Akane
Jak tylko wróciłem do domu wziąłem jakieś leki przeciw bólowe ale niestety na mdłości nie mogłem nic poradzić. Po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi. Nie wiedziałem kogo mam się spodziewać a Ji przecież by tak szybko nie zrobił zakupów. Podszedłem do drzwi i je otworzyłem. W progu stał Momoru z dość niezadowoloną miną
- C...Co ty tu robisz? Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam
- Nie istotne... Przyszedłem tu po ciebie
- Że jak?!
- Myślisz że tak łatwo o tobie zapomnę? Nie ma mowy żebym cię oddał bez walki
- Powiedziałem ci już coś... Nie chcę cię już więcej widzieć - powiedziałem i chciałem już zatrzasnąć drzwi ale on je złapał i wszedł do środka. Zatrzasnął drzwi a potem szybko chwycił mnie za nadgarstki przyciskając do ściany. Jakimś szczęśliwym trafem niekontrolowanie zmieniło mnie w kotka. Momoru w tym momencie trzymał moje same ubrania a ja pobiegłem najszybciej jak tylko mogę do salonu pod szafę, chciał mnie stamtąd wyciągnąć ale ilekroć przybliżała się do mnie jego ręka syczałem i starałem się atakować go pazurkami... nie są jakieś długie ze względu na moje rozmiary ale zawsze coś... Na szczęście w porę przyszedł Ji pozbył się Momoru z domu. Ji wziął mnie na ręce i lekko przytulił
- Przytyło ci się grubasku - lekko się zaśmiał
- T... To tylko futro
- Jasne - ponownie się zaśmiał. Po chwili usiadł na kanapie i mnie trzymał na kolanach, w pewnym momencie zamieniłem się w człowieka i siedziałem rozkrokiem na kolanach Ji twarzą do niego... Lekko naburmuszony odwróciłem wzrok - Ej Akaneś co jest? Jestś zły za to co powiedziałem? - nadal się nie odzywałem... - Jak typowa żona... "wyglądam w tym grubo?" - lekko się zaśmiał a ja tylko lekko na niego spojrzałem lecz nadal się nie odzywałem. Ji lekko szczypnął skórę na moim brzuchu - No, nie fochaj się na mnie Akaneś
- Będziesz teraz cały czas mówił do mnie zdrobniale?
- Nie podoba ci się to?
- Podoba ale... Nie przywykłem do tego - Ji pocałował mnie w nos po czym owinął mnie kocykiem
- lepiej żebyś tak nie siedział całkiem nagi bo się przeziębisz - powiedział na co tylko przytaknąłem
- Pójdę się na chwilę położyć, nadal mnie boli głowa
- Dobrze, śpij dobrze - poszedłem do sypialni, ubrałem tylko jakiś luźny podkoszulek i położyłem się. Zasnąłem prawie od razu jak się obudziłem leżałem tuż obok Ji który czytał jakąś książkę - Obudziłeś się? Jak się czujesz?
- Już lepiej... Jak długo spałem
- Na tyle długo że zdążyłem zrobić obiad ale nie chciałem cię budzić - Wstałem razem z Ji, poszliśmy do jadalni po czym przyniósł mi porcję z jedzeniem
- Ty nie jesz?
- Już jadłem. Jedz bo znowu wystygnie - uśmiechnąłem się i zacząłem jeść - To jest świetne
- Cieszę się że ci smakuje
- Oczywiście... Ale to chyba ja powinienem umieć gotować w tym związku - Chłopak tylko się uśmiechnął i rozczochrał mi włosy
- Jeszcze się nauczysz, spokoje
- Między czasie spale z 4 kuchnie - powiedziałem półżartem. Z uśmiechem dokończyłem danie i poszedłem się przebrać bo byłem w samym podkoszulku. Gdy miałem już wychodzić z pokoju zadzwonił mój telefon leżący na komodzie przy łóżku. Odebrałem i okazało się że była to moja mama. Zapraszała mnie na obiad na następny dzień, oznajmiła również że oczywiście Ji może pójść ze mną, bardzo go lubiła więc musiała wspomnieć o tym na samym wstępie. Zgodziłem się, w końcu to moja matka, ostatnio nie spędzaliśmy ze sobą zbyt wiele czasu więc miło by było zjeść razem kolację... Wróciłem do salonu i powiedziałem o tym Ji, chłopak bez długiego namysłu zgodził się pójść - W sumie rodzinna kolacja, może to byłaby dobra okazja żeby im powiedzieć - powiedziałem podnosząc rękę z pierścionkiem
- Też o tym pomyślałem. Raczej nie powinno być żadnych sprzeciwów ze strony twoich rodziców
- Nie musimy się o to martwić, mama cię wprost uwielbia a ojczym jest spoko
- Będzie ktoś jeszcze prócz nas
- Nie wiem, chyba nie. W każdym razie mama nic mi o tym nie wspomniała
- Jutro, tak? Trochę mało czasu ale może będzie jakiś gotowy. Chodź
- Gotowy? O co ci chodzi
- Może to są twoi rodzice ale i tak pasowałoby żebyś jakoś wyglądał, sprawienie sobie nowego garniaka ci nie zaszkodzi, ja mam ich kilka więc mogę coś wybrać ale jeżeli chodzi o ciebie
- Mam przecież garnitur
- Jeden... I na dodatek taki przeciętny... Chodź szkoda czasu - grzecznie poszedłem za Ji, ubrałem coś jeszcze na siebie, buty i wyszliśmy. Udaliśmy się do jakiegoś prywatnego krawca. Musiałem stać na przymiarce prawie 2 godziny po czym mężczyzna oznajmił że będzie na jutro popołudniu, akurat przed kolacją. Po powrocie siadłem w salonie i włączyłem telewizor, po czym Ji wziął mi z ręki pilota
- Ej...
- Co "ej" grubasku - powiedział z uśmiechem na ustach
- Nie nazywaj mnie tak
- To może Prosiaczku? - odparł lekko szczypiąc mnie w brzuch
- Czy ty właśnie wypominasz mi moją wagę? Nie przytyłem aż tyle
- Ależ skąd
- Przestań... Od poniedziałku wykupie karnet na siłownie i będę ćwiczył - spoglądnąłem na niego z rękami położonymi na brzuchu by znowu mnie nie tam nie uszczypnął
- Oszukuj się dalej, kochanie
- Co to miało znaczyć? Jeżeli chodzi o takie rzeczy nie jestem leniwy... Będę ćwiczył
- Tak, tak - odparł, zacisnąłem lekko dłonie na mojej bluzce... Na prawdę tak widać że przytyłem? - Akaneś, przedtem byłeś patyczakiem więc to dobrze że trochę przytyłeś - powiedział lekko mnie obejmując
- To czemu mnie nazywasz "grubaskiem"
- Bo masz takie urocze pucowate policzki
- Mam taką samą twarz jak zawsze...
- Maruda
- Naprawdę według ciebie lepiej teraz wyglądam?
- Tak. O wiele lepiej. Przedtem bałem się że cię złamię - lekko się uśmiechnąłem i położyłem mu głowę na ramieniu
- Ale nie nazywaj mnie już "grubaskiem"
- Dobrze kochanie, nie będę - podciągnąłem się lekko i pocałowałem go lekko w usta - Tak właściwie... Dlaczego mnie pokochałeś?
- W sumie można powiedzieć że to była miłość od pierwszego wejrzenia... Jak cię pierwszy raz zobaczyłem, gdy mi pomogłeś, nawet nie znałem twojego imienia a nie mogłem przestać o tobie myśleć
- Romantycznie - lekko się zaśmiał
- A ty we mnie?
- Na początku nie planowałem się w tobie zakochiwać a potem tak jakoś wyszło. Jak mówiłeś do mnie "Sempai", jak na mnie patrzyłeś. Wszystko mi się w pewnym momencie w tobie podobało - po tym trochę mocniej się w niego wtuliłem. W sumie zastanawia mnie w którym dokładnie momencie Ji się we mnie zakochał ale może już nie będę o to pytał. Następnego dnia garnitur był już do odbioru niedługo mieliśmy być już u moich rodziców więc jak tylko go przynieśliśmy do domu ubrałem go. Klasyczny czarny garnitur, poprawiałem jeszcze krawat w lustrze gdy podszedł Ji i lekko mnie objął od tyłu - do twarzy ci w takich ubraniach
- Ale za takimi nie przepadam... Ubieram je kiedy muszę
- Krzywo...
- Co?
- Krzywo zawiązałeś krawat... Obróć się - obróciłem się przodem do Ji który rozwiązał rzecz i zaczął ją wiązać od początku, gdy skończył rozczochrał mi włosy - Taki duży chłopiec a krawatu nie umie zawiązać? - zaczął się ze mną droczyć
- Umiem tylko czasami mi nie wychodzi węzeł
- Tak, tak - w końcu wyszliśmy z domu i podjechaliśmy na miejsce samochodem. Gdy zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi po kilku sekundach otworzyła nam moja mama, zachowywała się jakby nas nie widziała co najmniej rok a przecież odwiedzałem ją jakieś dwa tygodnie temu. W pewnym momencie mama chyba zauważyła mój pierścionek bo na chwilę zamilkła
- Czy to to o czym myślę?
- No... Tak, chcieliśmy o tym wam powiedzieć dopiero przy kolacji
- Tak bardzo się cieszę - zaczęła jeszcze rozmawiać z Ji gdy zadzwonił telefon więc poszła odebrać. Po wejściu do salonu od razu "wbiegła" moja młodsza siostrzyczka, a raczej przydreptała, widocznie nauczyła się chodzić mimo to kiwała się na boki
- Oniiiii-chan! - przydreptała do mnie i wyciągnęła rączki do góry. Podniosłem siostrzyczkę i przytuliłem. Po chwili wyciągnęła rączki w stronę Ji. Chłopak dość nie pewnie ją wziął ode mnie a Mayumi się od razu w niego wtuliła. Ji trochę wyglądał jakby nie wiedział co teraz zrobić bo siostra przyczepiła się do niego i nie miała zamiaru puszczać. Po niedługim czasie pojawił się również mój ojczym i się z nami przywitał, dowiedziałem się również że ma przyjść jego siostra z bratem jak i również jego ciotka
- Mama nic mi nie wspominała że będzie ktoś jeszcze
- Jak do was dzwoniła oni jeszcze mówili że się zastanowią no i musiało wypaść to jej z głowy. Ojczym odebrał córkę od Ji która strasznie z tego powodu protestowała i jeszcze gdzieś z nią wyszedł do innego pokoju, za to my usiedliśmy na kanapie i grzecznie czekaliśmy aż w pewnym momencie przyszła reszta gości. Jak się okazało siostrzeńcem mojego ojczyma był Chuichi, ten bachor który mi wtedy groził w klasie i próbował mi odebrać Ji. Na jego twarzy było widać zaskoczenie jak zobaczył nas obu z resztą my też byliśmy dosyć zaskoczeni jego obecnością. Po chwili już tylko widziałem jak patrzył na mnie z żądzą mordu. To nie będzie taki miły wieczór jak sądziłem. Pojawiła się również dość dęga kobieta może miała około 65 lat, ubrana była w fioletowy komplecik typowy dla kobiet w tym wieku. Musiała to być ciotka o której mówił ojczym, spojrzała na mnie i Ji krzywo i w milczeniu podeszła do mojego ojczyma który trzymał Mayumi na rękach. Zapowiada się "świetny" wieczór. Gdy wszyscy usiedliśmy przy stole panowała niezręczna cisza. Jako pierwszy zabrał głos ten babsztyl który zaczął krytykować danie przygotowane przez moją mamę. Mina mojej matki mówiła sama za siebie, widać było że stara się powstrzymywać od powiedzenia jej czegoś nie miłego. Od samego początku jak się tylko spotkały było oczywiste że nie ma szans iż będą się lubiły . Chuici siedział w milczeniu i czasami spoglądał na mnie z nienawiścią. W pewnym momencie ciotka ojczyma spojrzała na mnie i na Ji
- A ten drugi to kto? Pierwszy raz go widzę. Czy to jakiś bękart tej twojej żony?
- Nie ciociu... To partner Akane... - nie zdążył dokończyć wypowiedzi jak ona mu przerwała
- "Partner"!? Tak dwóch mężczyzn ze sobą?! "Wspaniałą" rodzinę sobie wybrałeś, Kei... Wybór żony najgorszy jaki mógł być a pasierb przynoszący wstyd swojej rodzinie! - kobieta nie przestawała wrzeszczeć co doprowadziło Mayumi do płaczu, mama szybko wzięła ją na ręce starała się uspokoić
- Ciociu... - do rozmowy chciała się wtrącić Ito-san, siostra ojczyma ale szybko skarcona przez ciotkę
- Nie masz zamiaru chyba bronić tego co się dzieje w tej rodzinie. Bezbożnicy
- Posłuchaj stara torbo, tylko ty w tej rodzinie masz jakikolwiek problem. Akane jest szczęśliwy. Jego rodzina w pełni mnie akceptuje - Ji widocznie nie mógł wytrzymać i w końcu wybuchł. Wszyscy zamilkli wpatrując się w niego
- Kim ty jesteś gówniarzu?! Rodzice cię szacunku nie nauczyli?!
- Rodzice?! Ojciec yakuza, matka z resztą też... wychowywała mnie starsza siostra. Nie wiesz z kim gadasz, skamielino
- Pozwalacie żeby ktoś taki wstępował do waszej rodziny, skoro jest dzieckiem mafiozów pewnie sam się tym zajmuje
- To oczywiste, dziedziczę w sumie dwa rody. Mojej matki i ojca. Mogą cię wsadzić do pierdla za obrażanie mnie na dożywocie, starucho. A teraz dziękuję - Ji wkurzony wstał i wyszedł z pomieszczenia. Spojrzałem tylko lekko w stronę mojej matki wiedząc że chcę za nim pójść tylko kiwnęła głową, szybko wstałem i udałem się za Ji. Był w przedpokoju i ubierał buty. Zupełnie rozumiem że się wkurzył sam miałem ochotę coś powiedzieć ale z tym wszystkim co powiedział mógł jednak trochę nie przesadzać. Cały czas mamrotał coś pod nosem ale nie do końca słyszałem co. Musiałem wysłać wiadomość mamie że wychodzimy bo nie za bardzo chciałem wracać do tamtego pomieszczenia odpisała mi "Nic się nie dzieje, rozumiem. Sama chciałabym wyjść z domu byle nie być w nią pod jednym dachem".Ubrałem również buty i wyszedłem razem z Ji. Jak tylko wsiedliśmy do samochodu zapadła chwilowo cisza
- Wszystko w porządku Ji? - po co zadałem to pytanie... Oczywiście że nie jest w porządku. Chłopak lekko westchnął
- Mam nadzieję że nie będę musiał spotykać tego babsztyla już nigdy więcej - przez resztę drogi panowała cisza... Po przekroczeniu progu naszego domu Ji djął mi marynarkę po czym wtulił się we mnie od tyłu
- Przepraszam... Gdybym się nie zgodził na tą kolację nic by takiego nie zaszło...
- Przecież nie miałeś pojęcia że oni też będą... A teraz już o tym nie wspominaj - powiedział lekko poluźniając mój krawat a następnie rozpinając trzy pierwsze guziki koszuli, powoli rozpinał kolejne guziki całując mnie między czasie w szyję i kark... Po rozpięciu wszystkich guzików lekko zaczął jeździć palcami po mojej klatce piersiowej. Było to doszyć przyjemne, gdy tylko lekko przymrużyłem oczy, Ji obrócił mnie do siebie przodem i zupełnie niespodziewanie przewiesił mnie przez ramie idąc w stronę sypialni
- Zepsułeś cały nastrój - lekko wymamrotałem... Nie lubię jak nosi mnie w taki sposób jestem człowiekiem a nie workiem ziemniaków!
Jigoku
-Maruda.-powiedziałem i klepnąłem go w tyłek.-Zaraz odzyskasz ten swój "nastrój", o to się nie martw.
Otworzyłem drzwi do pokoju i rzuciłem chłopaka na łóżko. Takie nudne miejsce na współżycie. Może by jakoś urozmaicić "zabawę"?
-Akaneee... co ty na to, aby poseksić na biurku?
Oficjalnie dzięki mnie powstał nowy odcień czerwonego, nazwę ten jakże piękny kolor "Co ty masz za chore fetysze?!". Zaśmiałem się cicho widząc, jak chłopak siada i odrobinę się ode mnie odsuwa.
-Spokojnie, żartowałem. No choodź tu do mnieee...
Złapałem Akane za biodra, przyciągając do siebie. Zsunąłem mu trochę koszulę z prawego ramienia i delikatnie je pocałowałem. Jedną ręką zacząłem dotykać jego krocza, przez co momentalnie stał się twardy. Mnie dotyk nie był potrzebny. Już przed wniesieniem go do pokoju się podnieciłem. Chłopak podpierał się rękami, ja jednak popchnąłem go tak, aby się położył. Nachyliłem się nad nim.
-Leż grzecznie i czerp przyjemność...-mój oddech muskał mu skórę na szyi, dzięki czemu dostał dreszczy. Akane starał się tłumić jęki jak tylko mógł. Patrzył na mnie lekko przymkniętymi oczyma. Zacząłem całować go po klatce piersiowej przy okazji rozpinając jego spodnie. Stęknął dość głośno, gdy językiem zahaczyłem o jego sutek delikatnie go przygryzając. Czarnowłosy wygiął się w łuk. Zaprzestałem na chwilę pieszczoty, aby wziąć olejek z szafki nocnej. Specjalnie przeciągnąłem czynność, aby zirytować czarnowłosego. Niezadowolony podniósł się do siadu.
-Dlaczego mi to rooobisz?...-wydukał zły.
-Co robię?
Popchnąłem delikatnie chłopaka, by znów się położył. Zdejmowałem z niego powolnie dolne części garderoby, przez co niezadowolony marudził pod nosem. Pomęczyłem go jeszcze obmacując i sam się rozebrałem. Nabrałem olejku na palce i wsunąłem 2 w Akane, przez co głośno jęknął. Gdy stwierdziłem, że był już przygotowany wszedłem w niego. Wydał z siebie piękny, cudowny i długi jęk. Doszedł po jakiś 3 minutach, a ja niedługo po nim. Zmęczony próbował unormować oddech.
-Prysznic, księżniczko, czy kąpiel?-zapytałem kładąc się obok niego.
-Kąpiel, z pianą...
-I różami...
-Tak!
Wstałem i poszedłem przygotować kąpiel. Gdy była gotowa wróciłem po Akane, którego wziąłem na ręce niosąc do łazienki. Delikatnie usadowiłem go w wannie a potem sam usiadłem za nim. Zacząłem go myć w okolicach ud.
-Podnieś trochę tyłek, księżniczko.
Grzecznie wykonał czynność a ja dokładnie go umyłem. Po tym zabrałem się za jego włosy. Odchylił głowę do tyłu a ja delikatnie masowałem ją myjąc. Po wszystkim wysuszyłem go ręcznikiem i sam to zrobiłem. Wróciliśmy do pokoju, gdzie oboje się ubraliśmy. W pewnym momencie przytulił mnie od tyłu.
-Ładnie to tak?
-Ale co?
-Od tyłu mnie tulić?
-Nie mogę?...- i właśnie w tym momencie zrobił oczy zbitego kotka.
Westchnąłem i odwróciłem się do niego przodem. Musimy powoli zacząć planować ślub. Na pewno będziesz miał piękny, biały garnitur. Z jedwabiu.
-Ile on by kosztował?...
-Tak jakieś 89 tysięcy jenów.
-Tak dużo?
-Dla księżniczki wszystko co najlepsze!
-Ale nie może być taki zwykły?
-"ZWYKŁY?" Żartujesz? Moja żona nie będzie chodziła w byle czym!
Akane w końcu się nie odzywał i mocniej we mnie wtulił. Odwróciłem się do niego przodem. Cmoknąłem go w czubek głowy.
-Księżniczka zgłodniała?
-Księżniczka jest obolała...
-Księżniczce się nie podobało?
-No podobało no...
-To księżniczka jest głodna czy nie?
-Tak.
-Trzeba było powiedzieć od razu. Katsudon?
-Chętnie.
W końcu zszedłem na dół przygotować danie, gdy było gotowe zawołałem Akane. Zjadł bardzo szybko.
-Nie zjedz łyżeczki!
-Zabawne...
-Smakowało mojej księżniczce?
-Bardzoo!
Zadowolony mocno mnie przytulił.
czwartek, 19 stycznia 2017
poniedziałek, 9 stycznia 2017
Rozdział 15
Akane
Z godnie z tym co powiedział Ji zamówiłem pizze. Nie zjadłem jednak dużo, czułem się okropnie ca to co zrobiłem. Byłem już przygotowany na najgorsze, myślałem że mnie znienawidzi i każe się wynosić... A jednak mi wszystko wybaczył i jeszcze uznał że "to jego wina bo nie mógł mnie zaspokoić", to nie prawda. Winny jestem tu tylko ja, nie powinienem tego nigdy robić
-Czemu tak mało zjadłeś?
-No bo... straciłem apetyt...
-Nadal jesteś na siebie zły? - przytaknąłem lekko - Nie możesz się głodzić. Jeżeli znowu następnym razem nie będziesz jeść, to będę musiał cię osobiście nakarmić
- Nakarmić? - spojrzałem na niego lekko zdziwiony
- No co? Jak zachowujesz się jak dziecko będę cię też tak traktował - lekko się uśmiechnął i rozczochrał mi włosy. Po tym lekko osunąłem głowę na jego ramie, a do moich oczu napłynęły ponownie łzy. Mimo to co mu zrobiłem on jest dla mnie ciągle taki dobry... Nie zasługuję na niego
- Tak bardzo cię przepraszam ... - nie potrafiłem utrzymać łez, więc wypłynęły strumieniami - To się już nigdy więcej nie powtórzy. Obiecuję! - Ji starał się mnie jakoś uspokoić ale po prostu musiałem się wypłakać. Zacząłem obiecywać że zerwę wszelkie kontakty z tym facetem i różne inne rzeczy
- Akane, już spokojnie - Ji mnie objął, w dalszym ciągu starał się mnie uspokoić
- Masz przeze mnie same problemy...
- A teraz to znowu zaczynasz gadać głupoty - chłopak lekko pacnął mnie w tył głowy. Spojrzałem na Ji a ten mnie cmoknął w czoło. Byłem debilem robiąc to. Nigdy więcej już nie zdradzę Ji. Posiedziałem jeszcze chwilę w jego ramionach aż w końcu jakoś tak zasnąłem. Przez kolejny tydzień na szczęście nie miałem okazji spotkać Momoru, zablokowałem od niego połączenia i wykasowałem numer z listy kontaktów. W piątek po lekcjach Ji powiedział mi że chce się ze mną gdzieś wybrać w sobotę... Tak więc od rana byłem cały podekscytowany bo jeszcze nie byliśmy na żadnej randce... Myślałem nad różnymi miejscami gdzie prawdopodobnie moglibyśmy pójść, restauracja, kino, jakaś przytulna kawiarenka... Ale znając Ji może to być również coś zupełnie innego. Około godziny 16 wyszliśmy z domu, gdy pytałem się Ji gdzie idziemy to powtarzał że "dowiesz się jak będziemy na miejscu". Grzecznie szedłem obok Ji
- Akane - nagle się odezwał
- Tak?
- Nie chciałbyś gdzieś ze mną wyjechać?
- Znaczy... Poza Japonię?
- Tak... Myślałem konkretnie o Ameryce
- Trochę boję się podróżować samolotami. Ostatni raz jak byłem za granicą z moim tatą były jakieś komplikacje
- Nie musisz się o to martwić. Polecielibyśmy prywatnym. To jak?
- Oczywiście. Z tobą wszędzie mogę jechać - Ji w odpowiedzi się tylko uśmiechnął i szliśmy dalej. Poszliśmy przez park na skróty, co chyba nie było najlepszym pomysłem. Momoru akurat tam był i jak tylko nas zobaczył podszedł do mnie z wkurzoną miną
- Co to była za wiadomość że nie chcesz się już ze mną nigdy widywać, co?! Nawet telefonu nie jesteś łaskaw odebrać
- Chyba wyraziłem się jasno. Nie chcę cię już znać - powiedziałem i odwróciłem się w stronę Ji, który raczej był zaskoczony faktem że Momoru wyglądem jest do niego podobny... Wkurzony Momoru chwycił mój nadgarstek i szarpną w swoją stronę
- Ej! Mógłbyś łaskawie zostawić mojego chłopaka?! - Ji również się zdenerwował... A miało być dziś tak miło... Gdybyśmy tylko na niego nie wpadli
- Tsa... "Chłopaka". Nie obchodzi mnie to, Akane jest mój
- Oh, czyżby - Ji wyciąga pistolet i mierzy w głowę Momoru - Chyba nie dosłyszałeś... Mógłbyś łaskawie go zostawić w spokoju? - powiedział "opanowanym głosem". Chłopak puścił mój nadgarstek po czym od razu pobiegłem za Ji - A teraz znikaj i nigdy więcej nie pokazuj się nam na oczy, inaczej może "przez przypadek" mi się nacisnąć spust
- To już jest groźba. Takie coś jest karalne
- No i co? Dzwoń se na policję... Oni Yakuzie nic nie mogą zrobić
- Y... Yakuzie? - chłopak lekko drgnął cofając się o krok
- Już nie jesteś taki pyskaty, co? Na co czekasz? Wynoś się zanim moja cierpliwość się skończy - po tych słowach Momoru szybkim krokiem poszedł w przeciwną stronę - Nawet nie był naładowany - mruknął i schował z powrotem pistolet - Nic ci nie jest? - spytał odwracając się w moją stronę
- N...Nie - odparłem lekko masując nadgarstek za który mnie trochę za mocno złapał. Ji chwycił mnie za ową dłoń i popatrzył na zaczerwienienie, coś mruknął pod nosem ale nie do końca usłyszałem co
- Chodźmy dalej - nagle oznajmił, chwycił delikatnie moją dłoń i przez resztę parku ją trzymał, puścił ją dopiero przy wyjściu na ulicę. W końcu dotarliśmy na miejsce, okazał się to być... Love Hotel ... Spodziewałem się czegoś romantyczniejszego... Kino, łyżwy, restauracja, kafejka, cokolwiek... Ale mogłem brać taką możliwość pod uwagę... Ale chyba nie powinienem narzekać, w końcu "gdzieś mnie zabrał" To się liczy... Prawda? Weszliśmy do pokoju który zarezerwował Ji. Było w nim wielgachne łóżko w kształcie serca, do około niego i na nim były rozsypane płatki, prawdopodobnie róż. Wszystko wyglądało niesamowicie. Niedaleko łoża na dodatkowym stoliku leżała taca z butelką wina i dwoma kieliszkami. Szczerze nie spodziewałem się tego
- Jeszcze jedno - powiedział naglę i wziął skądś Koronkową bieliznę i obroże ze dzwoneczkiem - Ubierzesz to? - powiedział z lekkim uśmiechem, to w ogóle nie brzmiało jak pytanie. Wziąłem od niego rzeczy i udałem się do łazienki. Przebrałem się w to i założyłem obróżkę... Bielizna nie należała do najwygodniejszych... Stanąłem przed lustrem i się w nim obejrzałem... Na serio go podniecam jak jestem tak ubrany? Wyszedłem z łazienki, Ji już czekał na mnie siedząc na łóżku w samej bieliźnie. Usiadłem tuż obok niego
- J...Jak w tym wyglądam? - zająknąłem się lekko się czerwieniąc
- Tak kusząco, że aż mam ochotę zamknąć cię w klatce przed innymi - oznajmił po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Zaczął mnie pieścić w różnych miejscach, było to na tyle przyjemne że w pewnym momencie pojawiły mi się kocie uszy i ogon, całe szczęście że już potrafię kontrolować całkowitą przemianę i nie zmienię się naglę w kotka. Zawsze jak pojawiają mi się kocie uszy Ji drapie mnie za nimi, tak było również tym razem - Aż mam ochotę pobawić się w weterynarza, Kocie - jeszcze bardziej się zaczerwieniłem po tych słowach. Całowałem się jeszcze chwilę z Ji po czym chłopak mnie odłożył na bok i wstał podchodząc do stolika z winem, nalał do obu kieliszków po równo i jeden mi podał z powrotem siadając na przeciwko mnie
- Ja nie jestem jeszcze pełnoletni...
- W większości krajów Europejskich mógłbyś już spokojnie pić alkohol. Z resztą przecież nic się nie stanie jak się trochę napijesz - w sumie to po jednej lampce nic mi nie powinno być, co z tego że jak wypiłem to Ji nalał mi więcej
- Powiedziałeś "trochę"
- Naprawdę? - odparł z uśmieszkiem . Nie mam chyba dobrej głowy do picia bo już czułem że lepiej żebym nic więcej nie pił... Mój język zaczął się lekko plątać i z jakiegoś powodu miałem jakąś dziwną ochotę się przytulić... Ji lekko się zaśmiał widząc mnie
- Minęły dwa lata a ty nadal nie nadajesz się do popijaw - wziął ode mnie kieliszek i razem ze swoim odłożył je na bok. Następnie się do mnie zbliżył i namiętnie pocałował, objąłem jego szyję i odwzajemniłem pocałunek. Po chwili Ji mnie przyszpilił do materaca i powoli zdejmował moja bieliznę, nawet nie wiem w jakim momencie mnie całkowicie rozebrał, zostałem w samej obróżce, moje kocie uszy i ogon również nie zniknęły. Ji chwycił mnie za łydki i rozłożył moje nogi na boki, uniósł mnie lekko za biodra i przysunął do siebie. Włożył we mnie na początku jeden palec, jęknąłem cicho gdy dodał kolejny, Po rozciągnięciu mnie od razu we mnie wszedł. Robił szybkie i głębokie ruchy, przez co moje jęki nie ustawały tak samo jak dźwięk dzwoneczka z obróżki. Nie musiałem czekać długo aż doszedłem
- Już? Nie mogłeś na mnie chwilę poczekać?
- Nic na to nie poradzę
- Tak bardzo jest ci ze mną dobrze? - zrobiłem się czerwony jak burak a Ji się zaśmiał - To mi wystarczy za odpowiedź - dodał po czym jeszcze mnie pocałował. Ji tym razem nie doszedł we mnie ale trochę poleciało na mój brzuch... Chłopak wziął na place z mojego ciała trochę mojego nasienia razem z jego i usmarował mi tym nos od razu cały czerwony zacząłem to wycierać a on się lekko zaśmiał. Chłopak podniósł mnie na księżniczkę i zabrał do łazienki która posiadała wielką wannę, odstawił mnie do niej po czym napuścił ciepłej wody. Gdy wanna się już napełniła Ji do mnie dołączył.Chwilę później jeszcze skądś wziął kolejną butelkę wina
- Ja już chyba nie powinienem...
- Tylko spróbujesz . To jest trochę inne od poprzedniego - podał mi kieliszek z którego wziąłem łyk
- To jest o wiele smaczniejsze
- Czułem że ci posmakuje. To specjalne wino dla kotołaków z kocimiętką. Bardzo trudno je zdobyć - zanim chłopak się zorientował wypiłem już cały kieliszek - Ej, nie tak łapczywie - Ji zabrał mi kieliszek jak już zacząłem się lekko chwiać na boki - Zapamiętać na przyszłość, nie dawać ci więcej niż jeden kieliszek alkoholu - W pewnym momencie już wszystko mi się urwało i świadomość odzyskałem dopiero rano jak się obudziłem z ogromnym bólem głowy. Leżałem wtulony w Ji, który mnie głaskał po głowie
- Jak się czujesz?
- Głowa mi za chwile pęknie... Taaaa... "Jak się napijesz trochę to nic się nie stanie", skończyło się podobnie jak wtedy z tymi piwami
- To nie moja wina że wtedy tyle wypiłeś a poza tym masz na prawdę słabą głowę. Byłeś już pijany po nie całych trzech lampkach wina. Ale twoje zachowanie później było świetne
- Moje... Zachowanie? - spytałem na co Ji wziął swój telefon z komody i podając go mi włączył jakieś nagranie, na którym byłem ja owinięty ręcznikiem i siedziałem na środku łóżka, uszy i ogon nadal były. Między innymi udawałem dźwięki kota, język mi się strasznie plątał przy mówieniu i zwracałem się do Ji "Sempai". Oglądając to zalałem się rumieńcami a Ji śmiał się pod nosem
- Jak jesteś pijany strasznie lubisz się tulić, co chwilę się do mnie przylepiałeś - widocznie całą ta sytuacja bawiła Ji. Oddałem mu telefon po czym lekko złapałem się za czoło... Głowa mi za chwilę eksploduje. Chłopak zamówił śniadanie, ubrałem szlafrok i poskładałem nasze ubrania zanim przyniesiono zamówione dania. Po śniadaniu Ji coś grzebał przy ubraniach
- Ej, dopiero je poskładałem
- Wybacz... - powiedział i kontynuował. Po chwili do mnie podszedł - Mógłbyś na chwile wstać? - spytał łapiąc mnie za prawą rękę a swoją drugą rękę trzymał za plecami
- Etto...Dobrze - nie do końca wiedziałem po co ale wykonałem prośbę Ji, ten przyklęknął na jednym kolanie i okazało się że rzeczą jaką chował za plecami był srebrna obrączka z wygrawerowanym diamentowym sercem.
- Akane, jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Czy zechcesz za mnie wy... - Nie zdążył dokończyć jak rzuciłem mu się na szyję
- Tak, chcę!
- Ej, nie dałeś mi dokończyć
- Przepraszam - w moich oczach zebrały się łzy ze szczęścia, przetarłem oczy i spojrzałem na Ji. Chłopak ponownie chwycił moją prawą rękę i wsunął na palec serdeczny pierścionek. Moje serce biło jak oszalałe. Niebieskowłosy wstał i mnie czule pocałował
- Teraz jesteś już tylko mój - oznajmił swoim uwodzicielskim głosem i ponownie pocałował tym razem namiętniej. Naglę w pokoju rozległo się pikanie
- Co to było? - spytałem po czym Ji podszedł do półki gdzie leżała kamera
- Bateria się kończy - mruknął
- Wziąłeś kamerę żeby nagrać oświadczyny?
- Yhy... No i nie tylko...
- "Nie tylko"? Czy ty nagrywałeś to jak się kochaliśmy?
- Może ...
- Bez mojej wiedzy?
- Jakbym ci powiedział to byś się nie zgodził... Z resztą jak już trochę wypiłeś nie zauważyłeś jej a nie była schowana
- Po co ci to nagranie?
- Do fap folderu - nie miałem zamiaru tego komentować...
Jigoku
Przecież nie chciałem tego upubliczniać. To nagranie jest moje, tak, jak Akane. Chociaż... gdyby mnie zdradził, nie wiem, czy mógłbym mu znowu wybaczyć. Wiedziałem jednak, że nie jestem w stanie go zaspokajać tak często, jakby tego potrzebował. Przed wspólną nocą musiałem jakoś sprytnie zażyć tabletki, które by mi "pomogły". Za nic nie mógł się tego dowiedzieć. Wyłączyłem kamerę i usiadłem obok Akane, który był zajęty oglądaniem pierścionka.
-Byłem u 5 najlepszych jubilerów, aby móc wybrać idealny pierścionek dla ciebie... chodzenie i wybieranie zajęło mi tydzień...
-Ty... ty specjalnie dla mnie...?
-Oczywiście. Jesteś moim skarbem. Moją małą "księżniczką", a księżniczki się rozpieszcza, prawda?
Gdy tylko to powiedziałem chłopak się rozpłakał. Łzy leciały z jego oczu strumieniami... Zacząłem delikatnie pocierać palcami policzki czarnowłosego, ale ten za nic nie mógł się uspokoić.
-Dlaczego ty jesteś dla mnie taki dobryyyy?... - i znów fala płaczu.
Jego oczy powoli puchły i czerwieniały.
-Kochanie, nie płacz. Nie lubię patrzeć jak płaczesz, proszę...
-Jestem najgorszy! Ty tak o mnie dbasz, a jak ja ci się odwdzięczyłem...?! Zdradą...! Jestem niewyżytym idiotą!
Przyciągnąłem go do siebie i zacząłem głaskać po plecach. Chłopak mocno się we mnie wtulił nadal płacząc. Widocznie potrzebował tego, aby dać upust emocjom. Uspokoił się dopiero po jakiś 40 minutach. Odkleił się od mojej klatki piersiowej i siąknął nosem. Podałem mu chusteczki. Podziękował skinieniem głowy i wydmuchał nos. Gdy skończył ująłem jego twarz w dłonie i uniosłem w górę. Patrzyłem w jego zaszklone oczy.
-Kotku, kocham cię. Mimo wszystko. Nawet gdybyś odszedł to bym cię kochał...
Powinienem pomyśleć zanim coś powiem... W kącikach jego oczu znów zbierały się łzy.
-Boże, kochanie, nie chciałem. Nie płacz, Akaneś, proszę cię.
Chłopak starał się opanować. Pocałowałem go bardzo delikatnie. Odrobinkę się podniósł i szybko cmoknął mnie w usta, czerwony odwrócił wzrok. Nadal był moim uroczym i nieśmiałym kociakiem. Chociaż coraz częściej przejawiał przebłyski odwagi. Było to na swój sposób urocze.
-No, ubieraj się moja przyszła żono... trzeba wracać do domu...
Chłopak grzecznie wstał. Zabrałem mu jednak koszulkę, a gdy chciał ją odzyskać, kazałem mu podnieść ręce do góry.
-Ale po co?
-No podnieeeeeeś...
Podejrzliwie uniósł ręce, a ja z premedytacją zacząłem łaskotać go po brzuchu. Zaczął się śmiać i prosić, bym go zostawił. Powaliłem chłopaka na ziemię i usiadłem na jego biodrach nadal go męcząc. Próbował się jakoś wyrywać. Dopiero gdy zaczął się dusić przestałem go łaskotać.
-Uspokoiłeś się, księżniczko? No, teraz wstawaj i podnieś łapki.
-Nie. Znowu mnie zamęczysz!
-Obiecuję, że tego nie zrobię, kocie...
Chłopak niepewnie podniósł ręce. Tym razem ubrałem mu koszulkę.
-Co byś zjadł?
-No... sam nie wiem...
-Coś na obiad. Zgłodniało mi się.
-Może katsudon?
-No to trzeba iść do sklepu. Pójdziemy od razu. Coś jeszcze?
-Zjadłbym jeszcze mochi...
-No to postanowione, ja kupię sobie jeszcze jakieś piwo.
-Nie, nie będziesz przy mnie pił...
-Ale tylko czasem coś sobie wypiję...
-Ji, proszę.
-Uch, no okej...
Ubraliśmy bluzy i udaliśmy się w stronę sklepu. Chłopak jednak w pewnym momencie źle się poczuł, więc kazałem mu wrócić do domu, a sam udałem się do sklepu. Na szczęście zakupy robiłem szybko. Po powrocie zauważyłem gościa, który próbował odzyskać Akane, jak grzebał pod szafą. Wnerwiłem się. Podszedłem do niego zostawiając zakupy w holu i chwyciłem go za szyję dusząc.
-Spierdalaj cioto, póki jeszcze do broni się nie dorwałem...
Szybko zwiał z mieszkania, a ja wyciągnąłem Akane spod szafy. Delikatnie go przytuliłem.
-Przytyło ci się, grubasku?
Z godnie z tym co powiedział Ji zamówiłem pizze. Nie zjadłem jednak dużo, czułem się okropnie ca to co zrobiłem. Byłem już przygotowany na najgorsze, myślałem że mnie znienawidzi i każe się wynosić... A jednak mi wszystko wybaczył i jeszcze uznał że "to jego wina bo nie mógł mnie zaspokoić", to nie prawda. Winny jestem tu tylko ja, nie powinienem tego nigdy robić
-Czemu tak mało zjadłeś?
-No bo... straciłem apetyt...
-Nadal jesteś na siebie zły? - przytaknąłem lekko - Nie możesz się głodzić. Jeżeli znowu następnym razem nie będziesz jeść, to będę musiał cię osobiście nakarmić
- Nakarmić? - spojrzałem na niego lekko zdziwiony
- No co? Jak zachowujesz się jak dziecko będę cię też tak traktował - lekko się uśmiechnął i rozczochrał mi włosy. Po tym lekko osunąłem głowę na jego ramie, a do moich oczu napłynęły ponownie łzy. Mimo to co mu zrobiłem on jest dla mnie ciągle taki dobry... Nie zasługuję na niego
- Tak bardzo cię przepraszam ... - nie potrafiłem utrzymać łez, więc wypłynęły strumieniami - To się już nigdy więcej nie powtórzy. Obiecuję! - Ji starał się mnie jakoś uspokoić ale po prostu musiałem się wypłakać. Zacząłem obiecywać że zerwę wszelkie kontakty z tym facetem i różne inne rzeczy
- Akane, już spokojnie - Ji mnie objął, w dalszym ciągu starał się mnie uspokoić
- Masz przeze mnie same problemy...
- A teraz to znowu zaczynasz gadać głupoty - chłopak lekko pacnął mnie w tył głowy. Spojrzałem na Ji a ten mnie cmoknął w czoło. Byłem debilem robiąc to. Nigdy więcej już nie zdradzę Ji. Posiedziałem jeszcze chwilę w jego ramionach aż w końcu jakoś tak zasnąłem. Przez kolejny tydzień na szczęście nie miałem okazji spotkać Momoru, zablokowałem od niego połączenia i wykasowałem numer z listy kontaktów. W piątek po lekcjach Ji powiedział mi że chce się ze mną gdzieś wybrać w sobotę... Tak więc od rana byłem cały podekscytowany bo jeszcze nie byliśmy na żadnej randce... Myślałem nad różnymi miejscami gdzie prawdopodobnie moglibyśmy pójść, restauracja, kino, jakaś przytulna kawiarenka... Ale znając Ji może to być również coś zupełnie innego. Około godziny 16 wyszliśmy z domu, gdy pytałem się Ji gdzie idziemy to powtarzał że "dowiesz się jak będziemy na miejscu". Grzecznie szedłem obok Ji
- Akane - nagle się odezwał
- Tak?
- Nie chciałbyś gdzieś ze mną wyjechać?
- Znaczy... Poza Japonię?
- Tak... Myślałem konkretnie o Ameryce
- Trochę boję się podróżować samolotami. Ostatni raz jak byłem za granicą z moim tatą były jakieś komplikacje
- Nie musisz się o to martwić. Polecielibyśmy prywatnym. To jak?
- Oczywiście. Z tobą wszędzie mogę jechać - Ji w odpowiedzi się tylko uśmiechnął i szliśmy dalej. Poszliśmy przez park na skróty, co chyba nie było najlepszym pomysłem. Momoru akurat tam był i jak tylko nas zobaczył podszedł do mnie z wkurzoną miną
- Co to była za wiadomość że nie chcesz się już ze mną nigdy widywać, co?! Nawet telefonu nie jesteś łaskaw odebrać
- Chyba wyraziłem się jasno. Nie chcę cię już znać - powiedziałem i odwróciłem się w stronę Ji, który raczej był zaskoczony faktem że Momoru wyglądem jest do niego podobny... Wkurzony Momoru chwycił mój nadgarstek i szarpną w swoją stronę
- Ej! Mógłbyś łaskawie zostawić mojego chłopaka?! - Ji również się zdenerwował... A miało być dziś tak miło... Gdybyśmy tylko na niego nie wpadli
- Tsa... "Chłopaka". Nie obchodzi mnie to, Akane jest mój
- Oh, czyżby - Ji wyciąga pistolet i mierzy w głowę Momoru - Chyba nie dosłyszałeś... Mógłbyś łaskawie go zostawić w spokoju? - powiedział "opanowanym głosem". Chłopak puścił mój nadgarstek po czym od razu pobiegłem za Ji - A teraz znikaj i nigdy więcej nie pokazuj się nam na oczy, inaczej może "przez przypadek" mi się nacisnąć spust
- To już jest groźba. Takie coś jest karalne
- No i co? Dzwoń se na policję... Oni Yakuzie nic nie mogą zrobić
- Y... Yakuzie? - chłopak lekko drgnął cofając się o krok
- Już nie jesteś taki pyskaty, co? Na co czekasz? Wynoś się zanim moja cierpliwość się skończy - po tych słowach Momoru szybkim krokiem poszedł w przeciwną stronę - Nawet nie był naładowany - mruknął i schował z powrotem pistolet - Nic ci nie jest? - spytał odwracając się w moją stronę
- N...Nie - odparłem lekko masując nadgarstek za który mnie trochę za mocno złapał. Ji chwycił mnie za ową dłoń i popatrzył na zaczerwienienie, coś mruknął pod nosem ale nie do końca usłyszałem co
- Chodźmy dalej - nagle oznajmił, chwycił delikatnie moją dłoń i przez resztę parku ją trzymał, puścił ją dopiero przy wyjściu na ulicę. W końcu dotarliśmy na miejsce, okazał się to być... Love Hotel ... Spodziewałem się czegoś romantyczniejszego... Kino, łyżwy, restauracja, kafejka, cokolwiek... Ale mogłem brać taką możliwość pod uwagę... Ale chyba nie powinienem narzekać, w końcu "gdzieś mnie zabrał" To się liczy... Prawda? Weszliśmy do pokoju który zarezerwował Ji. Było w nim wielgachne łóżko w kształcie serca, do około niego i na nim były rozsypane płatki, prawdopodobnie róż. Wszystko wyglądało niesamowicie. Niedaleko łoża na dodatkowym stoliku leżała taca z butelką wina i dwoma kieliszkami. Szczerze nie spodziewałem się tego
- Jeszcze jedno - powiedział naglę i wziął skądś Koronkową bieliznę i obroże ze dzwoneczkiem - Ubierzesz to? - powiedział z lekkim uśmiechem, to w ogóle nie brzmiało jak pytanie. Wziąłem od niego rzeczy i udałem się do łazienki. Przebrałem się w to i założyłem obróżkę... Bielizna nie należała do najwygodniejszych... Stanąłem przed lustrem i się w nim obejrzałem... Na serio go podniecam jak jestem tak ubrany? Wyszedłem z łazienki, Ji już czekał na mnie siedząc na łóżku w samej bieliźnie. Usiadłem tuż obok niego
- J...Jak w tym wyglądam? - zająknąłem się lekko się czerwieniąc
- Tak kusząco, że aż mam ochotę zamknąć cię w klatce przed innymi - oznajmił po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Zaczął mnie pieścić w różnych miejscach, było to na tyle przyjemne że w pewnym momencie pojawiły mi się kocie uszy i ogon, całe szczęście że już potrafię kontrolować całkowitą przemianę i nie zmienię się naglę w kotka. Zawsze jak pojawiają mi się kocie uszy Ji drapie mnie za nimi, tak było również tym razem - Aż mam ochotę pobawić się w weterynarza, Kocie - jeszcze bardziej się zaczerwieniłem po tych słowach. Całowałem się jeszcze chwilę z Ji po czym chłopak mnie odłożył na bok i wstał podchodząc do stolika z winem, nalał do obu kieliszków po równo i jeden mi podał z powrotem siadając na przeciwko mnie
- Ja nie jestem jeszcze pełnoletni...
- W większości krajów Europejskich mógłbyś już spokojnie pić alkohol. Z resztą przecież nic się nie stanie jak się trochę napijesz - w sumie to po jednej lampce nic mi nie powinno być, co z tego że jak wypiłem to Ji nalał mi więcej
- Powiedziałeś "trochę"
- Naprawdę? - odparł z uśmieszkiem . Nie mam chyba dobrej głowy do picia bo już czułem że lepiej żebym nic więcej nie pił... Mój język zaczął się lekko plątać i z jakiegoś powodu miałem jakąś dziwną ochotę się przytulić... Ji lekko się zaśmiał widząc mnie
- Minęły dwa lata a ty nadal nie nadajesz się do popijaw - wziął ode mnie kieliszek i razem ze swoim odłożył je na bok. Następnie się do mnie zbliżył i namiętnie pocałował, objąłem jego szyję i odwzajemniłem pocałunek. Po chwili Ji mnie przyszpilił do materaca i powoli zdejmował moja bieliznę, nawet nie wiem w jakim momencie mnie całkowicie rozebrał, zostałem w samej obróżce, moje kocie uszy i ogon również nie zniknęły. Ji chwycił mnie za łydki i rozłożył moje nogi na boki, uniósł mnie lekko za biodra i przysunął do siebie. Włożył we mnie na początku jeden palec, jęknąłem cicho gdy dodał kolejny, Po rozciągnięciu mnie od razu we mnie wszedł. Robił szybkie i głębokie ruchy, przez co moje jęki nie ustawały tak samo jak dźwięk dzwoneczka z obróżki. Nie musiałem czekać długo aż doszedłem
- Już? Nie mogłeś na mnie chwilę poczekać?
- Nic na to nie poradzę
- Tak bardzo jest ci ze mną dobrze? - zrobiłem się czerwony jak burak a Ji się zaśmiał - To mi wystarczy za odpowiedź - dodał po czym jeszcze mnie pocałował. Ji tym razem nie doszedł we mnie ale trochę poleciało na mój brzuch... Chłopak wziął na place z mojego ciała trochę mojego nasienia razem z jego i usmarował mi tym nos od razu cały czerwony zacząłem to wycierać a on się lekko zaśmiał. Chłopak podniósł mnie na księżniczkę i zabrał do łazienki która posiadała wielką wannę, odstawił mnie do niej po czym napuścił ciepłej wody. Gdy wanna się już napełniła Ji do mnie dołączył.Chwilę później jeszcze skądś wziął kolejną butelkę wina
- Ja już chyba nie powinienem...
- Tylko spróbujesz . To jest trochę inne od poprzedniego - podał mi kieliszek z którego wziąłem łyk
- To jest o wiele smaczniejsze
- Czułem że ci posmakuje. To specjalne wino dla kotołaków z kocimiętką. Bardzo trudno je zdobyć - zanim chłopak się zorientował wypiłem już cały kieliszek - Ej, nie tak łapczywie - Ji zabrał mi kieliszek jak już zacząłem się lekko chwiać na boki - Zapamiętać na przyszłość, nie dawać ci więcej niż jeden kieliszek alkoholu - W pewnym momencie już wszystko mi się urwało i świadomość odzyskałem dopiero rano jak się obudziłem z ogromnym bólem głowy. Leżałem wtulony w Ji, który mnie głaskał po głowie
- Jak się czujesz?
- Głowa mi za chwile pęknie... Taaaa... "Jak się napijesz trochę to nic się nie stanie", skończyło się podobnie jak wtedy z tymi piwami
- To nie moja wina że wtedy tyle wypiłeś a poza tym masz na prawdę słabą głowę. Byłeś już pijany po nie całych trzech lampkach wina. Ale twoje zachowanie później było świetne
- Moje... Zachowanie? - spytałem na co Ji wziął swój telefon z komody i podając go mi włączył jakieś nagranie, na którym byłem ja owinięty ręcznikiem i siedziałem na środku łóżka, uszy i ogon nadal były. Między innymi udawałem dźwięki kota, język mi się strasznie plątał przy mówieniu i zwracałem się do Ji "Sempai". Oglądając to zalałem się rumieńcami a Ji śmiał się pod nosem
- Jak jesteś pijany strasznie lubisz się tulić, co chwilę się do mnie przylepiałeś - widocznie całą ta sytuacja bawiła Ji. Oddałem mu telefon po czym lekko złapałem się za czoło... Głowa mi za chwilę eksploduje. Chłopak zamówił śniadanie, ubrałem szlafrok i poskładałem nasze ubrania zanim przyniesiono zamówione dania. Po śniadaniu Ji coś grzebał przy ubraniach
- Ej, dopiero je poskładałem
- Wybacz... - powiedział i kontynuował. Po chwili do mnie podszedł - Mógłbyś na chwile wstać? - spytał łapiąc mnie za prawą rękę a swoją drugą rękę trzymał za plecami
- Etto...Dobrze - nie do końca wiedziałem po co ale wykonałem prośbę Ji, ten przyklęknął na jednym kolanie i okazało się że rzeczą jaką chował za plecami był srebrna obrączka z wygrawerowanym diamentowym sercem.
- Akane, jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Czy zechcesz za mnie wy... - Nie zdążył dokończyć jak rzuciłem mu się na szyję
- Tak, chcę!
- Ej, nie dałeś mi dokończyć
- Przepraszam - w moich oczach zebrały się łzy ze szczęścia, przetarłem oczy i spojrzałem na Ji. Chłopak ponownie chwycił moją prawą rękę i wsunął na palec serdeczny pierścionek. Moje serce biło jak oszalałe. Niebieskowłosy wstał i mnie czule pocałował
- Teraz jesteś już tylko mój - oznajmił swoim uwodzicielskim głosem i ponownie pocałował tym razem namiętniej. Naglę w pokoju rozległo się pikanie
- Co to było? - spytałem po czym Ji podszedł do półki gdzie leżała kamera
- Bateria się kończy - mruknął
- Wziąłeś kamerę żeby nagrać oświadczyny?
- Yhy... No i nie tylko...
- "Nie tylko"? Czy ty nagrywałeś to jak się kochaliśmy?
- Może ...
- Bez mojej wiedzy?
- Jakbym ci powiedział to byś się nie zgodził... Z resztą jak już trochę wypiłeś nie zauważyłeś jej a nie była schowana
- Po co ci to nagranie?
- Do fap folderu - nie miałem zamiaru tego komentować...
Jigoku
Przecież nie chciałem tego upubliczniać. To nagranie jest moje, tak, jak Akane. Chociaż... gdyby mnie zdradził, nie wiem, czy mógłbym mu znowu wybaczyć. Wiedziałem jednak, że nie jestem w stanie go zaspokajać tak często, jakby tego potrzebował. Przed wspólną nocą musiałem jakoś sprytnie zażyć tabletki, które by mi "pomogły". Za nic nie mógł się tego dowiedzieć. Wyłączyłem kamerę i usiadłem obok Akane, który był zajęty oglądaniem pierścionka.
-Byłem u 5 najlepszych jubilerów, aby móc wybrać idealny pierścionek dla ciebie... chodzenie i wybieranie zajęło mi tydzień...
-Ty... ty specjalnie dla mnie...?
-Oczywiście. Jesteś moim skarbem. Moją małą "księżniczką", a księżniczki się rozpieszcza, prawda?
Gdy tylko to powiedziałem chłopak się rozpłakał. Łzy leciały z jego oczu strumieniami... Zacząłem delikatnie pocierać palcami policzki czarnowłosego, ale ten za nic nie mógł się uspokoić.
-Dlaczego ty jesteś dla mnie taki dobryyyy?... - i znów fala płaczu.
Jego oczy powoli puchły i czerwieniały.
-Kochanie, nie płacz. Nie lubię patrzeć jak płaczesz, proszę...
-Jestem najgorszy! Ty tak o mnie dbasz, a jak ja ci się odwdzięczyłem...?! Zdradą...! Jestem niewyżytym idiotą!
Przyciągnąłem go do siebie i zacząłem głaskać po plecach. Chłopak mocno się we mnie wtulił nadal płacząc. Widocznie potrzebował tego, aby dać upust emocjom. Uspokoił się dopiero po jakiś 40 minutach. Odkleił się od mojej klatki piersiowej i siąknął nosem. Podałem mu chusteczki. Podziękował skinieniem głowy i wydmuchał nos. Gdy skończył ująłem jego twarz w dłonie i uniosłem w górę. Patrzyłem w jego zaszklone oczy.
-Kotku, kocham cię. Mimo wszystko. Nawet gdybyś odszedł to bym cię kochał...
Powinienem pomyśleć zanim coś powiem... W kącikach jego oczu znów zbierały się łzy.
-Boże, kochanie, nie chciałem. Nie płacz, Akaneś, proszę cię.
Chłopak starał się opanować. Pocałowałem go bardzo delikatnie. Odrobinkę się podniósł i szybko cmoknął mnie w usta, czerwony odwrócił wzrok. Nadal był moim uroczym i nieśmiałym kociakiem. Chociaż coraz częściej przejawiał przebłyski odwagi. Było to na swój sposób urocze.
-No, ubieraj się moja przyszła żono... trzeba wracać do domu...
Chłopak grzecznie wstał. Zabrałem mu jednak koszulkę, a gdy chciał ją odzyskać, kazałem mu podnieść ręce do góry.
-Ale po co?
-No podnieeeeeeś...
Podejrzliwie uniósł ręce, a ja z premedytacją zacząłem łaskotać go po brzuchu. Zaczął się śmiać i prosić, bym go zostawił. Powaliłem chłopaka na ziemię i usiadłem na jego biodrach nadal go męcząc. Próbował się jakoś wyrywać. Dopiero gdy zaczął się dusić przestałem go łaskotać.
-Uspokoiłeś się, księżniczko? No, teraz wstawaj i podnieś łapki.
-Nie. Znowu mnie zamęczysz!
-Obiecuję, że tego nie zrobię, kocie...
Chłopak niepewnie podniósł ręce. Tym razem ubrałem mu koszulkę.
-Co byś zjadł?
-No... sam nie wiem...
-Coś na obiad. Zgłodniało mi się.
-Może katsudon?
-No to trzeba iść do sklepu. Pójdziemy od razu. Coś jeszcze?
-Zjadłbym jeszcze mochi...
-No to postanowione, ja kupię sobie jeszcze jakieś piwo.
-Nie, nie będziesz przy mnie pił...
-Ale tylko czasem coś sobie wypiję...
-Ji, proszę.
-Uch, no okej...
Ubraliśmy bluzy i udaliśmy się w stronę sklepu. Chłopak jednak w pewnym momencie źle się poczuł, więc kazałem mu wrócić do domu, a sam udałem się do sklepu. Na szczęście zakupy robiłem szybko. Po powrocie zauważyłem gościa, który próbował odzyskać Akane, jak grzebał pod szafą. Wnerwiłem się. Podszedłem do niego zostawiając zakupy w holu i chwyciłem go za szyję dusząc.
-Spierdalaj cioto, póki jeszcze do broni się nie dorwałem...
Szybko zwiał z mieszkania, a ja wyciągnąłem Akane spod szafy. Delikatnie go przytuliłem.
-Przytyło ci się, grubasku?
Subskrybuj:
Posty (Atom)