sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 8

Akane

Czyli Sempai tym razem szedł do Onoe bo chciał się spotkać z matką, znowu bezpodstawnie się tylko zdenerwowałem i na dodatek również zdenerwowałem swoim zachowaniem Sempaia. Mógł mi powiedzieć że idzie spotkać się z matką, chociaż jego sprawy rodzinne to nie moja sprawa. Gdy wrócił do domu ze swoją matką i zaproponował mi żeby się razem przeprowadzić do niej bez wahania się zgodziłem. Mogę mieszkać gdziekolwiek byle tylko być blisko Ji-sempai'a. Przynajmniej jak się przeprowadziliśmy do sąsiedniego miasta byłem spokojniejszy bo Onoe jest teraz dosyć a Sempai chodzi do szkoły kilka razy na miesiąc. Pierwsza rzecz jaka mnie zdziwiła w nowym mieszkaniu to było to że były tylko dwie sypialnie... Nie byłoby w tym nic dziwnego bo w końcu dzielenie pokoju jest często czymś normalnym ale w sypialni znajdowało się jedno wielkie łóżko. Spałem z Semapiem tylko raz w łóżku, a gdy zasypiałem byłem tak zmęczony że nie zdawałem sobie nawet z tego sprawy, jak teraz pomyślę że każdą noc będziemy spędzać w jednym łóżku zaczynam się odrobinę dziwnie czuć. Zaskoczył mnie również fakt iż matka Ji z całkowitym spokojem zaakceptowała fakt że jej jedyny syn spotyka się z chłopakiem. Jak tylko kobieta wyszła z domu niebieskowłosy od razu zaczął się do mnie dobierać. Po chwili już leżeliśmy na podłodze. Chłopak rozpiął moją koszulę i polizał mnie po podbrzuszu, przeszedł mnie dreszcz, niebieskowłosy to zauważył przez co się uśmiechnął i zrobił to ponownie przez co dostałem wzwodu. Chłopak widząc to z uśmiechem wziął mnie na ręce "na księżniczkę" i poszedł ze mną do naszego wspólnego pokoju i rzucił mnie na łóżko, zdjął moje spodnie i bieliznę. Zdjął szybko swój podkoszulek. Poślinił palce i powoli je we mnie wsunął, sam początek nie był za przyjemny
- Miałeś chyba kupić ten olejek czy coś - burknąłem
- Kupiłem ale nie jest albo w walizce albo w torbie, nie chce mi się tego teraz szukać - odparł dokładając do środka kolejny palec. Powoli zaczął rozciągać otwór, mruknąłem cicho na co chłopak oblizał się z cwaniackim uśmieszkiem. Wyciągnął ze mnie palce po czym zsunął swoje spodnie, pochylił się bardziej nade mną, chwycił moje nogi rozkładając je bardziej na boki i jednym ruchem we mnie wszedł, od razu zaczął od szybkich ruchów sprawiając że zacząłem niekontrolowanie jęczeć. Wyciągnąłem ręce w jego stronę by trzymając się jego ramion podciągnąć się by móc objąć jego szyję. Chłopak zaczął mnie namiętnie całować, po chwili puścił jedną moją nogę i wolną ręką zaczął bawić się moim sutkiem. Zacząłem jeszcze bardziej jęczeć lecz tym razem Ji przerywał je czasem pocałunkami
- Za chwilę do... - nie zdążyłem dokończyć wypowiedzi jak nie wytrzymałem i doszedłem
- Mogłeś trochę na mnie poczekać
- Nie mogłem dłużej wytrzymać, przepraszam
- Nie mogłeś wytrzymać, co? Tak bardzo na ciebie działam że dochodzisz tak szybko? - Powiedział przez co zrobiłem się czerwony. Chłopak się cicho zaśmiał i kontynuował poprzednią czynność puki on również nie doszedł. Przez moment leżałem w objęciu Semapia, po kilku minutach chciałem pójść wziąć prysznic ale jak tylko wstałem długo nie mogłem ustać na swoich nogach i upadłem przez co chłopak cicho się zaśmiał - Powinieneś już wiedzieć że po tym nie będziesz mógł za bardzo chodzić... Gdzie chciałeś iść?
- Chciałem pójść się umyć... Ale chyba w takim ra... - nie zdążyłem dokończyć jak Sempai wstał i podniósł mnie "na księżniczkę"
- Tak więc, wykąpiemy się razem? - zaproponował, spojrzałem na niego lekko się czerwieniąc - No co?
- W tym stanie nie będę mógł stać pod prysznicem
- Ja nic nie mówiłem o prysznicu, możemy wziąć razem kąpiel, dokładnie cię umyję w każdym miejscu
- Nie muszę robić tego teraz, Pójdę później jak sam będę mógł chodzić. Odstaw mnie, nie powinieneś się przemęczać w twoim stanie
- Miłe że się martwisz o moje zdrowie ale nic mi nie będzie - powiedział niebieskowłosy ale wysłałem mu karcące spojrzenie - No dobra - burknął z powrotem się położył na łóżku ze mną w objęciach, w końcu w takiej pozycji zasnęliśmy. Obudził mnie dopiero Ji-sempai wstając z łóżka, za oknami było ciemno więc albo była noc albo wcześnie rano -Przepraszam, obudziłem cię?- spytał z uśmiechem
- Czemu wstajesz o takiej godzinie? - spytałem przecierając oko
- Po prostu muszę zażyć leki o których zapomniałem. Jeżeli Onoe by się dowiedział że nie wziąłem ich o danej godzinie znowu zrobiłby mi kazanie - powiedział. Już na sam dźwięk jego imienia wypowiadany z ust Sempaia znów robiłem się naburmuszony. Obróciłem się na drugi bok i przykryłem się bardziej kołdrą
- Następnym razem nie zapominaj o takich rzeczach. Od tego zależy twoje zdrowie
- Dobrze, dobrze - powiedział pochylając się nade mną i całując mnie koło skroni po czym wyszedł z pokoju.




