niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 6

Akane

Od siostry Sempaia dowiedziałem się że jest u pielęgniarza, poprosiła mnie również bym poszedł sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. Zapukałem do gabinetu i wszedłem. Sepmai leżał na jednym z łóżek i całował się z pielęgnarzem. Zamurowało mnie, nie wiedziałem co zrobić, po prostu stałem bez ruchu puki niebieskowłosy mnie zauważył
- Akane? - powiedział lekko zakłopotany. Poczułem jak łzy mi napływały do oczu. Nawet już nie zostawałem na reszte dnia, jak stałam tak wybiegłem ze szkoły i pobiegłem do "domu". Zamknąłem się w pokoju i łzy popłynęły mi strumieniami i tak długo mi się udało je utrzymać. Jak on mógł coś takiego zrobić po tym wszystkim co mi powiedział i zrobił. Całe popołudnie wypłakiwałem się w poduszkę. W pewnym momencie usłyszałem pukanie do drzwi
- Akane, otwórz drzwi - usłyszałem głos niebieskowłosego
- Po co? Żebyś znowu mnie okłamywał i próbował uwieść?!
- Ale ja cie nie okłamywałem
- Widziałem jak się całujesz z pielęgniarzem szkolnym! Gdybyś coś rzeczywiście do mnie czół nie zrobiłbyś tego! Aha, jeszcze jedno... Na żadną wycieczkę nie pojadę a jutro wracam do swojego domu! - Usłyszałem tylko walnięcie w drzwi i jak niebieskowłosy coś mamrocze oddalając się. Ze swojego pokoju wyszedłem dopiero jak Rukkie zawołała mnie na obiad. Usiadłem jak najdalej od chłopaka, gdy tylko na niego patrzyłem znowu chciało mi się płakać. Podczas posiłku panowała niezręczna cisza, którą przerwał nagły dzwonek do drzwi, Rukkie poszła otworzyć
- Akane, proszę posłuchaj mnie... - zaczął niebieskowłosy
- Nie odzywaj się do mnie - powiedziałem drżącym głosem. Po chwili do jadalni wróciła Rukkie w towarzystwie nikogo innego jak tego pielęgnarza
- Onoe? Co ty tutaj...
- Zostawiłeś swój telefon w gabinecie
- To nic takiego... Mogłem go odebrać jutro
- Wiem że rzadko bywasz w szkole więc wolałem ci go przynieść - oznajmił. Nie mogłem wytrzymać samej obecności tego faceta, zostawiłem niedojedzony obiad i poszedłem w kierunku swojego pokoju. Kończyłem pakowanie swojej walizki. Jutro z samego rana wrócę do swojego domu... Musiałem wstać wcześniej od chłopaka by przypadkiem nie próbował mnie zatrzymywać czy coś... Znalazłem swoje klucze do domu i wyszedłem... Przez całą drogę próbowałem się powstrzymywać od płaczu. Otworzyłem drzwi do mieszkania i wszedłem do środka, walizkę postawiłem w koncie a sam usiadłem na kanapie w salonie, gdzie zacząłem ponownie płakać. Po jakimś czasie w końcu przestałem w tym momencie wstała moja mama
- Akane? Co się stało? Masz całe zapłakane oczy - oznajmiła po czym zauważyła walizkę - Coś się stało miedzy tobą a Jigoku? - spytała na co przytaknąłem, po czym jakoś tak powiedziałem jej o wszystkim - I nawet nie pozwoliłaś mu wyjaśnić całej sytuacji?
- Wiem co widziałem! Jeszcze tego samego dnia przyszedł do ich domu!
- I tak uważam że powinnaś mu dać się wypowiedzieć a potem ewentualnie się wyprowadzić. Nigdy z tobą o tym nie rozmawiałam ale zakochiwanie się nie jest w cale takie piękne. Wszędzie zaczyna się widzieć zagrożenie, obawy że ukochany może cie zostawić. Być może to co się stało wcale nie było jego winą ale ty to tak odebrałaś bo go tak kochasz że aż jesteś o niego zazdrosna... Tak nie na temat, czy wy już razem...
- Hę?
- No wiesz mieszkacie razem, jesteście młodzi więc...
- Mamo! Ja tu ci się wypłakuję a ty pytasz o takie rzeczy?!
- No dobrze, przepraszam... Wracając do tematu, moim zdaniem powinnaś mu dać szansę wytłumaczenia się z tego - Może i powinienem ale jestem debilem i nie zrobiłem tego kiedy miałem okazję... Dziś nie poszedłem do szkoły, siedziałem cały dzień w domu i oglądałem telewizję. Około 14 usłyszałem dzwonek do drzwi, wywlokłem się z kanapy i poszedłem otworzyć, była to Rukkie, nie miałem pojęcia po co ona mogła tu przyjść
- Chcę z tobą porozmawiać Akane - oznajmiła, wpuściłem ją do środka i usiedliśmy w salonie - Jest ktoś jeszcze w domu
- Nie, mama poszła do pracy - oznajmiłem, po czym czerwonowłosa zaczęła grzebać za czymś w swojej torebce, po chwili wyjęła parę zdjęć i mi je dała. Były to wspólne zdjęcia Ji-sempaia i tego kolesia jak byli młodsi
- Przepraszam ale po co mi to pokazujesz - przez patrzenie na te zdjęcia miałem jeszcze większego doła bo wyglądali na nich bardzo szczęśliwi
- Nie chciałeś posłuchać Ji więc posłuchaj mnie... Oczywiście nie chcę żebyś myślał że Ji mnie wysłał, on nawet nie wie że tu jestem... To prawda że Onoe i Ji swego czasu się spotykali, byli bardzo blisko ale pewnego dnia Onoe miał wypadek, potrąciło go auto na wskutek czego stracił częściowo pamięć, zapomniał również o moim bracie... Jego rodzice zabronili Ji mówić mu że byli razem po czym Ji zaczął mieć pewne problemy. Był tym załamany przez co zaczął pić ćpać i nawet się ciąć - powiedziała po czym podała mi kolejne kilka zdjęć na których był Ji w o wiele gorszym stanie - Nie chcę żeby się to powtórzyło... Ji naprawdę cię kocha i jeżeli cię straci może się ta sytuacja powturzyć a nawet może być gorzej
- Skąd ty wiesz o...
- Po prostu wiem... Nawet jeżeli Onoe znowu zaczął coś czuć do Ji to jednak mój brat teraz kocha ciebie
- Nie chcę żeby cierpiał z mojego powodu... Boże jakim ja jestem debilem. Zamiast go od razu posłuchać zachowywałem się jak ostatni dupek...! Czy ja mogę jeszcze wrócić
- Nie widzę sprzeciwów a Ji na pewno się ucieszy - oznajmiła. Zostawiłem tylko wiadomość mamie żeby się nie martwiła i wróciliśmy do tamtego domu - Ji powinien być w swoim pokoju - oznajmiła. Szybko poszedłem na piętro i zapukałem do jego drzwi, po woli otworzyłem drzwi, Niebieskowłosy siedział na łóżku ze wzrokiem wbitym w podłogę
- S... Sempai - nie mogłem się powstrzymać, wtuliłem się w niego i zacząłem ryczeć - Przepraszam! - chłopak lekko mnie objął. Cały był jakby pół przytomny. Dopiero po chwili jak mnie puścił zauważyłem że jego rękawy na przed ramieniach są zakrwawione
- RUKKIE! Szybko chodź tutaj! - Zacząłem panikować... Sam niebieskowłosy wyglądał jakby coś wcześniej wziął. Rany były dosyć głębokie więc siostra chłopaka zadzwoniła po pogotowie. Od razu pojechaliśmy do szpitala, oczywiście mi nie było wolno wchodzić. Na zajutrz rano jakimś cudem pozwolono mi wejść... Na sam widok jak ma zabandażowane ręce znowu łzy mi napłynęły do oczu, to co zrobił było jakby po części moją winą... W pomieszczeniu była Rukkie ale nie przeszkadzało mi to że by się w niego wtulić z płaczem
- Nigdy więcej tak nie rób, rozumiesz?! - wyłkałem nie odrywając się od niebieskowłosego.




 Jigoku




Boże, jak to kurewsko boli...  Wyraźnie słyszałem jak Akane się wydziera, ale jeszcze bardziej to poczułem. Syknąłem przez to z bólu. Z jednej strony chciałem go zgwałcić, z innej się zabić. Otworzyłem oczy, czego pożałowałem, bo oślepiło mnie światło.
-Kurw...-burknąłem.
Czarnowłosy poderwał się i spojrzał na mnie zapłakanymi, błękitnymi oczyma. Krzywiąc się z bólu usiadłem (jakoś). Znów dziwacznie się czułem. Obraz na nowo się nieco rozmazywał. Rukkie coś krzyknęła, ale nie zrozumiałem. Podrapałem się po głowie i usłyszałem głos Onoe.
-Dobrze się spało, królewiczu?-powiedział prychając.
Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem.
-Gadaj co żeście mi z włosami zrobili...
-Nic takiego. Przeszkadzały po prostu w badaniu i tak jakoś... stały się krótsze.
-Dopóki mi nie odrosną nie wyjdę z domu.
-Nie przesadzaj. Wyglądasz uroczo!
-Tsk. Wyglądam debilnie jak ty.
Zaczął się ze mnie śmiać.
-"Debilnie"? Pamiętam, jak po raz pierwszy użyłeś tego słowa! I jeszcze parę innych! Na przykład takie "zwol..."
Nie dałem mu skończyć i warknąłem by się przymknął. Najwidoczniej Rukkie też nie była po mojej stronie. Zacząłem się z nimi kłócić, a po paru głośniej wymienionych zdaniach znów zacząłem słabnąć. Zebrało mi się także na wymioty, więc szybko zasłoniłem usta dłonią i próbowałem to stłumić. Onoe pomógł mi w wejściu do toalety. Jeżeli mam być szczery, to tylko on był w stanie mnie podnieść. Siostra nie miała na tyle siły, a Akane także by nie dał rady. Usiadłem na kafelkach i syczałem... Znów miałem odruch wymiotny. Znacznie silniejszy. Zwymiotowałem po minucie siłowania się z własnym żołądkiem. Teraz to już w ogóle nie miałem siły. Na nic. Nie chciało mi się wstać, a nawet próbować to zrobić. Złotooki złapał mnie za ramiona i zaniósł do pomieszczenia "na księżniczkę". Potem mu to wygarnę. Niech no tylko poczuję się lepiej... Mężczyzna ciągle chodził obok mnie, co najwidoczniej się nie spodobało czarnowłosemu. Wiedziałem, że był baaardzo zazdrosny. Ta jego urocza mina... Rzuciłbym się na niego, gdybym mógł. Wypuścili mnie dopiero koło 20. To i tak szybko. Onoe gdzieś w drodze oznajmił, że musi wstąpić do sklepu. Pożegnał się i pognał w swoją stronę. Rukkie też sobie poszła. Zapewne do przyjaciółek. Czarnowłosy się do mnie nie odzywał. Zapewne nadal był zły. No przecież do niczego nie doszło... Po przekroczeniu progu przycisnąłem go do ściany i pocałowałem. Na wszelkie sposoby próbował się wyrwać. Odsunąłem się lekko. Chłopak patrzył na mnie z nienawiścią i smutkiem w oczach. Zaczął drżeć.
-Akane...?
Siąknął nosem. Widocznie nadal nie mógł zapomnieć o tym, co się stało. Zwiesił głowę. Wplotłem palce w jego włosy.
-Akane, doskonale wiesz, co do ciebie czuję. Przeszłość nie ma znaczenia. Tak cholernie cię przepraszam...-szepnąłem.
Pierwszy raz w życiu czułem, jak ściska mi się serce. Szybko chłopaka przycisnąłem do siebie i mocno przytuliłem. Próbowałem się co niego chociaż trochę zbliżyć, ale ten mi nie pozwalał. Zaciągnąłem go do salonu i powaliłem na kanapę. Pożałowałem tego. Poczułem masakryczny ból w klatce piersiowej. Zacisnąłem dłonie w pięści, po czym usiadłem. Przeklinałem pod nosem. Mam nadzieję, że mnie z tego wyleczą.
-Pfft... teraz będziesz musiał na siebie uważać tak, jak 90 latek.-Akane najwidoczniej chciał mnie zdenerwować.
-Pójdę do sklepu, bo Rukkie prosiła, wrócę za jakieś 30 minut.-powiedział nawet nie patrząc w moją stronę.
Cierpliwie czekałem na niego przez czas, który podał. Potem następne piętnaście minut. No ile można siedzieć w sklepie?... Podniosłem się, ubrałem buty i wyszedłem na poszukiwania czarnowłosego. Nie nachodziłem się za specjalnie, jak zobaczyłem, że całuje się z jakąś szatynką. Odwróciłem się w przeciwną stronę i zacząłem iść w stronę domu Onoe. O ile ten się nie przeprowadził. Ze spokojem przemierzałem ulice, mijałem ludzi. W połowie drogi zacząłem biec i serce jakby za mną nie nadążało. Na szczęście, gdy już prawie padałem stanąłem przed drzwiami jego domu. Miałem jeszcze wystarczająco siły, by zapukać. Upadłem na ziemię, dyszałem i płakałem. Nie wiem, czy to przez to, co zobaczyłem, czy przez chorobę. Mężczyzna w porę zabrał mnie do środka.
-Czy ty nigdy nie zmądrzejesz? Pewnie biegłeś... Debilu jeden. Mogłeś zginąć!-powiedział wyraźnie wkurzony i pomógł mi usiąść na kanapie.
-A co mnie to obchodzi? Chcę zdechnąć...-wysyczałem.
Onoe znalazł się obok i głośno westchnął.
-Gadaj, co się stało.
Zacisnąłem dłonie w pięści.
-Akane... całował się z jakąś... dziewczyną ze swojej... klasy...-wydusiłem sapiąc.
Może była to sytuacja, jaką widział czarnowłosy. Może powinienem go wysłuchać. W tamtym momencie nie chciałem.
-Ohohoo... czyżbyś się zakochał? No proszę!
-Tsk... przymknij się...
-Ejejej. Jak ty się gówniarzu do starszych zwracasz?!
Mężczyzna wstał i zagroził mi palcem. Prychnąłem próbując się nie roześmiać.
-No dobrze, Kaijo - sensei, mogę zostać na noc czy mnie wygonisz?
-Na noc, powiadasz?...
-Nie chodziło mi o "taką" noc! WSZĘDZIE widzisz podteksty! W-S-Z-Ę-D-Z-I-E!
-I? To coś złego? Jestem seksowny i mam prawo.
-Pft... ty? seksowny?! Od kiedy? To chyba nie ta epoka!
-Wiesz, przypomniało mi się coś. Mianowicie ta twoja urocza, słodziutka mina jak dochodziłeś!
Mężczyzna zaczął się śmiać. Nic już nie mówiłem. Dał mi jakiś dres i wskazał pokój gościnny. Po prysznicu, zmianie opatrunków ległem na łóżko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz