Akane
Gdy Ji-sempai już poszedł do swojego pokoju ja zostałem jeszcze jakiś czas w salonie i nadal próbowałem uwierzyć w to co się przed chwilą stało... Gdy mnie zaczął dotykać moje ciało jakby zostało spetryfikowane, nie mogłem się ruszać ani nic powiedzieć. Oczywiście to nie zmienia faktu że było całkiem przyjemne, ale on był pijany... Czy zrobiłby to samo będąc trzeźwy? Muszę się uspokoić, ale teraz całą moją głowę wypełniały myśli o nim. Po dłuższym czasie w końcu poszedłem do swojego pokoju ale spać nie mogłem do północy, chociaż tyle że jutro nie muszę iść do szkoły. Obudziłem się około godziny 8, Sempai prawdopodobnie jeszcze spał bo nie było go na dole a jego buty nadal leżały w przedsionku więc również nie poszedł do szpitala. Skierowałem się do kuchni gdzie przygotowałem kilka kanapek na śniadanie. Gdy już prawie skończyłem niebieskowłosy zszedł na dół, bez żadnego słowa podszedł do mnie i rozczochrał moje włosy
- Nie powiesz mi "dzień dobry"? - spytał a ja lekko się zaczerwieniłem. Nie zdążyłem nic odpowiedzieć jak zabrzmiał dzwonek do drzwi - możesz pójść otworzyć? - spytał na co przytaknąłem. Położyłem talerz z kanapkami na stole i poszedłem otworzyć drzwi. Jak się okazało była to moja mama
- Akane, coś ty zrobiła ze swoimi włosami?! - bez żadnego powitania od razu co musiała zrobić to przyczepić się do tego
- Mamo, po co tu przyszłaś? - chciałem zmienić temat bo wiem że jak zostaniemy przy tamtym może on się ciągnąć godzinami
- Kupiłam ci parę ładnych rzeczy i przyniosłam parę starych... Nie wzięłaś ani jednego takiego ciucha z szafy gdy się przeprowadzałaś
- Nie potrzebuję tych ubrań wystarczą mi te które mam
- Nie możesz się cały czas tak ubierać. Musisz ładnie wyglądać dla swojego chłopaka - powiedziała po czym zacząłem się lekko czerwienić. "Chłopaka"? Po chwili kontynuowała próby wciśnięcia mi ubrań ale mogłem sobie powtarzać. Naglę za mną pojawił się Ji-sempai
- Dzień dobry Pani Yamura. Co Panią tu sprowadza?
- Nic specjalnego, chciałam tylko przynieś Akane parę ubrań które zostawiła w szafie
- Mamo, ile mam jeszcze powtarzać? Nie chcę ich
- Akane to są praktycznie nowe ubrania, szkoda ich wyrzucać - odparła, westchnąłem i spojrzałem na niebieskowłosego błagalnym wzrokiem dając mu do zrozumienia żeby mi pomógł, myślałem że to coś pomoże ale chłopak zrobił na opak, wziął torbę od mojej matki
- Niepotrzebnie się Pani fatygowała, wystarczyłoby zadzwonić a przyjechałbym po ubrania Akane
- Nic nie szkodzi... Mam nadzieję że przy Panu Akane zrobi się chociaż odrobinę bardziej dziewczęca
- Mamo! - syknąłem lekko zirytowany. Niebieskowłosy jeszcze pożegnał się z moją matką po czym zamknął drzwi - Nie tak chciałem żebyś mi pomógł
- Gdybyś cały czas powtarzał że tego nie chcesz nie odpuściłaby
- Ale za to teraz będzie przynosiła te ubrania całymi worami! - powiedziałem ale chłopak zdawał się mnie w ogóle nie słuchać, rozpiął torbę i zaczął w niej szperać - Co ty robisz? - spytałem lekko zrezygnowany po czym niebieskowłosy wyciągnął jakąś czerwoną koszulę nocną
- Przymierzysz to? - spytał z obojętnością w głosie
- To nie jest dobry moment na żarty
- To nie jest żart... Ma prawie ten sam kolor jak ty kiedy się czerwienisz - powiedział... Dlaczego on to mówi? Żebym właśnie zaczął się czerwienić? Tym razem jestem zbyt zirytowany żeby reagować na jego teksty. Z naburmuszoną miną poszedłem w stronę kuchni bo w końcu nic nie zdążyłem zjeść. Chłopak schował koszulę z powrotem do torby i poszedł za mną, gdy już siedziałem przy stole pochylił się nade mną - Nie fochaj się na mnie - powiedział po czym pocałował mnie w policzek, momentalnie przestałem się złościć i się zaczerwieniłem, nie wiem czemu tak reaguję nie kontroluję tego. Nie wiem co we mnie wstąpiło, to był jakiś impuls, wstałem, chwytając się jego bluzki lekko się się podciągnąłem i pocałowałem go w usta, chłopak patrzył na mnie lekko zdziwiony, momentalnie zrobiłem się czerwony jak burak i pobiegłem do mojego pokoju... Czemu ja to zrobiłem, spalę się ze wstydu. Zamknąłem drzwi na zamek i usiadłem na łóżku próbując się uspokoić. Dopiero po chwili dostrzegłem że dostałem wzwodu, muszę coś z tym zrobić zanim wyjdę z pokoju... Zsunąłem lekko spodnie razem z bielizną i zacząłem się masturbować. Po chwili usłyszałem dźwięk klamki, odruchowo zasłoniłem dłońmi penisa gdy do pokoju wszedł Ji-sempai. Przecież zamknąłem drzwi! Nie widziałem swojej twarzy ale za pewne byłem teraz taki czerwony jak nigdy wcześniej. Chłopak podszedł do mnie i przykucnął przede mną, chwycił moje dłonie odsłaniając mojego penisa - Robiłeś to myśląc o mnie? - spytał tym uwodzicielskim tonem głosu, patrzył cały czas na moją twarz jakby czekał na odpowiedź, odwróciłem lekko wzrok i przytaknąłem po czym chłopak wziął mojego penisa do ust... Nie musiał robić tego długo żebym dochodził
- P... Przestań, ja z...zaraz... - wydukałem ale nie mogłem wytrzymać i zanim dokończyłem doszedłem w jego ustach - P... przepraszam...
- Za co przepraszasz?
- No bo...
- Jeżeli to ci tak strasznie przeszkadza to zamiast mnie przepraszać możesz mi zrobić to samo co ja tobie - powiedział rozpinając już swoje spodnie. Niebieskowłosy stanął tak że jego sztywny członek był na wysokości mojej twarzy. Chwyciłem niepewnie jego penisa i powoli włożyłem go do ust. Czułem się odrobinę dziwnie robiąc to ale jeżeli ma to sprawić przyjemność Sempaiowi... Po jakimś czasie naglę doszedł w moich ustach przez co się odrobinę zakrztusiłem. To co mi pozostało w ustach trudno mi było przełknąć, naglę niebieskowłosy chwycił mnie za podbródek i lekko podniusł ku górze a następnie zaczął całować z języczkiem... Mimo że w dalszym ciągu miałem jego spermę w ustach wyglądało jakby jemu to nie przeszkadzało - Jak następnym razem stanie to nie rób tego sam tylko przyjdź do mnie, dobrze? - powiedział a ja nieśmiało przytaknąłem...
Jigoku
Może nie był jakoś szczególnie w tym dobry ale przynajmniej się starał, co było na swój sposób urocze, jeżeli można to tak określić. Miałem ochotę zrobić z nim coś więcej ale wiem że nie jest jeszcze na to gotowy
- Czy... - zaczął mocno czerwony Akane a jego wzrok był wbity w podłogę - Czy było ci dobrze? - spytał prawie bezgłośnie. Odrobinę się zdziwiłem słysząc to pytanie z jego ust
- Czemu pytasz o to?
- No bo... Nigdy wcześniej tych rzeczy nie robiłem i nie wiem czy to co robiłem było dla ciebie choć odrobinę przyjemne Semapi - powiedział siedząc na łóżku i bawiąc się nerwowo kawałkiem kołdry. Jak on w ogóle może o czymś takim myśleć, skoro doszedłem to znaczy że było dobrze. Przysunąłem się do niego i cmoknąłem w policzek.
-Przestań o tym myśleć i idź sobie przepłukać usta wodą...-szepnąłem.
Chłopak nerwowo wstał i wyszedł. Westchnąłem głośno i rozłożyłem się na łóżku. Po chwili wrócił.
-Pójdę na spacer, okej?-odparł czerwony.
Burknąłem coś na znak zgody. Po godzinie także wyszedłem. Koło parku spotkałem swoją dawną miłość. Zauważyła mnie i podbiegła.
-Ji! Jejku, jak się cieszę! Szukałam cię!-powiedziała radośnie.
-Miło cię widzieć, Yunnie.
-Ciebie też miło! Nawet bardzo! Nawet nie wiesz, ile mam ci do powiedzenia!
-Hah... no to zapraszam na herbatę, ale ostrzegam, że mam kogoś do opieki i wiesz...
-Dorobiłeś się dziecka?
-Co? Nie! Pomagam chłopakowi z mojej szkoły...
-Hahahaa... naprawdę chodzisz do szkoły? Ja muszę ci przyznać, że mam 2 letnią córkę... mogłabym przyjść z nią?
-Oczywiście. Pewnie jest piękna jak ty.
Zaczęliśmy się śmiać. Po drodze do domu wstąpiłem do sklepu by kupić dla małej jakąś zabawkę i ciastka... Tak jakoś się złożyło, że nie kupiłem jednej, a 3. Był to duży, różowy miś, lalka i kucyk. Z tym wszystkim wróciłem, przygotowałem wszystko i czekałem na Yunnie. Nareszcie usłyszałem dźwięk dzwonka, wstałem i otworzyłem drzwi. Dziewczyna na rękach miała ową dziewczynkę. Uśmiechnąłem się do niej.
-Dzień dobry!-powiedziałem.
Mała wyglądała na nieco nieśmiałą. Zaprosiłem je do środka odsuwając się. Weszły do salonu i usiadły. Sięgnąłem po reklamówkę z prezentami dla małej i wręczyłem ją. Patrzyła na zabawki z wielkim uśmiechem.
-Dziekuje!-odparła radośnie i wtuliła się we mnie.
-Nie ma za co, a teraz mnie puść.-powiedziałem śmiejąc się.
Ona jednak nie chciała i musiałem ją nosić jak chodziłem do kuchni. W pewnym momencie usłyszałem jak ktoś wchodzi. Pewnie Akane. Zdziwiony patrzył na mnie.
-Oh, więc to pewnie ten chłopak, którym się opiekujesz!-odparła Yunnie.
Dziewczyna wstała, podała mu rękę i się przedstawiła. Od zawsze łatwo się zaprzyjaźniała. Chłopak także się przywitał.
-A, właśnie. Yunnie... jak ma na imię twoja córka?
-Layana, ale mówią Lay.
Poklepałem dziewczynkę po głowie.
-No, Lay. Możesz mnie puścić?-zapytałem.
Ona grzesznie wykonała moją prośbę. We trójkę usiedliśmy a mała bawiła się nowymi zabawkami, czasem podkradając słodycze.
-Ji... muszę ci coś powiedzieć. To prawdopodobnie twoja córka...
Powiedziała to, jak piłem herbatę i o mało się nie udusiłem. Zacząłem kaszleć.
-Co? To niemożliwe!
-Ale ty jedyny możesz nim być!
-Przepraszam, ale chcę, byś zrobiła testy na ojcostwo. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że ta mała może być moją córką. Dlatego cię o to proszę.
Około 20 wyszła, podziękowała, uprzednio zabierając ode mnie jakiś pęczek włosów, żeby móc zrobić testy. Odetchnąłem i wróciłem do salonu. Akane siedział na kanapie i nie patrzył na mnie.
-Ej... coś się stało?...-zapytałem kucając przed nim.
Złapałem go za podbródek i lekko uniosłem. Miał łzy w oczach. Przytuliłem go, ale próbował się wyrwać.
-Akane, jeżeli chodzi o moje ojcostwo, to wiedz, że nie ma możliwości, żebym był ojcem. Proszę, uwierz mi...
-Ja... ja na razie... nie chcę z tobą rozmawiać...
Wstał i poszedł do swojego pokoju. Super... bardzo lubię Yunnie, ale jeżeli się okaże, że to nie moje dziecko, to nie wiem, co jej wtedy powiem. Niestety mogłem teraz jedynie czekać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz