Akane
Nigdy wcześniej nie miałem tak długiej erekcji... próbowałem myśleć o różnych rzeczach żeby mi to minęło ale koniec końców myśli zawsze kończyły się na Ji... Obaj zdążyliśmy zjeść a mi nadal to nie przeszło... Ji spojrzał na moje krocze i lekko się zaśmiał
- Z czego się tak śmiejesz?
- Z niczego... Po prostu widzę że się za mną strasznie stęskniłeś. A twoje ciało nie może się mnie doczekać - powiedział po czym pocałował mnie w skroń, lekko się zaczerwieniłem a erekcja stawała się coraz bardziej dokuczliwa - Dobrze, chodź do sypialni bo nie wytrzymasz - chwycił mnie za rękę nadal lekko się śmiejąc i zabrał mnie do jego pokoju. Usiadł na łóżku po czym usadowił mnie na swoich kolanach. Rozpiął moje spodnie i zsunął je razem z bielizną. Po chwili również pozbawił mnie koszulki. jedną ręką przytrzymywał moje plecy muskając je delikatnie opuszkami palców, drugą ręką drażnił główkę mojego członka, między czasie jeszcze przygryzał odrobinę moje sutki. Mimowolnie zacząłem cicho pojękiwać, jego dotyk różnił się bardzo od innych... Każde miejsce na moim ciele które dotknął, czułem jakby się rozgrzewało i chciałem jeszcze więcej jego dotyku. Nagle odrobinę się odsunął i spojrzał na mnie - Jesteś rozciągnięty, więc od razu w ciebie wjadę - spojrzałem na niego z lekkim wkruwem... Zepsuł cały nastrój
- Bez przesady... Nie robiłem tego od kiedy się dowiedziałem że wróciłeś...
-Dać ci za to medal?
- Zabawne...
- Ej, nie fochaj się - powiedział i zrobił mi malinkę na szyi ale nadal miałem tą samą minę - Akane, kocie, jesteś na mnie zły? Rezygnujemy z seksów? - jeszcze to pytanie ... Wstałem z jego kolan i zacząłem się ubierać - Naprawdę tego nie chcesz? - spytał "niby smutnym tonem", obejrzałem się na niego przerywając ubieranie się. Chwile na niego popatrzyłem, westchnąłem i z powrotem usiadłem na jego kolanach
- Tylko mi tego już nie wypominaj... Ja... Ja naprawdę tego nie chciałem - Ji lekko pocałował mnie w usta
- Teraz jesteś już tylko mój - powiedział seksownym głosem i pocałował mnie namiętniej... Z powrotem chłopak zdjął moje spodnie, włożył dwa swoje palce we mnie i zaczął mnie rozciągać - szybko robisz się z powrotem ciasny - oznajmił podobnym tonem głosu co poprzednio. Po jakiejś chwili rozpiął swoje spodnie po czym we mnie wszedł dosyć gwałtownie. Jęknąłem dosyć głośno co widocznie się podobało Ji. Poruszałem swoimi biodrami ale Ji mi w tym "pomagał". Po chwili Ji "przeniósł mnie" do pozycji leżącej w której miał większą możliwość ruchów. Moje pojękiwania wydawały się sprawiać mu przyjemność więc starałem się nie zasłaniać swoich ust. Pochylił się nade mną i zrobił mi dwie malinki, jedną obok lewego obojczyka a drugą na klatce piersiowej, również po lewej. Doszedłem jako pierwszy a zaraz po mnie Ji, wewnątrz mnie. Chłopak nabrał na palce odrobinę mojej spermy z brzucha i umarował mi tym nos. Zaczerwieniony przetarłem twarz, za to z każdym moim ruchem ze mnie wypływało odrobinę jego...
- Chcesz się wykąpać? - spytał patrząc na mnie dosyć wymownie... Dobrze wiem że to był tylko pretekst żeby mógł mnie jeszcze poobmacywać, ale mi to nie przeszkadzało. Przytaknąłem a Ji podniósł mnie "na księżniczkę" i zaniósł do łazienki, położył w wannie i napuścił wody. Usiadł tuż za mną po czym mnie do siebie przyciągnął i mocno przytulił. Gdy tylko włożył we mnie palec wszystko ze mnie wypłynęło - Przepraszam że doszedłem w tobie
- N...Nic nie szkodzi... - powiedziałem po czym pod pretekstem "umycia mnie", Ji zaczął mnie wszędzie obmacywać, jego dłonie były takie miękki... Już dawno nie czułem się tak dobrze
- Przenocujesz dziś u mnie?
- Chętnie - powiedziałem po czym mnie pocałował. Po wyjściu z wanny Ji uparł się że mnie wytrze co było kolejnym pretekstem do obmacywania ...
- Dałbym ci jakąś moją koszulkę do spania ale chyba jest niepotrzebna - powiedział po czym wziął mnie owiniętego w ręczniku na ręce i zaniósł do sypialni... To było wspaniałe uczucie móc ponownie zasnąć w jego ramionach. Rano obudził nas dość głośny budzik, mimo to cały czas leżałem - Wstawaj śpiąca królewno. Trzeba do szkoły - lekko się zaśmiał i pocałował mnie w skroń
- Mhhh...?
- Mam cię obudzić w inny sposób
- W jaki? - spojrzałem z uśmiecham na niego
- Nie udawaj że nie wiesz - uśmiechnął się, wstał, wyciągnął z szafy jakąś koszulkę i mi ją podał - Co chcesz na śniadanie?
- Obojętne - podarłem ubierając koszulkę... Chłopak wyszedł z pokoju a ja zacząłem szukać moich ubrań. Po znalezieniu bielizny ubrałem ją od razu a resztę położyłem na łóżku by później się w to ubrać... Poszedłem do kuchni i usiadłem przy stole, dosłownie minute później Ji podał mi talerz z omletem - Dziękuję - Chłopak nałożył porcję dla siebie i usiadł obok mnie - Łał, niesamowicie gotujesz
- Ciesze się że ci smakuje
- Moje zdolności kulinarne w porównaniu do twoich kuleją
- Nadal umiesz ugotować tylko jajecznice? - lekko się zaśmiał
- Nie no, odrobinę więcej umiem... Ale smak tego co ugotuje... To już inna sprawa
- Nie musisz dobrze gotować... wystarczy, że będziesz grzecznie leżał w łóżku i czekał na mnie.. - Powiedział przez co znowu się zaczerwieniłem... On mówi te rzeczy specjalnie... Odrobinę jeszcze porozmawialiśmy, jak tylko skończyliśmy jeść, przebraliśmy się i wyszliśmy. Zatrzymaliśmy się niedaleko szkoły
- Jakby co ja tu będę czekał na Sui
- Dobrze... Ja muszę jeszcze coś załatwić w pokoju nauczycielskim
- Do zobaczenia na lekcji, Sensei
- Nie nazywaj mnie tak poza szkołą
- Dobrze Ji - pocałował mnie jeszcze po czym zaczął kierować się w stronę szkoły... Naglę podjechała jakaś furgonetka, zatrzymując się niedaleko mnie. Wyskoczyło z niej dwóch facetów. Jeden z nich do mnie podbiegł i mnie "złapał" - J...JI! - Chłopak widocznie usłyszał mój krzyk bo po chwili wybiegł zza zakrętu ale mężczyzna przyłożył mi do twarzy szmatę czymś nasączoną i po chwili straciłem przytomność...
Jigoku
Rozpoznawałem tamto auto. Widziałem, jak traci przytomność i siłą wpychany jest do jakiegoś auta. Kurwa... handlarze ludźmi. Postanowiłem nie iść do szkoły i jak najszybciej udać się do rezydencji mojego ojca. Dosłownie wyłamałem drzwi prowadzące do jego pokoju. Wyglądał dość spokojnie.
-Jigoku, coś się stało?
Warknąłem.
-Akane... zabrali go... handlarze ludźmi...
Mężczyzna wyglądał na przejętego, ale nie byłem pewien, czy nie udawał. Szepnął coś mężczyźnie, który stał obok niego.
-Niezwłocznie rozpoczniemy działania, mamy dwa dni, póki go nie sprzedadzą.
Drżałem. Cały drżałem. Jeszcze nigdy nie czułem takiego wkurwienia i smutku. Czułem, że zajebię tamtych gości. Ojciec wstał i zatrzymał się obok mnie.
-Jesteś yakuzą, wiesz co robić potem. Prawda?
Przytaknąłem. Szukaliśmy, gdzie mogliśmy. Naprawdę. W końcu, po dotarciu do odpowiedniego domu aukcyjnego dowiedziałem się, że już go nie ma. Został sprzedany. Zdenerwowany chwyciłem broń i pozbawiłem tamtych gości życia. Potem jeszcze kopnąłem ich truchła. Wyszedłem szybko z budynku. Musiałem go znaleźć. Musiałem! Przeklinałem pod nosem i wsiadłem do samochodu. Bałem się, że trafił do jakiegoś oblecha. Bałem się o niego. Bardzo się bałem. Matka poleciła mi jeden dzień odpoczynku. Nie mogłem jednak spokojnie leżeć, więc dali mi jakieś tabletki na uspokojenie. Moje serce mogło nie wytrzymać. Chciałem mieć Akane obok siebie. Moje słońce, szczęście... Przy nim byłem spokojny, cichszy, może i nieco wredniejszy, ale lubiłem się z nim droczyć. Kochałem jego lekko zdenerwowaną i słodką minę. Taki delikatny, i mimo tego, co robił, to dla mnie nieskazitelny. Kochany... Pragnąłem go przytulić. Już nawet nie myślałem o czymś zboczonym, a tylko o lekkich pocałunkach. Wiedziałem, że potem mógłby się mnie bać. Bać się każdego, ale przecież wiedział, że go nie skrzywdzę. Nie mógłbym. Stracić coś tak ważnego? Mój powód do życia? Haha... zajebię dziada, który mi go odebrał. Kurwa, zajebię jak nic nie wartego śmiecia. Potnę żywcem, zakopię, zmielę, spalę. Będzie cierpiał długo, a ja miałem zamiar rozkoszować się tym widokiem. Następne dwa dni. Nie mogłem wytrzymać. Moje schizy się nasiliły. Zabrano mi ostre przedmioty. Następnego, siódmego dnia dowiedziałem się, że mój kumpel zaprasza mnie do swojej rezydencji. Nie miałem ochoty tam iść. Ojciec jednak mi to kazał. KAZAŁ. Niechętnie ubrałem garnitur i udałem się do limuzyny. Nerwowo wyszedłem, gdy byłem już pod jego domem. Przywitał mnie w wielkim salonie, który był ledwo 1/2 mojej sypialni, ale tamten salon był dla osób prywatnych, inny był większy.
-Kupiłem sobie ostatnio nowego sługę, musisz zobaczyć!
Był yakuzą, miał tatuaże, brązowe włosy i czarne oczy.
-Nie przeciągaj, Atare...
-No dobrze dobrze... Wprowadzić go!
Byłem wgapiony w drzwi. Po chwili pojawił się w nich Akane. Cicho powiedziałem jego imię. Atare się zaśmiał.
-Wiedziałem, że należy do ciebie! Dlatego go wykupiłem... no wiesz, facet, który miał na niego ochotę był gruby i śmierdział...
-Zabiorę go, pieniądze oddam...
-Nie ma potrzeby... od razu jednak mówię, że inni ze służby byli agresywni w stosunku do niego. Może mieć parę siniaków...
Przytuliłem chłopaka. Delikatnie i czule jak nigdy wcześniej. Bałem się, że się rozpadnie w moich ramionach. On cicho płakał. Narzuciłem mu marynarkę na plecy. W pokoju było dość chłodno, a on był prawie nagi. Atare pożegnał nas obu, a ja jeszcze mu podziękowałem, chociaż byłem wściekły, że nie powiedział mi o tym, iż był u niego Akane. Mówił, że był na delegacji i miał cały czas zawalony. Zrozumiałem to, bo wiedziałem, jak to jest i zabrałem czarnowłosego do swojego mieszkania. W salonie "odłożyłem" go na kanapę i chciałem pójść po jakieś ubrania dla niego, ale szybko złapał mnie za rękę i zaczął płakać. Usiadłem obok niego i gładziłem po włosach. Szybko się we mnie wtulił i kurczowo złapał mojej koszuli. Drugą dłonią chwyciłem jego rękę. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Cmoknąłem go w nos i przytuliłem.
-Akane, kochanie, powiesz mi, co się stało?
Chłopak załkał kilkukrotnie. Co oni mu do cholery zrobili? Nie chciało mi się wierzyć, że złamali go samym biciem. Jeżeli ktoś go molestował, to na pewno nie pożyje długo.
-No bo... bo oni... oni mnie...
Nie dałem mu dokończyć zasłaniając usta. Próbowałem się uspokoić. Mój poziom wkurwienia wykroczył poza skalę. Moje serce zaczęło łomotać. Ciśnienie szybko mi skoczyło. Akane widocznie to zauważył.
-Ji, musisz się uspokoić... proszę...
Jego łamiący się głos jeszcze bardziej podsycał moje zdenerwowanie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz