Akane
Gdy tylko Ji do mnie zadzwonił i powiedział że chce się spotkać bez pomyślenia od razu się zgodziłem... Ale o czym on chce porozmawiać? Może to nie być nic dobrego wnioskując po ostatnich rozmowach... Stałem przed jego drzwiami parę minut zanim odważyłem się w końcu zadzwonić dzwonkiem do drzwi. Gdy otworzył patrzył się na mnie przez chwilę co według mnie nie wskazywało na nic dobrego lecz ku mojemu zaskoczeniu, złapał mnie za rękę wciągając do mieszkania, pocałował a następnie przytulił. Nie do końca do mnie docierało co się właśnie stało.
- Przepraszam... - powiedział po jakiś czasie, spojrzałem na niego pytająco nie wiedząc czemu mnie przeprasza - Gdybym cię nie zostawił do niczego by wtedy nie doszło
- To nie jest twoja wina... To ja powinienem cię za to przepraszać
- Słyszałem twoją rozmowę z Aki'm
- J... Jak dużo z niej słyszałeś...?
- Wszystko... Nie musisz się nim już przejmować dałem mu nauczkę... A jak cię dotknie chociaż palcem straci całą rękę - powiedział cały czas nie puszczając mnie z objęcia
- Co masz na myśli mówiąc że "dałeś mu nauczkę"
- Nic, nic... - powiedział zmieniając temat, w pewnym momencie zaczął wsuwać dłoń pod moją bluzkę, bardzo mi brakowało jego dotyku ale musiałem go odepchnąć
- Nie powinniśmy tego robić... w końcu masz już kogoś, prawda? - powiedziałem to z lekkim smutkiem w głosie a Ji lekko spuścił głowę - Chciałeś ze mną o czymś porozmawiać?
- Po prostu chciałem cię jeszcze dziś zobaczyć - Przez całą drogę powrotną serce łomotało mi jak oszalałe. Gdybym go nie odepchnął doszłoby pewnie do czegoś więcej ale... Jeżeli teraz jest w związku z kimś innym...Jeżeli naprawdę chciałby mnie z powrotem zerwałby z tamtą osobą. Następnego dania rano czekała mnie kolejna niespodzianka... Gdy spojrzałem w lustro będąc w łazience ujrzałem na mojej głowie kocie uszy. Szybko zbiegłem na dół do salonu gdzie była moja mama i ojczym. Z tego co powiedziała matka to okazało się że mój ojciec był kotołakiem i że to normalne i że po pewnym czasie powinno się to unormować. Jednak nie mogłem ominąć żadnego dnia w szkole tuż przed egzaminami końcowymi. Znalazłem jakąś luźną czapkę i ją ubrałem... Mam nadzieję że nauczyciele nie będą się tego czepiać... Od razu jak tylko przekroczyłem teren szkoły Sui od razu mnie znalazła... pierwszym jej pytaniem było po co mi czapka skoro jest ciepło... Zaprowadziłem przyjaciółkę w część dziecińca gdzie nie było nikogo i zdjąłem czapkę wyjaśniłem jej całą sytuację i poprosiłem żeby w razie czego mnie kryła. Nie mam ochoty żeby inni się o tym dowiedzieli uznają mnie pewnie za jakiegoś dziwaka. Jak się okazało jedna z nauczycielek jest chora o druga jest na jakiejś wycieczce z pierwszakami i musieliśmy mieć łączone zastępstwo razem z drugą klasą. Poszliśmy do sali gdzie miały się odbywać zajęcia. W pewnym momencie do klasy wszedł Ji razem z jakimś blondynem który okazał się być uczniem drugiej klasy a Ji okazał się być zastępcą za naszą chorą wychowawczynię. Gorzej już chyba być nie mogło, na dodatek chyba właśnie się dowiedziałem kto jest tym nowym partnerem Ji. Gdy lekcje się zaczęły Ji się przedstawił i oznajmił że będzie zastępował naszą wychowawczynię do końca roku szkolnego... Czemu mi o tym wczoraj nie powiedział.
- Z powodu że zbliża się koniec roku, trzecie klasy mają egzaminy końcowe a druga zaliczenia rozdam wam formularze na których zaznaczycie przedmioty z którymi macie problemy - Przeszedł po klasie i rozdał wszystkim kartki... Oczywiście musiałem zaznaczyć przedmioty ścisłe (chemie i biologię). Gdy tylko widziałem jak Ji zatrzymał się przy tym blondynie i coś do niego mówił z jakiegoś powodu zaczynało się we mnie gotować... Gdy zabierał ode mnie kartkę mruknął coś w stylu "myślałem że sobie będziesz lepiej radził", co to miało w ogóle znaczyć... Nigdy nie miałem pamięci to tych wszystkich reakcji i nazw. Przez resztę zajęć uczniowie zadawali mu pytania... Takie lekkie deja vu, trochę jak w pierwszej klasie jak również miał zastępstwo na godzinie wychowawczej, tyle że też był uczniem. Po skończonej lekcji Ji od razu wyszedł z sali z jakiegoś powodu a do mnie podszedł ten blondyn z którym wszedł do sali na początku lekcji
- Hej Akane-chan. Jestem Chuichi Naji. Jesteś byłym chłopakiem Ji-chan'a, prawda?
- Etto... Tak, skąd to wiesz
- Ji-chan mi powiedział
- Czyli ty jesteś jego nowym chłopakiem? - spytałem na co chłopak przytaknął z uśmiechem
- Jesteś też kotołakiem tak samo jak ja - oznajmił i pokazał swoje kocie uszy- Ale wracając do tematu to strasznie irytujące jak cały czas o tobie mówi... Zapamiętaj sobie jedno. Nie oddam ci Ji-chan'a tak łatwo
- To chyba też od niego zależy... Skoro jest z tobą to znaczy że tego chciał... Gdyby chciał być znowu ze mną zrobiłby to
- Chodzi ze mną bo go o to poprosiłem... Mimo wszystko nie licz na to że tak po prostu ci go oddam - Naprawdę ten gnojek zaczął mnie wkurzać z jakiegoś powodu zacząłem się z nim kłócić. Obaj zamilkliśmy gdy do sali wszedł Ji. Bez żadnego słowa wyszedłem z klasy i zacząłem iść w stronę swojej szafki lecz tuż przy niej zatrzymał mnie Ji
- Co się tak stało?
- Nie ważne. Zapytaj swojego chłoptasia!
- Ale ja chcę zapytać ciebie - Gdy tylko próbowałem wyrwać rękę z jego dłoni ktoś mnie potrącił przez co spadła mi czapka. Dłońmi przyklepałem swoje kocie uszy i pobiegłem w stronę męskiej szatni... Nikt nie powinien mieć teraz w-fu więc była pusta. Po chwili wbiegł za mną Ji - Akane... jesteś kotem?
- Rano byłem równie zaskoczony co ty, nie potrafię schować tych uszów
- To znaczy że musisz je chować?
- A jak by to wyglądało jakbym po szkole chodził z kocimi uszami? Byłoby to co najmniej dziwne
- Bez przesady, Chu prawie cały czas paraduje z kocimi uszami i ogonem
- Ale ja nie jestem Chu! - trochę się wkurzyłem, jak w ogóle on może mnie porównywać do tamtego gnojka
- To prawda. Nie jesteś... - powiedział wyciągając do mnie rękę ale w pewnym momencie ją cofnął, pewnie przez to co powiedziałem wczoraj. Podał mi moją czapkę i oznajmił że musi wracać na następną lekcję. Założyłem czapkę na głowę i wyszedłem chwilę później. Na ostatniej lekcji mieliśmy w-f, z powodu że jako jedyny nie ćwiczyłem nauczyciel kazał mi pozbierać i poskładać wszystko, tak więc jak wyszedłem z szatni byłem już chyba ostatnim uczniem w szkole, gdy kierowałem się do swojej szafki usłyszałem szloch, postanowiłem pójść sprawdzić co się stało. Ji siedział na jednej z ławek na korytarzu i widocznie płakał z jakiegoś powodu. jeszcze chwilę zastanawiałem się czy do niego podejść ale w końcu to zrobiłem
- Ji? Wszystko w porządku? - spytałem siadając obok niego. Chłopak nic nie odpowiedział tylko mnie mocno objął.
Jigoku
W końcu zrozumiałem swój błąd. Doskonale go zrozumiałem. Tylko szkoda, że tak późno... Zrozumiałem, że nikim nie zastąpię Akane. Przejrzałem na oczy w momencie ujrzenia Chuichiego, jak całował się z kimś w klasie. Nie, nie byłem zrozpaczony z tego powodu. Wręcz przeciwnie. Cieszyłem się, że go nie pokochałem. Czarnowłosy na pewno niechętnie podszedł. Czułem się koszmarnie. W pewnym momencie się odezwał:
-Ji? Wszystko w porządku?
Westchnąłem głęboko.
-Nie. Nic nie jest w porządku. N-I-C... Chu mnie zdradził... A najgorsze jest to, że ja i tak cię kocham. Nie brzydzę się tobą. Naprawdę za tobą tęsknię...
Chłopak po chwili mnie przytulił. Zdziwiłem się. Próbowałem zastąpić go kimś innym, więc to ja jestem żałosny. Zdawałem sobie sprawę, ze swoich uczuć, a mimo to...
-Przepraszam...-powiedział cicho.
Zdziwiłem się. Za co on mnie niby przeprasza? To moja wina, mogłem go zabrać ze sobą, a tego nie zrobiłem... Głaskałem go po plecach.
-Akane, kocham cię... tak bardzo...
Odpowiedział mi tym swoim uroczym i ciepłym głosem. Przez czas mojej nieobecności bałem się, że znajdzie sobie kogoś innego, że nie uda mi się go odzyskać. Czekał na mnie. Czekał i nadal mnie kochał. Postanowiłem, iż zabiorę go na randkę. Nigdy na takowej nie byliśmy, więc trzeba nadrobić. Cmoknąłem chłopaka w czoło.
-Pójdźmy do restauracji.-nawet nie zapytałem, czy by chciał, ponieważ było to według mnie pytanie retoryczne.
Zerknąłem na niego. Oczy mu się świeciły, na twarzy miał lekkiego rumieńca. Uśmiechnąłem się widząc jego minę. Wstałem, chwyciłem go za rękę i po zebraniu się wyszliśmy ze szkoły. W końcu skończyliśmy lekcje, tak więc nic nie stało na przeszkodzie. Zaprowadziłem go do swojego mieszkania, przycisnąłem go ściany i namiętnie pocałowałem. Odwzajemnił pocałunek. Brakowało mi tego, naprawdę. Wsunąłem jedną dłoń pod jego bluzkę, a drugą objąłem delikatnie jego kark i przycisnąłem do swojego ciała. Wydawało mi się, że miał bardziej umięśnione ciało. Postanowiłem spieprzyć atmosferę i go o to zapytać.
-Akane, jakim cudem masz takie ponętne ciało?
Chłopak zająknął się.
-No bo... wcześniej było... było takie nijakie i ja... chciałem być, być bardziej atrakcyjnym dla ciebie...
Woah... urocze, ale jeżeli dziewczyny będą patrzeć na niego? Chociaż... o to raczej nie muszę się martwić. Jestem zachłanny, więc nie chciałbym, aby się na niego gapiono. On jest mój i tylko mój... Uroczy, pociągający... Znów go cmoknąłem, ale tym razem przeszkodził nam dźwięk, który wydobywał się z mojego żołądka. Byłem głodny i to bardzo. Chłopak lekko się zaśmiał.
-Zjemy coś?-zapytał.
W sumie chyba także musiał być głodny. Podniosłem go i przerzuciłem przez ramię.
-Hej! Nie jestem workiem ziemniaków!
W salonie postawiłem go na ziemi.
-To wolisz być księżniczką?
-Oczywiście, że tak. Mój książę...
Tak pięknie przeciągnął samogłoski... Byłem napalony i to bardzo. Tak cholernie bardzo. Udałem się do kuchni, aby zrobić ramen, chłopak jednak świetnie się bawił przeszkadzając mi. W końcu złapałem go, podnieciłem i puściłem. Patrzył na mnie obrażonym wzrokiem.
-Teraz radź sobie sam, wiedz, że potrafię się zemścić, a jeśli wpadniesz na pomysł, aby pójść do jakiegoś faceta, droga wolna, ale możesz nie wracać.-burknąłem zły.
Przytulił mnie od tyłu.
-Nie chcę innego faceta niż ciebie...
Zadowoliła mnie ta odpowiedź, nie powiem.
-Po zjedzeniu i krótkim odpoczynku, obiecuję, że dokładnie cię obmacam i zbadam twoje wnętrze...
Spojrzałem na niego. Był cały czerwony, ale i tak zwróciłem uwagę na jego erekcję.
-Poczekasz na to, jak ja cię doprowadzę, czy zrobisz to sam?
Chłopak spuścił wzrok.
-P... pocz... poczekam...
Już w myślach układałem sobie, co zrobię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz