Akane
Gdy mężczyzna przyłożył mi szmatkę do twarzy, prawdopodobnie nasączoną eterem, straciłem przytomność. Obudziłem się dopiero w jakimś pokoju, byłem związany a w ustach miałem knebel... w pomieszczeniu było jeszcze dwóch mężczyzn, rozmawiali
- W końcu się obudził... W samą porę będzie można go wystawić jako pierwszego - powiedział patrząc na mnie... "Wystawić"? - Młody, ze zniewieściałą twarzyczką... Możemy dostać za niego dużo
- Tylko że jest mały problem... Ktoś nas widział...
- Zamaskowaliście rejestrację?
- Tak...
- Wiec nawet jak doniesie na policję trochę im zajmie szukanie
- Ale wydawało mi się że wyglądał jak syn Sharagane Irate... Jeżeli nas znajdą może być krucho
- Będziemy się tym martwić po licytacji... Zabieraj chłopaka - powiedział po czym wyszedł z pomieszczenia. Drugi do mnie podszedł i szarpnął żebym wstał ale ledwo mogłem się utrzymać na nogach i nie do końca kontaktowałem... Jedyne co zrozumiałem to coś o jakiejś aukcji i chyba domyślam się co mnie właśnie spotkało. Jednakże nie miałem jeszcze siły się wyrywać... Po jakimś czasie mężczyzna mnie wyprowadził na "scene" czy co to tam było i pchnął mnie na ziemię... W sali było mnóstwo osób ubranych na galowo...
- Dzisiejszą aukcję zaczniemy od tego młodzieńca. Czarne włosy, błękitne oczy. 18 lat, chudy ale minimalnie umięśniony... Kochanek syna Yakuzy Sharagane Irate. Znajdzie się ktoś odważny zalicytować... Cena wywoławcza 50 milionów jenów - nawet nie chciałem patrzeć na ten tłum ale słyszałem kilka głosów podbiających stawkę, ale co chwilę ktoś się jednak wycofywał. W końcu zostały tylko dwie osoby
- 150 milionów. Po raz pierwszy, drugi... Sprzedany! - Cały czas myślałem tylko nad tym jak mógłbym z stąd uciec ale moje mięśnie nadal "nie nadawały się do niczego". Mężczyzna który mnie wylicytował był dość młody, od razu zabrał mnie do limuzyny i kazał rozwiązać
- Tak więc... Jesteś kochankiem syna Yakuzy - nic nie mówiłem tylko patrzyłem się wkurzony - Już chciałbym zobaczyć minę Jigoku jak się dowie że cię wylicytowałem... Tani to ty nie byłeś
- Znasz Ji? - nawet nie wiem czemu to powiedziałem, mężczyzna przytaknął
- Masz szczęście że się tam pojawiłem... Inaczej kupiłby cię ten stary zbok i prawdopodobnie skończyłbyś jako jego prywatna męska dziwka. Spróbuję się skontaktować z Jigoku ale muszę jechać na delegację więc w tak krótkim czasie raczej się nie potkamy - powiedział po czym samochód naglę się zatrzymał - Oh, już jesteśmy... Jak masz na imię
- Akane - powiedziałem lekko nieufnym głosem
- Weźcie "Akane" do któregoś z pokoi... Możecie z nim robić co chcecie puki nie wrócę
- Zaraz... Co?! - jakiś koleś mnie wywlókł z limuzyny i zaciągnął do jakiegoś pokoju, pchnął mnie na podłogę po czym wyszedł. Wściekły próbowałem wyjść ale drzwi zamknięta na klucz a przez okno nie mogłem wyjść bo było to trzecie piętro. Usiadłem na łóżku i próbowałem się uspokoić i pomyśleć co powinienem zrobić. Wypuszczono mnie z pokoju dopiero następnego dnia rano... W nocy prawie nie spałem bo łóżko było strasznie niewygodne, na dodatek reszta służby wpadła wydzierając się że skoro jestem tu nowy to oni nie mają zamiaru dawać mi ulg. Byłem jakby to powiedzieć, "od czarnej roboty" a jak coś zrobiłem źle to bito mnie w różnych miejscach, w pewnym momencie się wkurzyłem i wdałem się w bójkę z jednym ze służby. W tym momencie znikąd się pojawił się facet w garniaku, krótkich czarnych włosach i pomarańczowych oczach, który potraktował mnie paralizatorem
- Jesteś tutaj dopiero drugi dzień a już sprawiasz kłopoty...Zamiast wykonywać swoją pracę atakujesz innych członków personelu
- Taa? To niech oni mnie nie biją za minimalne nie znaczące pomyłki
- Długo się jeszcze będziesz skarżył małolacie? Wieczorem masz wstawić się do gabinetu Atare-san - powiedział po czym się oddalił, zacząłem przeklinać pod swoim nosem. Wieczorem żeby nie mieć żadnych problemów poszedłem do tego gabinetu... Pomijając już fakt że szukałem tego pomieszczenia jakieś 20 minut. Koleś stał przy jakieś półce i przeglądał książki - Długo każesz na siebie czekać... Podejdź tu - powiedział po chwili. Nie chętnie podszedłem a mężczyzna mnie pchnął na biurko i zaczął mnie rozbierać
- Z..Zostaw mnie! - zacząłem się wyrywać ale za każdym razem mężczyzna mnie dodatkowo bił
- Im więcej będziesz się opierał tym częściej będę cię bił, rozumiesz... A teraz bądź grzecznym chłopcem i nie wyrywaj się - powiedział odwracając mnie tyłem do niego i zsuwając mi spodnie
- Nie! - Ponownie próbowałem się wyrwać ale on mnie ponownie uderzył i przygwoździł mnie do biurka, zgwałcił mnie, wciągnął mi spodnie z powrotem i "wyrzucił" zza drzwi...
- Jutro przyjdź do mojego pokoju... Jeżeli się nie zjawisz ja przyjdę do twojego a twoja sytuacja będzie jeszcze gorsza - Powiedział i zamknął drzwi... Biegiem poszedłem do "swojego pokoju"... Gdy zamknąłem drzwi oparłem się o nie i osunąłem się na ziemię... Cały drżałem. Niby robiłem to z innymi facetami ale nie zostałem nigdy nie byłem tak potraktowany... To było okropne... Następnego dnia ledwo co wróciłem wycieńczony do swojego pokoju jak do niego wpadł ten sam mężczyzna co wczoraj - Chyba zapomniałeś co ci wczoraj mówiłem
- J...Ja... Dopiero wróciłem... Więc... - zacząłem się nerwowo jąkać
- Cisza! - Pchnął mnie na łóżko i lekko poddusił, nie mogłem się ruszyć gdyż trzymał mnie za mocno - Ostrzegałem cię wczoraj - Momentalnie pozbawił mnie ubrań i zaczął wszędzie pchać ten obrzydliwy jęzor. Gdy przy wyrywaniu się kopnąłem go, on wyciągnął z kieszeni paralizator i mnie nim poraził - Jeżeli się nie uspokoisz będę zmuszony cię tym karać - powiedział, cały czas miał obojętny wyraz twarzy. Nie mogłem się ruszać, nie dlatego że "zmieniłem zdanie" ale paralizator chwilowo "unieruchomił" moje mięśnie a potem mnie one bolały. Jak już on "zrobił sobie dobrze" mnie zostawił leżącego na łóżku na skraju płaczu. Moje życie zamieniło się w całkowity koszmar, podczas dnia byłem bity przez innych za minimalną pomyłkę, wieczorem jakiś typ mnie gwałcił a w nocy byłem zbyt obolały by spać. Następnego dnia gdy sprzątałem w jakiś pokoju, było w nim dużo starych rzeczy... W pewnym momencie zauważyłem biało brązowego kota leżącego na półce z filiżankami
- Kolejny nowy, już mam dosyć ludzi - przez chwilę wpatrywałem się w kota zaskoczony a po chwili przypomniało mi się że mam te "kocie geny"
- Mógłbyś na chwilę stąd zejść? Muszę pościerać kurze - starałem się być miły ale widocznie nawet zwierzęta tutaj są wredne
- Wielka szkoda by była gdyby przyłapali cię że coś rozwaliłeś - powiedział przesuwając łapką filiżankę
- Nie! - starałem się ją złapać ale zabrakło parę centymetrów zanim dobiegłem do kredensu w tym samym momencie wszedł czarnowłosy a kot jakoś zniknął
- T...To nie moja wina... To... Był - mężczyzna chwycił mnie za ubranie i zaciągnął do jednego z pokoi, bardziej luksusowych
- Nie ma z cie tu żadnego pożytku, za każdą pracę której się podejmujesz musisz coś zrobić źle... Ale jest chyba jedna rzecz do jakiej się nadajesz - powiedział po czym mnie przycisnął do ściany żebym nie mógł uciec... Zacząłem już go nawet błagać żeby tego nie robił ale widocznie mu się to podobało. Skończyło się jak ostatnio, tyle że tym razem zostałem w tym pokoju w którym mnie zamknął... Rozpłakałem się niemal że od razu
- Ji... Ji, proszę, zabierz mnie stąd - zacząłem łkać jakby to miało w czymś pomóc. Następne dni wyglądały tak samo, dostawałem jakieś jedzenie tylko żebym nie padł z głodu a koleś mnie traktował jak swoją zabawkę. Minął tydzień od mojego pojawienia się w tym miejscu... Nie miałem już siły znosić tego wszystkiego... W pewnym momencie do pokoju wszedł mój oprawca tyle że tym razem rzucił w moją stronę coś n kształt yukaty tyle że szara i bez wzorów. Przyszedł inny mężczyzna który chwycił mnie za materiał. Zaciągnął mnie do jakiejś sali i pchnął, straciłem równowagę więc upadłem na podłogę
- Akane? - naglę usłyszałem głos Ji... Słyszałem? Czy mi się wydawało? Podniosłem głowę. Ji siedział w fotelu na przeciwko Atare. Nie zważałem już na to co oni mówią, ze szczęścia łzy napłynęły mi do oczu a gdy do mnie podszedł i mnie przytulił, rozpłakałem się. Chłopak zabrał mnie do jego mieszkania. Usadowił mnie na kanapie i chciał gdzieś pójść odruchowo chwyciłem jego dłoń, byłem nadal roztrzęsiony, chciałem żebym chodź przez chwilę mógł się w niego wtulić, chłopak usiadł obok i właśnie tak zrobiłem - Akane, kochanie, powiesz mi co się stało? - spytał głaszcząc mnie delikatnie po głowie
- No bo... bo on... on mnie... - nie musiałem dokończyć jak Ji chyba zrozumiał co chcę powiedzieć, wyglądał na wściekłego - Ji, musisz się uspokoić... proszę... - Powiedziałem łamiącym się głosem ale to chyba nie podziałało. Po prostu mocniej się wtuliłem w chłopaka chowając lekko twarz
- Kto ci to zrobił?
- N...Nie wiem... Nie znam jego imienia...
- A jak wyglądał?
- M...Miał krótkie czarne włosy... Zawsze .... Obojętny wyraz twarzy... i pomarańczowe oczy
- Zabiję... Zabiję go za to co ci zrobił - Powiedział podniósł się z kanapy i zrobił parę kroków ale ponownie złapałem go za rękę
- Ji... Proszę nie zostawiaj mnie... Boję się - powiedziałem ze łzami w oczach. Chłopak ponownie usiadł i mnie przytulił.
Jigoku
Głaskałem go delikatnie po głowie i starałem się jakkolwiek uspokoić. To nic nie dawało. Trząsł się jak mała galaretka. Wziąłem koc i owinąłem nim Akane. W pewnym momencie zaczął płakać, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić. Miałem tylko ochotę zajebać tamtego gościa. To jednak musiało zaczekać.
-Może kupię ci pluszaka w kształcie tygrysa?
-Nie jestem dzieckiem...
-Wieeem... ja tylko chciałem ci coś kupić do tulenia w nocy...
Chłopak wtulił się we mnie dość mocno. Mimo tego okropnego tygodnia nadal miał dość siły.
-Zjesz coś?
Chłopak tylko przytaknął. Chciałem wstać, ale ten uczepił się mnie dość mocno. Uśmiechnąłem się lekko i odczepiłem od koszuli.
-Przecież będę w kuchni... nigdzie nie wyjdę, a chyba chcesz coś zjeść, prawda?
Akane grzecznie usadowił się w rogu kanapy. Cmoknąłem go lekko w czoło. Postanowiłem, że zrobię takoyaki i ramen. W miarę szybko uporałem się z daniami, parząc się przy tym z siedem razy, ale nie miałem czasu by to opatrywać. Wszedłem do salonu z potrawami i położyłem je na stole. Chłopak ostrożnie wziął miskę i zaczął jeść. Zrobiłem tylko dla niego, ponieważ z powodów złości głód minął. Akane jadł wszystko bardzo wolno, uważając, aby się nie pobrudzić. Wydawało mi się, że tęsknił za jedzeniem. Czym oni go do cholery karmili? Na szczęście jednak nie rzucił się na miskę, więc chyba nie było tak źle. Chłopak po skończeniu odłożył naczynie delikatnie i zabrał się za takoyaki. Znowu bardzo powolutku jadł.
-A ty nie chcesz?-zapytał po skończeniu połowy.
-Nie, jakoś nie specjalnie. Gdybym był głodny, zrobiłbym także porcję dla siebie, z resztą bardzo schudłeś, mimo, że tak krótko cię tam trzymali, więc będę się skupiał na tobie.
-Ale też musisz jeść...
-Ale ty bardziej tego potrzebujesz. Jadłem niedawno.
Chłopak tylko przytaknął. Gdy skończył odłożył talerz naprawdę ostrożnie. Objąłem go jedną ręką i przycisnąłem do siebie.
-Dam ci jakieś dresy i czystą bieliznę, chodź.
Posłusznie wykonał zadanie. Dałem mu ubrania, a ten poszedł do łazienki się przebrać. Usiadłem na łóżku i czekałem na niego. Wyszedł po około 10 minutach i znalazł się obok mnie.
-Może się zdrzemnij? Na pewno jesteś zmęczony...
-A będziesz spać ze mną?...
-Jasne, tylko ubiorę piżamę.
Przebrałem się przy Akane. Przecież widział moje ciało kilkukrotnie. Gdy się odwróciłem, już leżał pod kołdrą. Powoli położyłem się obok i przytuliłem go delikatnie.
-Miłe uczucie, mieć tak cię obok siebie...
Akane lekko się zaczerwienił jeszcze bardziej się we mnie wtulając. Przeciągnąłem się i ułożyłem wygodniej w łóżku. Zasnął wcześniej niż ja, więc jak jakiś stalker wziąłem telefon i zrobiłem mu parę zdjęć. Potem jeszcze głaskałem go delikatnie po policzku patrząc na jego śpiącą twarz. Przez to zasnąłem dopiero o 4 nad ranem. Po obudzeniu się nie było Akane obok mnie. Sprawdziłem zegarek, który wskazywał 13:14. Świetnie... Ciekawe, czy poszedł do szkoły, chociaż... to niemożliwe. Bałby się. Wstałem dość wolno przeciągając się. Cicho zakradłem się do salonu, w którym był. Powoli szedłem za nim, po czym gwałtownie go przytuliłem. Odpowiedział głośnym krzykiem.
-J... Ji?! Co ty robisz?!
-Wystraszyłem cię?
-Bardzo! Prawie zemdlałem ze strachu!
Delikatnie przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem w policzek. Chłopak po chwili westchnął i odwrócił się w moją stronę. Jego oczy były całe czerwone.
-Płakałeś?
Pierwszy raz w życiu tak martwiłem się o jedną osobę. Nieśmiało przytaknął opierając głowę na mojej klatce piersiowej.
-Bo ty spałeś... a ja... ja się bałem... no bo byłem tu sam i...
Nie dałem mu skończyć lekko całując go w usta.
-Drzwi są antywłamaniowe, okna masywne, przeciw pancerne... wszędzie alarmy do tego.
-Ale i tak...
-Już... uspokój się... jestem tutaj przecież...
Chłopak po pięciu minutach mnie puścił. Rozczochrałem jego włosy i uśmiechnąłem się widząc jego delikatnie zdenerwowaną twarz. Po tym, jak zrobiłem późne śniadanie kazałem mu się ubrać, co po chwili sam zrobiłem. Zabrałem jeszcze portfel i razem z Akane udałem się do sklepu z zabawkami.
-Ciekawe czy mają granatowe tygrysy... - wydukałem pod nosem.
W końcu znalazłem wręcz idealnego i miękkiego. Zabrałem go i z czarnowłosym, który był czerwony jak burak poszedłem do kasy.
-Zapakować?
-Nie, dziękuję.
-Ji... ale my nie przyjechaliśmy samochodem... - Akane chyba próbował mnie odwieść od kupna miśka.
-To nic, poradzę sobie.
Kobieta po chwili podała cenę: 668 yen. Wyglądała na zdziwioną, widząc zawartość mojego portfela. Zapłaciłem chyba nawet więcej i szybko wziąłem pluszaka ciągnąc jeszcze Akane za sobą. Po wkroczeniu do domu, usadowiłem zabawkę na kanapie. Chłopak postanowił ją tulić kładąc się obok. Przykryłem go kocem i pocałowałem w czoło.
-Ji...
-Hm?
-Byłbyś dobrym ojcem, wiesz...?
-Co? Ja i bycie ojcem? Nie widzę się w tej roli. Wystarczy mi, że mam ciebie. Jesteś wystarczająco dziecinny.
Akane lekko wzdął policzki na co się zaśmiałem. Wziąłem książkę i usiadłem w drugim rogu kanapy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz