wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział 10

Akane

Następnego dnia byłem dość zdołowany z powodu Ji, na dodatek jeszcze Sui mnie wyciągnęła na zakupy po zajęciach. Zwykle to polegało na to że ona coś mierzyła a ja czekałem aż jej się znudzi, tak w kilku sklepach. Bardzo często przez to sprzedawczynie myślały że jesteśmy parą. Szliśmy do kolejnego sklepu jak Sui się zatrzymała
- Co jest? - również się zatrzymałem i spojrzałem na dziewczynę
- Chyba widzę Ji... Patrz tam - oznajmiła po czym również spojrzałem w w tą samą stronę co różowo włosa. Zaczęła wołać go i machać do niego ręką
- Etto... To ja może już wrócę do domu...
- Nigdzie się nie wybierasz - powiedziała i zatrzymała mnie łapiąc za koszulę. Ji po chwili podszedł i się przywitał z dziewczyną. Po chwili spojrzał na mnie wzrokiem typu "Co, nie powiesz nawet dzień dobry" - Dawno się nie widzieliśmy... Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki na lody i porozmawiamy we trójkę?
- Robi się już późno, o tej porze większość jest już zamkniętych - znając Sui będzie próbowała nas z powrotem zeswatać w tym momencie może nie być to najlepszym pomysłem żeby się wtrącała więc próbowałem jakoś odciągnąć ją od tego pomysłu.
- Nic nie szkodzi... Niedaleko jest kawiarnia otwarta do 21... To jak Ji...?
- Jasne, czemu nie - coś czuję że może wyniknąć z tego coś złego. Gdy dotarliśmy już na miejsce kelner przywitał się z Ji
- Bywasz tu często? - spytała Sui
- Pracuję tutaj - odparł. Nigdy bym nie pomyślał że Ji będzie pracował kiedyś jako kelner w kawiarni. Każdy zamówił jakieś lody po czym Sui oznajmiła że idzie do toalety. Siedziałem przez chwili z Ji w milczeniu
- Będziesz tak siedział i się nie odzywał? - powiedział lekko wkurzonym głosem
- Powiedziałeś mi wczoraj żebym się do ciebie nie odzywał
- Eh... I wziąłeś to na poważnie? - po tym Sui wróciła do stolika
- Co u ciebie Ji
- Nic specjalnego... Studiuję literaturę i pracuję tutaj... Nie wiedziałem że się przyjaźnicie
- Od niecałych dwóch lat. Właśnie Akane, chciałabym jeszcze pójść do pewnego sklepu przed zamknięciem
- Sui, mamy niedługo egzaminy końcowe... Muszę wracać do domu i uczyć, daruj sobie już ten sklep
- Akane ma rację, nie męcz go już... Jeżeli chodzi o egzaminy jak wam idzie
- Mam lekkie problemy z historią ale jest znośnie
- A ty Akane masz z czymś problemy?
- Przedmioty ścisłe...
- Kiedyś również miałeś z tym problemy
- W sumie to Ji byłeś prymusem w szkole prawda? A ty Akane masz problemy z biologią... Może Ji pomógłbyś Akane z tą biologią? - powiedział po czym spojrzała na nas bardzo wymownie
- Sui, wiem o czym myślisz i już mówię że to w tym momencie niemożliwe. Spotykam się już z kimś - Powiedział po czym zamarłem, może mówi o tej narzeczonej?
- A no chodziły plotki że masz narzeczoną
- Nie o niej mówię - nie o niej? Nie mówił że zaczął się spotykać z kimś innym... W sumie to chyba normalne... W porównaniu co ja robiłem, to nic... Skoro jest szczęśliwy z kimś innym nie powinienem na to narzekać... Na pewno jest mu lepiej z nim niż jakby miał wrócić do kogoś kogo przeleciało prawie pół miasta. Czułem się strasznie, całe szczęście moja mama zadzwoniła z prośbą żebym jej pomógł z obiadem, miałem przynajmniej powód żeby wyjść... To znaczy nie to że nie chcę spędzać czasu z Ji ale im dłużej tam siedziałem tym coraz bardziej miałem wyrzuty sumienia i coś bolało mnie od środka. Podczas drogi powrotnej niestety natknąłem się na Aki'ego
- No hej Akane-kun. Czy mi się zdaje czy unikasz mnie w szkole od pewnego czasu
- Zejdź mi z drogi - próbowałem go wyminąć ale ten mnie złapał za rękę, zaciągnął w jakąś uliczkę i przycisnął do ściany
- Moja propozycja jest cały czas aktualna, na tych samych warunkach
- Zamknij się! Już nigdy więcej tego z nikim nie zrobię, a już na pewno nie z tobą
- Co z ciebie taka cnotka, co? A już łapię, podobno ten okularnik wrócił do miasta, twój były. Możesz się już od razu poddać a nie starać się dla niego... Wiedząc że tylu już cie dotykało nie masz nawet co myśleć że cię z powrotem zachce
- Zamknij się...
- Co prawda boli, Akane-kun
- Zamknij się! - po tym nie wytrzymałem, odepchnąłem go i uderzyłem
- No proszę... Nasz Diva się rozzłościła... Przecież sam dobrze wiesz że nie masz u niego żadnych szans... Wmawiasz sobie że jak się zmienisz to cię zachcę? Po co się oszukiwać - powiedział i przyłożył dłoń do mojego podbródka
- Wszystko przez ciebie. Gdym tylko wtedy dwa lata temu się ciebie nie posłuchał nie miałbym teraz tego problemu - odtrąciłem jego rękę i wychodząc z uliczki zobaczyłem stojącego za zakrętem Ji, nic nie powiedział tylko się na mnie popatrzył. Minąłem chłopaka i skierowałem się w stronę domu. Nie wiem czy słyszał naszą rozmowę a jeżeli tak to ile z niej usłyszał... Po powrocie do domu opiekunka która zajmowała się moją młodszą siostrą Mayumi mogła wyjść, powiedziała wychodząc że mała nie jeszcze nie jadła. Mayumi urodziła się 3 miesiące temu, przynajmniej mama w końcu dostała córkę może mnie w końcu przestanie gnębić z tymi babskimi ciuchami. Chwilę później usłyszałem płacz siostrzyczki więc poszedłem do niej uprzednio wyciągając mleko z lodówki i dając je do podgrzania. Wziąłem niemowlę na ręce i próbowałem jakoś uspokoić puki mleko nie będzie gotowe. po nakarmieniu jej odłożyłem ją do łóżeczka. Po jakiś 15 minutach wrócił ojczym z pracy, mamie w końcu również udało się znaleźć pracę ale kończy ona dosyć późno... Wróciłem do swojego pokoju gdzie położyłem się na łóżko w pewnym momencie zadzwonił mój telefon...



 Jigoku





 Słyszałem WSZYSTKO o czym mówił ten skurwiel. Czyli to on namówił Akane do tego... Gdy tylko czarnowłosy się oddalił poszedłem za chłopakiem. Szybko mnie zauważył.
-Dawno ci ktoś nie wpierdolił?
-A coś ty taki agresywny? Nie miałem racji? Zechcesz go po tym, co zrobił?
-Może... kto dał ci prawo do mówienia za mnie?
Nie zdążył odpowiedzieć, jak już leżał na ziemi. Nawet nie wiem, czemu dałem się ponieść agresji, przecież nie jestem z Akane. Nie powinno mnie obchodzić, co robi. Nie teraz. Mam kogoś. Dlaczego go pobiłem, do cholery? W końcu dałem mu uciec i wróciłem do domu. Ostatnio nie czułem się najlepiej. Co jakiś czas traciłem siły na trzydzieści minut, czasem czterdzieści. Zostawiłem buty w przedpokoju, udałem się do salonu i ległem na kanapie. Przytłoczyło mnie ostatnio dość dużo problemów; powrót do starego mieszkania, ataki, łagodniejsze, bo łagodniejsze, ale i tak a do tego dowiedziałem się, że mam raka. Żyć, nie umierać po prostu... Niedawno także poznałem swojego jakże wspaniałego ojca. Nie odzywał się dziewiętnaście lat i nagle zaczął ingerować w moje życie? Do tego to dosyć znany przywódca mafii, więc myślał, że mu wybaczę. Z uśmiechem na "ustach" (chociaż jak dla mnie, to miał ryj) powiedział "Jigoku, synku... miło cię poznać!". Aż korciło, by wybić mu parę zębów. No nic. Jestem skazany na zaakceptowanie go jako ojca. Matka na wszelkie sposoby pragnęła, bym nic o nim nie wiedział. Dlatego dość często się przeprowadzaliśmy, ale stwierdziła trzy lata temu, że jestem na tyle "dorosły" abym sam mógł o sobie decydować. Mimo, iż czasem bywa naprawdę przerażająca, to i tak jedyna kobieta, którą naprawdę bardzo szczerze kocham. A nowa żona mojego "tatusia" niech się wypcha i nie myśli o tym, że jakkolwiek będę jej "wdzięczny" lub nazywał ją "mamą". Ona na to nie zasługuje. Nie zna mnie. Nie jest kimś z mojej rodziny. Co z tego, że pieprzy się z moim ojcem? Chciałem zadzwonić do Akane, ale sama myśl, że tylu mężczyzn go dotykało... A to wszystko moja wina. Gdybym go nie zostawił... Na pewno to wszystko potoczyłoby się inaczej. Pomógłbym mu, a tak... Wziąłem telefon do ręki i zastanawiałem się, czy zmienił numer. Bardzo bałem się z nim rozmawiać, szczególnie po tym, co mu powiedziałem... W końcu zebrałem się na odwagę, by w końcu do niego zadzwonić. Odebrał niemal natychmiast.
~Kto dzwoni?
-Akane? To ja, Ji...
~Coś się stało?
-I tak, i nie. Chciałbym z tobą porozmawiać. Nie ma większego powodu. Tak po prostu... mógłbyś do mnie przyjść?
~Nie ma problemu, ale gdzie mieszkasz?
-Nie zmieniłem adresu, mam nadzieję, że pamiętasz, gdzie mieszkam...
~Ah... okej, będę za niedługo.
Rozłączyłem się i ogarnąłem salon. Obawiałem się tego spotkania. Naprawdę, bardzo się go obawiałem. Gdy w końcu usłyszałem dzwonek do drzwi zastanawiałem się, czy to aby na pewno był dobry pomysł... w końcu wstałem i otworzyłem mu. Patrzyłem na niego dłuższą chwilę. Zrozumiałem w końcu, że ja... ja naprawdę go kocham. Wciągnąłem go do mieszkania i pocałowałem. Czułem się winny tego, co musiał robić. Po tym mocno go przytuliłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz