem
- Ale ja nie jestem Chu! - trochę się wkurzyłem, jak w ogóle on może mnie porównywać do tamtego gnojka
- To prawda. Nie jesteś... - powiedział wyciągając do mnie rękę ale w pewnym momencie ją cofnął, pewnie przez to co powiedziałem wczoraj. Podał mi moją czapkę i oznajmił że musi wracać na następną lekcję. Założyłem czapkę na głowę i wyszedłem chwilę później. Na ostatniej lekcji mieliśmy w-f, z powodu że jako jedyny nie ćwiczyłem nauczyciel kazał mi pozbierać i poskładać wszystko, tak więc jak wyszedłem z szatni byłem już chyba ostatnim uczniem w szkole, gdy kierowałem się do swojej szafki usłyszałem szloch, postanowiłem pójść sprawdzić co się stało. Ji siedział na jednej z ławek na korytarzu i widocznie płakał z jakiegoś powodu. jeszcze chwilę zastanawiałem się czy do niego podejść ale w końcu to zrobiłem
- Ji? Wszystko w porządku? - spytałem siadając obok niego. Chłopak nic nie odpowiedział tylko mnie mocno objął.
Jigoku
W końcu zrozumiałem swój błąd. Doskonale go zrozumiałem. Tylko szkoda, że tak późno... Zrozumiałem, że nikim nie zastąpię Akane. Przejrzałem na oczy w momencie ujrzenia Chuichiego, jak całował się z kimś w klasie. Nie, nie byłem zrozpaczony z tego powodu. Wręcz przeciwnie. Cieszyłem się, że go nie pokochałem. Czarnowłosy na pewno niechętnie podszedł. Czułem się koszmarnie. W pewnym momencie się odezwał:
-Ji? Wszystko w porządku?
Westchnąłem głęboko.
-Nie. Nic nie jest w porządku. N-I-C... Chu mnie zdradził... A najgorsze jest to, że ja i tak cię kocham. Nie brzydzę się tobą. Naprawdę za tobą tęsknię...
Chłopak po chwili mnie przytulił. Zdziwiłem się. Próbowałem zastąpić go kimś innym, więc to ja jestem żałosny. Zdawałem sobie sprawę, ze swoich uczuć, a mimo to...
-Przepraszam...-powiedział cicho.
Zdziwiłem się. Za co on mnie niby przeprasza? To moja wina, mogłem go zabrać ze sobą, a tego nie zrobiłem... Głaskałem go po plecach.
-Akane, kocham cię... tak bardzo...
Odpowiedział mi tym swoim uroczym i ciepłym głosem. Przez czas mojej nieobecności bałem się, że znajdzie sobie kogoś innego, że nie uda mi się go odzyskać. Czekał na mnie. Czekał i nadal mnie kochał. Postanowiłem, iż zabiorę go na randkę. Nigdy na takowej nie byliśmy, więc trzeba nadrobić. Cmoknąłem chłopaka w czoło.
-Pójdźmy do restauracji.-nawet nie zapytałem, czy by chciał, ponieważ było to według mnie pytanie retoryczne.
Zerknąłem na niego. Oczy mu się świeciły, na twarzy miał lekkiego rumieńca. Uśmiechnąłem się widząc jego minę. Wstałem, chwyciłem go za rękę i po zebraniu się wyszliśmy ze szkoły. W końcu skończyliśmy lekcje, tak więc nic nie stało na przeszkodzie. Zaprowadziłem go do swojego mieszkania, przycisnąłem go ściany i namiętnie pocałowałem. Odwzajemnił pocałunek. Brakowało mi tego, naprawdę. Wsunąłem jedną dłoń pod jego bluzkę, a drugą objąłem delikatnie jego kark i przycisnąłem do swojego ciała. Wydawało mi się, że miał bardziej umięśnione ciało. Postanowiłem spieprzyć atmosferę i go o to zapytać.
-Akane, jakim cudem masz takie ponętne ciało?
Chłopak zająknął się.
-No bo... wcześniej było... było takie nijakie i ja... chciałem być, być bardziej atrakcyjnym dla ciebie...
Woah... urocze, ale jeżeli dziewczyny będą patrzeć na niego? Chociaż... o to raczej nie muszę się martwić. Jestem zachłanny, więc nie chciałbym, aby się na niego gapiono. On jest mój i tylko mój... Uroczy, pociągający... Znów go cmoknąłem, ale tym razem przeszkodził nam dźwięk, który wydobywał się z mojego żołądka. Byłem głodny i to bardzo. Chłopak lekko się zaśmiał.
-Zjemy coś?-zapytał.
W sumie chyba także musiał być głodny. Podniosłem go i przerzuciłem przez ramię.
-Hej! Nie jestem workiem ziemniaków!
W salonie postawiłem go na ziemi.
-To wolisz być księżniczką?
-Oczywiście, że tak. Mój książę...
Tak pięknie przeciągnął samogłoski... Byłem napalony i to bardzo. Tak cholernie bardzo. Udałem się do kuchni, aby zrobić ramen, chłopak jednak świetnie się bawił przeszkadzając mi. W końcu złapałem go, podnieciłem i puściłem. Patrzył na mnie obrażonym wzrokiem.
-Teraz radź sobie sam, wiedz, że potrafię się zemścić, a jeśli wpadniesz na pomysł, aby pójść do jakiegoś faceta, droga wolna, ale możesz nie wracać.-burknąłem zły.
Przytulił mnie od tyłu.
-Nie chcę innego faceta niż ciebie...
Zadowoliła mnie ta odpowiedź, nie powiem.
-Po zjedzeniu i krótkim odpoczynku, obiecuję, że dokładnie cię obmacam i zbadam twoje wnętrze...
Spojrzałem na niego. Był cały czerwony, ale i tak zwróciłem uwagę na jego erekcję.
-Poczekasz na to, jak ja cię doprowadzę, czy zrobisz to sam?
Chłopak spuścił wzrok.
-P... pocz... poczekam...
Już w myślach układałem sobie, co zrobię...
wtorek, 30 sierpnia 2016
Rozdział 10
Akane
Następnego dnia byłem dość zdołowany z powodu Ji, na dodatek jeszcze Sui mnie wyciągnęła na zakupy po zajęciach. Zwykle to polegało na to że ona coś mierzyła a ja czekałem aż jej się znudzi, tak w kilku sklepach. Bardzo często przez to sprzedawczynie myślały że jesteśmy parą. Szliśmy do kolejnego sklepu jak Sui się zatrzymała
- Co jest? - również się zatrzymałem i spojrzałem na dziewczynę
- Chyba widzę Ji... Patrz tam - oznajmiła po czym również spojrzałem w w tą samą stronę co różowo włosa. Zaczęła wołać go i machać do niego ręką
- Etto... To ja może już wrócę do domu...
- Nigdzie się nie wybierasz - powiedziała i zatrzymała mnie łapiąc za koszulę. Ji po chwili podszedł i się przywitał z dziewczyną. Po chwili spojrzał na mnie wzrokiem typu "Co, nie powiesz nawet dzień dobry" - Dawno się nie widzieliśmy... Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki na lody i porozmawiamy we trójkę?
- Robi się już późno, o tej porze większość jest już zamkniętych - znając Sui będzie próbowała nas z powrotem zeswatać w tym momencie może nie być to najlepszym pomysłem żeby się wtrącała więc próbowałem jakoś odciągnąć ją od tego pomysłu.
- Nic nie szkodzi... Niedaleko jest kawiarnia otwarta do 21... To jak Ji...?
- Jasne, czemu nie - coś czuję że może wyniknąć z tego coś złego. Gdy dotarliśmy już na miejsce kelner przywitał się z Ji
- Bywasz tu często? - spytała Sui
- Pracuję tutaj - odparł. Nigdy bym nie pomyślał że Ji będzie pracował kiedyś jako kelner w kawiarni. Każdy zamówił jakieś lody po czym Sui oznajmiła że idzie do toalety. Siedziałem przez chwili z Ji w milczeniu
- Będziesz tak siedział i się nie odzywał? - powiedział lekko wkurzonym głosem
- Powiedziałeś mi wczoraj żebym się do ciebie nie odzywał
- Eh... I wziąłeś to na poważnie? - po tym Sui wróciła do stolika
- Co u ciebie Ji
- Nic specjalnego... Studiuję literaturę i pracuję tutaj... Nie wiedziałem że się przyjaźnicie
- Od niecałych dwóch lat. Właśnie Akane, chciałabym jeszcze pójść do pewnego sklepu przed zamknięciem
- Sui, mamy niedługo egzaminy końcowe... Muszę wracać do domu i uczyć, daruj sobie już ten sklep
- Akane ma rację, nie męcz go już... Jeżeli chodzi o egzaminy jak wam idzie
- Mam lekkie problemy z historią ale jest znośnie
- A ty Akane masz z czymś problemy?
- Przedmioty ścisłe...
- Kiedyś również miałeś z tym problemy
- W sumie to Ji byłeś prymusem w szkole prawda? A ty Akane masz problemy z biologią... Może Ji pomógłbyś Akane z tą biologią? - powiedział po czym spojrzała na nas bardzo wymownie
- Sui, wiem o czym myślisz i już mówię że to w tym momencie niemożliwe. Spotykam się już z kimś - Powiedział po czym zamarłem, może mówi o tej narzeczonej?
- A no chodziły plotki że masz narzeczoną
- Nie o niej mówię - nie o niej? Nie mówił że zaczął się spotykać z kimś innym... W sumie to chyba normalne... W porównaniu co ja robiłem, to nic... Skoro jest szczęśliwy z kimś innym nie powinienem na to narzekać... Na pewno jest mu lepiej z nim niż jakby miał wrócić do kogoś kogo przeleciało prawie pół miasta. Czułem się strasznie, całe szczęście moja mama zadzwoniła z prośbą żebym jej pomógł z obiadem, miałem przynajmniej powód żeby wyjść... To znaczy nie to że nie chcę spędzać czasu z Ji ale im dłużej tam siedziałem tym coraz bardziej miałem wyrzuty sumienia i coś bolało mnie od środka. Podczas drogi powrotnej niestety natknąłem się na Aki'ego
- No hej Akane-kun. Czy mi się zdaje czy unikasz mnie w szkole od pewnego czasu
- Zejdź mi z drogi - próbowałem go wyminąć ale ten mnie złapał za rękę, zaciągnął w jakąś uliczkę i przycisnął do ściany
- Moja propozycja jest cały czas aktualna, na tych samych warunkach
- Zamknij się! Już nigdy więcej tego z nikim nie zrobię, a już na pewno nie z tobą
- Co z ciebie taka cnotka, co? A już łapię, podobno ten okularnik wrócił do miasta, twój były. Możesz się już od razu poddać a nie starać się dla niego... Wiedząc że tylu już cie dotykało nie masz nawet co myśleć że cię z powrotem zachce
- Zamknij się...
- Co prawda boli, Akane-kun
- Zamknij się! - po tym nie wytrzymałem, odepchnąłem go i uderzyłem
- No proszę... Nasz Diva się rozzłościła... Przecież sam dobrze wiesz że nie masz u niego żadnych szans... Wmawiasz sobie że jak się zmienisz to cię zachcę? Po co się oszukiwać - powiedział i przyłożył dłoń do mojego podbródka
- Wszystko przez ciebie. Gdym tylko wtedy dwa lata temu się ciebie nie posłuchał nie miałbym teraz tego problemu - odtrąciłem jego rękę i wychodząc z uliczki zobaczyłem stojącego za zakrętem Ji, nic nie powiedział tylko się na mnie popatrzył. Minąłem chłopaka i skierowałem się w stronę domu. Nie wiem czy słyszał naszą rozmowę a jeżeli tak to ile z niej usłyszał... Po powrocie do domu opiekunka która zajmowała się moją młodszą siostrą Mayumi mogła wyjść, powiedziała wychodząc że mała nie jeszcze nie jadła. Mayumi urodziła się 3 miesiące temu, przynajmniej mama w końcu dostała córkę może mnie w końcu przestanie gnębić z tymi babskimi ciuchami. Chwilę później usłyszałem płacz siostrzyczki więc poszedłem do niej uprzednio wyciągając mleko z lodówki i dając je do podgrzania. Wziąłem niemowlę na ręce i próbowałem jakoś uspokoić puki mleko nie będzie gotowe. po nakarmieniu jej odłożyłem ją do łóżeczka. Po jakiś 15 minutach wrócił ojczym z pracy, mamie w końcu również udało się znaleźć pracę ale kończy ona dosyć późno... Wróciłem do swojego pokoju gdzie położyłem się na łóżko w pewnym momencie zadzwonił mój telefon...
Jigoku
Słyszałem WSZYSTKO o czym mówił ten skurwiel. Czyli to on namówił Akane do tego... Gdy tylko czarnowłosy się oddalił poszedłem za chłopakiem. Szybko mnie zauważył.
-Dawno ci ktoś nie wpierdolił?
-A coś ty taki agresywny? Nie miałem racji? Zechcesz go po tym, co zrobił?
-Może... kto dał ci prawo do mówienia za mnie?
Nie zdążył odpowiedzieć, jak już leżał na ziemi. Nawet nie wiem, czemu dałem się ponieść agresji, przecież nie jestem z Akane. Nie powinno mnie obchodzić, co robi. Nie teraz. Mam kogoś. Dlaczego go pobiłem, do cholery? W końcu dałem mu uciec i wróciłem do domu. Ostatnio nie czułem się najlepiej. Co jakiś czas traciłem siły na trzydzieści minut, czasem czterdzieści. Zostawiłem buty w przedpokoju, udałem się do salonu i ległem na kanapie. Przytłoczyło mnie ostatnio dość dużo problemów; powrót do starego mieszkania, ataki, łagodniejsze, bo łagodniejsze, ale i tak a do tego dowiedziałem się, że mam raka. Żyć, nie umierać po prostu... Niedawno także poznałem swojego jakże wspaniałego ojca. Nie odzywał się dziewiętnaście lat i nagle zaczął ingerować w moje życie? Do tego to dosyć znany przywódca mafii, więc myślał, że mu wybaczę. Z uśmiechem na "ustach" (chociaż jak dla mnie, to miał ryj) powiedział "Jigoku, synku... miło cię poznać!". Aż korciło, by wybić mu parę zębów. No nic. Jestem skazany na zaakceptowanie go jako ojca. Matka na wszelkie sposoby pragnęła, bym nic o nim nie wiedział. Dlatego dość często się przeprowadzaliśmy, ale stwierdziła trzy lata temu, że jestem na tyle "dorosły" abym sam mógł o sobie decydować. Mimo, iż czasem bywa naprawdę przerażająca, to i tak jedyna kobieta, którą naprawdę bardzo szczerze kocham. A nowa żona mojego "tatusia" niech się wypcha i nie myśli o tym, że jakkolwiek będę jej "wdzięczny" lub nazywał ją "mamą". Ona na to nie zasługuje. Nie zna mnie. Nie jest kimś z mojej rodziny. Co z tego, że pieprzy się z moim ojcem? Chciałem zadzwonić do Akane, ale sama myśl, że tylu mężczyzn go dotykało... A to wszystko moja wina. Gdybym go nie zostawił... Na pewno to wszystko potoczyłoby się inaczej. Pomógłbym mu, a tak... Wziąłem telefon do ręki i zastanawiałem się, czy zmienił numer. Bardzo bałem się z nim rozmawiać, szczególnie po tym, co mu powiedziałem... W końcu zebrałem się na odwagę, by w końcu do niego zadzwonić. Odebrał niemal natychmiast.
~Kto dzwoni?
-Akane? To ja, Ji...
~Coś się stało?
-I tak, i nie. Chciałbym z tobą porozmawiać. Nie ma większego powodu. Tak po prostu... mógłbyś do mnie przyjść?
~Nie ma problemu, ale gdzie mieszkasz?
-Nie zmieniłem adresu, mam nadzieję, że pamiętasz, gdzie mieszkam...
~Ah... okej, będę za niedługo.
Rozłączyłem się i ogarnąłem salon. Obawiałem się tego spotkania. Naprawdę, bardzo się go obawiałem. Gdy w końcu usłyszałem dzwonek do drzwi zastanawiałem się, czy to aby na pewno był dobry pomysł... w końcu wstałem i otworzyłem mu. Patrzyłem na niego dłuższą chwilę. Zrozumiałem w końcu, że ja... ja naprawdę go kocham. Wciągnąłem go do mieszkania i pocałowałem. Czułem się winny tego, co musiał robić. Po tym mocno go przytuliłem.
Następnego dnia byłem dość zdołowany z powodu Ji, na dodatek jeszcze Sui mnie wyciągnęła na zakupy po zajęciach. Zwykle to polegało na to że ona coś mierzyła a ja czekałem aż jej się znudzi, tak w kilku sklepach. Bardzo często przez to sprzedawczynie myślały że jesteśmy parą. Szliśmy do kolejnego sklepu jak Sui się zatrzymała
- Co jest? - również się zatrzymałem i spojrzałem na dziewczynę
- Chyba widzę Ji... Patrz tam - oznajmiła po czym również spojrzałem w w tą samą stronę co różowo włosa. Zaczęła wołać go i machać do niego ręką
- Etto... To ja może już wrócę do domu...
- Nigdzie się nie wybierasz - powiedziała i zatrzymała mnie łapiąc za koszulę. Ji po chwili podszedł i się przywitał z dziewczyną. Po chwili spojrzał na mnie wzrokiem typu "Co, nie powiesz nawet dzień dobry" - Dawno się nie widzieliśmy... Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki na lody i porozmawiamy we trójkę?
- Robi się już późno, o tej porze większość jest już zamkniętych - znając Sui będzie próbowała nas z powrotem zeswatać w tym momencie może nie być to najlepszym pomysłem żeby się wtrącała więc próbowałem jakoś odciągnąć ją od tego pomysłu.
- Nic nie szkodzi... Niedaleko jest kawiarnia otwarta do 21... To jak Ji...?
- Jasne, czemu nie - coś czuję że może wyniknąć z tego coś złego. Gdy dotarliśmy już na miejsce kelner przywitał się z Ji
- Bywasz tu często? - spytała Sui
- Pracuję tutaj - odparł. Nigdy bym nie pomyślał że Ji będzie pracował kiedyś jako kelner w kawiarni. Każdy zamówił jakieś lody po czym Sui oznajmiła że idzie do toalety. Siedziałem przez chwili z Ji w milczeniu
- Będziesz tak siedział i się nie odzywał? - powiedział lekko wkurzonym głosem
- Powiedziałeś mi wczoraj żebym się do ciebie nie odzywał
- Eh... I wziąłeś to na poważnie? - po tym Sui wróciła do stolika
- Co u ciebie Ji
- Nic specjalnego... Studiuję literaturę i pracuję tutaj... Nie wiedziałem że się przyjaźnicie
- Od niecałych dwóch lat. Właśnie Akane, chciałabym jeszcze pójść do pewnego sklepu przed zamknięciem
- Sui, mamy niedługo egzaminy końcowe... Muszę wracać do domu i uczyć, daruj sobie już ten sklep
- Akane ma rację, nie męcz go już... Jeżeli chodzi o egzaminy jak wam idzie
- Mam lekkie problemy z historią ale jest znośnie
- A ty Akane masz z czymś problemy?
- Przedmioty ścisłe...
- Kiedyś również miałeś z tym problemy
- W sumie to Ji byłeś prymusem w szkole prawda? A ty Akane masz problemy z biologią... Może Ji pomógłbyś Akane z tą biologią? - powiedział po czym spojrzała na nas bardzo wymownie
- Sui, wiem o czym myślisz i już mówię że to w tym momencie niemożliwe. Spotykam się już z kimś - Powiedział po czym zamarłem, może mówi o tej narzeczonej?
- A no chodziły plotki że masz narzeczoną
- Nie o niej mówię - nie o niej? Nie mówił że zaczął się spotykać z kimś innym... W sumie to chyba normalne... W porównaniu co ja robiłem, to nic... Skoro jest szczęśliwy z kimś innym nie powinienem na to narzekać... Na pewno jest mu lepiej z nim niż jakby miał wrócić do kogoś kogo przeleciało prawie pół miasta. Czułem się strasznie, całe szczęście moja mama zadzwoniła z prośbą żebym jej pomógł z obiadem, miałem przynajmniej powód żeby wyjść... To znaczy nie to że nie chcę spędzać czasu z Ji ale im dłużej tam siedziałem tym coraz bardziej miałem wyrzuty sumienia i coś bolało mnie od środka. Podczas drogi powrotnej niestety natknąłem się na Aki'ego
- No hej Akane-kun. Czy mi się zdaje czy unikasz mnie w szkole od pewnego czasu
- Zejdź mi z drogi - próbowałem go wyminąć ale ten mnie złapał za rękę, zaciągnął w jakąś uliczkę i przycisnął do ściany
- Moja propozycja jest cały czas aktualna, na tych samych warunkach
- Zamknij się! Już nigdy więcej tego z nikim nie zrobię, a już na pewno nie z tobą
- Co z ciebie taka cnotka, co? A już łapię, podobno ten okularnik wrócił do miasta, twój były. Możesz się już od razu poddać a nie starać się dla niego... Wiedząc że tylu już cie dotykało nie masz nawet co myśleć że cię z powrotem zachce
- Zamknij się...
- Co prawda boli, Akane-kun
- Zamknij się! - po tym nie wytrzymałem, odepchnąłem go i uderzyłem
- No proszę... Nasz Diva się rozzłościła... Przecież sam dobrze wiesz że nie masz u niego żadnych szans... Wmawiasz sobie że jak się zmienisz to cię zachcę? Po co się oszukiwać - powiedział i przyłożył dłoń do mojego podbródka
- Wszystko przez ciebie. Gdym tylko wtedy dwa lata temu się ciebie nie posłuchał nie miałbym teraz tego problemu - odtrąciłem jego rękę i wychodząc z uliczki zobaczyłem stojącego za zakrętem Ji, nic nie powiedział tylko się na mnie popatrzył. Minąłem chłopaka i skierowałem się w stronę domu. Nie wiem czy słyszał naszą rozmowę a jeżeli tak to ile z niej usłyszał... Po powrocie do domu opiekunka która zajmowała się moją młodszą siostrą Mayumi mogła wyjść, powiedziała wychodząc że mała nie jeszcze nie jadła. Mayumi urodziła się 3 miesiące temu, przynajmniej mama w końcu dostała córkę może mnie w końcu przestanie gnębić z tymi babskimi ciuchami. Chwilę później usłyszałem płacz siostrzyczki więc poszedłem do niej uprzednio wyciągając mleko z lodówki i dając je do podgrzania. Wziąłem niemowlę na ręce i próbowałem jakoś uspokoić puki mleko nie będzie gotowe. po nakarmieniu jej odłożyłem ją do łóżeczka. Po jakiś 15 minutach wrócił ojczym z pracy, mamie w końcu również udało się znaleźć pracę ale kończy ona dosyć późno... Wróciłem do swojego pokoju gdzie położyłem się na łóżko w pewnym momencie zadzwonił mój telefon...
Jigoku
Słyszałem WSZYSTKO o czym mówił ten skurwiel. Czyli to on namówił Akane do tego... Gdy tylko czarnowłosy się oddalił poszedłem za chłopakiem. Szybko mnie zauważył.
-Dawno ci ktoś nie wpierdolił?
-A coś ty taki agresywny? Nie miałem racji? Zechcesz go po tym, co zrobił?
-Może... kto dał ci prawo do mówienia za mnie?
Nie zdążył odpowiedzieć, jak już leżał na ziemi. Nawet nie wiem, czemu dałem się ponieść agresji, przecież nie jestem z Akane. Nie powinno mnie obchodzić, co robi. Nie teraz. Mam kogoś. Dlaczego go pobiłem, do cholery? W końcu dałem mu uciec i wróciłem do domu. Ostatnio nie czułem się najlepiej. Co jakiś czas traciłem siły na trzydzieści minut, czasem czterdzieści. Zostawiłem buty w przedpokoju, udałem się do salonu i ległem na kanapie. Przytłoczyło mnie ostatnio dość dużo problemów; powrót do starego mieszkania, ataki, łagodniejsze, bo łagodniejsze, ale i tak a do tego dowiedziałem się, że mam raka. Żyć, nie umierać po prostu... Niedawno także poznałem swojego jakże wspaniałego ojca. Nie odzywał się dziewiętnaście lat i nagle zaczął ingerować w moje życie? Do tego to dosyć znany przywódca mafii, więc myślał, że mu wybaczę. Z uśmiechem na "ustach" (chociaż jak dla mnie, to miał ryj) powiedział "Jigoku, synku... miło cię poznać!". Aż korciło, by wybić mu parę zębów. No nic. Jestem skazany na zaakceptowanie go jako ojca. Matka na wszelkie sposoby pragnęła, bym nic o nim nie wiedział. Dlatego dość często się przeprowadzaliśmy, ale stwierdziła trzy lata temu, że jestem na tyle "dorosły" abym sam mógł o sobie decydować. Mimo, iż czasem bywa naprawdę przerażająca, to i tak jedyna kobieta, którą naprawdę bardzo szczerze kocham. A nowa żona mojego "tatusia" niech się wypcha i nie myśli o tym, że jakkolwiek będę jej "wdzięczny" lub nazywał ją "mamą". Ona na to nie zasługuje. Nie zna mnie. Nie jest kimś z mojej rodziny. Co z tego, że pieprzy się z moim ojcem? Chciałem zadzwonić do Akane, ale sama myśl, że tylu mężczyzn go dotykało... A to wszystko moja wina. Gdybym go nie zostawił... Na pewno to wszystko potoczyłoby się inaczej. Pomógłbym mu, a tak... Wziąłem telefon do ręki i zastanawiałem się, czy zmienił numer. Bardzo bałem się z nim rozmawiać, szczególnie po tym, co mu powiedziałem... W końcu zebrałem się na odwagę, by w końcu do niego zadzwonić. Odebrał niemal natychmiast.
~Kto dzwoni?
-Akane? To ja, Ji...
~Coś się stało?
-I tak, i nie. Chciałbym z tobą porozmawiać. Nie ma większego powodu. Tak po prostu... mógłbyś do mnie przyjść?
~Nie ma problemu, ale gdzie mieszkasz?
-Nie zmieniłem adresu, mam nadzieję, że pamiętasz, gdzie mieszkam...
~Ah... okej, będę za niedługo.
Rozłączyłem się i ogarnąłem salon. Obawiałem się tego spotkania. Naprawdę, bardzo się go obawiałem. Gdy w końcu usłyszałem dzwonek do drzwi zastanawiałem się, czy to aby na pewno był dobry pomysł... w końcu wstałem i otworzyłem mu. Patrzyłem na niego dłuższą chwilę. Zrozumiałem w końcu, że ja... ja naprawdę go kocham. Wciągnąłem go do mieszkania i pocałowałem. Czułem się winny tego, co musiał robić. Po tym mocno go przytuliłem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)