Jigoku





Fajnie, że się o mnie martwił, ale ja naprawdę chciałem się z nim wykąpać. Może kiedyś się uda. Niedaleko kuchni na kogoś wpadłem. Modliłem się tylko, by to nie była moja matka, bo rozpęta się piekło... ale to nie możliwe. Ona zawsze śpi do 8, a Akane jest w pokoju. Włamywacze? Jak się okazało była to jednak moja rodzicielka. W szarym szlafroku, kapciach w tym samym kolorze i jakiejś piżamie. Miała kawę w ręce i wyglądała jak siedem nieszczęść. Nie miałem zamiaru jednak głośno tego mówić. Oj nieee... Na szczęście jednak ziewnęła tylko i mruknęła "dobranoc". Gdy poczułem dziwaczny impuls szybko "rzuciłem się" w stronę szafki, gdzie znajdowały się leki. Nie mogłem znaleźć jednak tych najważniejszych - na uspokojenie. Wziąłem pozostałe i nadal szukałem pudełka. Przecież musiało gdzieś być! Minęło jakieś piętnaście minut. Nigdzie ich nie było... cholera jasna... Co ja teraz zrobię? A jeśli kogoś zaatakuję? Nie chcę, żeby Akane widział, jaki jestem. Znienawidziłby mnie... Usiadłem na krześle i zakryłem dłonią twarz, chcąc się uspokoić. Jakoś udało mi się nad tym zapanować. Z trudem, ale dałem radę. Miałem mu powiedzieć? Wyznać, że jestem jakimś psycholem, który może nagle go okaleczyć w nocy, albo zabić? Postanowiłem na niego poczekać, aż w stanie i w między czasie zrobiłem naleśniki, żeby czymś zająć ręce. Nagle ktoś mnie złapał, a raczej przytulił, więc wystraszony prawie upuściłem patelnię. Zerknąłem za siebie i zobaczyłem Akane.
-Jesteś może głodny?-zapytałem.
Pragnąłem jak najbardziej odwlec tę rozmowę. Chłopak z chęcią jadł naleśniki z dżemem. Ja wgapiałem się w kubek od kawy. Wydawała się taka ciekawa... Siedzieliśmy w ciszy. Po chwili znów ten dziwaczny impuls. Bez słowa wszedłem do pokoju i zacząłem szperać w plecaku. Wyciągnąłem żyletki, kawałek metalu i zapalniczkę. Najpierw zrobiłem parę ran, a później podgrzałem stal i zacząłem przypalać nią skórę. Te czynności nigdy mnie nie bolały, wręcz przeciwnie. Dawały uczucie ulgi. Siedziałem w kałuży krwi. Modliłem się, żeby tylko Akane nie wszedł.. Boże, nie. Błagam. Usłyszałem  skrzyp drzwi. Tego się właśnie obawiałem. Nie miałem siły nawet schować rąk. Czarnowłosy szybko zaczął wypytywać, co się stało. Gdy tylko zauważył rzecz wytrącił mi ją z rąk tym samym się raniąc. Kazał mi się nie ruszać i wybiegł z pokoju. Ja jednak się nie posłuchałem, zamknąłem drzwi. Podszedłem do swojej torby, otworzyłem ją, wyjąłem pistolet na gwoździe i palnik. Najpierw powbijałem parę, a potem trochę je przypaliłem. Nie bolało. Znowu. Chłopak walił w drzwi i krzyczał, bym go wpuścił, ale nie chciałem tego. Nie mógł zobaczyć mojego stanu. W końcu wszedł jakoś w momencie, gdy ja wyrywałem gwoździe z dłoni. Przerażony szybko znalazł się obok, schłodził rany po czym zaczął szybko je bandażować. Wyjął telefon z ręki, prawdopodobnie po to, aby zadzwonić po karetkę.
-Akane, nie... nic mi nie będzie...
-Na pewno? Może powinienem...
-Nie, Akane...
Rzucił telefon na łóżko i się we mnie wtulił płacząc. Zraniłem go. Czułem to. Dosłownie. Serce... czułem, jakby miało mi pęknąć.
-Przepraszam...
Po chwili pomyślałem, by było lepiej, aby przestał się ze mną zadawać.
-Akane. Przestań mnie kochać... zapomnij o mnie...
-C.. co?...
-Zostając przy mnie narażasz się na utratę życia...
-Nie! Nie chcę cię zostawiać!...
-AKANE.
-Nie!
-Posłuchaj mnie, mogę cię zabić, zranić. Gdybym to zrobił to nie wybaczyłbym sobie... prawdopodobnie załamałbym się nerwowo... Akane, nie chcę tego...
-Ale ja...
-Nie możesz... zadzwonię do twojej mamy... zacznij się pakować...
Chłopak ze łzami w oczach i nie odzywając się zaczął wykonywać czynność. Jego rodzicielka jeszcze nie przyjechała, gdy stałem przy wejściu. Chłopak usiadł na schodach, a ja obok niego.
-Wrócę... Akane... ja wrócę. Gdy tylko będzie lepiej... czekaj na mnie. Proszę....
Czarnowłosy lekko przytaknął i wtulił się we mnie ten ostatni raz... Po tym, jak odjechał mimowolnie z oczu popłynęły mi łzy. Wróciłem do domu. Spakowałem się szybko po czym matka zawiozła mnie do zakładu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz