Akane
Z godnie z tym co powiedział Ji zamówiłem pizze. Nie zjadłem jednak dużo, czułem się okropnie ca to co zrobiłem. Byłem już przygotowany na najgorsze, myślałem że mnie znienawidzi i każe się wynosić... A jednak mi wszystko wybaczył i jeszcze uznał że "to jego wina bo nie mógł mnie zaspokoić", to nie prawda. Winny jestem tu tylko ja, nie powinienem tego nigdy robić
-Czemu tak mało zjadłeś?
-No bo... straciłem apetyt...
-Nadal jesteś na siebie zły? - przytaknąłem lekko - Nie możesz się głodzić. Jeżeli znowu następnym razem nie będziesz jeść, to będę musiał cię osobiście nakarmić
- Nakarmić? - spojrzałem na niego lekko zdziwiony
- No co? Jak zachowujesz się jak dziecko będę cię też tak traktował - lekko się uśmiechnął i rozczochrał mi włosy. Po tym lekko osunąłem głowę na jego ramie, a do moich oczu napłynęły ponownie łzy. Mimo to co mu zrobiłem on jest dla mnie ciągle taki dobry... Nie zasługuję na niego
- Tak bardzo cię przepraszam ... - nie potrafiłem utrzymać łez, więc wypłynęły strumieniami - To się już nigdy więcej nie powtórzy. Obiecuję! - Ji starał się mnie jakoś uspokoić ale po prostu musiałem się wypłakać. Zacząłem obiecywać że zerwę wszelkie kontakty z tym facetem i różne inne rzeczy
- Akane, już spokojnie - Ji mnie objął, w dalszym ciągu starał się mnie uspokoić
- Masz przeze mnie same problemy...
- A teraz to znowu zaczynasz gadać głupoty - chłopak lekko pacnął mnie w tył głowy. Spojrzałem na Ji a ten mnie cmoknął w czoło. Byłem debilem robiąc to. Nigdy więcej już nie zdradzę Ji. Posiedziałem jeszcze chwilę w jego ramionach aż w końcu jakoś tak zasnąłem. Przez kolejny tydzień na szczęście nie miałem okazji spotkać Momoru, zablokowałem od niego połączenia i wykasowałem numer z listy kontaktów. W piątek po lekcjach Ji powiedział mi że chce się ze mną gdzieś wybrać w sobotę... Tak więc od rana byłem cały podekscytowany bo jeszcze nie byliśmy na żadnej randce... Myślałem nad różnymi miejscami gdzie prawdopodobnie moglibyśmy pójść, restauracja, kino, jakaś przytulna kawiarenka... Ale znając Ji może to być również coś zupełnie innego. Około godziny 16 wyszliśmy z domu, gdy pytałem się Ji gdzie idziemy to powtarzał że "dowiesz się jak będziemy na miejscu". Grzecznie szedłem obok Ji
- Akane - nagle się odezwał
- Tak?
- Nie chciałbyś gdzieś ze mną wyjechać?
- Znaczy... Poza Japonię?
- Tak... Myślałem konkretnie o Ameryce
- Trochę boję się podróżować samolotami. Ostatni raz jak byłem za granicą z moim tatą były jakieś komplikacje
- Nie musisz się o to martwić. Polecielibyśmy prywatnym. To jak?
- Oczywiście. Z tobą wszędzie mogę jechać - Ji w odpowiedzi się tylko uśmiechnął i szliśmy dalej. Poszliśmy przez park na skróty, co chyba nie było najlepszym pomysłem. Momoru akurat tam był i jak tylko nas zobaczył podszedł do mnie z wkurzoną miną
- Co to była za wiadomość że nie chcesz się już ze mną nigdy widywać, co?! Nawet telefonu nie jesteś łaskaw odebrać
- Chyba wyraziłem się jasno. Nie chcę cię już znać - powiedziałem i odwróciłem się w stronę Ji, który raczej był zaskoczony faktem że Momoru wyglądem jest do niego podobny... Wkurzony Momoru chwycił mój nadgarstek i szarpną w swoją stronę
- Ej! Mógłbyś łaskawie zostawić mojego chłopaka?! - Ji również się zdenerwował... A miało być dziś tak miło... Gdybyśmy tylko na niego nie wpadli
- Tsa... "Chłopaka". Nie obchodzi mnie to, Akane jest mój
- Oh, czyżby - Ji wyciąga pistolet i mierzy w głowę Momoru - Chyba nie dosłyszałeś... Mógłbyś łaskawie go zostawić w spokoju? - powiedział "opanowanym głosem". Chłopak puścił mój nadgarstek po czym od razu pobiegłem za Ji - A teraz znikaj i nigdy więcej nie pokazuj się nam na oczy, inaczej może "przez przypadek" mi się nacisnąć spust
- To już jest groźba. Takie coś jest karalne
- No i co? Dzwoń se na policję... Oni Yakuzie nic nie mogą zrobić
- Y... Yakuzie? - chłopak lekko drgnął cofając się o krok
- Już nie jesteś taki pyskaty, co? Na co czekasz? Wynoś się zanim moja cierpliwość się skończy - po tych słowach Momoru szybkim krokiem poszedł w przeciwną stronę - Nawet nie był naładowany - mruknął i schował z powrotem pistolet - Nic ci nie jest? - spytał odwracając się w moją stronę
- N...Nie - odparłem lekko masując nadgarstek za który mnie trochę za mocno złapał. Ji chwycił mnie za ową dłoń i popatrzył na zaczerwienienie, coś mruknął pod nosem ale nie do końca usłyszałem co
- Chodźmy dalej - nagle oznajmił, chwycił delikatnie moją dłoń i przez resztę parku ją trzymał, puścił ją dopiero przy wyjściu na ulicę. W końcu dotarliśmy na miejsce, okazał się to być... Love Hotel ... Spodziewałem się czegoś romantyczniejszego... Kino, łyżwy, restauracja, kafejka, cokolwiek... Ale mogłem brać taką możliwość pod uwagę... Ale chyba nie powinienem narzekać, w końcu "gdzieś mnie zabrał" To się liczy... Prawda? Weszliśmy do pokoju który zarezerwował Ji. Było w nim wielgachne łóżko w kształcie serca, do około niego i na nim były rozsypane płatki, prawdopodobnie róż. Wszystko wyglądało niesamowicie. Niedaleko łoża na dodatkowym stoliku leżała taca z butelką wina i dwoma kieliszkami. Szczerze nie spodziewałem się tego
- Jeszcze jedno - powiedział naglę i wziął skądś Koronkową bieliznę i obroże ze dzwoneczkiem - Ubierzesz to? - powiedział z lekkim uśmiechem, to w ogóle nie brzmiało jak pytanie. Wziąłem od niego rzeczy i udałem się do łazienki. Przebrałem się w to i założyłem obróżkę... Bielizna nie należała do najwygodniejszych... Stanąłem przed lustrem i się w nim obejrzałem... Na serio go podniecam jak jestem tak ubrany? Wyszedłem z łazienki, Ji już czekał na mnie siedząc na łóżku w samej bieliźnie. Usiadłem tuż obok niego
- J...Jak w tym wyglądam? - zająknąłem się lekko się czerwieniąc
- Tak kusząco, że aż mam ochotę zamknąć cię w klatce przed innymi - oznajmił po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Zaczął mnie pieścić w różnych miejscach, było to na tyle przyjemne że w pewnym momencie pojawiły mi się kocie uszy i ogon, całe szczęście że już potrafię kontrolować całkowitą przemianę i nie zmienię się naglę w kotka. Zawsze jak pojawiają mi się kocie uszy Ji drapie mnie za nimi, tak było również tym razem - Aż mam ochotę pobawić się w weterynarza, Kocie - jeszcze bardziej się zaczerwieniłem po tych słowach. Całowałem się jeszcze chwilę z Ji po czym chłopak mnie odłożył na bok i wstał podchodząc do stolika z winem, nalał do obu kieliszków po równo i jeden mi podał z powrotem siadając na przeciwko mnie
- Ja nie jestem jeszcze pełnoletni...
- W większości krajów Europejskich mógłbyś już spokojnie pić alkohol. Z resztą przecież nic się nie stanie jak się trochę napijesz - w sumie to po jednej lampce nic mi nie powinno być, co z tego że jak wypiłem to Ji nalał mi więcej
- Powiedziałeś "trochę"
- Naprawdę? - odparł z uśmieszkiem . Nie mam chyba dobrej głowy do picia bo już czułem że lepiej żebym nic więcej nie pił... Mój język zaczął się lekko plątać i z jakiegoś powodu miałem jakąś dziwną ochotę się przytulić... Ji lekko się zaśmiał widząc mnie
- Minęły dwa lata a ty nadal nie nadajesz się do popijaw - wziął ode mnie kieliszek i razem ze swoim odłożył je na bok. Następnie się do mnie zbliżył i namiętnie pocałował, objąłem jego szyję i odwzajemniłem pocałunek. Po chwili Ji mnie przyszpilił do materaca i powoli zdejmował moja bieliznę, nawet nie wiem w jakim momencie mnie całkowicie rozebrał, zostałem w samej obróżce, moje kocie uszy i ogon również nie zniknęły. Ji chwycił mnie za łydki i rozłożył moje nogi na boki, uniósł mnie lekko za biodra i przysunął do siebie. Włożył we mnie na początku jeden palec, jęknąłem cicho gdy dodał kolejny, Po rozciągnięciu mnie od razu we mnie wszedł. Robił szybkie i głębokie ruchy, przez co moje jęki nie ustawały tak samo jak dźwięk dzwoneczka z obróżki. Nie musiałem czekać długo aż doszedłem
- Już? Nie mogłeś na mnie chwilę poczekać?
- Nic na to nie poradzę
- Tak bardzo jest ci ze mną dobrze? - zrobiłem się czerwony jak burak a Ji się zaśmiał - To mi wystarczy za odpowiedź - dodał po czym jeszcze mnie pocałował. Ji tym razem nie doszedł we mnie ale trochę poleciało na mój brzuch... Chłopak wziął na place z mojego ciała trochę mojego nasienia razem z jego i usmarował mi tym nos od razu cały czerwony zacząłem to wycierać a on się lekko zaśmiał. Chłopak podniósł mnie na księżniczkę i zabrał do łazienki która posiadała wielką wannę, odstawił mnie do niej po czym napuścił ciepłej wody. Gdy wanna się już napełniła Ji do mnie dołączył.Chwilę później jeszcze skądś wziął kolejną butelkę wina
- Ja już chyba nie powinienem...
- Tylko spróbujesz . To jest trochę inne od poprzedniego - podał mi kieliszek z którego wziąłem łyk
- To jest o wiele smaczniejsze
- Czułem że ci posmakuje. To specjalne wino dla kotołaków z kocimiętką. Bardzo trudno je zdobyć - zanim chłopak się zorientował wypiłem już cały kieliszek - Ej, nie tak łapczywie - Ji zabrał mi kieliszek jak już zacząłem się lekko chwiać na boki - Zapamiętać na przyszłość, nie dawać ci więcej niż jeden kieliszek alkoholu - W pewnym momencie już wszystko mi się urwało i świadomość odzyskałem dopiero rano jak się obudziłem z ogromnym bólem głowy. Leżałem wtulony w Ji, który mnie głaskał po głowie
- Jak się czujesz?
- Głowa mi za chwile pęknie... Taaaa... "Jak się napijesz trochę to nic się nie stanie", skończyło się podobnie jak wtedy z tymi piwami
- To nie moja wina że wtedy tyle wypiłeś a poza tym masz na prawdę słabą głowę. Byłeś już pijany po nie całych trzech lampkach wina. Ale twoje zachowanie później było świetne
- Moje... Zachowanie? - spytałem na co Ji wziął swój telefon z komody i podając go mi włączył jakieś nagranie, na którym byłem ja owinięty ręcznikiem i siedziałem na środku łóżka, uszy i ogon nadal były. Między innymi udawałem dźwięki kota, język mi się strasznie plątał przy mówieniu i zwracałem się do Ji "Sempai". Oglądając to zalałem się rumieńcami a Ji śmiał się pod nosem
- Jak jesteś pijany strasznie lubisz się tulić, co chwilę się do mnie przylepiałeś - widocznie całą ta sytuacja bawiła Ji. Oddałem mu telefon po czym lekko złapałem się za czoło... Głowa mi za chwilę eksploduje. Chłopak zamówił śniadanie, ubrałem szlafrok i poskładałem nasze ubrania zanim przyniesiono zamówione dania. Po śniadaniu Ji coś grzebał przy ubraniach
- Ej, dopiero je poskładałem
- Wybacz... - powiedział i kontynuował. Po chwili do mnie podszedł - Mógłbyś na chwile wstać? - spytał łapiąc mnie za prawą rękę a swoją drugą rękę trzymał za plecami
- Etto...Dobrze - nie do końca wiedziałem po co ale wykonałem prośbę Ji, ten przyklęknął na jednym kolanie i okazało się że rzeczą jaką chował za plecami był srebrna obrączka z wygrawerowanym diamentowym sercem.
- Akane, jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Czy zechcesz za mnie wy... - Nie zdążył dokończyć jak rzuciłem mu się na szyję
- Tak, chcę!
- Ej, nie dałeś mi dokończyć
- Przepraszam - w moich oczach zebrały się łzy ze szczęścia, przetarłem oczy i spojrzałem na Ji. Chłopak ponownie chwycił moją prawą rękę i wsunął na palec serdeczny pierścionek. Moje serce biło jak oszalałe. Niebieskowłosy wstał i mnie czule pocałował
- Teraz jesteś już tylko mój - oznajmił swoim uwodzicielskim głosem i ponownie pocałował tym razem namiętniej. Naglę w pokoju rozległo się pikanie
- Co to było? - spytałem po czym Ji podszedł do półki gdzie leżała kamera
- Bateria się kończy - mruknął
- Wziąłeś kamerę żeby nagrać oświadczyny?
- Yhy... No i nie tylko...
- "Nie tylko"? Czy ty nagrywałeś to jak się kochaliśmy?
- Może ...
- Bez mojej wiedzy?
- Jakbym ci powiedział to byś się nie zgodził... Z resztą jak już trochę wypiłeś nie zauważyłeś jej a nie była schowana
- Po co ci to nagranie?
- Do fap folderu - nie miałem zamiaru tego komentować...
Jigoku
Przecież nie chciałem tego upubliczniać. To nagranie jest moje, tak, jak Akane. Chociaż... gdyby mnie zdradził, nie wiem, czy mógłbym mu znowu wybaczyć. Wiedziałem jednak, że nie jestem w stanie go zaspokajać tak często, jakby tego potrzebował. Przed wspólną nocą musiałem jakoś sprytnie zażyć tabletki, które by mi "pomogły". Za nic nie mógł się tego dowiedzieć. Wyłączyłem kamerę i usiadłem obok Akane, który był zajęty oglądaniem pierścionka.
-Byłem u 5 najlepszych jubilerów, aby móc wybrać idealny pierścionek dla ciebie... chodzenie i wybieranie zajęło mi tydzień...
-Ty... ty specjalnie dla mnie...?
-Oczywiście. Jesteś moim skarbem. Moją małą "księżniczką", a księżniczki się rozpieszcza, prawda?
Gdy tylko to powiedziałem chłopak się rozpłakał. Łzy leciały z jego oczu strumieniami... Zacząłem delikatnie pocierać palcami policzki czarnowłosego, ale ten za nic nie mógł się uspokoić.
-Dlaczego ty jesteś dla mnie taki dobryyyy?... - i znów fala płaczu.
Jego oczy powoli puchły i czerwieniały.
-Kochanie, nie płacz. Nie lubię patrzeć jak płaczesz, proszę...
-Jestem najgorszy! Ty tak o mnie dbasz, a jak ja ci się odwdzięczyłem...?! Zdradą...! Jestem niewyżytym idiotą!
Przyciągnąłem go do siebie i zacząłem głaskać po plecach. Chłopak mocno się we mnie wtulił nadal płacząc. Widocznie potrzebował tego, aby dać upust emocjom. Uspokoił się dopiero po jakiś 40 minutach. Odkleił się od mojej klatki piersiowej i siąknął nosem. Podałem mu chusteczki. Podziękował skinieniem głowy i wydmuchał nos. Gdy skończył ująłem jego twarz w dłonie i uniosłem w górę. Patrzyłem w jego zaszklone oczy.
-Kotku, kocham cię. Mimo wszystko. Nawet gdybyś odszedł to bym cię kochał...
Powinienem pomyśleć zanim coś powiem... W kącikach jego oczu znów zbierały się łzy.
-Boże, kochanie, nie chciałem. Nie płacz, Akaneś, proszę cię.
Chłopak starał się opanować. Pocałowałem go bardzo delikatnie. Odrobinkę się podniósł i szybko cmoknął mnie w usta, czerwony odwrócił wzrok. Nadal był moim uroczym i nieśmiałym kociakiem. Chociaż coraz częściej przejawiał przebłyski odwagi. Było to na swój sposób urocze.
-No, ubieraj się moja przyszła żono... trzeba wracać do domu...
Chłopak grzecznie wstał. Zabrałem mu jednak koszulkę, a gdy chciał ją odzyskać, kazałem mu podnieść ręce do góry.
-Ale po co?
-No podnieeeeeeś...
Podejrzliwie uniósł ręce, a ja z premedytacją zacząłem łaskotać go po brzuchu. Zaczął się śmiać i prosić, bym go zostawił. Powaliłem chłopaka na ziemię i usiadłem na jego biodrach nadal go męcząc. Próbował się jakoś wyrywać. Dopiero gdy zaczął się dusić przestałem go łaskotać.
-Uspokoiłeś się, księżniczko? No, teraz wstawaj i podnieś łapki.
-Nie. Znowu mnie zamęczysz!
-Obiecuję, że tego nie zrobię, kocie...
Chłopak niepewnie podniósł ręce. Tym razem ubrałem mu koszulkę.
-Co byś zjadł?
-No... sam nie wiem...
-Coś na obiad. Zgłodniało mi się.
-Może katsudon?
-No to trzeba iść do sklepu. Pójdziemy od razu. Coś jeszcze?
-Zjadłbym jeszcze mochi...
-No to postanowione, ja kupię sobie jeszcze jakieś piwo.
-Nie, nie będziesz przy mnie pił...
-Ale tylko czasem coś sobie wypiję...
-Ji, proszę.
-Uch, no okej...
Ubraliśmy bluzy i udaliśmy się w stronę sklepu. Chłopak jednak w pewnym momencie źle się poczuł, więc kazałem mu wrócić do domu, a sam udałem się do sklepu. Na szczęście zakupy robiłem szybko. Po powrocie zauważyłem gościa, który próbował odzyskać Akane, jak grzebał pod szafą. Wnerwiłem się. Podszedłem do niego zostawiając zakupy w holu i chwyciłem go za szyję dusząc.
-Spierdalaj cioto, póki jeszcze do broni się nie dorwałem...
Szybko zwiał z mieszkania, a ja wyciągnąłem Akane spod szafy. Delikatnie go przytuliłem.
-Przytyło ci się, grubasku?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz